Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

05-11-2015, 08:34

Dziennikarz “Faktu” bez prawa wstępu do Sejmu  »

Press
(JM)
05-11-2015

Dariusz Grzędziński (“Fakt”) poinformował na Twitterze, że na skutek decyzji komendanta Straży Marszałkowskiej stracił prawo wstępu do budynków sejmowych do 8 października 2017 roku.

“Posłowie przejmowali tablety za 300 zł. Za artykuł o tym @KancelariaSejmu dała mi 2 lata zakazu wstępu. #2lataknebla” – napisał Grzędziński na Twitterze, dołączając screen e-maila z biura Kancelarii Sejmu. Napisano w nim: “informujemy, że na podstawie §21 Zarządzenia nr 1 Marszałka Sejmu z dnia 2008 r. w sprawie wstępu do budynków pozostających w zarządzie Kancelarii Sejmu Komendant Straży Marszałkowskiej podjął decyzję o zawieszeniu Panu prawa wstępu do budynków sejmowych na okres 2 lat, czyli do 8 października 2017 r. Decyzja została podjęta po analizie zdarzenia, które miało miejsce 8 października br., kiedy niezgodnie z powyższym zarządzeniem przebywał Pan na terenie Domu Poselskiego”.

Dariusz Grzędziński oraz Mikołaj Wójcik (szef działu Polityka “Faktu”) odmówili “Presserwisowi” komentarza w tej sprawie, odsyłając do rzecznika prasowego Grupy Onet-RASP.

Kancelaria Sejmu na Twitterze odpowiadała Grzędzińskiemu: “Zakaz wstępu dla Pana został wydany za naruszenie przepisów porządkowych, a nie artykuł”; “w Domu Poselskim dziennikarz może przebywać na zaproszenie posła lub senatora, po zgłosz. do Straży Marsz. i w jego towarzystwie”; “Żaden parlamentarzysta nie zgłosił Pana @grzedzinski.ego do Straży ani mu nie towarzyszył”. “Wywiady w Domu Poselskim są możliwe tylko za zgodą Marszałka Sejmu lub Senatu. Pan o nią nie wystąpił”.

W opublikowanym w serwisie Fakt.pl 9 października br. artykule “Po ile posłowie kupują tablety? Tanio” Dariusz Grzędziński informował, na jakich zasadach posłowie mogą kupić służbowe tablety, z których korzystali podczas swojej kadencji. Pisał: “Teraz posłowie mogą przejąć tablety na własność. Za bezcen. Wystarczy, że przyjdą do hotelu sejmowego, gdzie specjalista dokona oględzin i wyceni towar”.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/50544,Dziennikarz-Faktu-bez-prawa-wstepu-do-Sejmu?target=pressletter&uid=556

05-11-2015, 06:27

“Newsweek” ma sprostować informacje o kontaktach Marka Falenty z dziennikarzami, Newsweek.pl już nie  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Tomasz Wojtas
05-11-2015

Marek Falenta pozwał tygodnik “Newsweek” (Ringier Axel Springer Polska) i jego serwis internetowy, domagając się sprostowania jego zdaniem nieprawdziwych informacji w tekście opisującym m.in. kontakty biznesmena z dziennikarzami przed aferą podsłuchową. W przypadku wydania papierowego “Newsweeka” sąd nakazał publikację sprostowania, za to w przypadku serwisu oddalił powództwo.

Pozwy Marka Falenty dotyczą artykułu Michała Krzymowskiego “Po nitce do Falenty” zamieszczonego w “Newsweeku” w październiku ub.r. Dziennikarz opisał m.in. zeznania złożone w prokuraturze przez Marcina W., dyrektora generalnego współnależącej do Falenty spółki Składy Węgla, zatrzymanego przez Centralne Biuro Śledcze na początku czerwca ub.r. Z akt śledztwa opisywanych przez Krzymowskiego wynika, że W. obciążył Falentę, opowiadając m.in., że biznesmen “chwalił mu się swoimi kontaktami w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która miała roztaczać nad nim nieoficjalną ochronę kontrwywiadowczą”.

