Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

05-12-2015, 11:50

Redakcje szukają sposobów na walkę z hejtem  »

Press
(JM)
05-12-2015

Redakcjom nie brakuje pomysłów, których celem jest wyciszenie hejeterów. Jednak wszystkie dotychczas wprowadzone w życie są wciąż mało skuteczne.

Jarosław Kuźniar (TVN) wystąpił w kampanii przeciwko hejtowi

Każdy ma prawo do wypowiedzi, czas jest limitowany, 50 sekund, tam na końcu jest gong. Rozmawiamy kulturalnie, czyli jak coś jest nie tak, to po prostu rozłączamy – tłumaczy na antenie Programu I Polskiego Radia Roman Czejarek, współprowadzący nowy cykl “Głos za głos”. Mimo że to program na żywo, nie ma w nim znanej z innych anten agresji, nienawistnego języka czy obrażania innych rozmówców. – Nie opóźniamy celowo wpuszczania rozmówców na antenę, nie sprawdzamy ich wcześniej. Przeprowadziliśmy tysiące rozmów, a do tej pory ani razu nie musieliśmy nikomu przerywać – podkreśla Czejarek i dodaje: – Myślę, że to dzięki naszej żelaznej konsekwencji: niewchodzeniu w interakcję z hejterami. Dlatego nie było jeszcze ani jednego nienawistnego telefonu.

Czyżby dziennikarz znalazł sposób na walkę z wszechobecnym w mediach hejtem? W czasie gdy na pisarkę Olgę Tokarczuk internauci wylewają kubły pomyj, a określenie “żydowska szmata” jest jednym z łagodniejszych? Gdy po wywiadzie dla “Gazety Wyborczej” Tomasz Lis jest tak obrażany na Twitterze, że jego żona zapowiada złożenie pozwów sądowych? – Jest ogromna różnica między telefonami do studia a SMS-ami i Internetem. W SMS-ach jest dramatycznie, ale mogę ich nie czytać. Gorzej jest z Facebookiem i Twitterem, gdzie komentarze widzą inni użytkownicy. I tam też jest kiepsko – rozwiewa złudzenia Czejarek. – Staram się to blokować, ale nie zawsze mam na to czas podczas audycji na żywo.

– Jak ktoś występuje twarzą, to chce z tego wyjść z twarzą. Jeśli wypowiedzi przytaczane są samym dźwiękiem, ludzie częściej będą chcieli komuś nawrzucać – tłumaczy z kolei mniejszy hejt na wizji Maciej Mazur z TVN24, który w programie Publiczna.tv wielokrotnie rozmawiał przez Onet–Skype’a z widzami i ani razu nie został zaatakowany.

– Najważniejsze jest wzajemne zaufanie i zdrowy rozsądek. W tym roku w programie zmieniliśmy zasady po tym, jak nie wpuściliśmy do studia partii Zmiana, więc oni podali się za inne stowarzyszenie i w trakcie trwania programu na widowni rozwinęli transparent “Nie zamkniecie nam ust” – opowiada Miłosz Kozioł, współtwórca programu “Młodzież kontra” w TVP Regionalna. – Teraz za gości odpowiedzialne są młodzieżówki partyjne: one za nich ręczą, znamy ich liderów. Trochę nam smutno, że musieliśmy zmienić dotychczasowe zasady – przyznaje.

W sieci najprostszym sposobem na walkę z hejtem jest ostatnio blokowanie komentarzy, jak zrobiły dwa miesiące temu Wyborcza.pl i Gazeta.pl pod tekstami dotyczącymi uchodźców. Akcja zakończyła się sukcesem? – Jeszcze za wcześnie na podsumowywanie, tym bardziej że możliwość pozostawiania komentarzy pod tekstami na temat uchodźców jest nadal wyłączona – odpowiada Agata Staniszewska, rzeczniczka prasowa Agory.

Najpopularniejsze serwisy stosują jeszcze inne rozwiązania. – Nasz algorytm wyłapuje wartościowe, popularne komentarze i umieszcza je najwyżej na forum. Wulgarne wpisy automatycznie kasuje specjalny filtr – tak strategię walki z hejtem w Onecie opisuje Rafał Drzewiecki, team leader w Grupie Onet.pl.

