Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

26-05-2016, 05:03

Rozwód TVP z Nielsenem. 10 niespodzianek od Jacka Kurskiego dla Polsatu i TVN  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
26-05-2016

Jacek Kurski od paru tygodni desperacko walczy z Nielsenem oskarżając instytut o prezentowanie zmanipulowanych danych. “Wiadomości” i “Gazeta Polska” lustrują szefową Nielsena, zarzucają firmie status monopolisty i dezorientują “zwykłych” ludzi w kwestii metodologii prowadzenia badań. Co by było gdyby TVP przestała za nie płacić i zerwała z Nielsenem? – zastanawia się Joanna Nowakowska.

Joanna Nowakowska

Polecamy władzom TVP zerknąć na tych kilka możliwych konsekwencji, bo telemetryczne kombinacje mogą kosztować publicznego nadawcę nawet kilkaset milionów złotych rocznie.

Zwykli ludzie nie muszą wiedzieć, że na większości rynków świata badania oglądalności prowadzi jedna firma (to jeden z najdroższych pomiarów) oraz że badania oglądalności, podobnie jak i wszystkie pozostałe badania, są niemal zawsze “ekstrapolacją” zachowań panelistów lub respondentów na populację. Odkrycia Gallupa z lat 20-tych minionego wieku najwyraźniej nie dotarły jednak do demaskatorów z “Wiadomości” i “Gazety Polskiej”, którzy tłumaczą czytelnikom i widzom, że to nie Polacy tak źle oglądają Telewizję Polską, to ci źli paneliści. Wśród metodologicznych herezji głoszonych przez Kurskiego oraz zaprzyjaźnione media pada właściwie tylko jeden rozsądny postulat – że panel telemetryczny warto powiększyć. Ale zaznaczmy tu, że to nie główne anteny Telewizji Polskiej byłyby beneficjentem powiększenia próby. TVP1 i TVP2, podobnie jak TVN czy Polsat, mają ogólnopolskie zasięgi, zatem są przez nielsenowski panel bardzo dokładnie zmierzone. W przeciwieństwie do kanałów niszowych, których mniejsze zasięgi oznaczają, że mierzone są na relatywnie mniejszej próbie, a to przekłada się na chwiejność ich wyników (nie zaniżanie, a chwiejność). Ale… właściwie czytelnikom Wirtualnemedia.pl nie trzeba tego tłumaczyć, zastanówmy się więc co dla Telewizji Polskiej oznaczałaby rezygnacja z  usług Nielsena. Kto by na tym skorzystał, poza Jackiem Kurskim, któremu część elektoratu oraz jego przełożeni być może uwierzyliby, że to z winy “złego Nielsena” tak dramatycznie poleciała oglądalność Telewizji Polskiej. Poniżej – 10 możliwych konsekwencji rezygnacji Telewizji Polskiej z usług firmy Nielsen.

1. Reklamodawcy tracą zaufanie do Telewizji Polskiej, która jako jedyny liczący się nadawca przestaje korzystać z ogólnorynkowego pomiaru W miniaturze stacja doświadczyła już podobnej sytuacji na początku roku, gdy na rynek wypływały informacje o planach zaostrzenia limitów reklamowych bądź rezygnacji z reklam w ogóle, na co reklamodawcy zareagowali wstrzymaniem bądź opóźnieniem składania rocznych deklaracji wydatków. Obrażenie się na rynkowy standard spowodowałoby dalsze załamanie wiarygodności TVP jako partnera handlowego.

2. Telewizja Polska w najlepszym razie kupuje podstawowe dane od Nielsena, w najgorszym w ogóle nie ma do nich dostępu (kto wie, czy Nielsen będzie miał ochotę dzielić się z TVP jakimikolwiek informacjami usprawniającymi programming i sprzedaż?). Nadawca traci możliwość sprzedaży pakietowej, która dziś dotyczy pewnie ok. połowy zasobów nadawcy.

