Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

20-03-2016, 16:44

Beata Pawlikowska pożegnała się ze słuchaczami Radia Zet  »

Press
20-03-2016

Beata Pawlikowska nie zgodziła się na zmiany w audycji “Świat według Blondynki” i dziś pożegnała się na antenie ze słuchaczami Radia Zet. Miejsce jej audycji zajmie “Życie jak Marzenie” – pasmo prowadzone przez Marzenę Chełminiak.

Beata Pawlikowska

Program “Świat według Blondynki” był emitowany co niedziela w godzinach 10-14 od 1999 roku (z przerwą w latach 2004-2005). W niedzielę 20 marca br. pod koniec audycji Pawlikowska poinformowała, że było to ostatnie wydanie jej programu.

“Radio ZET zaproponowało mi wprowadzenie zmian, na które nie chciałam się zgodzić. Próbowaliśmy osiągnąć kompromis, który zadowalałby obie strony, ale nie znaleźliśmy takiego kompromisu. W tej sytuacji było tylko jedno, uczciwe rozwiązanie: podziękować sobie wzajemnie za dotychczasową współpracę i ruszyć dalej swoją drogą” – napisała Pawlikowska na Facebooku.

- Formuła serii “Świat według blondynki” po wielu latach po prostu wyczerpała się, co odzwierciedlały spadające wyniki słuchalności audycji – tłumaczy Jarosław Paszkowski, redaktor naczelny Radia Zet. Od niedzieli 4 kwietnia br., miejsce programu Beaty Pawlikowskiej zajmie “Życie jak Marzenie” – pasmo prowadzone przez Marzenę Chełminiak również w soboty.

Całość: http://www.press.pl/newsy/radio/pokaz/51854,Beata-Pawlikowska-pozegnala-sie-ze-sluchaczami-Radia-Zet-_wideo_

20-03-2016, 12:45

Wiceszef portalu Polskieradio.pl Maciej D. Ociepka ustąpił po tygodniu  »

Press
(KOZ)
20-03-2016

Maciej D. Ociepka po tygodniu zrezygnował z funkcji zastępcy dyrektora – redaktora naczelnego portalu Polskieradio.pl.

Polskie Radio poinformowało o tym w piątek lakonicznym komunikacie, nie podając szczegółów. – Zrezygnował z przyczyn osobistych – mówi dyrektor portalu Polskieradio.pl Krzysztof Kossowski.

Maciej D. Ociepka został wicedyrektorem portalu Polskieradio.pl w piątek, 11 marca. W ub.r. przez kilka miesięcy był kierownikiem redakcji internetowej Polskiego Radia RDC. Pracował m.in. w firmach Euro-Wena, Pol-Press i Blogosfera.

Wcześniej zarząd Polskiego Radia odwołał dyrektora Polskieradio.pl Andrzeja Mietkowskiego i jego zastępcę Pawła Ławińskiego. Po ich odwołaniu funkcję dyrektora objął Krzysztof Kossowski, były wydawca programów publicystycznych i informacyjnych w Telewizji Republika.

Całość: http://www.press.pl/newsy/radio/pokaz/51853,Wiceszef-portalu-Polskieradio_pl-Maciej-D_-Ociepka-ustapil-po-tygodniu

20-03-2016, 10:34

TVS jest już na DVB-T województwa śląskiego  »

Telewizja Silesia
TVS
20-03-2016

Telewizja TVS jest już dostępna w telewizji naziemnej na terenie całego województwa śląskiego!

Telewizję TVS można już oglądać na DVB-T. Znajdziecie nas na kanale 59, częstotliwości 778,00 MHz, nadajnik RTCN Katowice-Kosztowy.

Przestawcie swój odbiornik i oglądajcie TVS! Tylko u nas znajdziecie bajki dla dzieci, kultowe seriale, programy dokumentalne, kulinarne i oczywiście muzyczne!

Czekamy na Was!

Całość: http://www.tvs.pl/informacje/tvs-wreszcie-na-dvb-t-wojewodztwa-slaskiego

19-03-2016, 12:57

Bojkot Telewizji Polskiej bez sensu, bo nieobecni nie mają racji  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
19-03-2016

Rządzą szefowie, a podwładni ich słuchają. Jak nie chcą słuchać, odchodzą. Bojkot Telewizji Polskiej to kapitulacja w kwestii wpływania na poglądy jej odbiorców. A nieobecni nie mają racji – padające propozycje odrzucania zaproszeń do programów TVP komentują Cezary Łazarewicz, Bogusław Chrabota i Sławomir Jastrzębowski.