Inny sposób wybierają mniejsze witryny: stawiają na moderację prewencyjną i sprawdzanie przed publikacją każdego z wpisów. – Jeśli zajmują się tym dwie–trzy osoby, a liczba opinii dodawanych w ciągu doby nie przekracza 200–300, jest to wykonalne – tłumaczy Marcin Fabrykowski, redaktor naczelny 24Gliwice.pl, który w ten sposób dba o jakość debaty publicznej. Półtora miesiąca temu taką moderację komentarzy wprowadził też serwis internetowy “Polityki”. Efekt? – Obiecujący. Mniej jest wpisów hejterskich, ci ludzie chyba wyprowadzili się z naszego serwisu. Lecz jeszcze za wcześnie, by wydawać kategoryczne oceny – informuje Grzegorz Rzeczkowski, redaktor naczelny Polityka.pl.

Trudniej jest opanować hejt na Twitterze czy Facebooku. Samuel Pereira z “Gazety Polskiej Codziennie” przyznaje: – Jestem atakowany przez tak zwanych hejterów, anonimowych trolli, na przykład z powodu tego, w jakiej redakcji pracuję. Na Twitterze polecam wyciszanie agresywnych użytkowników, to dużo skuteczniejsze od blokowania. Gdy się zablokuje hejtera, on zrobi z tego wydarzenie, triumfuje.

– A ja mam teorię, że z hejtem najlepiej walczyć miłością – stwierdza Ewa Wanat, do niedawna redaktor naczelna RDC. – Walka to w ogóle złe słowo, bo oni właśnie dążą do agresji. Jestem dla nich nad wyraz miła i uprzejma, a wtedy hejter staje się jak balon, z którego schodzi powietrze – tłumaczy Wanat.

Niektórzy ujawniają swoich hejterów na Facebooku, m.in. raper Tede i dziennikarz sportowy Krzysztof Stanowski. – Osobom publicznym stanowczo odradzam to rozwiązanie. Nie wolno nikomu bez zgody publikować wizerunku osób niepublicznych. Robiąc to, nie dość, że promuje się nienawistnika, to jeszcze naraża się na zablokowanie lub skasowanie konta w serwisie społecznościowym – przestrzega Mikołaj Nowak, specjalista ds. nowych mediów, autor artykułów na temat walki z hejtem.

Całość: http://www.press.pl/newsy/internet/pokaz/50840,Redakcje-szukaja-sposobow-na-walke-z-hejtem

05-12-2015, 06:25

Marek Sowa: zmiany w mediach publicznych będą służyły realizacji wizji politycznej, a nie nowoczesnej misji  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
05-12-2015

Wszystko wskazuje na to, że zmiany w mediach publicznych zostaną wprowadzone w ekspresowym tempie jako autorski projekt partii rządzącej i będą służyły przede wszystkim realizacji jednej – w tym przypadku prawicowej – wizji politycznej, a nie realizacji misji nowoczesnych mediów publicznych – ocenia Marek Sowa, ekspert medialny.

Marek Sowa

Media publiczne muszą zmieniać się tak, jak zmienia się cały rynek mediów, a do tego potrzebna jest mądra strategia i doświadczeni menedżerowie w zarządach i radach nadzorczych. Niezależnie od reformatorskiej gorączki, należy przestrzegać reguł gry obowiązujących w dojrzałych demokracjach. Biorąc pod uwagę dość swobodne podejście przedstawicieli partii rządzącej do konstytucyjnego trójpodziału władzy, agresywne wypowiedzi na temat Telewizji Polskiej oraz nie najlepsze doświadczenia z lat 2005-2007, brak wyważonego podejścia w kwestii reformowania publicznej “czwartej władzy” musi budzić niepokój.

Internet jest dziś dla mediów tradycyjnych największym wyzwaniem. Media publiczne są w Polsce potrzebne, ale powinny to być media wyważone, pogłębione i zróżnicowane światopoglądowo. Przekaz, jaki obywatele otrzymują obecnie od polityków partii rządzącej, jest dość odległy od tych wartości. Jest zatem możliwe, że w odczuciu dużej części obywateli powszechna opłata audiowizualna będzie nie tyle wsparciem nowoczesnych, potrzebnych mediów publicznych, lecz kolejnym obciążeniem podatkowym, mającym sfinansować realizację anachronicznego, czysto politycznego projektu. Media służące realizacji partykularnych celów politycznych nie powinny być finansowane ze środków publicznych. Internauci to obywatele i podatnicy, można więc oczekiwać, że będą protestować przeciwko nowemu, powszechnemu podatkowi na media postrzegane jako propagandowe, kontrolowane przez polityków jednej opcji.

