Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

17-06-2015, 13:14

Nasza dziennikarska przygoda: superwarsztaty w “Dzienniku Zachodnim”. Kiedyś tu wrócimy  »

Dziennik Zachodni
Uczniowie szkół w Sosnowcu i Lucyna Nenow
17-06-2015

Uczniowie z kilku szkół podstawowych w Sosnowcu gościli wczoraj w naszej redakcji. Pod okiem red. Marii Olechy napisali poniższy artykuł.

W warsztatach w Dzienniku Zachodnim w Media Centrum uczestniczyli: Laura Sierota, Julia Wacławik, Mikołaj i Maciej Twarogowie, Ewa Białczyk, Kamila Wulkner i Oliwia Kibitlewska

Wczoraj w redakcji “Dziennika Zachodniego” w Sosnowcu laureaci międzyszkolnego konkursu dziennikarskiego “Mistrz szkolnego reportażu” mieli okazję poznać pracę dziennikarza i zobaczyć, na czym polega ten zawód.

W warsztatach redakcyjnych udział wzięli uczniowie szkół z Sosnowca: Szkoły Podstawowej nr 22, Szkoły Podstawowej nr 46 i Szkoły Podstawowej nr 42, Szkoły Podstawowej nr 18 i Szkoły Podstawowej nr 23.

- Najciekawszą częścią warsztatów było poranne kolegium redakcyjne – mówi Julka Wacławik z SP 23. Z kolei Mikołajowi z SP 42 najbardziej podobała się praca w programie Milenium, w którym dziennikarze DZ przygotowują gazetę.

Dzieci zasypały dziennikarzy masą pytań, m.in. o ich pracę w terenie, sposoby zbierania informacji i dzień z życia reportera. Poznały tajniki pracy w zawodzie dziennikarza oraz zawodowe słownictwo.

Po zajęciach w sali kolegialnej przyszli młodzi dziennikarze odwiedzili drukarnię DZ, po której oprowadził ich red. Adam Daszewski. Mieli również okazję napisać własny artykuł, który właśnie czytacie, drodzy Czytelnicy. Goście poznali również stronę internetową www.dziennikzachodni.pl i dowiedzieli się, jak powstaje serwis internetowy DZ. Mieli też szansę zobaczyć, w jaki sposób tworzy się multimedialne wydanie tygodnika Śląsk Plus.

- Bardzo podobało mi się w redakcji. Kolegium było ciekawe i fajnie tworzyło się własny artykuł – mówi Ewa Białczyk z SP 22.

Na zakończenie warsztatów wszystkie dzieci otrzymały pamiątkowe dyplomy i upominki.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3902445,nasza-dziennikarska-przygoda-superwarsztaty-w-dzienniku-zachodnim-kiedys-tu-wrocimy-zdjecia,id,t.html

17-06-2015, 08:55

Serwis zabitego dziennikarza będą prowadzić jego koledzy, chcą pomóc rodzinie  »

Press
(AMS)
17-06-2015

Dziś lokalny portal NaszaMlawa.pl, który założył i prowadził zabity w ostatni weekend dziennikarz Łukasz Masiak, ponownie zacznie publikować informacje. Społecznie będą go prowadzić dziennikarze z lokalnych mediów. Potem chcą go sprzedać i dochód przekazać jego rodzinie.

Taką wiadomość uzyskują czytelnicy portalu NaszaMlawa.pl po wejściu na stronę główną

Pomysłodawcą akcji jest grono przyjaciół Łukasza Masiaka. Prowadzenia jego portalu podjęło się ośmioro dziennikarzy lokalnych mediów.

- Nie możemy pozwolić, by portal stracił czytelników i wartość – mówi Agnieszka Milewska, reporterka Informacyjnej Agencji Radiowej, która zaangażowała się w pomoc rodzinie zabitego dziennikarza. – Będziemy go prowadzić społecznie do czasu, aż wdowa po dziennikarzu go sprzeda. Prace już zostały podzielone: ktoś będzie pisał, ktoś redagował, ktoś inny publikował, moderował posty itp. Wszystko mamy już pod kontrolą – dodaje Milewska.

Do zabójstwa Łukasza Masiaka doszło w nocy z soboty na niedzielę w kręgielni w Mławie. Wczoraj stanowisko w tej sprawie wydała Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Apeluje ona o  skuteczne śledztwo mające na celu dokładne wyjaśnienie tej zbrodni i zwraca uwagę, że szczegółowe standardy prowadzenia śledztw w sprawach dotyczących ataków na dziennikarzy zostały sformułowane w wielu dokumentach organizacji międzynarodowych zajmujących się ochroną praw człowieka. HFPC będzie monitorować działania organów państwa w sprawie zabójstwa Masiaka.

