Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

26-10-2015, 04:49

Media publiczne łupem wojennym i dziewką codziennego użytku dla polityków  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
26-10-2015

Reforma w mediach publicznych jest potrzebna. Zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości może ją przyspieszyć, ale będzie się wiązać z roszadą pracowników. Media publiczne są łupem politycznym, więc nie należy się dziwić zmianom personalnym – oceniają Bogusław Chrabota, Sławomir Jastrzębowski, prof. Wiesław Godzic i Jadwiga Sztabińska.

Wczorajsze wybory parlamentarne wygrało Prawo i Sprawiedliwość. W czasie kampanii politycy PiS zapowiedzieli, że w mediach publicznych przeprowadzona zostanie reforma, obejmująca przekształcenie tychże ze spółek skarbu państwa w instytucje kultury. Partia tłumaczy, że to początek procesu naprawy mediów publicznych, której unikała Platforma Obywatelska.

Ale politycy PiS coraz częściej wskazują na szersze zmiany w Telewizji Polskiej i Polskim Radiu. Ostatnio Jarosław Sellin, który jest typowany na ministra kultury (miałby wybierać nowe władze TVP i PR), stwierdził w TOK FM, że przyszłość nadawanego w poniedziałkowe wieczory w TVP2 programu “Tomasz Lis na żywo” zależy od prezesa. – Nie uważam, że takie programy powinny zniknąć, w TVP powinny być programy o charakterze politycznym, ale program Tomasza Lisa nie grzeszy obiektywnością – zaznaczył Sellin.

Bogusław Chrabota, redaktor naczelny “Rzeczpospolitej”, ocenia że rządy PiS będą się wiązały z dużymi zmianami w mediach publicznych. – Jakie to będą zmiany nie wiem, ale z pewnością radykalne. Nie jestem oczywiście zwolennikiem czystek, ale nie mam złudzeń, że rządzący będą chcieli mieć faktyczny wpływ na przekaz medialny. A zatem, zapewne całe kierownictwo do wymiany – prognozuje naczelny “Rz”. – Myślę, że też poważne przesunięcia w personalnej obsadzie anten. Zbyt wielu wygłodzonych popleczników PiS w świecie dziennikarskim od lat czeka na swoją szansę. Cóż, będą ją mieli, bo dziś jeszcze rządzący przegrali swoją szansę na rzeczywiste reformy w mediach publicznych. Reformy, które wprowadziłyby faktyczne zmiany systemowe – dodaje.

Redaktor naczelny Grupy Super Express Sławomir Jastrzębowski zwraca uwagę, że jeśli ktoś rozpoczyna pracę w mediach publicznych na kierowniczym stanowisku, to wie, że “kluczową kompetencją jest miłosna relacja z partią rządzącą”. – To oczywiście fatalnie, że media publiczne są dla polityków łupem wojennym, czy też raczej dziewką codziennego użytku. Więc po wyborach w mediach publicznych zmieni się wszystko, czyli nic. Wyleci jedna ekipa rządowych wazeliniarzy i zastąpi ją inna ekipa podobnych, choć inaczej sprofilowanych propagandystów. Nie mam złudzeń. Tragedii z tego też bym nie robił – stwierdza Sławomir Jastrzębowski.

- Zmieniają się pory roku i zmieniają się usłużni dziennikarze. Przyznam się wstydliwie, że chwilowo ta spodziewana zmiana w paru przypadkach sprawia mi schadenfreude, ponieważ kilka nachalnie i w sumie nieumiejętne podlizujących się twarzy wzbudza we mnie tak głęboką pogardę, że uniemożliwia mi to oglądanie telewizji. O los szeregowych pracowników nie martwiłbym się. Jedni muszą brać tłuste pensje, a inni muszą jednak wykonać zwykłą ciężką robotę – dodaje redaktor naczelny “SE”.

Medioznawca prof. Wiesław Godzic podkreśla, że poprzez swoją konstrukcję media publiczne pozostają daleko od stabilizacji zawodowej, toteż pracownicy muszą być gotowi na zmiany. – Będą zwolnienia ze względów politycznych i tego, jak dziennikarze myślą, ale zawsze tak było kiedy wchodziła nowa ekipa – ocenia Godzic.

- Zapominając o wyborach to należy przypomnieć, że nie mamy właściwej ustawy o mediach, nie wiemy jak ściągać abonament, a proces wyboru zarządu Telewizji Polskiej jest przeprowadzony w połowie. Jest dużo do zrobienia, jeśli do tego dojdą jeszcze zmiany o podłożu politycznym, a więc silniejszy nadzór państwa, polityki historycznej, to wtedy obraz mediów publicznych będzie tragiczny. Szarpane przez lokalne koterie mogą stać się mediami państwowymi, a wtedy to już będzie nie początek, ale środek ich końca – prognozuje prof. Wiesław Godzic.

Polityków, chcących mieć wpływ na media publiczne rozumie redaktor naczelna “Dziennika Gazety Prawnej” Jadwiga Sztabińska. Nadmienia jednak, że wolałaby, żeby istniały odpowiednie regulacje prawne odcinające ich od tych mediów.

- Trudno jest mi uwierzyć, że kolejna władza będzie chciała pozbawić się wpływu na media publiczne, że przygotuje takie przepisy, aby mogły realizować swoją misję, a nie będą uwiązane do rządzącej partii politycznej. Nie wierzę w to – stwierdza Jadwiga Sztabińska. – Jeśli PiS zrealizuje swoje zapowiedzi z programu wyborczego, nadal będzie to zmiana, skutkująca uwiązaniem mediów publicznych do konkretnej partii. Nic dobrego z tego nie wynika – podkreśla redaktor naczelna “DGP”.