Koncentrując się wyłącznie na stronie finansowej tego przedsięwzięcia, nie wiadomo dlaczego i w jakich proporcjach media publiczne miałyby nadal pozyskiwać wpływy z reklam. I tu dotykamy kolejnego problemu. Przy automatycznie pobieranym podatku w wysokości 120 zł rocznie od gospodarstwa domowego, media publiczne miałyby pozyskać ok. 1,5 mld zł w skali roku. Pozostając jednak na rynku reklamowym, nadal konkurowałyby z nadawcami komercyjnymi o budżety reklamowe, ale przy wymuszonym wsparciu wszystkich podatników. Bez niezbędnych analiz i konsultacji z szeroko rozumianym rynkiem mediów i organizacjami społecznymi, łatwo zaburzyć równowagę na rynku.

Planowane utworzenie Rady Mediów Narodowych wygląda na typowe mnożenie politycznych bytów, kreując przy tym wewnętrzną sprzeczność w kwestiach regulacyjnych. Warto byłoby przyjąć szerszą perspektywę regulacyjną w planowaniu wszelkich zmian. Rynki mediów i telekomunikacji od dłuższego czasu przenikają się technologicznie, kapitałowo i programingowo. Dlatego na wsparcie zasługuje projekt stworzenia jednego regulatora rynku, na kształt brytyjskiego Ofcom czy amerykańskiej Federal Communications Commission. W polskich warunkach oznaczałoby to połączenie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z Urzędem Komunikacji Elektronicznej.

Dlatego trudno przyjąć za dobrą monetę wypowiedź reprezentanta nowego rządu nt. konstytucyjnych trudności w kwestii stworzenia jednego regulatora rynku, przy jednoczesnej zapowiedzi szybkiego ograniczenia konstytucyjnej roli Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i wyboru nowej “rady mediów narodowych” przez jedną partię polityczną, dysponującą większością w Sejmie i Senacie oraz wsparciem prezydenta. W praktyce oznacza to przejęcie przez partię rządzącą pełni władzy nad mediami publicznymi w ciągu kilku najbliższych tygodni. Kwestią otwartą jest pytanie, czy przedstawiciele innych opcji politycznych zechcą wziąć udział w tak przeprowadzanej “reformie” mediów publicznych.

———————————————————————————————–

Marek Sowa, ekspert medialny, były prezes Agory i Ringier Axel Springer Polska, były wiceprezes UPC Polska, były prezes Związku Pracodawców Prywatnych Mediów

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/marek-sowa-zmiany-w-mediach-publicznych-beda-sluzyly-realizacji-wizji-politycznej-a-nie-nowoczesnej-misji

05-12-2015, 05:15

Elżbieta Kruk: potrzebna repolonizacja mediów prywatnych, zbyt duża dominacja niemieckich wydawców  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
05-12-2015

Posłanka PiS Elżbieta Kruk stwierdziła, że powinny zostać wprowadzone bardziej restrykcyjne przepisy antymonopolowe na rynku mediów prywatnych, tak żeby zmniejszyć na nim udział zagranicznych podmiotów, zwłaszcza niemieckich wydawców prasowych. – Polacy muszą sobie zdać sprawę z zakresu tego problemu. Inaczej muszą myśleć o tym urzędy – powiedziała.

Elżbieta Kruk

W czwartek w popołudniowym programie Telewizji Republika Elżbieta Kruk – w nowej kadencji Sejmu wybrana na przewodniczącą komisji kultury i środków przekazu, a w przeszłości m.in. przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji – oceniła, że duża obecność zagranicznych podmiotów na polskim rynku medialnym jest znaczącym problemem, chociaż zbyt rzadko podejmowanym w debacie publicznej.

Jako przykład posłanka podała silną pozycję niemieckich wydawców prasowych: Polska Press Grupy, Grupy Bauer, Ringier Axel Springer Polska i Burda International Polska. Wyliczyła, że pierwszy kontroluje 90 proc. segmenty prasy regionalnej i lokalnej, a pozostali wydają po 20-30 tytułów, a także związane z nimi serwisy internetowe.