Całość: http://www.press.pl/newsy/internet/pokaz/49097,Serwis-zabitego-dziennikarza-beda-prowadzic-jego-koledzy_-chca-pomoc-rodzinie?target=pressletter&uid=556

16-06-2015, 23:57

Pogrzeb Jana F. Lewandowskiego w Katowicach  »

Dziennik Zachodni
Grażyna Kuźnik, Arkadiusz Gola
16-06-2015
Pogrzeb Jana F. Lewandowskiego odbył się we wtorek 16 czerwca 2015 o godzinie 13. na cmentarzu komunalnym w Katowicach przy ul. Murckowskiej.

Spoczął na łące, pośród kwiatów

Tylu przyjaciół wokół małej urny na rozległej, cmentarnej łące, gdzie została złożona. Tyle kwiatów, a do tych z kwiaciarni doszły skromne, polne. Dzisiaj, we wtorek 16 czerwca na cmentarzu komunalnym przy ul. Murckowskiej pożegnaliśmy Jana F. Lewandowskiego; historyka, regionalistę, filmoznawcę, redaktora, promotora kultury. Miał wiele talentów, a okazuje się, że jeden z największych to dar przyjaźni. Wyraził to jego przyjaciel Krzysztof Karwat, także wtedy, gdy w pełnej kaplicy, przygnębiony, szukał słów, żeby jakoś opowiedzieć o tej stracie. Przeczytał ciepłe słowa pożegnania od Kazimierza Kutza.

- To w twoim Toszku, w twoim rodzinnym domu, od matki i ojca nauczyłeś się kultury osobistej, więcej, ujmującej dystynkcji w sposobie bycia – mówił przyjaciel.

Kiedy sześć lat temu wygłosił przemowę przed wręczeniem Janowi F. Lewandowskiemu nagrody “Górnośląski Tacyt”, Janek przyznał, co było rzadkie, że czuł się wzruszony. Zawsze skromny. Gdyby teraz mógł usłyszeć i zobaczyć ludzi, którzy tak licznie przyszli się z nim pożegnać. I na pewno przyjdą tu jeszcze nie raz.

W kondukcie szedł między innymi prof.Tadeusz Sławek, były rektor Uniwersytetu Śląskiego, prof. Zbigniew Kadłubek i inni współpracownicy z kwartalnika “Fabryka Silesia”,Przemysław Smyczek, dyrektor Wydziału Kultury Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego, Adam Pastuch, dyrektor Regionalnego Ośrodka Kultury w Katowicach, koledzy z czasopism i instytucji, gdzie zmarły pracował. Przede wszystkim rodzina, córki Anna i Joanna z bliskimi, ich mama Irena, starsza siostra, także Irena. Podziękowały wszystkim za obecność i wsparcie w tej niespodziewanej żałobie.

Urna z prochami Jana F. Lewandowskiego spoczęła na pięknej łące, przy ścieżce. Pogrzeb poprowadził ksiądz i mistrz świeckiej ceremonii. Na koniec podali sobie ręce. Ksiądz przypomniał, że rozstania ze zmarłymi są chwilowe, że spotkamy się z nimi, bo Bóg każdemu u siebie szykuje mieszkanie. Modlitwa pomaga znieść tę rozłąkę. Mistrz ceremonii mówił o tym, jaki Jan był;  że dużo palił, dużo pracował, miał ciekawe i dobre życie, zdobył wielu przyjaciół.

Zacytował także utwór Andrzeja Waligórskiego; to wiersz dla dojrzałych mężczyzn, i jakby o chwili, gdy Jan zmarł: “Dobrze jest usiąść w fotelu, a kot niech się zwinie obok, I żeby w zasięgu ręki było koniecznie pół czarnej, A radio niech gra Gershwina, a my, kiwając nogą, W ten skośny promień puszczamy dym z papierosa carmen. Na półkach piętrzą się książki i pył z nich wiruje w słońcu, I wszystko jest złotobrunatne, a tylko rapsodia błękitna, I trochę smutno, że trzeba to będzie zostawić w końcu, I już się nie siądzie w fotelu, żeby Trzech Muszkieterów poczytać, Bo może się kiedyś tak zdarzyć, że patrzysz – a ciebie już nie ma, Chociaż jest kawa i fotel, i słońce na kociej sierści.”