We wtorek kierownictwo Telewizyjnej Agencji Informacyjnej w trybie natychmiastowym rozwiązało umowy z wydawczyniami Izabelą Leśkiewicz i Magdaleną Siemiątkowską, które w sobotę nie chciały się zgodzić na narzucony plan transmisji wydarzeń, oraz z Małgorzatą Serafin, która odmówiła wyemitowania dwóch materiałów w TVP Info. Dziennikarki na razie nie chcą komentować tej sprawy.

Sytuacja wywołała wiele krytycznych komentarzy wśród przedstawicieli mediów. Dziennikarz “Wirtualnej Polski” Cezary Łazarewicz napisał nawet na Facebooku, że zwolnienie wydawczyń ostatecznie rozstrzygnęło wewnętrzny spór o to, czy korzystać z zaproszeń do programów TVP.

- Do tej pory miałem wątpliwości, ale uważałem, że bez względu na wszystko warto być w TVP Info by dać świadectwo, by przemówić innym głosem, by ludzie zobaczyli, że są ludzie, którzy myślą inaczej. Chodzić, nie chodzić, gadać, nie gadać. Ale teraz, po wywaleniu trzech dziennikarek, które stanęły na straży przyzwoitości nie ma już innego wyjścia. Przyjęcie zaproszenia do TVP Info byłoby wspieraniem Wielki Cenzora. No way. Beze mnie – zadeklarował we wpisie Łazarewicz.

- Jeśli w TVP jest cenzura, jeśli wyrzuca się dziennikarzy za to, że chcą robić dobry program, to ja nie mogę tego zaakceptować. Miałbym poczucie, że wspieram to swoją obecnością. Nie chcę brać w tym udziału. Od samego początku miałem problem z “dobrą zmianą” w TVP, nie podobało mi się, że ludzie byli zwalniani. Ale uznałem, że nowe kierownictwo ma prawo dobrać sobie pracowników. Natomiast w sobotę mieliśmy przykład wywierania politycznej presji na dziennikarzy. Ja się z czymś takim nie spotkałem od dawna – wyjaśnia portalowi Wirtualnemedia.pl Cezary Łazarewicz.

W podobnym tonie wypowiedział się Piotr Moszyński, korespondent TVP. Na antenie TVP Info jego relacje z Francji pokazywane były m.in. w okresie zamachów w Paryżu. Na Facebooku zamieścił treść maila, jakiego we wtorek wysłał do dyrektora TAI Mariusza Pilisa, w którym podziękował za współpracę i poprosił, aby nie Agencja nie nawiązywała z nim współpracy.

- Istotnie, nie widzę możliwości pojawiania się na antenie telewizji, która nie przestrzega podstawowych zasad zawodu dziennikarskiego i pozbywa się pracowników, którzy próbują się do tych zasad stosować wbrew naciskom przełożonych – pisze Moszyński, wskazując na zwolnienie z pracy w trybie natychmiastowym Izabeli Leśkiewicz, Magdaleny Siemiątkowskiej i Małgorzaty Serafin. – Krótko mówiąc, nie mam ochoty współpracować z tubą propagandową jednej partii, w dodatku – nawet jak na tubę – kierowaną tak niezręcznie i niefachowo – dodaje.

Postulat bojkotu Telewizji Polskiej był już poruszany w styczniu przez dziennikarzy uczestniczących w manifestacji Komitetu Obrony Demokracji. Do bojkotu mediów publicznych wezwał również Tomasz Machała, dyrektor zarządzający Grupy naTemat, a Wojciech Czuchnowski z “Gazety Wyborczej” w ramach protestu przeciwko zwolnieniu niektórych dziennikarzy odczytał z kartki oświadczenie i w geście sprzeciwu wyszedł ze studia programu „Po przecinku”.

Redaktor naczelny “Rzeczpospolitej” Bogusław Chrabota ocenia, że bojkot Telewizji Polskiej nie będzie skuteczny.

Myślę, że odwiedzanie studiów “na Placu” w aktualnych okolicznościach to już “kwestia smaku”. Nic nikomu nie będę sugerował, ale osobiście widzę coraz mniej motywów, by tam bywać. Nie obejmuje to oczywiście wszystkich mediów publicznych. Czy taki bojkot może być skuteczny? Szczerze wątpię. TVP to osobny kosmos, który telewidzowie kupują niezależnie od zawartości. A nieobecni nie mają racji. Bojkot to kapitulacja w kwestii wpływania na poglądy odbiorców TVP – podkreśla Bogusław Chrabota.