- Kwestią dominacji na niektórych rynkach, czasopism i gazet, kapitału niemieckiego należy się zająć. Jest to poważny problem – podkreśliła Elżbieta Kruk, przyznając, że zagraniczne podmioty medialne bardzo dobrze radzą sobie na polskim rynku. – Mają się świetnie, są bardziej nastawione na zysk niż na własnym rynku, mniej dbają o jakość, to powoduje tabloidyzację – oceniła. – Polacy muszą sobie zdać sprawę z zakresu tego problemu, z zakresu dominacji kapitału niemieckiego w mediach. Po drugie, inaczej muszą myśleć o tym urzędy – dodała w dalszej części rozmowy.

Najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji według Kruk jest wprowadzenie bardziej restrykcyjnych niż obecnie przepisów antymonopolowych. Wtedy najwięksi zagraniczni wydawcy mogą zostać zmuszeni do sprzedaży niektórych swoich tytułów (raczej innym firmom prywatnym niż spółkom lub instytucjom państwowym). – Mam nadzieję, że będzie to przebiegać różną drogą. Może się zdarzyć, że trzeba będzie po prostu wycofać się z rynku – spekulowała posłanka.

Przypomnijmy, że kiedy dwa lata temu Grupa Polskapresse kupiła Media Regionalne, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgodził się na tę transakcję pod warunkiem, że wydawca sprzeda jeden z przejmowanych tytułów – “Dziennik Wschodni”. Natomiast bez dodatkowych warunków UOKiK zaakceptował w połowie 2013 r. kupno polskiego oddziału Gruner + Jahr przez Burda International.

Zdaniem Elżbiety Kruk w Europie Zachodniej jest zdecydowanie mniej zagranicznych firm na rynku medialnym i bardziej dba się o pozycję tych krajowych. Reformę w tym kierunku kilka lat temu przeprowadził też na Węgrzech rząd Viktora Orbana. – Potrzebne są też inne instrumenty: analizy zmian na rynku, na przykład tak jak w Wielkiej Brytanii badanie, czy nie jest naruszany interes publiczny, a w Niemczech – czy nie ma dominacji w tworzeniu opinii publicznej, czy nie jest to szkodliwe dla pluralizmu mediów – wyliczyła posłanka. – Kapitał ma narodowość, dziś w pełni to wiemy nie tylko na rynku medialnym. A rynek medialny pod względem kontroli w tym zakresie jest u nas naprawdę inaczej traktowany w innych krajach europejskich – dodała.

Zasugerowała też, że brak szerokiej dyskusji nad repolonizacją mediów prywatnych wynika właśnie z tego, że ich duża część jest w rękach zagranicznych. – No bo czyj punkt widzenia przedstawiają gazety z kapitałem zagranicznym, na pewno polski? Dlaczego u nas nie ma takiej debaty publicznej? Dlaczego tak wielu polityków i publicystów tak zaciekle broni interesu niemieckiego, a nie polskiego? – zapytała.

Elżbieta Kruk jest współautorką projektu ustawy o mediach publicznych (przygotowywanego pod kierownictwem wiceministra kultury Krzysztofa Czabańskiego), który w przyszłym tygodniu ma trafić do Sejmu. Zakłada on m.in., że media te zostaną przekształcone w narodowe instytucje kultury, ich władze będzie wybierać nowo powołana Rada Mediów Narodowych, wprowadzona też zostanie powszechna opłata audiowizualna wynosząca ok. 10 zł miesięcznie.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/elzbieta-kruk-potrzebna-repolonizacja-mediow-prywatnych-zbyt-duza-dominacja-niemieckich-wydawcow

05-12-2015, 05:07

Reforma mediów publicznych potrzebna, ale 1,5 mld zł z opłaty audiowizualnej to zbyt mało  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
05-12-2015

Planowana reforma mediów publicznych jest potrzebna, ale 1,5 mld zł wpływów z opłaty audiowizualnej to zbyt mało żeby je naprawić. Nowe media narodowe pozostaną na rynku reklamowym, zatem komercjalizacja może postępować – reformę mediów publicznych oceniają prof. Maciej Mrozowski, Andrzej Urbański i Marek Sowa.

Nowa ustawa medialna, nad którą od dłuższego czasu pracuje Prawo i Sprawiedliwości, może wejść w życiu w styczniu 2016 roku. Projekt ma być procedowany szybko, a istotnymi zmianami jest przekształcenie mediów publicznych ze spółek Skarbu Państwa w instytucje kultury, wprowadzenie powszechnej opłaty audiowizualnej w wysokości 10 zł miesięcznie i nowego organu regulującego media publiczne, czyli Rady Mediów Narodowych. O zmianach opowiadał portalowi Wirtualnemedia.pl wiceminister kultury Krzysztof Czabański, który jest odpowiedzialny za reformę w mediach publicznych.