Według zeznań W., Falenta miał też dbać o swoją reputację wśród dziennikarzy zajmujących się tematyką ekonomiczną, a część z nich nawet opłacać. W tej grupie nie było Piotra Nisztora, na którego przedsiębiorca miał jednak duży wpływ. Przypomnijmy, że w połowie czerwca ub.r. Nisztor dostarczył tygodnikowi “Wprost” nagrania podsłuchanych rozmów czołowych polityków i biznesmenów, a publikacja tych materiałów wywołała aferę podsłuchową (wcześniej dziennikarz bezskutecznie proponował nagrania “Pulsowi Biznesu”) Głównym podejrzanym o zlecanie podsłuchów jest Marek Falenta.

W swoim tekście Michał Krzymowski podał też hipotezę anonimowego śledczego z warszawskiej prokuratury, badającego aferę podsłuchową, na temat relacji Falenty z Nisztorem. “W tygodniu poprzedzającym publikację pierwszych nagrań Piotr Nisztor szykował artykuł o problemach Składów Węgla. Tekst mógł ostatecznie pokrzyżować plany giełdowego debiutu spółki. Nasza hipoteza zakłada, że Falenta się o tym dowiedział i postanowił wykupić się taśmami. Dał Nisztorowi nagrania polityków i w zamian poprosił o odstąpienie od publikacji artykułu o Składach. Nie przewidział tylko, że podsłuchane rozmowy rozpętają taką aferę” – stwierdził artykule śledczy. Zapytany o komentarz Piotr Nisztor podkreślił, że to tylko jedna z hipotez prokuratory, a jego artykuł o Składach Węgla ostatecznie ukazał się, ale trochę później.

Właśnie tych fragmentów tekstu “Po nitce do Falenty” dotyczyły pozwy skierowane przez Marka Falentę przeciw redaktorom naczelnym “Newsweeka” i Newsweek.pl o publikację sprostowania. W środę biznesmen poinformował na swoim blogu i koncie twitterowym, że w pierwszym przypadku sąd okręgowy nakazał redaktorowi naczelnemu “Newsweeka” zamieszczenie sprostowania wskazanych fragmentów artykułu. – Sąd wydał kolejny wyrok wobec Tomasza Lisa nakazujący publikację sprostowań nt. mojego rzekomego udziału w aferze podsłuchowej. Do ilu razy sztuka? – napisał na Twitterze Falenta, publikując fragmenty tego orzeczenia.

- Wygrałem większość spraw z mediami – podkreślił biznesmen w odpowiedzi na pytania portalu Wirtualnemedia.pl. – Z “Newsweekiem” pierwsza wygrana sprawa jest już w egzekucji, bo nie chcą opublikować sprostowań. Oczywiście po oczyszczeniu mnie przez sąd z zarzutów skierujemy pozwy o odszkodowania – zapowiedział.

Tymczasem kilka dni przed korzystnym dla Falenty wyrokiem sąd w całości oddalił jego analogiczny pozew dotyczący publikacji sprostowania fragmentów artykułu Michała Krzymowskiego w serwisie Newsweek.pl. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że wszystkie kwestionowane informacje wyraźnie przedstawiono w tekście jako przytoczenie zeznań składanych w śledztwie przez Marcina W., które nie muszą być prawdziwe.

- Autor artykułu wprost stawia w nim pytanie “czy opowieści węglowego dyrektora są wiarygodne?” wskazując w odpowiedzi na okoliczności, które ową wiarygodność podważają. W szczególności wskazał, iż Marcin W. “może koloryzować”, „zapewne wybiela samego siebie”. “chce się wykazać przed prokuratorami”. Nadto artykuł rozpoczyna się wyraźnym przedstawieniem stanowiska powoda Marka Falenty, z którego wynika, iż twierdzi on, że został “kozłem ofiarnym” w aferze wykreowanej przez służby specjalne - wyliczył sędzia. – Takie przedstawienie sprawy jednoznacznie kształtuje treść komunikatu płynącego z artykułu jako: „Marcin W. twierdzi iż: [...] lecz jego zeznania mogą być wątpliwe, zaś Marek Falenta zapewnia o swej niewinności”. Nie ma zatem możliwości wytworzenia u odbiorcy fałszywego przekonania, iż fakty podane w cytowanych zeznaniach są bezspornie prawdziwe – dodał.