- Nad tą beczką dziegciu wisi kropelka miodu, czyli słaba, ale jednak nadzieja, że ktoś wreszcie przyspieszy naprawdę konieczne reformy – konkluduje Bogusław Chrabota.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/media-publiczne-lupem-wojennym-i-dziewka-codziennego-uzytku-dla-politykow-opinie

25-10-2015, 12:18

Polska Press Grupa zakończyła proces zmian w serwisach regionalnych  »

Portal medialny.pl
kw
25-10-2015

Polska Press Grupa właśnie zakończyła proces zmian serwisów regionalnych. 18 serwisów zyskało nowy wygląd, układ treści, nowe funkcjonalności, a redakcje pracują na wspólnym systemie CMS. 30 września br. jako ostatnie w nowej szacie wystartowało echodnia.eu.

Proces zmian serwisów regionalnych rozpoczął się w maju br., kiedy uruchomiona została nowa wersja dziennikzachodni.pl. Wszystkie strony mają teraz nowy layout, odświeżony został sposób prezentacji treści – głównym elementem są wiadomości regionalne i lokalne. Na stronach głównych jest także więcej zdjęć oraz wideo. Dodatkowo na stronie głównej mocniej eksponowane są treści premium oraz informacje z działów Polska i Świat, Sport czy Styl życia. Wyróżnione są również materiały z serwisów tematycznych Grupy, m.in. Strefa Biznesu, Strefa Agro i produkty ogłoszeniowe.

Jedną z ważniejszych zmian jest wprowadzenie nowych serwisów powiatowych, które zawierają treści przeznaczone dla odbiorców z poszczególnych powiatów. “Nasza obecność w regionach oraz lokalność to od zawsze kluczowe elementy strategii naszej firmy. Inwestycja w unowocześnienie serwisów, które już teraz są liderami na swoich rynkach, to naturalny kierunek rozwoju” – mówi Paweł Fąfara, członek zarządu i redaktor naczelny Polska Press Grupy. “Wszystkie serwisy są przygotowywane przez zespoły redakcyjne naszych dzienników regionalnych, które są w pełni multimedialne oraz używają nowoczesnych narzędzi do tworzenia i prezentacji treści, w tym również video” – dodaje Fąfara.

Wprowadzenie nowych wersji serwisów to jeszcze nie koniec zmian. Strony mają być nadal rozwijane, pojawią się nowe kategorie tematyczne, wdrożone zostaną odświeżone aplikacje mobilne. “Serwisy rozwijają się bardzo dynamicznie. Liczba odsłon naszych serwisów wzrosła o kilkadziesiąt procent w porównaniu z ubiegłym rokiem. To dla nas ważne, zarówno ze względu na naszych internautów, jak i klientów biznesowych” – wyjaśnia Magdalena Chudzikiewicz, członek zarządu Polska Press Grupy, odpowiedzialna za obszar Internetu i nowych technologii.

Wszystkie strony zostały zbudowane w technologii RWD, czyli responsive web design. Projekt zrealizował zespół pod kierunkiem Tomasza Krawczyka, dyrektora rozwoju redakcyjnego.

Lista nowych serwisów wraz z informacją o miesiącu wdrożenia w nowej formule:

dziennikzachodni.pl (maj)
kurierlubelski.pl (czerwiec)
gazetawroclawska.pl (lipiec)
dzienniklodzki.pl (lipiec)
dziennikbaltycki.pl (lipiec)
gazetakrakowska.pl (lipiec)
gloswielkopolski.pl
nto.pl (sierpień)
poranny.pl (wrzesień)
wspolczesna.pl (wrzesień)
to.com.pl (wrzesień)
gk24.pl (wrzesień)
gp24.pl (wrzesień)
gs24.pl (wrzesień)
pomorska.pl (wrzesień)
gazetalubuska.pl (wrzesień)
nowiny24.pl (wrzesień)
echodnia.eu (wrzesień)

Całość: http://portalmedialny.pl/art/50886/polska-press-grupa-zakonczya-proces-zmian-w-serwisach-regionalnych.html

24-10-2015, 20:41

Memoriał Kmiecików w Katowicach: Dziennikarze upamiętnili tragicznie zmarłych  »

Dziennik Zachodni
Patryk Trybulec
24-10-2015

“Gramy bo pamiętamy”, pod takim hasłem dziennikarze z całej Polski rywalizowali dziś w Katowicach w Memoriale Kmiecików. Impreza miała za zadanie upamiętnienie tragicznie zmarłych w zeszłym roku Dariusza, Brygidę i Remigiusza Kmiecików.

"Gramy bo pamiętamy" - Memoriał Kmiecików

– Dariusz Kmiecik był dziennikarzem telewizyjnym, ale też miłośnikiem piłki nożnej, dlatego spotykamy się dzisiaj na boisku – mówił podczas uroczystego otwarcia turnieju Krzysztof Pieczyński, pomysłodawca memoriału.

W imprezie udział wzięło 9 drużyn: TVN, TVP, Polsat, Radio Katowice, Dziennik Zachodni, Kurier Sławkowski, oraz przedstawiciele agencji Imago PR.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni, że zostaliśmy zaproszeni na ten turniej i w ten sposób możemy wspominać Darka – przyznał Tomasz Sianecki, prowadzący “Szkło Kontaktowe” w TVN 24 – Gdy tylko zadzwonił telefon w ogóle nie było dyskusji, każdy kto tylko mógł, po prostu przyjechał do Katowic.

Policzyłem, że w trakcie całego turnieju spędziłem na boisku może 4 minuty.

Jednak nie to było najważniejsze. Fantastycznie, że mogliśmy się spotkać w tym gronie i mam nadzieję, że za rok znowu będzie ku temu okazja – dodał Sianecki, który w imieniu redakcji TVN efektownie licytował sportowe pamiątki podczas aukcji charytatywnej na rzecz chorego Kacpra z rodziny Kmiecików. W sumie organizatorom z samej licytacji udało się uzbierać ponad 6,5 tys zł.