Medioznawca prof. Maciej Mrozowski ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej jest zdania, że media publiczne należy zreformować, a zaniechania poprzedniego rządu zmuszają Prawo i Sprawiedliwość do przeprowadzenia reformy, ale także ułatwiają drogę do wprowadzenia rozwiązań, które będą tej partii na rękę.

- To jest wzmacnianie instrumentów i osłabianie celów - mówi Mrozowski o Radzie Mediów Narodowych. - Przygotowywane rozwiązania muszą być zatwierdzone przez Unię Europejską, bo pomoc państwa nie może naruszyć zasady konkurencji. UE nie zaakceptuje rozwiązań, które nie zaczynają od dokładnego określenia zadań tych mediów – wyjaśnia prof. Maciej Mrozowski.

Z dokładną oceną celowości powoływania Rady Mediów Narodowych prof. Mrozowski wstrzymuje się do momentu, kiedy projekt nowej ustawy medialnej będzie gotowy. Medioznawca zwraca uwagę, że obecnie nie ma organu odpowiedzialnego jedynie za media publiczne.

- Ustawa mówi, że KRRiT nie może naruszyć niezależności programowej mediów publicznych. Ustala plany finansowe, ale z zachowaniem pełnej autonomii. Może wezwać do zaniechania pewnych praktyk, może założyć karę, ale w zasadzie jest bezradna. Nie mamy w Polsce organu, który odpowiada za media publiczne, który określiłby politykę programową. Być może minister kultury będzie wreszcie za coś odpowiadał – ocenia.

Jego zdaniem, znamy więcej informacji na temat planowanej przez PiS reformy, ale należy czekać na szczegóły, bo do jej przeprowadzenia jest długa droga. – Mechanizm nie z grubych śrub się składa tylko z subtelnych rozwiązań i podzespołów. Na szczęście mamy model wypracowany przez Unię Europejską, która nie zatwierdzi niczego, co byłoby z nim sprzeczne – dodaje.

Po ogłoszeniu wprowadzenia powszechnej opłaty audiowizualnej pojawiła się krytyka pod adresem ministerstwa kultury, które nie rozważa zwolnień z jej uiszczania dla osób bez telewizora czy radia. Prof. Maciej Mrozowski podkreśla, że argument braku odbiornika oraz niekonsumowania mediów publicznych nigdzie w Europie nie jest traktowany poważnie. – Każdy ma przy sobie telewizor w postaci smartfonu, ponieważ może odbierać programy telewizyjne w smarfonie – stwierdza medioznawca.

- Media publiczne są instytucją wpisaną w europejski krajobraz demokracji, a kwota 10 zł miesięcznie niczego nie załatwi. Za 1,5 mld zł nie można w Polsce naprawić mediów publicznych. Dalej będą skazane na reklamy, dalej będzie postępować komercjalizacja – ocenia prof. Mrozowski.

Medioznawca podaje przykład z Wielkiej Brytanii: 10 zł to około 2 funtów, a Brytyjczycy na BBC płaca miesięcznie dziesięć razy więcej – około 20 funtów i nie mają tylu zwolnień z opłaty. – Na dzisiaj potrzeba 2-2,5 mld zł, ale jeżeli zapowiadana jest polityka historyczna, czyli tworzenie ambitnych produkcji, to one kosztują. „Klan” można kręcić w starych dekoracjach, a na produkcje historyczne potrzeba więcej pieniędzy – dodaje.

Na fakt, że media narodowe pozostaną na rynku reklamowym, wskazuje Marek Sowa, ekspert medialny, były prezes Agory i Ringier Axel Springer Polska oraz były wiceprezes UPC Polska. – Nadal będą konkurować z nadawcami komercyjnymi o budżety reklamowe, tyle że przy wymuszonym wsparciu wszystkich podatników. Bez niezbędnych analiz i konsultacji z szeroko rozumianym rynkiem mediów i z organizacjami społecznymi, to są tylko abstrakcyjne liczby. Jest możliwe, że w odczuciu dużej części obywateli powszechna opłata audiowizualna będzie w tej sytuacji nie tyle wsparciem nowoczesnych, potrzebnych mediów publicznych, a tylko jeszcze jednym obciążeniem podatkowym, mającym sfinansować realizację anachronicznego, politycznego projektu – ocenia Marek Sowa.