3. W przypadku ustalania cennika, nadawca raz przeszacuje, raz nie doszacuje wartości spotu. Domy mediowe (o ile Nielsen będzie im udostępniał bardziej szczegółowe dane o oglądalności TVP) będą miały możliwość zweryfikowania sensowności zaproponowanej ceny i część zasobów, tych wycenionych odpowiednio, kupią. Reszta może zostać niesprzedana (ta, która sprzedałaby się w normalnej sytuacji w pakietach). Szczęśliwie dla TVP, cena reklamy telewizyjnej w Polsce jest na tyle niska, że nawet ograniczone zaufanie nie doprowadziłoby szybko do całkowitego wykoszenia TVP z mediaplanów.

4. Publiczny nadawca traci narzędzie do bieżącej weryfikacji skuteczności ramówki. Nie wie, który serial cieszy się powodzeniem i jaki teleturniej warto przesunąć do innego pasma. Dla dyrektorów programowych to w sumie wymarzony scenariusz – nic nie będzie krępowało ich swobody twórczej.

5. Nielsen po wypowiedzeniu umowy przez TVP może zostać zmuszony do zmniejszenia panelu. Dziś firma twierdzi, że nie zakłada takiego scenariusza, ale kto wie, czy Polsatowi i TVN będzie się uśmiechała podwyżka? Przez lata nie narzekali na panel liczący 1600 gospodarstw,  wciąż to ich główne anteny są lokomotywami finansowymi biznesu, a tym wystarczał pomiar na mniejszej próbie. To by oznaczało, że Kurski, który dziś opowiada o konieczności powiększania panelu, jednak doprowadza do jego zmniejszenia.

6. Nielsen, a pewnie nie tylko Nielsen, bo i inne firmy badawcze, mogą mieć coraz poważniejsze problemy przy rekrutacji próby do badania. Ludzie tracą zaufanie do firm badawczych, a wśród zwolenników PiS ten spadek zaufania może być największy. To znaczy, że prawicowi wyborcy nie będą chcieli uczestniczyć w panelu, co doprowadzi do jeszcze głębszych spadków oglądalności Telewizji Polskiej. Oczywiście – trzymamy się tu nieweryfikowalnego na bazie dostępnych danych założenia, że to wyborcy PiS lepiej oglądają TVP. Jeśli tak jest – ratingi TVP wskutek niedoreprezentowania tych wyborców w próbie – dołują. Dla prezesa TVP to woda na młyn – tym razem będzie pewnie mowa o “zemście Nielsena” za odcięcie od koryta.

7. Trudno pogodzić ambicje brokerskie Telewizji Polskiej z obrażeniem się na jedyne źródło danych o oglądalności… Wprawdzie hasło “panel jest za mały” (jeśli odsączyć je od pozostałych herezji) dobrze trafia w gusta niszówek, to jednak lepszy panel za mały niż żaden. O ile nawet bez danych o oglądalności niejeden reklamodawca zdecydowałby się na kupno reklam przy “M jak miłość”, mało rozpoznawalny programming małych kanałów i fakt, że gros ich zasobów rozchodzi się w sprzedaży pakietowej, czyniłoby TVP bez dostępu do danych Nielsena ostatnim partnerem do rozmów na temat reprezentacji handlowej wśród reklamodawców.

8. Rynek nie przestaje oczywiście korzystać z danych Nielsena, który – paradoksalnie – do pewnego stopnia nawet korzysta dziś wizerunkowo (w skali branży) na całej sytuacji. O ile przez lata wielu pojękiwało na wielkość panelu, dziś, w obronie Nielsena przed atakiem manipulacji i insynuacji, widać wspólny front. Nieprędko pewnie ktoś zacznie kontestować pomiar telemetryczny, powodowany choćby strachem przed skojarzeniami z obecną oszalałą propagandą antytelemetryczną…

9. Monitoring telewizji bez uwzględnienia TVP wydaje się kompletnie bezwartościowy, jednak wyobraźmy sobie sytuację, w której Nielsen w ogóle i nikomu nie udostępnia danych dotyczących Telewizji Polskiej. Poza informacją o udziale, ujętym np. w kategorii “inne”.  Taki ruch najmocniej uderzyłby w w możliwości handlowe TVP. Jeśli dziś wpływy nadawcy to ok. 900 mln rocznie, to w superoptymistycznym dla TVP scenariuszu odejmijmy połowę tej sumy. “M jak Miłość”, “Na dobre i na złe”, czy “Ranczo” na pewno nadal się będą sprzedawać. Ale cała reszta, w tym nowości? Przypomnijmy, że kiedy TVP1 wprowadzała „Rolnik szuka żony”, mało kto zakładał, że program będzie killerem ramówki. Gdyby nie Nielsen, reklamodawcy mogliby bazować np. na eksperckich sądach profesora Godzica, który nie dawał “Rolnikowi” szans na sukces.