Z kolei Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny Grupy Super Express, przypomina, jak w 2007 roku – po wygraniu wyborów parlamentarnych przez Platformę Obywatelską – redaktor Adam Szostkiewicz apelował na łamach tygodnika “Polityka” w artykule “DePiSyzacja szybko” o zwalnianie z pracy ludzi związanych z poprzednią ekipą.

- Apelował o czystki także w telewizji. Więc oburzenie pewnych środowisk na to, co dzieję się teraz, u ludzi inteligentnych musi wywoływać grymas niedowierzania. W sumie dzieje się to, co się działo, tylko a rebours – zwraca uwagę Jastrzębowski. – Współczuję dziennikarzom, którzy tracą pracę, ale tak już jest na świecie, że poglądy kosztują, a my jesteśmy pełnymi godności, ale jednak najemnikami. Rządzą szefowie, a podwładni ich słuchają. Jak nie chcą słuchać, odchodzą. I tak powinno być. Trzeba szukać sobie miejsca do realizacji własnej misji i myślę, że na dość szerokim rynku polskich mediów fachowcy znajdą zatrudnienie, czego życzę. Respektuję także, bo muszę, prawo właścicieli czy zarządców do realizowania swoich celów w tym politycznych. Myślę, że pan redaktor Łazarewicz większe szkody swoim oponentom wyrządziłby przyjmując właśnie zaproszenia do TVP i werbalizując swoje poglądy. Obawiam się, że jego protest w tej formie może zostać niezauważony – ocenia redaktor naczelny “SE”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/bojkot-telewizji-polskiej-bez-sensu-bo-nieobecni-nie-maja-racji-opinie

19-03-2016, 08:53

Klatka po klatce: Zygmunt Duś i tajemna sztuka montażu  »

Dziennik Zachodni
Henryka Wach-Malicka
19-03-2016

Dziś pogrzeb Zygmunta Dusia: trenera, reportera, operatora i legendarnego montażysty Telewizji Katowice. Miał 88 lat.

Kamera była niemiecka, mecz historyczny, a rok 1959. Zygmunt Duś jechał do Moskwy, uzbrojony tylko w zaświadczenie, że jest pracownikiem telewizji, oraz skierowanie na… wycieczkę Orbisu. Plany za to miał ambitne: nakręcić film dokumentalny z zawodów sportowych między ZSRR a USA w lekkoatletyce.

Mecz gigantów

Duś kompetencje do tej roboty miał pierwszorzędne: sukcesy operatorskie na koncie, dyplom AWF w kieszeni, no i tę kamerę. Marki Movicon, w czasie II wojny światowej montowaną na niemieckich myśliwcach w celu rejestracji sprawności bojowej pilotów, a po wojnie odkupioną przez Dusia od Rosjan za odpowiednią ilość polskiej wódki. Film, choć pana Zygmunta bezpośrednio w okolice płyty stadionu nie wpuszczono (“ale miałem ekstraobiektyw!”), jednak powstał! Nazywał się “Mecz gigantów”, autor otrzymał za niego nagrodę, dziś nikt jednak tego obrazu nie obejrzy. “Mecz gigantów”, podobnie jak 6 tys. innych materiałów Telewizji Katowice, został zniszczony. Z dramatycznie banalnych przyczyn zresztą. Po latach, gdy okazało się, że w pomieszczeniu telewizyjnego archiwum robi się za ciasno, część materiałów postanowiono skasować. Niestety, była to część najcenniejsza, bo pochodząca z pionierskich czasów TVP Katowice. Tak więc przepadły pierwsze filmy Zygmunta Dusia.

Zygmunt Duś przez całe lata tkwił za stołem montażowym

Kiedy Zygmunt Duś obchodził 85. urodziny, spotkał się z widzami i dziennikarzami na swoim benefisie. Przyznał wtedy, że życie miał nie tylko interesujące, ale i szczęśliwe. Montażystą został trochę z rozpędu. Po prostu w początkach telewizyjnego rzemiosła w Polsce nie było ścisłego podziału kompetencji. Więc operator i autor filmów dokumentalnych Zygmunt Duś, podobnie jak inni koledzy, najpierw materiał “skręcał”, a potem sam go „obrabiał”, krótko mówiąc: montował właśnie. Szalenie wciągała go ta robota, odkrył bowiem, jak wiele zależy od kolejności pokazywanych ujęć, ich zestawiania i rytmu. W tamtych czasach była to zresztą robota koronkowa i przaśna jednocześnie. Taśmę przewijano i cięto ręcznie, a sklejano potwornie… śmierdzącym klejem acetonowym. Montaż, który przyniósł panu Zygmuntowi ogólnopolską sławę, był jednak tylko punktem dojścia, bo jego fascynacja sztuką obrazu zaczęła się w dzieciństwie.