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3902213,pogrzeb-jana-f-lewandowskiego-w-katowicach-zdjecia-wideo,id,t.html

16-06-2015, 23:14

Telewizja Republika zapłaci 10 tys. zł kary za reklamę piwa  »

Press
(KOZ)
16-06-2015

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nałożyła 10 tys. zł kary na Telewizję Republika za nadanie reklamy piwa w czasie chronionym.

Nadawca naruszył przepisy o wychowywaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Jak podała KRRiT, 31 lipca ub.r. o 11.34 Telewizja Republika puściła 30-sekundową reklamę piwa, nie stosując się do zakazu ich emisji w paśmie w godz. 6-20.

– To był nasz błąd – mówi Radosław Dobrzyński, dyrektor zarządzający Telewizji Republika. – Reklamę piwa wyemitowaliśmy przez pomyłkę w porze, w której nie powinna się pojawić – dodaje. Stacja zapłaci karę, nie będzie się od niej odwoływać.

Ponadto analiza regulatora wykazała, że 5 sierpnia ub.r. w godz. 15-16 nadawca o 2,5 minuty przekroczył ustawowy limit 12 minut reklam w ciągu godziny.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/49093,Telewizja-Republika-zaplaci-10-tys_-zl-kary-za-reklame-piwa

16-06-2015, 12:03

“Dziennik Wschodni” nagradza za dziennikarstwo śledcze  »

Press
(RH)
16-06-2015

Wydawca “Dziennika Wschodniego” (Corner Media) zachęca swoich dziennikarzy do zajmowania się dziennikarstwem śledczym. W tym celu ufundował nagrodę za materiał śledczy.

Dziennikarz, który zgłosi i zrealizuje uzgodniony materiał śledczy, otrzyma nagrodę 5 tys. zł. – To moja odpowiedź na to, że media drukują coraz mniej takich materiałów, a dziennikarze zajmują się głównie zapełnieniem szpalt. To właśnie materiały śledcze budują siłę gazety – mówi Krzysztof Wiejak, prezes wydawnictwa i zarazem redaktor naczelny “Dziennika Wschodniego”.

Nagrodę otrzyma dziennikarz, który udokumentuje i przygotuje materiał śledczy, dotyczący np. korupcji, nepotyzmu, nieprawidłowości na styku lokalnej polityki i gospodarki. Krzysztof Wiejak deklaruje, że dziennikarza, który będzie pracował nad zaakceptowanym tematem, uwolni od bieżącej pracy redakcyjnej.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/49090,%E2%80%9EDziennik-Wschodni%E2%80%9D-nagradza-za-dziennikarstwo-sledcze

16-06-2015, 08:21

Jan F. Lewandowski szukał prawdy, ale z ludźmi obchodził się delikatnie  »

Dziennik Zachodni
Grażyna Kuźnik
16-06-2015

We wtorek, 16 czerwca, pogrzeb Jana F. Lewandowskiego, świetnego historyka i promotora kultury śląskiej. Napisał wiele książek: o śląskim kinie, politykach międzywojennych, autonomii, o ludziach regionu.

Śląsk był dla niego najważniejszy

Jan F. Lewandowski miał duszę detektywa. Był historykiem, filmoznawcą, animatorem kultury, redaktorem naczelnym, ale gdyby zrobił mały krok w inną stronę, byłby świetnym detektywem. Takim ze skandynawskich kryminałów: doświadczonym, przenikliwym, w zmiętym płaszczu, bez złudzeń co do ludzkiej natury, zawsze z papierosem, w cieniu, sam. Oszczędny w słowach, o ludziach mówił dobrze i trafnie albo wcale.

Wszystko rozumiał, nie oceniał, ale wiedział, co jest słuszne. Gdyby na drugim świecie ktoś musiał o nas zaświadczyć, każda duszyczka leciałaby do Janka. Niezdolny do kłamstwa, w każdym widział coś wspaniałego, wartego specjalnej uwagi. Jako szef był jak ojciec, który kolejnemu dziecku szepcze do ucha to samo – to ciebie kocham najbardziej ze wszystkich.

O człowieku z krwi i kości

Pisałem właściwie dla niego, bo on uważał, że to będzie dobre i naprawdę na to czekał. Bardzo liczyłem się z jego opinią – przyznaje Zbigniew Kadłubek, pisarz, tłumacz, filolog klasyczny z Uniwersytetu Śląskiego. Autor napisanych po śląsku “Listów z Rzymu” i tekstów do “Fabryki Silesia”. – Był afirmacją, wydobywał z ludzi to, co najlepsze. Cieszył się cudzym talentem. A w środowisku, w którym żyjemy, to dar rzadki, bezcenny.