10. To wszystko będzie się działo w tym bardziej prawdopodobnym scenariuszu, to znaczy przy założeniu, że TVP nie tworzy własnego wiarygodnego panelu telemetrycznego, a tylko jakieś niskobudżetowe badanie.  Na nowy panel stacja musiałaby wyłożyć lekko licząc 100-150 milionów złotych w pierwszym roku. Ale raczej więcej, bo przecież 2 tys. gospodarstw, które ma Nielsen to według Jacka Kurskiego za mało, więc liczmy pewnie przynajmniej 3 tys. Zrekrutowanie takiej grupy, wyposażenie w urządzenia pomiarowe, wreszcie monitoring i raportowanie danych to bardzo kosztowna zabawa. A zbudowanie jego wiarygodności wśród decydentów z rynku reklamy? Po tym, co już usłyszeli od prezesa Kurskiego na temat badań oglądalności, na kredyt zaufania i wiarę w czyste intencje trudno będzie liczyć.

Pytanie oczywiście czy władzom TVP zależy jeszcze na relacjach z rynkiem reklamowym. Abonament wkrótce zaspokoi potrzeby finansowe nadawcy, a nad potencjalnym miliardem złotych z rynku reklamy nikt nie będzie się pochylał. Podobnie jak nad dzisiejszymi face-palmami branży reklamowej…

Joanna Nowakowska – prowadząca blog Screenlovers.pl, była dziennikarka “Media & Marketing Polska”, gdzie pisała m.in. na temat rynku domów mediowych i telewizji, pracowała także m.in. w Atmedia – tekst opublikowany na blogu Screenlovers.pl

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/rozwod-tvp-z-nielsenem-10-niespodzianek-od-jacka-kurskiego-dla-polsatu-i-tvn

25-05-2016, 21:56

Radio Katowice nagrodzone  »

Polskie Radio Katowice
Sławomir Herman
25-05-2016

W Sopocie zakończył się Festiwal Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej “Dwa Teatry”.

Honorowa nagroda zespołowa dla producenta słuchowisk przypadła Polskiemu Radio Katowice. W konkursie nasza Rozgłośnia zaprezentowała słuchowisko Krzysztofa Kiczka zatytułowane “Bestiariusz”, które powstało na bazie tekstów poetyckich Feliksa Netza. Muzykę napisał nasz radiowy realizator dźwięku Krzysztof Kurek.

Krzysztof Kiczek szczególną uwagę zwraca na zastosowaną w tym wypadku technikę zapisu dźwięku.

“Bestariusz” będzie prezentowany także na innych radiowych festiwalach – dodaje Krzysztof Kiczek.

Grand Prix XVI Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej “Dwa Teatry” zdobyły: słuchowisko “Von Bingen. Historia prawdziwa” Sandry Szwarc w reżyserii Waldemara Modestowicza oraz spektakl “Ich czworo” Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Marcina Wrony.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/radiowe-wydarzenia.html

24-05-2016, 16:28

Aleksandra Gieros-Brzezińska rzeczniczką TVP jeszcze tylko tydzień  »

Press
(RUT)
24-05-2016

Aleksandra Gieros-Brzezińska, rzeczniczka prasowa Telewizji Polskiej, najprawdopodobniej wkrótce odejdzie z firmy – nieoficjalnie dowiedział się “Presserwis”.

Aleksandra Gieros - Brzezińska

Z naszych informacji wynika, że Aleksandra Gieros-Brzezińska będzie pełnić funkcję rzecznika TVP tylko do końca maja. Pracę w Telewizji Polskiej zaczęła w październiku ub.r., za prezesury Janusza Daszczyńskiego. Wcześniej była kierownikiem działu komunikacji korporacyjnej w Polkomtelu (Grupa Cyfrowy Polsat).

Aleksandra Gieros-Brzezińska nie odpowiedziała nam wczoraj na pytanie, czy rozstaje się z TVP.