Na boisku emocji też jednak nie brakowało. Do mistrzowskiej grupy awansowały drużyny reprezentujące telewizyjne redakcje. Ostatecznie najlepsza okazała się TVP, a kolejne miejsca na podium zajęły drużyny Polsatu i TVN-u.

– Jestem bardzo zadowolony. Wszystko się udało. Nawet pogoda dopisała, a przecież przez ostatni tydzień nie była najlepsza. Chyba Darek czuwał nad nami z góry. Ekipy dopisały, poziom dopisał, a także ludzie dobrej woli, którzy wsparli charytatywny cel imprezy. Nie żegnamy się, tylko już dziś zapraszamy na przyszły rok. Mam nadzieję, że impreza będzie cykliczna – mówił Krzysztof Pieczyński.

Turniej rozegrany został dzień po rocznicy tragedii do jakiej doszło 23 października 2014 roku w Katowicach. W kamienicy przy ulicy Chopina wybuchł gaz, w gruzach kamienicy zginęła trzyosobowa rodzina: Dariusz Kmiecik, jego żona Brygida oraz syn Remigiusz. Przyczyny zdarzenia bada prokuratura. Śledztwo w sprawie zostało przedłużone o 3 miesiące.

- W imieniu organizatorów chciałem podziękować za pomoc w organizacji I piłkarskiego memoriału im. Kmiecików, w szczególności: Urzędowi Miasta Katowice, wszystkim obecnym mediom, Restauracji Leśna Perła, Olaf Gruszka G-Invest, Joanna Helios As-media, galerii Supersam z Katowic, a także restauracji Lorenzo w Katowicach – mówi Krzysztof Kmiecik.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/9025899,memorial-kmiecikow-w-katowicach-dziennikarze-upamietnili-tragicznie-zmarlych-zdjecia,id,t.html

23-10-2015, 23:32

PMPG chce egzekucji przeprosin od Lisa i wydawcy naTemat.pl. “To bicie piany, będzie wniosek o kasację”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
23-10-2015

Miesiąc temu Sąd Apelacyjny w Warszawie nakazał Tomaszowi Lisowi i wydawcy naTemat.pl publikację przeprosin skierowanych do spółki PMPG Polskie Media i Michała M. Lisieckiego za stwierdzenie o „cinkciarskim kapitale” z wpisu blogowego Lisa. – W związku z niewykonaniem prawomocnego wyroku sądu złożyliśmy wnioski o wszczęcie postępowania egzekucyjnego – informuje Grupa PMPG Polskie Media. – Na razie widzę, że czytelnicy dokonują masowo egzekucji “Wprost” – odpowiada Tomasz Lis.

Tomasz Lis

Spór dotyczy wpisu Tomasza Lisa z lutego 2013 roku na jego blogu w portalu naTemat.pl. Dziennikarz bardzo krytycznie zrecenzował ukazujące się wtedy od niedawna tygodniki “W Sieci” i “Do Rzeczy”. - Nie okazała się też decydująca kwestia kapitału stojącego za tygodnikami niepokornych. Z jednej strony kapitał wySkokowy, z drugiej cinkciarski, trudny wybór, jedźmy dalej – napisał w początkowej części tekstu.

Spółka Orle Pióro, wydająca “Do Rzeczy”, jej większościowy udziałowiec PMPG Polskie Media oraz właściciel tej grupy kapitałowej Michał M. Lisiecki pozwali Lisa i spółkę Glob 360 (wydawcę naTemat.pl) o naruszenie dóbr osobistych w stwierdzeniu „cinkciarski kapitał”. Wyrok pierwszej instancji zapadł w maju ub.r., natomiast we wrześniu Sąd Apelacyjny orzekł, że Tomasz Lis i Glob 360 mają przeprosić powodów. W oświadczeniach, opublikowanych w serwisie naTemat.pl (m.in. przy wpisie blogowym, którego dotyczy proces), oprócz przeprosin ma znaleźć się stwierdzenie, że sformułowanie o “cinkciarskim kapitale” było bezprawne i nieuzasadnione.

Tomasz Lis zapowiedział wówczas złożenie wniosku o kasację tego wyroku. – Pan Lisiecki, słysząc o cinkciarskim kapitale, uznał, że to o nim. Może słusznie, ale to są jego skojarzenia, za które nie odpowiadam. Oczywiście nie było żadnej aluzji do Cinkciarza.pl, bo to prawdziwy biznes i sukces – skomentował Lis.

Po upływnie miesiąca od wyroku warszawskiego sądu apelacyjnego Grupa PMPG Polskie Media informuje o złożeniu wniosków o wszczęciu postępowania egzekucyjnego. Wydawca “Do Rzeczy” i “Wprost” ocenia, że właściciel i wydawca NaTemat.pl celowo uchylają się od opublikowania przeprosin i gra na zwłokę, a zamiast wypełnić prawomocny wyrok wystosowali pismo, wskazujące, że nie zamierzają dobrowolnie wykonać tych obowiązków. W opinii Grupy PMPG Polskie Media, Tomasz Lis i Glob 360 zamierzają oddalić w czasie możliwość egzekucji sądowej wykonania orzeczenia.

- Przeprowadzenie czynności egzekucyjnych jest wskazane z uwagi na oczywistą niechęć dłużników do zadośćuczynienia roszczeniom wierzycieli. W tym przypadku jedynym wyjściem pozostaje “przymuszenie” ich do wykonania czynności wynikających z tytułu wykonawczego. Tylko w ten sposób oświadczenia dłużników rzeczywiście zostaną opublikowane, a roszczenie wierzycieli zostanie w całości zaspokojone – mówi Paulina Piaszczyk, radca prawny PMPG Polskie Media.