O pierwszym aparacie fotograficznym i organicznej wręcz potrzebie dokumentowania rzeczywistości opowiada z sentymentem w filmie Wojciecha Sarnowicza “Klatka po klatce” przygotowanym z okazji 85. urodzin. Ten film zostanie przypomniany dzisiaj, w dniu pogrzebu, o godzinie 20.15 w Telewizji Katowice.

Dwie miłości: sport i kino

Dzieciństwo, spędzone na łąkach rodzinnej Niwki, dzielnicy Sosnowca, nieopodal Trójkąta Trzech Cesarzy, było ubogie, ale beztroskie. – Ludzie nie wierzą – mówił Zygmunt Duś – gdy wspominam, że buty oszczędzało się na chodzenie od święta, a na co dzień ganiał człowiek na bosaka. Ale tak było, w rodzinie się nie przelewało, choć rodzice byli zaradni inie wiodło nam się najgorzej.

- Pokochałem wtedy dwie rzeczy: piłkę nożną i ruchome obrazy. Przed wojną wychodziło takie pismo “Karuzela”, w którym ukazywały się w odcinkach przygody Pata i Pataszona. Kopiowaliśmy z kolegami te obrazki na kalce technicznej i tak powstawały nasze domowe przeźrocza, które oglądaliśmy z dziką przyjemnością. Podobnie cieszyło mnie robienie zdjęć. Jakbym wiedział, że z obrazem zwiążę przyszłość…

- Ale potem przyszła wojna i do 1945 roku nie zrobiłem już ani jednego zdjęcia. Ani jednego! Nie mógł ich zrobić, bo został wywieziony do gospodarstwa rolnego na roboty przymusowe, a tam zakaz fotografowania stosowany był pod karą śmierci. Gestapo aresztowało Zygmunta Dusia, gdy miał 14 lat…

Droga do telewizji

Po zakończeniu wojny wrócił do domu; pieszo, dojrzały życiowo i fizycznie. Stanął wtedy przed wyborem dalszej drogi, wyznaczanej przez dwie pasje: sport i film. Chciał zostać operatorem, ale niezbyt mądrzy ludzie wmówili mu, że chłopak z prowincji nie ma szans na zdanie egzaminu do szkoły artystycznej. Wybrał więc Akademię Wychowania Fizycznego i przez dziesiątki lat łączył pracę w telewizji z trenowaniem utalentowanej młodzieży; jego wychowankiem był m.in. znany reżyser Lech Majewski. Telewizja jednak go znalazła. A dokładniej: on znalazł telewizję. W każdym razie, gdy tylko pojawiło się to nowe medium, Zygmunt Duś natychmiast stanął do egzaminu operatorskiego. Musiał być dobry, skoro jego filmik “o pierwszym śniegu” poszedł na wizję 4 grudnia 1957 roku. Na inaugurację katowickiego ośrodka. Operatorem był kilka lat i szybko rozeszło się wśród kolegów, że jak ktoś ma problem, to tylko do Dusia; ten to ma rękę. Radził sobie z każdym wyzwaniem. Najważniejsze jednak, że ta robota dawała mu radochę. W końcu wszedł do montażowni jako specjalista i został w niej przez pół wieku! Dokładnie 50 lat, co z 3 latami operatorki daje nienotowany sukces stażu pracy w telewizji. I mógłby pracować dłużej, ale odszedł, gdy w telewizyjnym przekazie zaczęła królować cyfryzacja. Nie przepadał po prostu za aż takim zautomatyzowaniem montażu, uważał, że co ręka fachowca, to ręka fachowca. Więc potem tylko kibicował młodszym kolegom, a swoje doświadczenia zebrał w podręczniku dla studentów pt. “Podstawy montażu filmowego”, bo całkiem sporo lat wykładał też na uczelniach artystycznych. Tam, gdzie w młodości sam nie miał odwagi wystartować.

“Ścinki” z Lajkonikiem

Przeżył różne okresy, różne władze i różne zalecenio-polecenia przełożonych. Znakomitą większość przygód opisuje teraz w pamiętnikach i chętnie dzieli się wspomnieniami. – Najbardziej kuriozalne polecenia – opowiada – mieliśmy za czasów I sekretarza KW PZPR, Zdzisława Grudnia, który był strasznie wyczulony na swój wizerunek. Pamiętam na przykład sprawozdanie z czynu społecznego, kiedy to operator, filmując schylonego nad łopatą towarzysza Grudnia, nieopatrznie uchwycił też jego lśniącą “glacę”.