Całość: http://www.press.pl/tresc/44062,aleksandra-gieros-brzezinska-rzeczniczka-tvp-jeszcze-tylko-tydzien

24-05-2016, 15:55

Tomasz Zimoch nie będzie komentował Euro 2016  »

Media2.pl
Łukasz Szewczykl
24-05-2016

Tomasz Zimoch to jednej z bardziej lubianych głosów Polskiego Radia i ceniony sprawozdawca sportowy. Po tym jak dziennikarz został zwieszony, za krytyczne opinie na temat mediów publicznych, teraz mamy kolejną złą wiadomość. Zimoch nie skomentuje Euro 2016

Tomasz Zimoch

Tydzień temu Tomasz Zimoch został zawieszony w pełnieniu obowiązków. Wszystko przez wywiad dla Dziennika Gazety Prawnej, w którym dziennikarz skrytykował obecną władzę oraz zmiany w mediach publicznych.

Zarząd Polskiego Radia uznał, że wypowiedzi Zimocha są nie tylko “jednostronne i nieobiektywne” ale także “są bardzo krzywdzące, grające na skrajnych emocjach, nie mają żadnego odbicia w rzeczywistości, co gorzej angażują Polskie Radio w polityczny spór, którego bardzo chcemy unikać”. Polskie Radio przekonuje jednocześnie, że zmiany w mediach publicznych maja na celu… “spluralizowanie mocno jednostronnego w ostatnich latach przekazu”.

Mamy kolejną złą wiadomość dla fanów dziennikarza. Jak podaje Gazeta.pl, dziennikarz został skreślony z listy sprawozdawców sportowych, którzy mieli komentować Euro 2016 oraz Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. - Jest mi po prostu przykro. Nie rozumiem tej decyzji. Sport jest moim życiem, moją pasją - tak dziennikarz komentuje dla Gazeta.pl decyzję Zarządu Polskiego Radia.

Tomasz Zimoch był także gościem programu Tomasza Lis. Przyznał, że nie żałuje udzielonego wywiadu, bo nie może siedzieć cicho, kiedy ludzie zajmujący się prawem są opluwani. - Dlaczego niszczymy autorytety? Kto ma mówić o prawie, jak nie takie osobistości, ci, którzy pełnili ważne funkcje, mają fantastyczny dorobek życiowy, naukowy? Jak nie ci, którzy wiedzą, co to jest prawo, instytucja i zdają sobie sprawę z tego, jakie ewentualnie z sytuacji mogą wynikać zagrożenia - mówił dziennikarz, który sam z wykształcenia jest prawnikiem i sędzią.

Całość: http://media2.pl/media/133777-Tomasz-Zimoch-nie-bedzie-komentowal-Euro-2016.html

24-05-2016, 08:14

Konsultacje o badaniach oglądalności oceniane jako dalsza presja TVP na Nielsena. TNS, Millward Brown i ARC nie wezmą udziału  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Beata Goczał
24-05-2016

Obecne propozycje TVP nie mają podstaw merytorycznych, a są jedynie kolejną próbą wywarcia presji na instytut badawczy. Zapraszanie do rozmów na temat standardów badań telemetrycznych w atmosferze medialnej i politycznej nagonki na firmę Nielsen nie może być traktowane poważnie – ogłoszony przez TVP dialog na temat pomiaru oglądalności komentują dla Wirtualnemedia.pl Michał Brański, Adam Czarnecki i Mateusz Galica.

W czwartek Telewizja Polska ogłosiła dialog techniczny dotyczący wspólnego pomiaru oglądalności w telewizji i w internecie. Nadawca chce na obecnym etapie zebrać od firm badawczych informacje o dostępnych technikach i usługach w tym zakresie.

- Kwestia standardu badań jest definiowana przez całą branżę, nie tylko Telewizję Polską. Mamy nadzieję, że wspólnie z rynkiem będziemy w stanie wypracować nowy standard akceptowany i uznany przez wszystkich uczestników rynku. Dlatego Telewizja Polska zastosowała formę dialogu technicznego, chcąc sprawdzić wszelkie możliwości – powiedział portalowi Wirtualnemedia.pl Andrzej Garapich, zastępca dyrektora ds. marketingu biznesowego i projektów misyjnych.