Michał Krzymowski w rozmowie z Wirtualnemedia.pl zwrócił uwagę, że przedstawiciele “Newsweeka” nie mieli możliwości przedstawienia swoich racji w procesie dotyczącym tekstu w wydaniu papierowym. – Sąd odwołał się do teorii subiektywnej sprostowania: nie starał się weryfikować, czy informacje w artykule są prawdziwe, tylko wyszedł z założenia, że powód ma prawo do sprostowania – stwierdził dziennikarz.

Ringier Axel Springer Polska nie informuje, czy złoży apelację od wyroku nakazującego “Newsweekowi” publikację sprostowania. – Nie komentujemy doniesień twitterowych, ani wyroków sądowych – odpowiedziała nam zapytana o to Agnieszka Odachowska, dyrektor komunikacji korporacyjnej w Grupie Onet-RASP.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/newsweek-ma-sprostowac-informacje-o-kontaktach-marka-falenty-z-dziennikarzami-newsweek-pl-juz-nie

05-11-2015, 06:19

Dziennikarze “Gazety Polskiej” i “Do Rzeczy” podsłuchani? “Wrzutki służb”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
05-11-2015

Według relacji jednego z dziennikarzy Prokuratura Apelacyjna w Warszawie prowadzi śledztwo w sprawie podsłuchiwania rozmowy Cezarego Gmyza, Piotra Semki, Tomasza Sakiewicza i byłego wiceszefa CBA Macieja Wąsika. – Proszę nie wierzyć w żadne wrzutki służb – odpowiada Gmyz.

Cezary Gmyz

Informację o śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie w sprawie podsłuchanych rozmów podał w środę na Twitterze dziennikarz Grzegorz Jakubowski. Śledztwo prowadzone ma być na podstawie zeznań jednego z pracowników biznesmena Marka Falenty, który jest jednym z głównych podejrzanych w aferze podsłuchowej w warszawskiej restauracji Sowa i Przyjaciele.

Jak poinformował Jakubowski, postępowanie zostało wyłączone z głównego śledztwa i objęło nagrania w innych warszawskich lokalizacjach: Studio Buffo, Hotelu Hyatt i Hotelu Sheraton. – Nagrani w Buffo zostali: Cezary Gmyz, Maciej Wąsik (były zastępca szefa CBA – przyp. red.), Piotr Semka i Tomasz Sakiewicz. Sprawę bada Apelacja Warszawska – napisał Grzegorz Jakubowski.

Wywołani dziennikarze stanowczo zaprzeczyli, aby wskazane rozmowy w ogóle się odbyły. – Jakiś typek używa mojego nazwiska pisząc o rozmowie, o której nic nie wiem. Guzik obchodzą mnie Pana gierki – odpowiedział Piotr Semka z “Do Rzeczy”. – Proszę nie wierzyć w żadne wrzutki służb z d..y w..srane by osłabić siłę dzisiejszych taśm w TV Republika – napisał dziennikarz śledczy Cezary Gmyz, nawiązując do środowego wydania “Zadania specjalnego”, w którym ujawniono kolejne nagrania podsłuchanych rozmów Kulczyk-Sikorski. – Gdyby ktoś pytał to godzę się na upublicznienie wszelkich moich rzekomych nagrań nagrywanych w Hyatt, Sheratonie i Buffo. Szopenfedziarze – dodał.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dziennikarze-gazety-polskiej-i-do-rzeczy-podsluchani-wrzutki-sluzb

05-11-2015, 06:13

Będą duże zmiany w TVP Regionalnej. “Powstaną anteny 16 regionów”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
05-11-2015

TVP planuje rozbudować anteny ośrodków terenowych. –  Chcemy dać sobie spokój z tzw. telewizją regionalną na rzecz telewizji regionów: Gdańska, Wrocławia czy Gorzowa – mówi prezes TVP Janusz Daszczyński. Zmiany mają zostać wprowadzone w I kwartale 2016 roku.