Zrobiła się afera, nie pierwsza zresztą. Za wizerunki bonzów odpowiadaliśmy wszyscy. Jak wzywano na dywanik, to polecenie brzmiało: “ten, co wycina, niech też przyjdzie”. Ten, czyli ja – śmieje się pan Zygmunt. A poważnie mówi, że miał pełną świadomość uczestniczenia w programie propagandy sukcesu.

Zagraniczni dziennikarze pytali go, czemu w wieczornym paśmie polskiej telewizji informacyjnej na okrągło gada się o gospodarce. A to był po prostu nakaz władz, w dodatku snopy iskier tak pięknie wyglądały na małym ekranie.

Zygmunt Duś odrzuconych taśm nie niszczył, wierząc, że kiedyś będzie z nich pożytek. Chomikował je w specjalnym pudełku, a po latach wyjął i zmontował w słynny film pt. “Ścinki”, którym w 1981 roku zdobył Srebrnego Lajkonika na Krakowskim Festiwalu Filmowym. Za tę historię „telewizji sukcesu” w pigułce, paru kolegów dziennikarzy miało zresztą do Dusia pretensje, ale w końcu i oni mu przebaczyli. W końcu to dokument całej telewizyjnej epoki i nie ma co udawać, że było inaczej niż było.

Osobną zupełnie kartę w barwnej biografii pana Zygmunta stanowi współpraca z Kazimierzem Kutzem. Znali się jeszcze z mysłowickiego gimnazjum, ale zaprzyjaźnili, gdy Zygmunt Duś zaczął tworzyć społeczny komitet, zbierający fundusze na realizację filmu “Śmierć jak kromka chleba”. Montował potem ten film i inne, m.in. “Zawróconego”.

W tyskim mieszkaniu legendarnego montażysty wisi “deszczułka”, na której notowano kolejne klapsy tego filmu. Na emeryturze Zygmunt Duś zaczął pisać pamiętnik. Długopisem, rzecz jasna. – Komputer dobra rzecz – mówi – ale ja tam wolę pisać ręcznie. Tak mam i już.

Tekst powstał w roku 2012, kiedy Zygmunt Duś świętował jubileusz 85-lecia. Kiedy kilka dni temu dowiedzieliśmy się o jego śmierci, postanowiliśmy przypomnieć Państwu tamten materiał.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/slask/a/klatka-po-klatce-zygmunt-dus-i-tajemna-sztuka-montazu,9758688/

18-03-2016, 23:57

Małgorzata Raczyńska-Weinsberg pracowała dla TV PiS, teraz doradza zarządowi TVP  »

Press
(GK)
18-03-2016

Biuro prasowe TVP podało dziś, że od ponad miesiąca (od 15 lutego br.) Małgorzata Raczyńska-Weinsberg jest doradcą zarządu TVP w sprawach programowych. W czasach prezesury Bronisława Wildsteina redagowała ona program “Misja specjalna”, a potem była dyrektorem TVP 1. Pracowała w partyjnej telewizji Prawa i Sprawiedliwości. Z list PiS próbowała dostać się do Sejmu.

Małgorzata Raczyńska

Małgorzata Raczyńska-Weinsberg była dyrektorem TVP 1 w latach 2006-2008. Wcześniej, gdy prezesem TVP był Bronisław Wildstein, redagowała program “Misja specjalna”. W latach 80. ubiegłego wieku pracowała dla Radia Wolna Europa, a w latach 90. była korespondentką Polskiego Radia i TVP w Stanach Zjednoczonych i Niemczech. Po odejściu z mediów publicznych pracowała w TV PiS – partyjnej telewizji Prawa i Sprawiedliwości. W 2011 roku kandydowała z list PiS w wyborach parlamentarnych, ale do Sejmu się nie dostała. W 2014 roku zaczęła kierować biurem Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Polsce – frakcji w Parlamencie Europejskim, do którego należy PiS. Prywatnie jest przyjaciółką rodziny Jarosława Kaczyńskiego, prezesa PiS. Od 2015 roku w Internecie prowadził kanał Według Raczyńskiej.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/51849,Malgorzata-Raczynska-Weinsberg-pracowala-dla-TV-PiS_-teraz-doradza-zarzadowi-TVP