Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

23-10-2015, 05:07

Magdalena Ogórek wraca do dziennikarstwa mocnym tekstem w “Rzeczpospolitej”. “Jest zawodowcem”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
23-10-2015

W czwartkowym wydaniu “Rzeczpospolitej” (Gremi Business Communication) ukazał się tekst śledczy Magdaleny Ogórek, w przeszłości dziennikarki TVN24 Biznes, a ostatnio kandydatki na urząd prezydenta. – Jesteśmy otwarci na współpracę – deklaruje Wirtualnemedia.pl Bogusław Chrabota, redaktor naczelny dziennika.

Magdalena Ogórek

W artykule zatytułowanym “Czwarty jeniec: polski Bruegel” Magdalena Ogórek opisała śledztwo dziennikarskie dotyczące bezcennej kolekcji dzieł sztuki, którą w czasie II wojny światowej z Polski skradli Niemcy. W tekście ujawniła, że obraz “Walka karnawału z postem” Pietera Brueghla może znajdować się w Wiedniu.

- Magdalena Ogórek przeprowadziła śledztwo i zaproponowała nam druk tego tekstu – mówi Wirtualnemedia.pl Bogusław Chrabota, redaktor naczelny “Rz” podkreślając, że temat zrabowanej kolekcji podjął też na pierwszej stronie “Financial Times”.

Szef “Rzeczpospolitej” zapewnia, że jest otwarty na dalszą współpracę z Ogórek i publikowanie kolejnych jej tekstów – Jest zawodowcem – przyznaje. Z Magdaleną Ogórek nie udało nam się skontaktować.

Magdalena Ogórek wiosną kandydowała na urząd prezydenta Polski z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Wcześniej była dziennikarką TVN24 Biznes i Świat – prowadziła tam autorski program “Atlas świata” oraz magazyn ”Świat”. W przeszłości pojawiała w telewizji w roli komentatora.

Ogórek jest historykiem Kościoła, rozprawę doktorską obroniła w 2009 roku. Studiowała na Uniwersytecie Opolskim, gdzie uzyskała tytuł doktora nauk humanistycznych, jest też absolwentką Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/magdalena-ogorek-wraca-do-dziennikarstwa-mocnym-tekstem-w-rzeczpospolitej-jest-zawodowcem

23-10-2015, 04:56

Spór Pola i Kołodziejczyka o cytowanie się przez Wirtualną Polskę i “Przegląd Sportowy” bez podawania źródła  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
23-10-2015

Redaktor naczelny “Przeglądu Sportowego” Michał Pol i szef redakcji sportowej Grupy Wirtualna Polska Michał Kołodziejczyk zarzucają sobie, że ich media publikują wypowiedzi sportowców udzielone konkurencyjnej redakcji bez podania źródła. – Nikt nie robi tego na tak wielką skalę jak Wirtualna Polska – ocenia Pol. Natomiast Kołodziejczyk wytyka przytaczanie w “PS” jego wywiadu z Robertem Lewandowskim bez powołania się na Sportowe Fakty.

Michał Pol i Michał Kołodziejczyk

W czwartek w południe Michał Pol napisał Twitterze Michałowi Kołodziejczykowi: “Brawo, widzę że teksty zajumane z “Przeglądu Sportowego” zaczęliście podpisywać nazwiskiem swoich autorów bez linka i powołania na źródło”. – Gdzie tutaj jest “zajumany” tekst? Bo nie widzę. W pierwszym akapicie “Przeglad Sportowy” – odpisał mu Kołodziejczyk, dodając link do tekstu Jacka Stańczyka.

- Wszystkie serwisy sportowe w Polsce powołują się na newsy i artykuły “Przeglądu Sportowego” i Przegladsportowy.pl, ale nikt nie robi tego na tak wielką skalę jak Wirtualna Polska. Mając doskonałe możliwości tworzenia własnych treści i największą redakcję z ponad 200 dziennikarzami codziennie korzysta z treści “PS”, często ukrywając źródło i nigdy nie dając linków – wyjaśnił portalowi Wirtualnemedia.pl Michał Pol poproszony o wyjaśnienie, dlaczego zdecydował się zamieścić taki wpis. – W czwartek jednak przekroczyli granicę. Rozmowę Tomasza Włodarczyka z Arkadiuszem Milikiem (zamieszczoną w czwartkowym “Przeglądzie Sportowym” – przyp.red.) rozbili na dwa teksty, oba podpisując swoimi autorami i tylko w jednym z nich informując o źródle. Drugi sugerował, że autorem jest Mateusz Skwierawski. O linkach nie wspominam, bo WP.pl nigdy ich nie daje w przeciwieństwie większości poważnych serwisów np. Sport.pl – opisał Pol.