Utworzona we wrześniu 2013 roku TVP Regionalna każdego dnia przez cztery i pół godziny nadaje pasma tworzone przez 16 oddziałów terenowych TVP , a resztą ramówki stanowi pasmo wspólne. Składa się ono z pozycji z różnych ośrodków, programów tworzonych w Warszawie oraz różnych powtórek. Taka koncepcja kanału od początku nie podobała się prezesowi Januszowi Daszczyńskiemu, który stery w TVP objął pod koniec lipca br.

- Eksperyment, który został wprowadzony, naszych widzów zdezorientował. Trudno nie rozumieć widza, gdy oglądając TVP Olsztyn widzi problemy z ulicą w Krakowie – mówił w środę Daszczyński.

W związku z tym zdecydował on o daleko idących zmianach w TVP Regionalnej. Najprawdopodobniej znikną z niej takie jak dotąd pasma wspólne. Całą ramówkę będą stanowić jedynie pasma tworzone przez każdy z oddziałów, powtarzane kilka razy na dobę.

- Zamysł jest, by robić bloki powtarzalne, których jądrem będzie informacja lokalna, odświeżana w rytm zegara – mówił Daszczyński. Nie chciał podać szczegółów, ale zapowiedział, że redakcja regionalna w Warszawie (tworząca teraz program do pasma wspólnego – przyp.) nie będzie już tak obszerna jak teraz.

Zmiany mają zostać wprowadzone w I kwartale 2016 roku, możliwe, że już od stycznia. Pracuje nad nimi Bogumił Osiński, który wrześniu br. zastąpił Marka Pasiutę na stanowisku dyrektora Ośrodka Programów Regionalnych.

Dodajmy, że od września br. oddziały odwiedzają przedstawiciele centrali pod wodzą Jacka Snopkiewicza, badając ich kondycję programową i stan posiadania. Dotąd kontrola ta objęła TVP Opole, TVP Gdańsk, TVP Katowice i TVP Poznań. Janusz Daszczyński zapowiedział, że Telewizja Polska będzie chciała sprzedać niepotrzebne nieruchomości czy tereny, które posiadają niektóre oddziały.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/beda-duze-zmiany-w-tvp-regionalnej-powstana-anteny-16-regionow

05-11-2015, 06:05

Janusz Daszczyński: zostałem wybrany na cztery lata. Lis i Pospieszalski znikną z TVP  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
05-11-2015

- Byłoby całkowicie nieodpowiedzialne, gdybym zachowywał się tak, że zaraz nastąpi potop i trzeba uciekać na arkę – mówi prezes TVP Janusz Daszczyński, komentując zapowiedzi zmian, jakie w Telewizji Polskiej chce wprowadzić PiS. Dał też do zrozumienia, że programy Tomasza Lisa i Jana Pospieszalskiego znikną z anteny.

Janusz Daszczyński

- Zostałem wybrany na cztery lata i tak działam. Mało tego, mam ambicję być osiem lat – zapewnił wczoraj Janusz Daszczyński, który prezesem TVP został pod koniec lipca br.

Jednak jako szef TVP może nie dotrwać do końca kadencji, bo przedstawiciele PiS – partii, która wygrała wybory parlamentarne – już zapowiedzieli zmiany w kierownictwie mediach publicznych.

Poza zmianami personalnymi przedstawiona przez posłów PiS koncepcja zakłada, że TVP i Polskie Radio mają stać się mediami narodowymi i ze spółek prawa handlowego zmienić się w instytucje kultury, które już nie będą musiały zarabiać. Ich działalność ma zaś finansować powszechny abonament, pobierany razem z opłatą za prąd elektryczny.

Daszczyński zwrócił uwagę, że to na razie zapowiedzi, a nikt jeszcze nie widział projektów. – Gdy je zobaczymy, to będziemy dyskutować – podkreślił. – W moim przekonaniu obecny ustrój mediów publicznych jest dobry, wyjąwszy sposób finansowania oraz kwestie reklamowe – reklam w telewizji publicznej jest za dużo – mówił.