Andrzej Urbański, były prezes Telewizji Polskiej oraz szef Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wstrzymuje się z oceną zaprezentowanych składowych planowanej reformy do czasu opublikowania projektu ustawy. Zauważa jednak, że po reformie media publiczne pozostaną na rynku reklamowym, choć instytucje kultury (a w nie zostaną przekształcone TVP, Polskie Radio i PAP) nie konkurują przecież w pozyskiwaniu reklam z innymi podmiotami. – Przepracowałem 13 lat w Bibliotece Narodowej, która służy obywatelom, ale nie wymaga aby obywatele odpłacali się w formie reklamy – stwierdza Andrzej Urbański.

Były prezes TVP zgadza się, że szacowana kwota 1,5 mld zł wpływów z opłaty audiowizualnej, która zostanie przeznaczona na finansowanie mediów publicznych, jest za niska.

- Za mojej prezesury finansowanie TVP wynosiło 2,3-2,5 mld, a jeszcze było Polskie Radio i rozgłośnie regionalne, które były oddzielnymi spółkami. Z tej zakładanej obecnie kwoty 1,5 mld zł nie da się sfinansować mediów publicznych - prognozuje Urbański.

Powstanie nowej Rady Mediów Narodowych Andrzej Urbański ocenia pozytywnie, jako kolejny krok w stronę zerwania z dotychczasowym sposobem nadzorowania mediów publicznych. Publicysta zastanawia się jednak, jakie kompetencje zostaną odebrane Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji i czy odbędzie się to poprzez specjalne rozporządzenia. – To nie jest tak, że jedną ustawą powoła się kolejny organ. Trzeba do tego wydać zarządzenia lub uchwały pozbawiające dotychczasowe organy ich plenipotencji – podkreśla były prezes TVP.

Z kolei Marek Sowa uważa, że planowane utworzenie Rady Mediów Narodowych wygląda na typowe mnożenie politycznych bytów, kreując przy tym wewnętrzną sprzeczność w kwestiach regulacyjnych.

- Rynki mediów i telekomunikacji od dłuższego czasu przenikają się technologicznie, kapitałowo i programingowo. Projekt stworzenia jednego regulatora rynku, na kształt brytyjskiego Ofcom czy amerykańskiej Federal Communications Commission, nie jest niczym nowym i zasługuje na wsparcie. Trudno jednak przyjąć za dobrą monetę wypowiedź reprezentanta nowego rządu nt. konstytucyjnych trudności w kwestii utworzenia jednego regulatora rynku, przy jednoczesnej zapowiedzi ograniczenia konstytucyjnej roli Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i wyboru rady mediów narodowych przez praktycznie jedną partię polityczną, dysponującą większością w Sejmie i w Senacie oraz wsparciem prezydenta. W praktyce oznacza to przejęcie przez partię rządzącą pełni władzy nad mediami publicznymi w ciągu kilku najbliższych tygodni. Kwestią otwartą jest, czy przedstawiciele innych opcji politycznych zechcą wziąć udział w tak przeprowadzanej “reformie” mediów publicznych – uważa Marek Sowa.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/reforma-mediow-publicznych-potrzebna-ale-1-5-mld-zl-z-oplaty-audiowizualnej-to-zbyt-malo-opinie

04-12-2015, 12:42

Tomasz Lis: Chcą mnie uciszyć, w prawicowych redakcjach planują prowokacje  »

Media2.pl
Łukasz Szewczyk
04-12-2015

W prawicowych tygodnikach planują na mnie prowokację, by mnie uciszyć – zdradził Tomasz Lis na antenie Radia TOK FM. Nie jest tajemnicą, że dziennikarz, obok m.in. Piotra Kraśko, jest na liście najbardziej nielubianych dziennikarzy wśród prawicowych publicystów oraz polityków.

Tomasz Lis

Podczas dzisiejszego “Poranka TOK FM” dyskutowano o zmianach dokonywanych w Polsce przez nową władzę. Podkreślano m.in. szybką wymianę w służbach. Dyskutanci zwrócili uwagę, że pojawiające się coraz częściej “po prawej stronie” informacje o inwigilowaniu, podsłuchach czy też prowokacjach, przykładowo w celu wyeliminowania niewygodnych dziennikarzy, są coraz bardziej realne.