Robert Jędrzejczyk, współudziałowiec Glob360 i pełnomocnik Tomasza Lisa, potwierdza w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl, że przygotowywana jest kasacja tego wyroku.

- Nie można wyegzekwować publikacji przeprosin bez współpracy drugiej strony. Nie wiem, jak PMPG wyobraża sobie egzekucję tego wyroku, skoro podlega on jeszcze zaskarżeniu, które złożymy, jak tylko otrzymamy pisemne uzasadnienie. Decyzję w tej sprawie podejmiemy zgodnie w wyrokiem kasacyjnym – wyjaśnia Jędrzejczyk. – Napisaliśmy do pełnomocnika drugiej strony, że złożymy wniosek o kasację. Jeżeli chcą robić wokół tego zamieszanie medialne, to służy to jedynie samemu zamieszaniu, biciu piany – dodaje.

- Będzie wniosek o kasację tego wyroku. Czekamy teraz na pisemne uzasadnienie werdyktu. A egzekucja? Na razie patrząc na dane sprzedaży tygodników, widzę, że czytelnicy dokonują masowo egzekucji „Wprost” - poinformował nas Tomasz Lis.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/pmpg-chce-egzekucji-przeprosin-od-lisa-i-wydawcy-natemat-pl-to-bicie-piany-bedzie-wniosek-o-kasacje

23-10-2015, 21:39

“Gazeta Wyborcza” i “Polityka” wprost odradzają głosowanie na PiS, a “W Sieci” na PO. Aluzje “Newsweeka”, bezstronność “Rz” i “Wprost”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
23-10-2015

W ostatnich wydaniach przed wyborami “Gazeta Wyborcza” i “Polityka” otwarcie przestrzegają przed głosowaniem na Prawo i Sprawiedliwość, a “W Sieci” – na Platformę Obywatelską. Spośród czołowych tytułów opiniotwórczych mniej jawnie dezaprobatę dla PiS wyraził w ostatnim numerze „Newsweek”, a poparcie – “Do Rzeczy” i “Gazeta Polska”. Żadnych sugestii wyborczych nie wyrazili natomiast naczelni “Rzeczpospolitej” i “Wprost”.

Okładki "Polityki" i "Do Rzeczy"

Na pierwszej stronie piątkowego numeru “Gazety Wyborczej” (Agora) znajduje się tekst “Stawką tych wyborów jest sama demokracja” opisujący stanowisko redakcji dziennika przed niedzielnym głosowaniem w wyborach parlamentarnych. Redakcja przypomina, że podobne, jawne sugestie, kogo warto poprzeć, wyrażała przed kolejnymi wyborami od początku swojego istnienia.

Tym razem “GW” przestrzega przed głosowaniem na trzy ugrupowania, które jej zdaniem w swoich programach i działaniach nie przestrzegają polskiej konstytucji: PiS, Kukiz ’15 i KORWIN. – Nie rekomendujemy naszym Szanownym Czytelnikom głosowania na konkretną partię polityczną. Każdy rozważy to we własnym sumieniu. Rekomendujemy natomiast głosowanie na jedną z tych partii, które szanują polską konstytucję i nie przyłożą ręki do demokratycznego rozmontowania demokracji w stylu Orbána. Naszym zdaniem pięć spośród ośmiu komitetów wyborczych spełnia te kryteria: Nowoczesna, Partia Razem, PO, PSL, ZL (kolejność alfabetyczna) – stwierdzają redaktorzy dziennika.

W tekście opisany w mocno negatywnym świetle jest jedynie PiS, prowadzący zdecydowanie w sondażach przedwyborczych. “Gazeta Wyborcza” krytykuje poglądy i plany partii dotyczące m.in. wolności obywatelskich, polityki zagranicznej (w tym funkcjonowania Polski w Unii Europejskiej), służb specjalnych i sądownictwa, przypomina też doświadczenia z jej rządów w latach 2005-2007.

- Jeśli PiS zdobędzie pełnię władzy, narzuci dyktaturę większości. Bez liczenia się z prawami mniejszości, bez respektu dla ducha i litery prawa. Jeśli PiS wygra wybory, co sugerują sondaże, to partii tej prezydent Duda powierzy formowanie rządu. Dlatego jest dziś polską racją stanu, by wynik PiS i jego potencjalnych koalicjantów był jak najsłabszy – ocenia redakcja “GW”. – Im więcej partii wejdzie do parlamentu, tym bardziej zmaleje faworyzujący zwycięzcę efekt metody d’Hondta, za pomocą której przelicza się głosy na mandaty. Dlatego tak ważny jest każdy głos. Daje szansę na przyszły sojusz demokratów – dodaje.

Przypomnijmy, że przed tegorocznymi wyborami prezydenckimi “Gazeta Wyborcza” otwarcie poparła Bronisława Komorowskiego, zwłaszcza w ostatnim wydaniu przed drugą turą, w tekście okładkowym “Nasz prezydent, wasz prezes” (więcej na ten temat). Dziennik po pierwszej turze głosowania planował wręczyć Komorowskiemu nagrodę dla Człowieka Roku, co po porażce wyborczej polityka nastąpiło w kameralnych okolicznościach w połowie czerwca.

- Jeśli PiS zdobędzie pełnię władzy, narzuci dyktaturę większości. Bez liczenia się z prawami mniejszości, bez respektu dla ducha i litery prawa. Jeśli PiS wygra wybory, co sugerują sondaże, to partii tej prezydent Duda powierzy formowanie rządu. Dlatego jest dziś polską racją stanu, by wynik PiS i jego potencjalnych koalicjantów był jak najsłabszy – ocenia redakcja „GW”. – Im więcej partii wejdzie do parlamentu, tym bardziej zmaleje faworyzujący zwycięzcę efekt metody d’Hondta, za pomocą której przelicza się głosy na mandaty. Dlatego tak ważny jest każdy głos. Daje szansę na przyszły sojusz demokratów - dodaje.