Michał Kołodziejczyk zaraz po wpisie szefa “Przeglądu Sportowego” przypomniał felieton dziennikarza tej gazety Kuby Radomskiego z końca września br., odnoszący się do strzelenia przez Roberta Lewandowskiego pięciu goli w ciągu dziewięciu minut meczu. Radomski opisał fragment wywiadu udzielonego przez piłkarza Kołodziejczykowi. W serwisie internetowym “PS” w tekście znalazło się odwołanie do witryny Sportowefakty.pl (od września w nowej wersji funkcjonującej jako dział sportowy WP.pl) jako źródła, natomiast nazajutrz w wydaniu dziennika tej wzmianki już nie było. – Felieton porównujesz  zajumaniem w CAŁOŚCI tekstu, sprytnym rozbiciem na DWA, daniem na czołówkę BEZ źródła i linka? ROTFL - ripostował na to Michał Pol.

- Wymieniałem tweety w tej sprawie z Kubą Radomskim, który nie wiedział, że następnego dnia w jego tekście w gazecie nie będzie powołania na źródło wypowiedzi Roberta Lewandowskiego. To zresztą nie była jego decyzja. Wtedy byłem jedynym polskim dziennikarzem, który zaraz po pięciu golach Lewandowskiego przeprowadził z nim wywiad. Więc powołanie się na niego bez źródła jest co najmniej nieeleganckie. Delikatnie rzecz ujmując – stwierdził Kołodziejczyk w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Czy wypowiedzi i informacje opublikowane na stronach sportowych Wirtualnej Polski często bywają zamieszczane bez podania źródła przez inne media? – Ponieważ nie robiłem printscreenów ani notatek, powiem, że nie pamiętam – odpowiedział Kołodziejczyk.

Dlaczego początkowo w tekście Mateusza Skwierawskiego z wypowiedziami Milika dla “Przeglądu Sportowego” nie wymieniono nazwy tego dziennika? – W czwartek pojawiły się na WP Sportowefakty dwa teksty z informacjami z “Przeglądu Sportowego”. W tym autorstwa Jacka Stańczyka. Od razu, w pierwszym akapicie znalazło się powołanie na “Przegląd Sportowy”. Natomiast przy wprowadzaniu swojego tekstu do systemu komputerowego Mateusz Skwierawski popełnił błąd, który został zauważony i bardzo szybko przez niego poprawiony - wyjaśnił nam Michał Kołodziejczyk. - Od kiedy przyszedłem do Wirtualnej Polski, staram się, żebyśmy mieli jak najwięcej autorskich treści, ale na przedpołudniowym dyżurze dziennikarskim nie da się ominąć tak zwanych prasówek. Kiedy parę tygodni temu okazało się, że to Łukasz Olkowicz z “Przeglądu Sportowego” jako pierwszy podał informację, że nowym trenerem Legii będzie Stanisław Czerczesow, natychmiast dodałem powołanie na niego do swojego tekstu. To była dobra robota  Łukasza – zaznaczył szef redakcji sportowej Grupy WP.

Po tym jak Michał Pol zwrócił uwagę na tekst Wirtualnej Polski, to jemu dziennikarz RMF FM Kacper Merk wytknął, że informacje z jego tekstu o biletach na Euro 2016 zostały skopiowane w serwisie “Przeglądu Sportowego” bez podania źródła. – Wyjaśnij raczej jeszcze raz, jak obejść geoblokadę waszego partnera Ekstraklasy, bo za granicą jestem – ironicznie radził Polowi Kołodziejczyk, nawiązując do jego wpisów sprzed kilku tygodni, w których relacjonował, jak udało mu się za granicą ominąć tę blokadę, zmieniając IP laptopa na krajowy, żeby oglądać transmisje meczów Ekstraklasy, do których formalnie Grupa Onet-RASP ma prawa tylko na terenie Polski.