Janek całymi nocami pisze w mieszkaniu zamienionym w bibliotekę, ale na potrzeby swoich książkowych śledztw wyrusza na wyprawy. Jest wtedy ciekawski, chce zobaczyć na własne oczy, gdzie co się stało. Gdy bada zapomniane i skandaliczne dzieje wytwórni filmowej w Siemianowicach, dostaje się na teren Wojskowych Zakładów Mechanicznych i tam odkrywa starą halę filmową Espe. Jest rok 1980. Musi stamtąd uciekać, żeby nie wzięto go na muszkę jako szpiega.

Prywatnie niezdolny do zadania zbyt osobistych pytań, wzór taktu. A na tych wędrówkach gada z ludźmi, plotkuje o zmarłych, odwiedza stare kina i kamienice. To on odkrywa, gdzie i jak w Sosnowcu mieszkała Pola Negri. Pokazuje nam ją szczerze jako szamoczącą się w ciasnym mieszkaniu dziewczynę, która czuje, że wpadła w pułapkę, a ma przed sobą świat i karierę. Ujawnia, co pisała w swoich pamiętnikach i dodaje, co mówią o tym dokumenty, które znalazł. Nigdy nie cukrował, gdy pisał o ludziach, ale nie ukrywał czułości i fascynacji.

W przedmowie do biografii Wojciecha Korfantego pisze o tym wprost: “Potrzebne jest odkrywanie Korfantego na nowo, że tak naprawdę mało go znamy. Moją intencją było napisanie takiej biografii, która zamiast postaci z rocznicowej akademii pokaże człowieka z krwi i kości, a zarazem bohatera w tragicznym wymiarze”.

Książka, napisana jak historyczny kryminał, gdzie zwroty akcji gonią sensacje, bo tak właśnie było, wydana w serii “Biografie sławnych ludzi” PIW, dostaje nominację do Książki Historycznej 2013 roku.

Zaraz po ukończeniu historii na Uniwersytecie Śląskim, w 1977 roku Jan F. Lewandowski pracuje w “Dzienniku Zachodnim”. Ma 25 lat. Nie posyłają tego mola książkowego na pożary; pisze recenzje, felietony. Wspominał mi później, że praca reportera, pod presją czasu, nakaz liczenia wozów strażackich i ofiar, obsługa bieżących wydarzeń małej wagi nie leżały w jego naturze.

- Szczupły, sympatyczny chłopak z finezyjnym poczuciem humoru – pamięta go z tamtych czasów Adam Daszewski, redaktor “Dziennika Zachodniego”. – Wiedzieliśmy, że ma dużą wiedzę, zwłaszcza o filmie i redakcja z tego chętnie korzystała. Był z nami niedługo, bo przeszedł do “Panoramy”.

Wyszukuje perełki

Dwa miesiące temu, w kwietniu, Janek pisze nekrolog dla swojego przyjaciela, Feliksa Netza. Starszego o ponad dziesięć lat, który długo zmagał się z chorobą; nikt się nie spodziewa, że autor wkrótce do niego dołączy. We wspomnieniu Janek pisze, jak wiele zawdzięcza Feliksowi. Gdy Netz w 1980 roku zostaje redaktorem naczelnym “Panoramy”, ściąga go do tego pisma. Tygodnik jest wtedy bardzo popularny, ma znakomite pióra i tematy. Jan jest w swoim żywiole. Stan wojenny wszystko zmienia.

- W stanie wojennym skrył się w tygodniku “Katolik”, tam jakoś przetrwał – mówi Krzysztof Karwat, publicysta i krytyk, przyjaciel Janka. – Władza nie miała do niego zaufania. Jeszcze w latach 70. działał w Dyskusyjnym Klubie Filmowym “Kino-Oko” w Katowicach, pokazywał najlepsze, ale źle widziane przez górę filmy, półkowniki.

Dzięki Janowi Lewandowskiemu w Katowicach odbył się chyba pierwszy w Polsce pokaz filmu “Lot nad kukułczym gniazdem” Formana. W 1977 roku zorganizował pokaz półkowników Kieślowskiego; “Murarza”, “Robotników 71″, “Spokój”. Atmosferę jego klubu odtworzył Kieślowski w filmie “Amator”. Jan tworzy też Śląskie Towarzystwo Filmowe; instytucja zbiera archiwa, bada historię śląskiego kina. Wymyśla też i zakłada Filmotekę Śląską i Centrum Sztuki Filmowej. Doprowadza do przebudowy katowickiego Rialta na kinoteatr. Pracę doktorską napisał zgodnie ze swoją pasją “Obrazy historii: Śląsk w twórczości Kazimierza Kutza”.

