W sobotę na rynku w Katowicach ma się odbyć demonstracja w obronie wolności mediów. Możesz myśleć, że to ciebie nie dotyczy. Ale pomyśl, co zrobisz, gdy wolnych mediów zabraknie.
Demonstrację w obronie mediów (początek o godz. 14) organizuje Komitet Obrony Demokracji. Powodem są przeprowadzone w błyskawicznym trybie zmiany w ustawie medialnej. Mogłeś o nich nie słyszeć, bo zdominowane przez PiS Sejm i Senat przyjęły ją w ostatnich dniach 2015 r.
Decydujące debaty i głosowania odbywały się po nocach, także w sylwestra, gdy mało kto miał głowę do polityki. Prezydent złożył swój podpis w czwartek, a dokument natychmiast został opublikowany, dzięki czemu minister skarbu będzie mógł teraz powołać nowych prezesów publicznego radia i telewizji. To minister będzie też powoływać i odwoływać nowe zarządy i rady nadzorcze. Nie będzie konkursów, a władze nie będą wybierane na kadencje.
W ślad za wymianą władz ma pójść weryfikacja pracowników. Ci, którzy przejdą ją pozytywnie (jeszcze nie wiadomo, na podstawie jakich kryteriów), będą może nadal zatrudnieni, ale raczej już na innych niż dotąd zasadach. Rządzący nie kryją, że niektórych dziennikarzy nie chcą już w telewizji oglądać ani słuchać. Jeszcze nigdy od upadku PRL-u nie mówili o tym tak otwarcie. Starszym dziennikarzom te deklaracje przypominają czystki (wtedy też nazywane weryfikacjami), które przeprowadzono po wprowadzeniu stanu wojennego. Wtedy też, tak jak teraz, rządzący szermowali argumentami, które miały sprawiać wrażenie, że chodzi o merytoryczną ocenę dziennikarzy, choć i tak wszyscy wiedzieli, że wyrzucani są ci, którzy narazili się swoją niezależnością.
Wolne media to osiągnięcie ostatniego ćwierćwiecza
Wolne media z niezależnymi dziennikarzami, którzy nie podlegają cenzurze, były jednym z największych osiągnięć ostatniego ćwierćwiecza. Teraz ta wolność jest zagrożona.
Tak, nie brakuje osób, którym przeforsowane przez rządzących zmiany w mediach się podobają. Niektórym dlatego, że irytował ich styl, ba!, sam widok Tomasza Lisa czy Piotra Kraśki. Inni, nawet jeśli będą się zarzekać, że jest inaczej, aż przebierają nóżkami, bo nie mogą się doczekać, aż zajmą miejsca po tych, których się wyrzuci.
W gruncie rzeczy chyba nie mają jednak do czego się spieszyć. Wygląda na to, że media, o które chodzi rządzącym, niewiele będą miały wspólnego z dziennikarstwem. Szefowa prezydenckiej kancelarii mówiła wprawdzie w czwartek, że jej szefowi zależy, by media były bezstronne, obiektywne i wiarygodne, ale rządzący przyzwyczaili już nas w ostatnim czasie, że różnym słowom nadają nowe znaczenia. Gdy mówią o naprawie czy dobrej zmianie, mają na myśli wywrócenie wszystkiego do góry nogami. Tysiące demonstrujących w proteście przeciwko naginaniu prawa to według najważniejszej dziś osoby w państwie ludzie gorszego sortu i tacy, którzy nie chcą oderwać się od koryta. Właściwie takie stygmatyzowanie akurat na Śląsku nie powinno nikogo dziwić, wszak ładnych kilka lat temu z tych samych ust usłyszeli o sobie, że są zakamuflowaną opcją niemiecką.
Myślisz, że wolne media ciebie nie dotyczą?
Nadal myślisz, że to ciebie nie obchodzi, bo nie pracujesz w mediach? Problem w tym, że nie chodzi tu tylko o to, kto pracuje w Polskim Radiu i TVP (prywatni nadawcy, a także gazety, w tym “Wyborcza”, wspomnianej ustawie nie podlegają), ale o coś znacznie ważniejszego. Czy to dziennikarze mają dalej patrzeć rządzącym na palce i ich kontrolować, czy to rządzący będą nadzorować dziennikarzy.
Wolno ci uważać, że to problem wydumany, ale jeśli śmiejesz się na widok rozentuzjazmowanego spikera północnokoreańskiej telewizji albo pamiętasz czasy, w których najwięcej miejsca zajmowały odczytywane drewnianym głosem sprawozdania z partyjnych zjazdów, to już wkrótce takie właśnie mogą stać się TVP i Polskie Radio.
Tak naprawdę obrócić się to musi przeciwko sprawcom tej zmiany. Tak było w stanie wojennym, gdy generałom udało się wyrzucić niepokornych dziennikarzy, ale i tak nie zdołali narzucić ludziom, co mają myśleć. Jeszcze trudniej byłoby to przeprowadzić dzisiaj, chyba że w ślad za podporządkowaniem mediów publicznych (teraz mają się nazywać narodowymi) pójdzie cenzura wszystkich pozostałych, także internetu. Niemożliwe? Wystarczy, że rząd powoła się na jakiś ważny interes państwowy albo konieczność obrony przed terroryzmem. W nowych “narodowych” mediach z pewnością ktoś to trafnie uzasadni.
Wciąż, oczywiście, możesz uważać, że ci wszyscy, którzy przed taką ewentualnością przestrzegają, są przeczuleni albo po prostu bronią swoich interesów. Możesz mieć wolność mediów w nosie. Możesz to robić, dopóki media są wolne.