- To był incydent. Nie powinien się zdarzyć i dobrze przynajmniej, że źródło podane zostało na stronie internetowej. Ale nie porównujmy incydentu z świadomą strategią ukrywania źródła i niedawania linków - skomentował dla nas Michał Pol publikację tekstu opartego na informacjach z RMF FM. – Podobnie jak z wywiadem z prezesem Legii w TOK FM, do którego podaliśmy link natychmiast jak zwrócono nam uwagę. Zawsze uczulam dziennikarzy na przywoływanie źródeł i linkowanie. W tekstach “PS” “opracowywanych” przez dziennikarzy Wirtualnej Polski linki nie ukazują się nigdy. Dochodzi wręcz do absurdów gdy np. niedawny news Przegladsportowy.pl o trenerze Urbanie w Lechu opisany został w Wirtualnej Polsce jako news “Przeglądu Sportowego”, który o sprawie jeszcze nie zdążył napisać - dodał.

- Tego typu rzeczy się zdarzają.  Podchodzę do tego jak Tomek Włodarczyk z “Przeglądu Sportowego”, który słusznie ocenił, że głupio wyszło, ale po co to rozdmuchiwać – ocenił czwartkową sytuację Michał Kołodziejczyk. – W naszej wymianie uwag na Twitterze nie chodziło o wytykanie sobie błędów. Jesteśmy otwarci na rozmowy z kolegami z Sportowychfaktów.wp.pl o ucywilizowaniu korzystania z naszych treści – podkreślił Michał Pol.

Główną osią konfliktów w środowisku dziennikarzy piłkarskich od dłuższego czasu jest nastawienie do kierownictwa PZPN-u, co szczegółowo opisywaliśmy na początku br. W ostatnich tygodniach dziennikarze spierali się nawet o to, czy efektowne celebrowanie awansu reprezentacji do Euro 2016 zaraz po zwycięskim meczu z Irlandią było adekwatne do rangi tego osiągnięcia.

W sierpniu br. strony sportowe Grupy Onet-RASP, do której należy serwis “Przeglądu Sportowego”, zanotowały 5,9 mln użytkowników i 207,9 mln odsłon krajowych, a strony sportowe Grupy Wirtualna Polska – 4,81 mln użytkowników i 159,7 mln odsłon krajowych (według Megapanelu PBI/Gemius – zobacz pełne wyniki serwisów tematycznych).

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/spor-pola-i-kolodziejczyka-o-cytowanie-sie-przez-wirtualna-polske-i-przeglad-sportowy-bez-podawania-zrodla

23-10-2015, 04:45

Redakcja “Gazety Wyborczej” jawnie przeciwko PiS  »

Press
23-10-2015

Pierwsza strona ostatniego wydania “Gazety Wyborczej” (Agora SA) przed ciszą wyborczą w całości została poświęcona apelowi redakcji do czytelników, aby w niedzielnych wyborach parlamentarnych nie głosowali na kandydatów Prawa i Sprawiedliwości.

“Stawką tych wyborów jest sama demokracja” – pod takim tytułem “GW” publikuje na pierwszej stronie piątkowego wydania stanowisko całej redakcji dziennika. “Jeśli PiS zdobędzie pełnię władzy, narzuci dyktaturę większości. Bez liczenia się z prawami mniejszości, bez respektu dla ducha i litery prawa” – pisze redakcja. I dalej: “Nie rekomendujemy naszym Szanownym Czytelnikom głosowania na konkretną partię polityczną. Każdy rozważy to we własnym sumieniu. Rekomendujemy natomiast głosowanie na jedną z tych partii, które szanują polską konstytucję i nie przyłożą ręki do demokratycznego rozmontowania demokracji w stylu Orbana”.

Zdaniem redakcji należy głosować na kandydatów następujących ugrupowań: Nowoczesna, Partia Razem, PO, PSL, ZL.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/50422,Redakcja-Gazety-Wyborczej-jawnie-przeciwko-PiS

22-10-2015, 22:46

Trudno pogodzić się z tym, co się stało. Tego się nigdy nie wymaże  »

Śląsk + Dziennik Zachodni
Katarzyna Kapusta, Arkadiusz Gola
22-10-2015

Dzisiaj mija rok od wybuchu gazu w kamienicy przy ul. Chopina w Katowicach. Pod gruzami budynku zginęli dziennikarze Brygida Frosztęga-Kmiecik (TVP Katowice), Dariusz Kmiecik (TVN), a także ich syn, 2-letni Remigiusz. Krzysztof Kmiecik, by upamiętnić brata, jego żonę i ich syna organizuje w sobotę Memoriał im. B. D. R. Kmiecików.

Krzysztof Kmiecik wspomina Brata i całą jego rodzinę

Dzisiaj mija rok od wybuchu gazu w kamienicy przy ulicy Chopina w Katowicach, w którym zginął pana brat wraz z żoną i dzieckiem. By uczcić pamięć o nich zorganizowaliście Memoriał Rodziny Kmiecików. To był pana pomysł?