- Andrzej Garapich ma całkowitą rację – standardem działania w tego typu wypadkach jest wypracowanie standardu na badania przez wszystkich uczestników rynku. Tzw. Joint Industry Commitee to oczywisty partner dla agencji badawczych w rozmowach o tworzeniu panelu telemetrycznego. Dziś jednak wydaje się, że nie dotarliśmy jeszcze do tego etapu – uważa Mateusz Galica, dyrektor marketingu w TNS Polska.

W dniu ogłoszenia dialogu technicznego w głównym wydaniu “Wiadomości” TVP1 poinformowano o tym projekcie, a przy okazji ponownie skrytykowano Nielsen Audience Measurement i kolejny raz wspomniano o przeszłości Elżbiety Gorajewskiej, szefowej NAM.

Dla Mateusza Galicy oczywiste jest, że podważanie autorytetu osoby zarządzającej firmą badawczą poprzez np. stykanie jej sylwetki ze źle odbieranymi społecznie kadrami ze stanu wojennego, w szerszym odbiorze nie wpływa dobrze na wizerunek nie tylko tej firmy, ale i badań opinii w ogóle.

- Jest również oczywiste, że skoro w materiale podważającym wiarygodność naszego konkurenta wykorzystano dane TNS Polska, to – choć oprócz Nielsena jesteśmy jedyną organizacją w Polsce mającą doświadczenie w badaniach telemetrycznych – przystępowanie do walki konkurencyjnej po takim preludium stawia nas i naszych pracowników w sytuacji mocno niekomfortowej. Jesteśmy wprawdzie zaprawieni w uczciwej walce konkurencyjnej i chętni do jej kontynuacji, ale na innych zasadach. W normalnych warunkach chętnie przystąpilibyśmy do rozmów – informuje w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Mateusz Galica z TNS Polska.

Z kolei Paweł Prędko, operations director w Ipsos, na pytanie, czy ten instytut przystąpi do dialogu ogłoszonego przez TVP mówi: – Na obecnym etapie jest zbyt wcześnie, aby podjąć kluczowe decyzje i zająć konkretne stanowisko np. w kwestii przystąpienia Ipsos do dialogu czy prac.

Działania TVP zmierzające do zdyskredytowania pomiaru telemetrycznego Nielsena i atak personalny na szefową firmy Elżbietę Gorajewską budzą sprzeciw i niepokój instytutu Millward Brown. – Jestem przekonany, że obecne propozycje TVP nie mają podstaw merytorycznych, a są jedynie kolejną próbą wywarcia presji na instytut badawczy. Zapraszanie do rozmów na temat standardów badań telemetrycznych w atmosferze medialnej i politycznej nagonki na firmę Nielsen nie może być traktowane poważnie. Oczywiście, dyskusja taka jest potrzebna i nie wykluczamy, że w przyszłości, gdy obecna umowa Nielsena na badania telemetryczne będzie dobiegać końca, będziemy przygotowywać stosowne oferty. Nasze zaplecze badawcze pozwala na realizację takiego projektu. Jednak teraz problem ma charakter sporu politycznego i nie jesteśmy zainteresowani braniem w nim udziału – przekazał serwisowi Wirtualnemedia.pl Kuba Antoszewski, PR manager w Millward Brown.

Dialogu z TVP w zakresie badań oglądalności nie podejmie też instytut ARC Rynek i Opinia, bo – jak tłumaczy nam wiceprezes firmy Adam Czarnecki – nie specjalizuje się w badaniach telemetrycznych. Czarnecki zwraca przy tym uwagę, że metoda telemetryczna stosowana przez Nielsena jest uznaną w Polsce i na świecie metodą realizacji badań oglądalności telewizji. Przypomina też, że Telewizja Polska przez wiele lat finansowała realizację badania alternatywnego (realizował je TNS, również metoda telemetryczną), ale zostało ono zawieszone z uwagi na wysokie koszty.

- Ich finansowanie przez jedną stację telewizyjną jest niemożliwe, dlatego wówczas Telewizja Polska się z tych badań wycofała. Badania te były realizowane metodą podobną do metody Nielsena. Tak naprawdę każda stacja ma prawo robić badania oglądalności na własne potrzeby według dowolne metodologii. Jednak, żeby badanie nabrało statusu standardu sposób ten musi być akceptowany przez szerszą grupę odbiorców. Odbiorcami są zaś domy mediowe i reklamodawcy. Z ich punktu widzenia najważniejsze jest by badanie dostarczyło danych, które uważane są za wspólną “walutę” - mówi Adam Czarnecki.