Przypomnijmy, że przed tegorocznymi wyborami prezydenckimi “Gazeta Wyborcza” otwarcie poparła Bronisława Komorowskiego, zwłaszcza w ostatnim wydaniu przed drugą turą, w tekście okładkowym “Nasz prezydent, wasz prezes” (więcej na ten temat). Dziennik po pierwszej turze głosowania planował wręczyć Komorowskiemu nagrodę dla Człowieka Roku, co po porażce wyborczej polityka nastąpiło w kameralnych okolicznościach w połowie czerwca.

Głosowanie na PiS równie jawnie odradza redaktor naczelny “Polityki” Jerzy Baczyński. Już w sierpniu br., zaraz po objęciu prezydentury przez Andrzeja Dudę, napisał tekst „Wasz prezydent, nasz premier 2015”, powtarzając tytuł słynnego artykułu Adama Michnika w “Gazecie Wyborczej” z lipca 1989 roku.

- Jeśli Andrzej Duda ma spełnić te oczekiwania, nie należy życzyć ani jemu, ani Polsce, aby jego formacja wygrała wybory parlamentarne. Formuła “Wasz prezydent, nasz premier”, wymyślona dawno temu, w zupełnie innych historycznych i politycznych warunkach, dziś nabiera nowego sensu. Oczywiście, o wszystkim i tak zadecydują wolne wybory, “wasz, nasz” też ma dzisiaj zupełnie inny sens – rzecz w tym, że formuła kohabitacji, czyli współrządzenia prezydenta i rządu z różnych formacji, dziś wydaje się dla Polski o wiele korzystniejsza i bezpieczniejsza niż pełne rządy tercetu Duda-Szydło-Kaczyński. Potrzebny jest wariant: Wasz prezydent i nie-wasz premier – stwierdził Baczyński. – PiS w urzędzie Prezydenta Rzeczpospolitej dostaje, już dostało, ten kawałek władzy, na którym powinno mu najbardziej zależeć. To władza symboliczna, godnościowa – nad dystrybucją honorów, orderów, szacunku, nad polityką historyczną, pomnikami walki i męczeństwa, z kompetencjami w dziedzinie armii, obrony, polityki zagranicznej i geopolityki, kontynuacja misji Lecha Kaczyńskiego. Ale lepiej żeby sprawami przyziemnymi zajmowała się ekipa może mniej ambitna, bardziej trzymająca się ziemi i mniej skrępowana przedwyborczymi obietnicami. Czyż nie byłoby to dobre i pasujące jakoś obu stronom rozwiązanie: baza dla nie-PiS, nadbudowa dla nie-PO? – zasugerował.

W bieżącym numerze Jerzy Baczyński w swoim komentarzu powtarza tezę z okładki “Polityki”: zwycięstwo PiS w wyborach oznacza w praktyce oddanie w pełni władzy ustawodawczej i wykonawczej Jarosławowi Kaczyńskiemu. – Samodzielną jednopartyjną większość PiS, dającą, przy własnym prezydencie, możliwość nieograniczonego zmieniania ustaw, czyli całego prawa w Polsce, uważamy za skrajnie niebezpieczną. Im słabszy wynik PiS, nawet jeśli da tej partii rządy koalicyjne, tym lepiej – napisał szef tygodnika.

- Dlatego nasza jedyna, zaszyfrowana sugestia wyborcza, jaką ośmielę się przekazać czytelnikom “Polityki” na parę dni przed wyborami, brzmi: KBNP – każdy, byle nie PiS.To nie oznacza, że głosowanie na tak dziwaczne twory parapolityczne, jak ugrupowania Kukiza czy Korwina, uważamy za racjonalne – zaznaczył.

W bieżąym numerze Jerzy Baczyński w swoim komentarzu powtarza tezę z okładki “Polityki”: zwycięstwo PiS w wyborach oznacza w praktyce oddanie w pełni władzy ustawodawczej i wykonawczej Jarosławowi Kaczyńskiemu. – Samodzielną jednopartyjną większość PiS, dającą, przy własnym prezydencie, możliwość nieograniczonego zmieniania ustaw, czyli całego prawa w Polsce, uważamy za skrajnie niebezpieczną. Im słabszy wynik PiS, nawet jeśli da tej partii rządy koalicyjne, tym lepiej – napisał szef tygodnika.
- Dlatego nasza jedyna, zaszyfrowana sugestia wyborcza, jaką ośmielę się przekazać czytelnikom “Polityki” na parę dni przed wyborami, brzmi: KBNP – każdy, byle nie PiS.To nie oznacza, że głosowanie na tak dziwaczne twory parapolityczne, jak ugrupowania Kukiza czy Korwina, uważamy za racjonalne – zaznaczył.

Za to redaktor naczelny “Do Rzeczy” Paweł Lisicki we wstępniaku w nowym wydaniu entuzjastycznie odniósł się do prawdopodobnego zwycięstwa PiS w wyborach. – Nie wiadomo jeszcze, jaki będzie wynik najbliższych wyborów. Nie ma jednak wątpliwości, że prawdopodobne zwycięstwo PiS będzie zarazem sukcesem polskiej demokracji. A fe, a fe – już widzę, jak marszczą się brwi wielu czytelników. Cóż, czasem takie banalne twierdzenia zawierają jednak prawdę. I to trudną do przyjęcia dla różnych stron polskiej debaty – stwierdził. – Na pewno nie chcą tego uznać rządowi propagandyści. Dla nich Prawo i Sprawiedliwość to partia wodzowska, na poły totalitarna, a przynajmniej autorytarna. Jej istnienie to ich zdaniem swoisty wybryk losu albo raczej smutny owoc polskiej niedojrzałości i ksenofobii. Gdyby tylko mogli, najchętniej w ogóle by ją rozwiązali – opisał poglądy publicystów krytykujących partię Kaczyńskiego.