Tak naprawdę inicjatorem był radny Krzysztof Pieczyński. Pierwszy podał informację o Memoriale. Ja o wszystkim dowiedziałem się później, z internetu. Zacząłem szukać do niego kontaktu. Powiedziałem, że wchodzę w to. Miałem wcześniej jakiś pomysł, ale sam bym nic nie zdziałał. Wszystko w zasadzie dopinaliśmy we wrześniu, wówczas wstępnie ustaliliśmy ramy Memoriału. Podzieliliśmy się sprawami organizacyjnymi. Część wziąłem na siebie. Bartek Nowak zajął się reklamą tego Memoriału. Jeszcze dopinamy kilka kwestii, ale myślę, że jak wszystko dobrze pójdzie w tym roku, to w przyszłym będzie nam już łatwiej. W przyszłym roku 23 października, czyli dzień, w którym zdarzyła się tragedia, wypada w sobotę. Myślę, że Memoriał będziemy organizować w soboty.

Wybraliście piłkę nożną, bo pana brat, Darek Kmiecik, lubił grywać?

Razem z Darkiem chodziliśmy grać do pana Gerarda Cieślika na Ruch. Od małego trenowaliśmy i graliśmy w piłkę. Pan Cieślik prowadził trampkarzy i juniorów. Miałem wtedy sześć lat, to było w 1989 roku, wtedy jeszcze Ruch Chorzów miał stary, dobry skład. Tam chodziliśmy na piłkę, tam trenowaliśmy. Graliśmy też jako ministranci, bo obaj służyliśmy do mszy. Ja byłem ministrantem przez 13 lat, mój brat nieco dłużej. Graliśmy turnieje ministranckie i wygrywaliśmy je. Mieliśmy stałą ekipę, więc z piłką byliśmy związani od małego. Zawsze we dwóch. Potem trenowaliśmy razem sporty walki. I właśnie podczas Memoriału w sobotę, grupa w której trenowaliśmy, zrobi pokaz. Będzie też nasz trener, były wuefista z podstawówki. Tak sobie wspólnie z Darkiem trenowaliśmy. Potem nasze ścieżki sportowe się rozeszły. On grywał w piłkę amatorsko, grał też w meczach z drużyną TVN-u.

Biegać też lubił. Często wpadaliśmy na siebie w parku podczas treningów.

Tak, to prawda. Zaczął biegać, nawet poprosił mnie, żebym rozpisał mu program treningów, bo się przygotowywał do maratonu. Zresztą namawiałem go na to bieganie.

Podczas Memoriału zagra dziewięć drużyn. Ile osób się zgłosiło?

W sumie będzie setka zawodników, gości, którzy przyjdą kibicować, też sporo się zapowiedziało. Liczymy, że będzie około 200 osób. Dla dzieci załatwiliśmy animatorki, które będą w trakcie Memoriału zajmować się dziećmi, co też odciąży trochę rodziców. 

Często wraca pan myślami do tamtego czwartku, 23 października 2014 r.?

Szczerze? Tego się nie wymaże. Rodzice wciąż to bardzo przeżywają. Wchodzą na strony internetowe, a tam informacji, o tym, co się stało, jest mnóstwo. To w nich cały czas odżywa. Tym bardziej teraz, kiedy jest rocznica, to wszystko się nawarstwia. Najgorsze jest to, że dalej nic nie wiemy, bo wciąż toczy się śledztwo.

Chodzi pan na miejsce wybuchu?

Byłem tam w dniu, w którym to się stało. Od samego rana do nocy. Musiałem być na okazaniu. To jest najgorsze. Nie można sobie z tym poradzić. Ja mam rodzinę, pracę i odskocznię, bo jestem czynny sportowo. Teraz przygotowuję się do zawodów i mam urwanie głowy. Nie mam czasu się wyspać. Najgorzej jest jednak w nocy. Noce są ciężkie, bo wtedy wszystko wraca. Teraz zająłem się organizacją Memoriału i nie myślę o tym, że zbliża się ta data. Po katastrofie przez trzy miesiące byłem zajęty załatwianiem całej papierkowej roboty. Wziąłem wszystko na siebie, żeby rodzice nie musieli tego robić. Chciałem wszystko jak najszybciej uregulować. Została sprawa z kamienicą, ale to chyba jest temat na lata… Nie jeżdżę na miejsce, pod kamienicę, do Katowic. Nie chcę tego oglądać. Codziennie jestem na cmentarzu, odkąd to się stało. To mnie jakoś motywuje do działania. Pojadę na rocznicę pod kamienicę, ale tak po prostu nie chcę tam jeździć.