Sugeruje, by zastanowić się, czy w obliczu dużej ustawy medialnej i zmiany w finansowaniu telewizji publicznej, będzie ona jeszcze musiała zabiegać o reklamodawców. – Może wówczas telewizja publiczna będzie mogła się skoncentrować wyłącznie na badaniach, których celem nie będzie porównywanie się do stacji komercyjnych, a dostosowywanie oferty programowej do oczekiwań widzów, w większym niż dotychczas stopniu. W takich badaniach ciężar byłby skoncentrowany na innych aspektach niż badanie Nielsena. Telewizja publiczna w ostatnich latach stała niejako w rozkroku między misją a komercją z przewagą tego drugiego elementu. W przypadku finansowania telewizji z innego niż reklamodawcy źródła, ściganie się w parametrach oglądalności nie będzie już miało takiego znaczenia – dodaje Adam Czarnecki w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Michał Brański, wiceprezes ds. strategii w Grupie Wirtualna Polska, zaznacza, że Grupa wydawca wchodzi dopiero na rynek telewizyjny i nie czuje się odpowiednio doświadczony, by oceniać jakość badania telemetrycznego.

- W naszych pracach nad ramówką opieramy się o dane Nielsena. Jeśli chodzi o zmiany, to po doświadczeniach PBI i dość skomplikowanej próbie zmiany rynkowego standardu badań internetu wiemy, że to temat bardzo trudny, wielopoziomowy oraz ryzykowny. Internet od miesięcy jest bez badań. Czy chcielibyśmy, by była możliwość badań wspólnych dla internetu i telewizji? Oczywiście tak – podsumowuje Brański.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/konsultacje-o-badaniach-ogladalnosci-oceniane-jako-dalsza-presja-tvp-na-nielsena-tns-millward-brown-i-arc-nie-wezma-udzialu

24-05-2016, 08:02

“Żydokomuna czy chamokomuna” na okładce “Do Rzeczy”. “Szerzenie nienawiści rasowej”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
24-05-2016

Na okładce tygodnika “Do Rzeczy” (Orle Pióro) umieszczono wizerunek starego Żyda, który uśmiecha się do mężczyzny w leninowskim kaszkiecie. - Chcemy rozwijać debatę publiczną – tłumaczy Paweł Lisicki, redaktor naczelny pisma. – Szerzenie nienawiści rasowej jest tak samo zakazane prawem jak komunizm – odpowiada Michał Broniatowski, redaktor naczelny “Forbesa”.

Okładka "Do Rzeczy"

Napis na okładce “Żydokomuna czy chamokomuna. Piotr Zychowicz niszczy polityczną poprawność” promuje artykuł historyka, w którym pisze on o udziale Żydów w tamtym ustroju. Okładka “Do Rzeczy” spotkała się z dość chłodnym przyjęciem na fanpage’u tygodnika, również na Twitterze użytkownicy wskazywali na stereotypy (Żyd jako starszy mężczyzna w długiej brodzie i kapeluszu).

- Dobrym (podobno) chrześcijanom z “Do Rzeczy”, dedykuję tę piękną żydowską modlitwę Avinu Malkeinu, która po polsku zaczyna się od słów Ojcze Nasz. Przypomnę jeszcze “młodszym braciom w wierze”, że to modlitwa do tego samego Boga. A szerzenie nienawiści rasowej jest tak samo zakazane prawem jak komunizm – napisał na Facebooku Michał Broniatowski, redaktor naczelny “Forbesa”.

Wczoraj przed południem portal Wyborcza.pl opublikował komentarz Tomasza Piątka, który okładkę “DR” określił “haniebną” i skrytykował artykuł promowany na pierwszej stronie, zarzucając tygodnikowy antysemityzm. – Zychowicz próbuje być sprytny, więc nieustannie insynuuje, odszczekuje i znów insynuuje. To jednak tylko zasłona dymna. Zasłona dymna dla okładki tygodnika – ocenił Tomasz Piątek.