W bardziej aluzyjny sposób preferencje i sugestie wyborcze w bieżących wydaniach swoich pism wyrazili czołowi publicyści “Newsweeka” i “W Sieci”. Przede wszystkim odnieśli się do głoszonego przez PiS (a wcześniej Andrzeja Dudę w kampanii prezydenckiej) hasła o potrzebie dobrej zmiany w Polsce, przy czym wyszli od zupełnie innych ocen obecnej sytuacji w kraju.

- Polskie państwo jest bogatsze i lepsze niż kiedykolwiek, ale – to także prawda – przez miliony Polaków jest traktowane jako obce, wrogie lub przynajmniej nieprzyjazne. Zmiana tego nastawienia pozostanie dla państwa i władzy zadaniem najważniejszym, niezależnie od tego, kto wygra wybory – napisał redaktor naczelny “Newsweeka” Tomasz Lis. – Problem w tym, że ulepszać państwo można w sensowny sposób wyłącznic w obecnych ramach prawnych. Rewolucja zaś może być wyłącznie narzędziem zemsty i musi prowadzić do niszczenia państwa pod pozorem jego naprawy. Wizja radykalno-populistycznej rewolucji musi budzić wielkie obawy. Zła rewolucja albo naprawdę dobra zmiana. Oto właściwy wybór – dodał.

Z kolei wicenaczelny “W Sieci” Piotr Skwieciński we wstępniaku “Przed zwrotnicą” skrytykował stan polskiego państwa po 8 latach rządów koalicji PO-PSL. – Przez ten czas nasze państwo rozmontowywano i osłabiano. Jego poszczególne segmenty były parcelowane między rozmaite korporacje, jawne i niejawne kliki, grupy interesu. Rząd wyzbywał się radośnie swoich obowiązków, odpowiedzialności za byt kolejnych grup ludności czy za to, co się dzieje w kluczowych obszarach machiny państwowej. Za to periodycznie dowiadywaliśmy się o kolejnych aferach świadczących o korupcji lub “tylko” kuriozalnej nieudolności – wyliczył.

Nadchodzące wybory określił natomiast jako punkt zwrotny. – Uważamy, że jest konieczna radykalna zmiana. I że obecni rządzący, odpowiedzialni za wszystko to, o czym napisałem wyżej, ani nie chcą, ani nie są w stanie tej zmiany dokonać. Dlatego doprowadzenie do tego, by odeszli, jest naszym zdaniem konieczne. Uważamy, że 25 października trzeba przestawić zwrotnicę - stwierdził Skwieciński.

W podobny sposób sytuację w kraju i znaczenie najbliższych wyborów w ostatnim felietonie opisał redaktor naczelny “Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz. – Te wybory mogą stać się wielkim zrywem społecznym. W tysiącach środowisk  lokalnych i zawodowych jest realna szansa na obudzenie obywatelskiej aktywności. Rządy PO–PSL doprowadziły do całkowitej prywatyzacji życia publicznego. Stało się ono podporządkowane korzyściom koterii i grup interesu. Przypomina to w znacznej mierze system komunistyczny – stwierdził. – Powstanie Solidarności rozpoczęło erozję systemu komunistycznego. Zwycięstwo zjednoczonego obozu patriotycznego zapoczątkuje w Polsce i w całym regionie budowę państw wolnych od postkomunistycznej oligarchii i układów wyrosłych na zdradzie i korupcji – uważa Sakiewicz.

Bezstronność w ostatnich komentarzach przedwyborczych zachowali natomiast redaktorzy naczelni “Rzeczpospolitej” i “Wprost”.

- Jak przy każdej kampanii nie deklarujemy poparcia dla żadnej z partii - w zamian w dzisiejszej gazecie przedstawiamy programy wszystkich ugrupowań. Apelujemy jednak o wybór odpowiedzialności i realizmu, wyważenia i mądrej odwagi reformowania państwa. Przestrzegamy przed demagogią i populizmem – napisał w “Rz” Bogusław Chrabota. – Myślę, że warto głosować, i mam nadzieję, iż z większością państwa – czytelników “Rzeczpospolitej” – spotkamy się przy urnach – dodał.

Natomiast Tomasz Wróblewski we “Wprost” skrytykował mało realistyczne postulaty wszystkich partii dotyczące gospodarki. – We wszystkich programach wyborczych znajdujemy sztywne zapisy o poprawianiu doli pracowników i najuboższych. Krótsza praca, wyższa płaca, podwyżki, świadczenia, dodatki. Politycy wierzą, że pracodawcy siedzą na zbędnym kopczyku pieniędzy i wystarczy im trochę podebrać. Pracownicy w pierwszej chwili mogę nawet docenić podwyżkę czy nowe świadczenia. Ale to do czasu, aż ceny w sklepach nie poszybują w górę, a firmy nie zaczną zwalniać najmniej wydajnych pracowników – prognozował. – W każdym programie znajdziemy zapisy o wspieraniu innowacyjności. Politycy może tego nie wiedzą, ale już ją wspierają – zakpił naczelny “Wprost”.