Mieliście jakieś braterskie zwyczaje?

Tak. Darek wprowadził taką tradycję, że w Boże Narodzenie, po Wigilii w swoich domach zjeżdżaliśmy się do niego, by wspólnie spędzać czas. To było bardzo fajne. Chcę to kontynuować u siebie. Zobaczę, co rodzice na to powiedzą, ale nie chcę ich samych zostawiać. Święta to ciężki okres dla nich. Niestety, pracuję w systemie zmianowym, Darek też był bardzo zapracowany. Przez ostatni czas przed tragedią kontaktowaliśmy się głównie telefonicznie. Ostatni raz widzieliśmy się u rodziców. Dzień przed tym wszystkim pogadaliśmy trochę przez telefon, bo Darek spieszył się na materiał i niestety już się nie widzieliśmy…

W wybuchu gazu w kamienicy przy ulicy Chopina pod gruzami budynku zginęli dziennikarze Brygida Frosztęga-Kmiecik (TVP Katowice), Dariusz Kmiecik (TVN), a także ich syn, 2-letni Remigiusz.

Śledztwo wciąż trwa

Mimo że od wybuchu gazu w kamienicy przy ulicy Chopina właśnie minął rok, wciąż nie zakończono śledztwa w tej sprawie. Postępowanie na wniosek Prokuratury Okręgowej w Katowicach zostanie przedłużone o trzy miesiące.

Przypomnijmy: w kamienicy przy ulicy Chopina ulatniał się gaz, nad ranem 23 października 2014 r. doszło do eksplozji, która doszczętnie zniszczyła trzy piętra. Zawaliła się cała ściana frontowa, niszcząc zaparkowane na ulicy samochody. Z wnętrza udało się ewakuować 15 lokatorów. Niestety, trzyosobowa rodzina – reporter “Faktów” Dariusz Kmiecik i jego żona dziennikarka TVP Brygida Frosztęga-Kmiecik oraz ich niespełna dwuletni synek – zginęła pod gruzami budynku.

Wkrótce po wybuchu w Centrum Leczenia Oparzeń zmarł w wyniku odniesionych obrażeń kolejny lokator, u którego miało dojść do eksplozji.

Dlaczego przy Chopina doszło do wybuchu? Czy nieszczelna była instalacja gazowa, czy, jak podejrzewano na początku, jeden z lokatorów nielegalnie podłączył gaz, a może – to kolejna hipoteza – ten sam lokator chciał popełnić samobójstwo i odkręcił kurki z gazem celowo? Jednoznacznej odpowiedzi brak, istnieją mniej lub bardziej prawdopodobne przypuszczenia.

Wciąż toczy się śledztwo. Prokuratura Okręgowa w Katowicach wystąpiła o jego przedłużenie o trzy miesiące. Jak informuje prokurator Agnieszka Wichary, śledczy zamówili kompleksową opinię na temat przyczyn tragedii w Szkole Głównej Pożarnictwa w Warszawie.

- Dopiero opinia wyjaśni wszystkie okoliczności tego wydarzenia. W tej chwili mamy tylko cząstkowe opinie dotyczące wąskich zakresów, w zakresie pożarnictwa, gazownictwa, energetyki, a także z Głównego Instytutu Górnictwa w zakresie wstrząsów górniczych – dodaje. Ekspertyza warszawska ma podsumować opinie pochodzące z różnych instytucji, które wypowiadały się w zakresie przyczyn tragedii i wyciągnąć ostateczne tezy. Dopiero na tej podstawie prokuratorzy mają podejmować dalsze czynności. Jak dotąd w śledztwie nie postawiono zarzutów.

Wciąż też przy ul. Chopina straszy zrujnowana kamienica. Decyzję o odbudowie już podjęto, ale prace projektowe zostały wstrzymane przez zły stan techniczny sąsiedniej kamienicy.

Całość: http://www.slaskplus.pl/artykul/9019345,trudno-pogodzic-sie-z-tym-co-sie-stalo-tego-sie-nigdy-nie-wymaze,1,id,t,sg.html#

22-10-2015, 17:59

Prokuratura bada sprawę blokowania tekstu Łazarewicza pt. “Orzeł może”  »

Press
(RUT)
22-10-2015

Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie próby niedopuszczenia do druku tekstu Cezarego Łazarewicza “Orzeł może” o zmianie ustawy akumulatorowej.