Z typowym dla siebie taktem pisze przewodnik “100 filmów, które powinniście obejrzeć, jeśli znajdziecie okazję”, potem jeszcze kilka książek o kinie, także śląskim, na przykład “Kino na pograniczu: wędrówki po dziejach filmu na Górnym Śląsku.” Wyszukiwał perełki. Zaprosił mnie kiedyś na niemiecką komedię “Duchy zamku Spessart” z 1960 roku, sprowadzoną specjalnie do kina Rialto. Grał w nim Georg Thomalla, aktor rodem z Katowic. Janek mówił, że filmowcy niemieccy stanowią przemilczaną część kulturowego dziedzictwa Górnego Śląska i warto ich znać. Ale gdy zauważył, że jakoś się nie śmiałam, bardzo mnie przepraszał za stracony czas.

- Nie spotkałem w życiu nikogo tak ciepłego, taktownego, dbającego o samopoczucie innych – mówi Ingmar Villqist, dramatopisarz i reżyser. – Był pozbawiony zawodowej zawiści. Podziwiał pracę innych, zależało mu na niej, inspirował. Małość była mu obca.

- Wysłuchiwał grzecznie, jak mówiłem coś o zakupach czy awariach, odczekał chwilę z taktem, a potem wracał do sedna sprawy – dodaje Krzysztof Karwat. – Był ponad głupstwa, które nas na co dzień zaprzątają.

Nie musiał się już martwić

Śląsk, przywrócenie szacunku do tego regionu, prawdy o jego historii, z czasem stało się dla niego najważniejsze. Urodził się w Toszku. O swoim rodzinnym miasteczku napisał z czułością zbiór felietonów historycznych “Epizody toszeckie”.

- Mówił mi, że pochodzi z przedmieść Toszka, urodził się w Oraczach. Śmiałem się trochę z tego, że Toszek niby jakaś metropolia ma swoje przedmieścia – opowiada Krzysztof Karwat. – Kiedyś jechałem przez Toszek i skręciłem, żeby zobaczyć te jego Oracze. To właściwie wieś, ale taka piękna. Jego książka udowadnia, jak był związany z tą ziemią.

W 2012 roku Janowi udaje się założyć kwartalnik “Fabryka Silesia”, zostaje redaktorem naczelnym. – Tłumaczył mi, że w Krakowie jest ze 30 pism społeczno-kulturalnych, a u nas było tylko jedno, więc może być i drugie – mówi Adam Pastuch, dyrektor Regionalnego Ośrodka Kultury w Katowicach. – Przyznałem mu rację. To on był dobrym duchem tego pisma, on go wymyślił i prowadził. Czasem kosztowało go to mnóstwo zdrowia, były kłopoty z finansowaniem, musiał odpierać różne zarzuty. Zawsze przy tym spokojny, z dobrą wiarą w przyszłość, w rozsądek ludzi.

- Był wizjonerem – uważa prof. Kadłubek. – Miał ideę, realizował ją, dobierał odpowiednich współpracowników, zjednywał sobie przeciwników, ale dlatego, że był uczciwy, mądry i niesłychanie delikatny.

Nikt nie słyszał, żeby podnosił głos, obraził kogoś, bardzo cierpliwy nawet wtedy, gdy wszystko, zdaje się, waliło i rozpadało. Powstawał jednak kolejny numer “Fabryki”, jak zwykle do zaczytania.

Ostatnio znajomi zauważyli, że Janek źle wygląda. Nie wiadomo, co mu dokuczało. Posyłali go na badania, ale nie był przyzwyczajony do troski o swoje zdrowie. Dotąd wcale nie chorował albo rzadko. A przecież bezustannie palił. W książce o Korfantym jednemu rozdziałowi dał nawet tytuł: “Zdrowie i papierosy”. Pisze w nim jakby o sobie: “Nie można pominąć faktu, że był namiętnym palaczem. Palił papierosa jednego za drugim, jednego kończył, drugiego zaczynał. Palił około 80 dziennie”. 10 czerwca telefon Janka umilkł. Przyjaciele przyszli pod jego drzwi, słyszeli dzwonek telefonu, nikt nie odbierał. A Janek odbierał zawsze. Był w mieszkaniu sam, zmarł nad komputerem, pisząc.

- Miałem dla niego dobrą wiadomość, ale nie zdążyłem mu przekazać – mówi Adam Pastuch. – Nie musiał się już martwić. “Fabryka” dostała pomoc na dalsze istnienie.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3900019,jan-f-lewandowski-szukal-prawdy-ale-z-ludzmi-obchodzil-sie-delikatnie,id,t.html