Piątek we wrześniu 2013 roku wysłał maile do reklamującej się w “Do Rzeczy” Fundacji “Edukacja Bez Granic”, twierdząc, że teksty publikowane w piśmie “ocierają się o homofobię”. “Krytyka Polityczna”, z którą był wtedy związany, zakończyła z nim współpracę.

W rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl, redaktor naczelny “Do Rzeczy” Paweł Lisicki wyjaśnia, że zadaniem każdej okładki jest zachęcenie do kupienia i przeczytania wydania. Tak jest i tym razem. Zaznacza, że fotografia użyta na pierwszej stronie jest archiwalna i pochodzi z 1939 roku.

- Ma sprawić, żeby rozwijała się debata publiczna – mówi o kontrowersyjnej okładce Lisicki. – Książka Piotra Zychowicza jest pozycją historyczną, dotyczy relacji i związków między komunizmem, Polakami i Żydami. Nie ma w tym niczego kontrowersyjnego – tłumaczy.

Naczelny “Do Rzeczy” stanowczo odrzuca również zarzuty publicysty Wyborcza.pl. – Niczego, co pisze pan Tomasz Piątek nie uważam za poważne. Od kilku miesięcy pan Piątek wyróżnia się obsesją na punkcie naszego tygodnika. Jego opinii nie traktuję poważnie – podkreśla Paweł Lisicki.

Okładka bieżącego wydania “Do Rzeczy” zachęciła Wojciecha Surmacza, redaktora naczelnego “Gazety Bankowej”, do kupienia wydania i przeczytania artykułu, który promuje. Jak przyznaje, bez tak charakterystycznej pierwszej strony pisma prawdopodobnie nie wiedziałby o nowej książce Zychowicza pt. “Żydzi”.

- Nie należy oceniać gazety po okładce, czy tekstu po tytule. Należy przeczytać tekst, który promuje okładka, a ja zrobiłem to bardzo dokładnie. Spodziewałem się naprawdę strasznego materiału, bo od samego rana obserwuję dyskusję wokół tego tematu, nawet o zabarwieniu faszystowskim. Tymczasem tekst zrobił na mnie pozytywne wrażenie, w obiektywny sposób pokazuje problem ludzi narodowości żydowskiej, którzy pojawiali się w strukturach dawnej bezpieki – opisuje naczelny “GB”.

Surmacz jest autorem artykułu “Kadisz za milion dolarów” (napisanego wspólnie z Nissanem Tzurem), który we wrześniu 2013 roku ukazał się na łamach “Forbesa”. Dziennikarz opisał w tekście, jak gminy żydowskie sprzedają nieruchomości odzyskane wcześniej m.in. od Skarbu Państwa. Dwa miesiące później redakcja magazynu przeprosiła za artykuł oraz zamieściła sprostowanie piętnastu zawartych w nim nieprawdziwych lub nieścisłych informacji. Na początku 2014 roku Surmacz odszedł z RASP i rozpoczął pracę we Fratrii.

- Nie chcę oceniać tej okładki. Estetycznie średnio mi się podoba. Ale taka jest stylistyka tego tygodnika. Natomiast doszukiwanie się w tej okładce stereotypów jednej czy drugiej strony, wesołego czy smutnego pana z brodą i bez brody nie ma najmniejszego sensu. Dla mnie liczy się treść artykułu, który przeczytałem – podkreśla Wojciech Surmacz.

Niczego kontrowersyjnego nie widzi w okładce “Do Rzeczy” Bogusław Chrabota, redaktor naczelny “Rzeczpospolitej”. – Jest to najprostsza na świecie promocja książki Piotra Zychowicza, po prostu. Wydawca i redaktor naczelny mają do tego prawo – ocenia Chrabota. – Może nie było pomysłu na promocję? A może było to świadome wsparcie kolegi? Taka praktyka absolutnie mnie to nie bulwersuje, trochę dziwi – dodaje.

Zgadza się z tym Wojciech Surmacz. – Tekst promowany na okładce jest pewnym rodzajem kampanii marketingowej budowanej wokół książki Zuchowicza – ocenia redaktor naczelny “Gazety Bankowej”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/zydokomuna-czy-chamokomuna-na-okladce-do-rzeczy-szerzenie-nienawisci-rasowej#