Prezes TVP dodał, że podoba mu się projekt wprowadzenia powszechnej opłaty abonamentowej. – To dotyczy ustawy z 2005 roku o finansowaniu mediów publicznych. Cóż więcej trzeba? Wszystkie powinności telewizji publicznej są opisane w ustawie o radiofonii i telewizji – mówił.

Zdaniem prezesa telewizji publicznej, konstrukcja spółki handlowej w przypadku TVP sprawdziła się przez lata – Nie wyobrażam sobie prowadzenia jakiejś firmy na deficycie. Musi być jakieś zero na końcu, bo jak inaczej? Ciągłe dotacje jak do szpitali? – pytał Daszczyński.

- Byłoby całkowicie nieodpowiedzialne, gdyby bym zachowywał się w ten sposób, że zaraz nastąpi potop i trzeba uciekać na arkę – mówił prezes TVP, zapewniając, że nie ma się za człowieka uwikłanego politycznie.

Podczas konferencji prasowej Janusz Daszczyński podsumował też sukcesy swoich trzech pierwszych miesięcy w telewizji publicznej – według niego było to “odtabloidyzowanie” programów informacyjnych, wzrost oglądalności, wprowadzenie zmian organizacyjnych bez rewolucji personalnej oraz uporządkowanie spraw pracowniczych.

-  Wszyscy obawiali się spadku oglądalności, jednak kazałem im robić programy tak, żebyśmy byli z nich dumni. Zamiast wieszczonego spadku, oglądalność poszybowała do góry – dobrze zdefiniowaliśmy oczekiwania odbiorcy TVP – tak mówił o zmianach w programach newsowych.

Prezes powtórzył też swoje zdanie z sierpnia br., że programy publicystyczne obecne na antenach TVP powinny być realizowane wewnątrz spółki, a nie przez firmy zewnętrzne. W takiej formie są produkowane m.in. audycja  ”Tomasz Lis na żywo” emitowana w TVP2 (mocno krytykowana od lat przez przedstawicieli PiS) czy program “Bliżej” Jana Pospieszalskiego, który można oglądać w TVP Info.

- To spadek po poprzednikach – podkreślił Daszczyński, zapewniając, że czeka na wygaśnięcie umów z twórcami tych produkcji i dając do zrozumienia, że wtedy one znikną z anteny. Nie chciał jednak ujawnić, kiedy to nastąpi.

Janusz Daszczyński zapewnił, że spółka zakończy rok na plusie, ale szczegółów nie chciał podać.

Na koniec I półrocza br. TVP miała 144,4 mln zł zysku brutto, o 28,2 mln zł więcej niż rok wcześniej.

Prezes TVP zapowiedział też, że nadawca nie ma planów redukcji zatrudnienia. Obecnie w spółce na etatach pracuje około 2800 osób. Co więcej, do TVP wróciło kilka osób, które wcześniej zostały przeniesione do LeasingTeam, wśród nich Marek Wałuszko, który zostanie nowym dyrektorem TVP Gdańsk.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/janusz-daszczynski-zostalem-wybrany-na-cztery-lata-lis-i-pospieszalski-znikna-z-tvp

04-11-2015, 21:01

Agnieszka Romaszewska-Guzy laureatką Nagrody im. Ihora Łubczenki  »

Press
(KOZ)
04-11-2015

Agnieszka Romaszewska-Guzy, dyrektor TV Biełsat i wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, otrzymała Nagrodę Wolności Słowa im. Ihora Łubczenki, przyznawaną przez Narodowe Stowarzyszenie Dziennikarzy Ukrainy.

Cytowany na stronie TV Biełsat przewodniczący donieckiego oddziału organizacji Ołeksandr Bryż stwierdził, że ”Agnieszka Romaszewska-Guzy zawsze walczy o prawa ukraińskich dziennikarzy w Europie i dlatego powinna otrzymać tę nagrodę”. Szef dniepropietrowskiego oddziału organizacji Ołeksij Kowalczuk nazwał Romaszewską-Guzy ”adwokatem ukraińskiego dziennikarstwa”.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/50541,Agnieszka-Romaszewska-Guzy-laureatka-Nagrody-im_-Ihora-Lubczenki