Analogiczny rozkład sympatii jak teraz wobec PiS i PO był wśród czołowych pism opiniotwórczych przed majowymi wyborami prezydenckimi względem Andrzeja Dudy i Bronisława Komorowskiego – zarówno przed pierwszą turą głosowania (przeczytaj wyrażone wtedy opinie), jak i przed drugą (przeczytaj tamte komentarze). Bezstronność tak samo jak obecnie zachowały m.in. “Rzeczpospolita” i “Wprost”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/gazeta-wyborcza-i-polityka-wprost-odradzaja-glosowanie-na-pis-a-w-sieci-na-po-aluzje-newsweeka-bezstronnosc-rz-i-wprost/page:2

23-10-2015, 13:08

Kamil Durczok o wyborach: Dziś można wybudować piękniejszy Śląsk bez polityków  »

Dziennik Zachodni
Kamil Durczok
23-10-2015

Śląsk ma dziś swoją wielką szansę. Największą od dawna. Paradoksalnie, na dwa dni przed wyborami ta szansa nie leży w głupszych czy mądrzejszych politykach. Leży obok. Zorganizujmy i powiedzmy rządzącym w twarz: albo to robicie, albo za 4 lata Was nie ma – pisze Kamil Durczok przed wyborami parlamentarnymi specjalnie dla Dziennika Zachodniego.

Kamil Durczok

Wszystko, na czym nam naprawdę zależy, możemy wybudować bez nich. Polska Bawaria jest bliżej niż się nam zdaje. Już wiemy, że żaden poseł i senator nam jej nie zbuduje. Ale zbudujemy ją sami. Pewnie dlatego, że w większości przypadków jesteśmy od nich mądrzejsi, bardziej przedsiębiorczy, operatywni i zdolniejsi. Także dlatego, że w przeciwieństwie do nich mamy swoje miejsce na ziemi.

A nasz hajmat, Bogu dzięki, nie ma nic wspólnego z Wiejską, sejmem i jaskiniami władzy. Tylko oni muszą nam wreszcie przestać przeszkadzać.

Nawoływanie do bojkotu polityki przed wyborami zdaje się być szaleństwem. Kłopot w tym, że na tym naszym poczuciu przyzwoitości, powinności głosowania i nielicznych, ale wciąż żywych nadziejach, bezczelnie grają kolejne ekipy. Jedni podtrzymując mity z epoki Gierka, inni zapowiadając rewolucję, jeszcze inni dosłownie obiecując gruszki na wierzbie. A my, Ślązacy, jesteśmy skazani na wybór między tymi, co w nas widzą niemiecką forpocztę (tylko raz na cztery lata muszą z tym siedzieć cicho) – a tymi, co sobie przypominają, że jest taki region, któremu wypadałoby coś ciepnąć. Jak psu sznita z tustym. Więc idziemy do wyborów i ze strachu przed poniżeniem, ogłupieniem i zapomnieniem głosujemy. Za albo przeciw. Zwykle to drugie. Gęby pełne frazesów o soli ziemi czarnej i pracowitości ludzi tej ziemi wywrzaskiwali wszyscy. Mamili i kusili, póki kartka z głosem nie lądowała w urnie. Potem ich obietnice też lądowały w urnie. Tylko że była to urna na cmentarzu politycznych obietnic i ludzkiej naiwności.

Parada obietnic Platformy była niczym wobec lenistwa jej posłów. Rządzić przez dwie kadencje i zabrać się za naprawianie górnictwa na rok przed wyborami? Platformie tylko się wydaje, że wygrała wybory samorządowe. To pyrrusowe zwycięstwo, zawdzięczane głupio wymyślonej książeczce do głosowania. Ale Platforma i jej śląski cysorz byli tak szczęśliwi, że znowu się udało, że z tej lekcji nie wyciągnęli żadnych wniosków. Symbolem rządów ekipy PO nie będą NOSPR ani autostrady. Nie będzie też Centrum Kongresowe ani coraz potężniejsze Pyrzowice. Symbolem będzie trzech bezczelnych wesołków przysłanych z Warszawy na negocjacje z górnikami. Symbolem będzie ich brak kompetencji, zero pomysłów i porażająca niewiedza, ile i jakie kopalnie faktycznie trzeba zostawić przy życiu, a ile ich zamknąć. Symbolem będzie ucieczka Tuska do Brukseli krótko po tym, jak naobiecywał związkowcom wszystko, co ci w swojej pazerności chcieli usłyszeć. Symbolem będzie wychodzący z rządowych rozmów Dominik Kolorz z okrągłymi, zdumionymi oczami, mówiący, że takiego łagodnego Tuska jeszcze nie widział. Trzeba było raptem pół roku, żeby dramat branży eksplodował, a ulicami śląskich miast przeszły marsze jednakowo wściekłych górników i mieszkańców.

Platforma i jej śląski cysorz byli tak szczęśliwi, że znowu się udało, że z tej lekcji nie wyciągnęli żadnych wniosków.

PiS przyglądał się temu wszystkiemu pozbawiony narzędzi, by coś realnie zdziałać. I gdyby na tym poprzestał, byłoby ok. Ale oczywiście PiS – Śląska nie rozumiejący, a w wielkiej części (na czele z Prezesem) się go obawiający – poszedł pod rękę ze związkowcami. Najgorszą z możliwych, cyniczną i kłamliwą drogą. Powiedzenie górnikom, że trzeba tylko zmiany władzy, to takie samo oszustwo, jak rządowy plan naprawy tej branży. Węgla tyle samo i w tych samych kopalniach wydobywać się nie da. Trzeba będzie zamykać i trzeba będzie zwalniać, a dzisiejszym zaślepionym przyszłymi stołkami działaczom PiS dedykuję obrazki z 1999 roku. Rządziła Akcja Wyborcza Solidarność, a mimo to przywieziony przez rozwścieczoną Solidarność potężny górniczy łańcuch oplótł Ministerstwo Finansów. Ale PiS-owcy, dziś niesieni gorączką spodziewanego sukcesu, są gotowi Ślązaków na rękach nosić, byle się dorwać do władzy. Co będzie dalej, nietrudno przewidzieć.

Węgla tyle samo i w tych samych kopalniach wydobywać się nie da.