W redakcji jednego z prawicowych tygodników, na kolegium jest to rozważane. “Trzeba uciszyć Lisa. To, że go wypieprzymy z telewizji to za mało. Pedofilia, molestowanie czy mobbing. Nie wyczyści się z tego nigdy”. Koniec cytatu - powiedział dzisiaj Tomasz Lis na antenie TOK FM

- I to nie dotyczy tylko pana redaktora, ale paru innych chyba też – skomentowała dr Anna Materska-Sosnowska.

Rozmówcy podkreślali także, że niektórych można pozbawić programu w sposób legalny. Ale dla niektórych to jest za mało. Gdyby ktoś niestety okaże się czysty, można dokonać jeszcze prowokacji. – Z pedofilii nie wychodzi się szybko, jest jeszcze molestowanie, mobbing… - zauważyła Materska-Sosnowska. Narkotyki znalezione w szafie – dodał Lis.

Przy okazji warto przypomnieć, że już w październiku jedna z popularnych prawicowych blogerek na Twitterze napisała: “Pan Lis niech uważa na swoje córki, bo ludzie plotkują coraz bardziej”. Ten wpis wywołał nienawiść wobec dziennikarza i jego rodziny, a prawicowi sympatycy i publicyści zaczęli publikować kuriozalne oskarżenia.

Dodajmy, że Tomasz Lis będzie współpracował z Telewizją Polską jedynie do końca obecnego kontraktu, którego termin upływa na początku 2016 roku.

Całość: http://media2.pl/media/130153-Tomasz-Lis-Chca-mnie-uciszyc-w-prawicowych-redakcjach-planuja-prowokacje.html

04-12-2015, 11:18

Kancelaria Prezydenta nie zaprosiła mediów na ślubowanie sędziów TK  »

Press
(RUT)
04-12-2015

Kiedy w nocy ze środy na czwartek prezydent Andrzej Duda odbierał ślubowanie od czterech z pięciu wybranych w środę sędziów Trybunału Konstytucyjnego, w Pałacu Prezydenckim nie było mediów. Nikt ich tam nie zaprosił.

– Nie zapraszaliśmy mediów nie dlatego, że temat jest kontrowersyjny, lecz ze względu na porę – mówi Marek Magierowski, dyrektor biura prasowego Kancelarii Prezydenta RP. Zaprzysiężenie sędziów zaczęło się o godz 0.15 i skończyło przed pierwszą w nocy. – Wieczorem do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, o której odbędzie się ślubowanie. Zresztą nie na wszystkie uroczystości zapraszamy media – dodaje Magierowski.

Paweł Lisicki, redaktor naczelny “Tygodnika do Rzeczy”, nie widzi w tym większego problemu. – Nie doszukiwałbym się w tym żadnej strategii odsuwania mediów. Specyfika tego wydarzenia, tempo, w jakim się wszystko odbyło, wskazuje raczej, że nie ma w tym podtekstów i chodziło tylko o pośpiech. Może kancelaria uznała, że w nocy i tak nikt z mediów nie przyjdzie – mówi Paweł Lisicki.

- Gdybyśmy tylko wiedzieli o zaprzysiężeniu, nasz dziennikarz poszedłby tam z kamerą choćby i w środku nocy. Chętnie zrobiliśmy nawet relację na żywo, tak jak transmitowaliśmy w czwartek wyrok Trybunału Konstytucyjnego – mówi z kolei Krzysztof Jurowski, dyrektor wydawniczy w Grupie Wirtualna Polska.

Zdaniem Jarosława Gugały, prowadzącego „Wydarzenia” Polsatu, niezaproszenie mediów na nocne ślubowanie było ze strony Kancelarii Prezydenta niezręczne. – Zazwyczaj tego typu ważne wydarzenia były dla mediów otwarte. Nie zapominajmy, że to media informują o wszystkim opinię publiczną – stwierdza Gugała. – Nie można jednak mówić o zamykaniu się kancelarii na media. To raczej skutek pędu wydarzeń. Szefem biura prasowego Kancelarii Prezydenta jest przecież doświadczony dziennikarz (Marek Magierowski był m.in. wicenaczelnym ”Rzeczpospolitej” – przyp. red.), który rozumie rolę mediów – uważa Gugała.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/50837,Kancelaria-Prezydenta-nie-zaprosila-mediow-na-slubowanie-sedziow-TK