Tekst Cezarego Łazarewicza powstał dla "Wprost", ale opublikował go "Tygodnik Powszechny"

Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa Łazarewicz złożył we wrześniu br., stwierdzając, że Rafał Kasprów i Maciej Gorzeliński starali się nie dopuścić do publikacji w tygodniku “Wprost” jego tekstu o działaniach agencji public relations MDI Strategic Solutions, której są właścicielami, a która wpływała m.in. na dziennikarzy, by zablokować zmianę ustawy o recyklingu i utylizacji akumulatorów. Kasprów i Gorzeliński naciskali w tym celu zarówno na Łazarewicza, jak i wydawcę “Wprost” Michała M. Lisieckiego oraz ówczesnego naczelnego pisma Sylwestra Latkowskiego (dziś naczelny serwisu Kulisy24.com). Dziennikarza mieli straszyć pozwami o odszkodowania, a wydawcę i naczelnego hakami i kompromitującymi materiałami, które na nich się znajdą. – Te naciski były skuteczne, tekst we “Wprost” się nie ukazał – mówi Cezary Łazarewicz. Ostatecznie artykuł pt. “Orzeł może” wydrukował we wrześniu 2013 roku “Tygodnik Powszechny”. Potem w tygodniku “Wprost” Łazarewicz przedstawił związek MDI z kontrowersyjnym przetargiem na informatyzację PZU. – Paradoksalnie, dowody na stosowane przez MDI naciski wyszły na jaw w trakcie procesów, jakie oni sami nam wytoczyli – dodaje Łazarewicz.

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie „stosowania w nieustalonym miejscu” od czerwca do lipca 2013 roku “groźby bezprawnej celem zmuszania Cezarego Łazarewicza do zaniechania publikowania materiału prasowego” (art. 43 Prawa prasowego). – Cieszę się, że prokuratura szybko zareagowała. Okazuje się, że warto do końca walczyć o swoje teksty. Mam nadzieję, że napiętnowanie takich metod wywierania nacisków na dziennikarzy doprowadzi do tego, iż branża public relations będzie się wstydziła czarnego PR – podkreśla Łazarewicz.

Maciej Gorzeliński z MDI odmówił nam wczoraj komentarza w tej sprawie.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/50414,Prokuratura-bada-sprawe-blokowania-tekstu-Lazarewicza-pt_-Orzel-moze

22-10-2015, 16:36

Tekst Konstantego Geberta kosztuje 29 gr, a Michała Matysa – 20 gr  »

Press
22-10-2015

Platforma Webnalist (spółka Webnalist) oferuje wydawcom możliwość pobierania opłat za treści dziennikarskie.

Za pośrednictwem Webnalist.com  wydawcy i dziennikarze mogą sprzedawać swoje artykuły. System ma być alternatywą dla paywallu w formie abonamentu, czytelnicy mogą kupować pojedyncze artykuły z różnych źródeł. Cena jednego tekstu to średnio 30 groszy. Aby skorzystać z oferty, należy się zarejestrować. Czytelnik płaci dopiero wtedy, gdy łączna wartość przeczytanych tekstów osiągnie 7 zł (pierwszy limit wynosi 4 zł). Konto czytelnika można doładować przelewem lub za pośrednictwem operatora PayU. Średnio 76 proc. z tych opłat trafia do wydawcy, a 24 proc. Webnalist pobiera jako prowizję za usługę.

W sierpniu br. system testowały Charaktery i AVT-Korporacja. Obecnie z Webnalist korzystają Zeszyty Literackie, Charaktery oraz dziennikarze: Paweł Wimmer, Konstanty Gebert, Michał Matys. – W najbliższym czasie zamierzamy podjąć współpracę z kolejnymi dziennikarzami. Wydawcy, na razie, wolą koncentrować się na sprzedaży e-prenumerat. Boją się, że udostępniając czytelnikom pojedyncze teksty, pozbawią się zysków z prenumerat – mówi Grzegorz Lindenberg, współtwórca Webnalist.com, założyciel “Super Expressu”.

Wydawca serwisu zachwala, że system Webnalist generuje małe przychody w porównaniu z kosztami, jakie należy ponieść, chcąc utrzymać redakcję.

Całość: http://www.press.pl/newsy/internet/pokaz/50413,Tekst-Konstantego-Geberta-kosztuje-29-gr_-a-Michala-Matysa---20-gr