O PSL żal nawet pisać. Choćby ludowcy mieli 100 Piechocińskich (zgoda, mrówczo pracowitych), to i tak pozostaną symbolem gadulstwa i umiejętnej konserwacji raz objętych stanowisk. Zresztą Ślązacy to dostrzegają i pojedyncze mandaty trafiają tu do ludowców raczej przez przypadek niż ze świadomego wyboru.

O lewicy szkoda gadać. Skutecznie traciła tu przez lata kapitał gromadzony jeszcze przez Barbarę Blidę czy Jerzego Markowskiego. Trudno żeby było inaczej, kiedy lokalni działacze powtarzają dziś tragikomiczny scenariusz napisany przez kiepski duet Miller/Palikot. Jeśli trzy dni przed wyborami lokalnego lidera Zjednoczonej stać tylko na obronę państwa w gospodarce, to znaczy, że kontakt z rzeczywistością stracił już dawno.

O Nowoczesnej Ryszarda Petru napisać niczego sensownego się nie da, bo przebija się na razie tylko to, że kopalnie już dawno powinny być prywatne. To taka sama prawda jak to, że jeszcze przez wiele lat polska energetyka będzie korzystała z polskiego węgla. Ale ile, gdzie i jak go wydobywać – cisza.

Ten śląski polityczny pejzaż jest dramatyczny, bo wśród tych, którzy mają czelność nas prosić o głos, nie ma ani jednego autentycznego lidera. Są ludzie czasem poważani w swoich lokalnych środowiskach, trafiają się tacy z dorobkiem naukowym, są cenieni lekarze. Ale na miły Bóg! To jest jeszcze mało, żeby przyjść i poprosić o głos kilka milionów ludzi, którzy chcą wiedzieć, czy tu będą pokopalniane zgliszcza, czy tysiące malutkich geszeftów. Ktoś wie, czy trzeba tu zrobić wielkie europejskie centrum lotniczego cargo albo polską krzemową dolinę? Politycy oczywiście nie widzą, że umiejętna gra podatkami pozwala wszystkim naszym sąsiadom – na czele z Węgrami, Czechami, a potem Rumunią – kręcić filmy i zarabiać miliony dolarów na światowej klasy produkcjach filmowych! W tym samym czasie słynne podkrakowskie kopuły w Alwerni zostają niemal zarżnięte podatkami. Na Śląsku nie dorobiliśmy się nikogo, kto patrzyłby na region i mówił, że mamy za progiem genialne zaplecze turystyczne i da się tam ściągać kapitał zdolny budować tak, jak zbudowano najlepsze centra turystyczne w Europie. Nie ma nikogo, kto miałby odwagę i autorytet stanąć przed górnikami i powiedzieć: “Chopy! Tak sie dalij niy do! Ci co wom godajom, że jest inaczej, normalnie wos ciulajom!”. Górnicy ani nie są głupi, ani pazerni. Chcą tylko wiedzieć, co dalej. Dlaczego jednego roku inwestuje się w kopalnię Brzeszcze kilkadziesiąt milionów, a rok później mówi, że to kopalnia od dawna trwale nierentowna? Nie ma też nikogo z autorytetem pozwalającym wskazać wreszcie miejsce szalejącym związkowcom, gotowym grać ręka w rękę z tym, kto akurat obieca więcej. Jak się chcecie panowie bić o robotników, to się finansujcie sami. Ze składek. Bo tu poza związkowcami żyje jeszcze kilka milionów ciężko pracujących ludzi. I oni nie mają najmniejszej ochoty płacić za wasze polityczne rajdy na ich plecach.

Górnicy ani nie są głupi, ani pazerni. Chcą tylko wiedzieć, co dalej.

Całość brzmi jak manifest wściekłego faceta, który naiwnie wierzył, że mu poseł z posłanką zrobią tu eldorado. Pewnie tak można by to czytać, gdyby nie postulat na koniec. Przyszedł czas, w którym mamy pełne prawo żądać od polityków więcej i konkretniej. Pojawienie się partii buntu (których programy w zasadniczej części są tak samo beznadziejne jak pozostałych, zwłaszcza u Kukiza i Korwina) pokazuje, że “wielkim” skończył się kredyt. Kolejnego od nas nie dostaną.

Więc dziś proponuję, żeby się organizować poza polityką. Podjąć lobbing w jego pierwotnym, szlachetnym znaczeniu. Lobbysta to w powszechnym odbiorze szemrany facet z teczką, kupujący za brudny szmal korzystne decyzje. Ja mówię: bądźmy własnymi lobbystami. Bez korupcyjnego smrodu. Mamy rozum, idee i narzędzia. Internet, fejsbuk i wspólnoty. Jak chcemy, żeby nam miasto zrobiło próg zwalniający, bo rozjechanie dziecka przez auto jest tylko kwestią czasu – to się skrzyknijmy i wrzeszczmy prezydentowi pod drzwiami tak długo, aż pęknie i próg zbuduje. A jak chcemy, żeby u nas, na Śląsku, w tym najpiękniejszym miejscu na ziemi, bez polityczno-biurokratycznego bajzlu i oporu urzędasów powstało coś na światową skalę – to się zorganizujmy i powiedzmy rządzącym w twarz: albo to robicie, albo za 4 lata Was nie ma. I bądźmy konsekwentni. Pamięć to potężna broń. Dziś można wybudować piękniejszy Śląsk bez polityków. Bez ich bzdurnych haseł i wydumanych przeszkód. Przyszedł czas, żeby się obudzić! A nagroda może być piękna… Bo jak już przyjadą na otwarcie tego naszego śląskiego centrum świata jacyś posłowie albo senatorowie – to ich pogonimy w cholerę. I zrobimy sobie nasze święto! Czyż to nie piękna wizja…?

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/9020211,kamil-durczok-o-wyborach-dzis-mozna-wybudowac-piekniejszy-slask-bez-politykow,id,t.html