10-11-2015, 08:54
Cezary Gmyz zawiadamia prokuraturę o popełnieniu przestępstwa przez służby wojskowe »
(IKO)
10-11-2015
Według “Wprost” (AWR Wprost) Służby Kontrwywiadu Wojskowego po wybuchu afery podsłuchowej miały obserwować nie tylko polityków, ale też dziennikarza – Cezarego Gmyza. Wczoraj złożył on w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez SKW.
Mariusz Kowalewski, powołując się na anonimowego “rozmówcę ze służb”, napisał we “Wprost” w artykule “SKW na tropie opozycji”, że po wybuchu afery podsłuchowej SKW obserwowała dziennikarzy, szefów służb i polityków PiS, a zebrane przez wojskowe służby materiały nie zostały przekazane prokuraturze. Obserwowany miał być m.in. Cezary Gmyz, dziennikarz “Tygodnika do Rzeczy” (Orle Pióro), który w maju br. ujawnił rozmowę Elżbiety Bieńkowskiej z Pawłem Wojtunikiem.
Wczoraj Służba Kontrwywiadu Wojskowego wydała oświadczenie, w którym zapewnia, że opisane w tygodniku zdarzenia nie miały miejsca. “O marnej wartości i braku rzetelności zarzutów red. M. Kowalewskiego świadczy fakt, że przed publikacją swoich wymysłów w żaden sposób nie próbował zweryfikować tych informacji” – przekonuje płk Andrzej Kapica, zastępca dyrektora gabinetu szefa SKW
- Mariusz Kowalewski od dłuższego czasu pracował nad tym tekstem i podszedł do niego rzetelnie – broni dziennikarza Tomasz Wróblewski, redaktor naczelny “Wprost”.
- Kłamią, że nie kontaktowałem się z nimi. 3 listopada br. SKW otrzymało ode mnie e-mail z pytaniami. Próbowałem także skontaktować się z ich rzecznikiem Jackiem Sońtą na Twitterze, lecz nie odpowiadał – tłumaczy Mariusz Kowalewski. I dodaje: – SKW nie może mi zarzucać, że pisałem o podsłuchiwaniu przez nich polityków i dziennikarzy. W tekście wyraźnie zaznaczyłem, że była to obserwacja – mówi Kowalewski. Dziennikarz przygotowuje kolejną publikację na ten temat.
Tymczasem Cezary Gmyz wysłał wczoraj do Prokuratury Okręgowej w Warszawie e-mail z zawiadomieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez SKW. – Poprosiłem, by mnie przesłuchano w związku z bezprawną inwigilacją, gdyż nie wszystkie okoliczności znane są prokuraturze, m.in. widziałem, jak robiono mi zdjęcia z ukrycia, gdy umawiałem się na wywiad z Markiem Falentą – mówi “Presserwisowi” Cezary Gmyz. Domyślał się, że jest inwigilowany. – To naruszenie prawa prasowego, gdyż rozmawiający ze mną informatorzy zastrzegali sobie anonimowość – zaznacza dziennikarz.




