Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

29-06-2016, 10:06

Zmarła Janina Paradowska – wybitna polska dziennikarka  »

Dziennik Zachodni
Magdalena Mikrut-Majeranek
29-06-2016

Dzisiaj, w wieku 74 lat zmarła Janina Paradowska – wybitna polska dziennikarka, publicystka i felietonistka “Polski The Times”, która przez wiele lat była związana z tygodnikiem “Polityka” i “Dziennikiem Zachodnim”. Prowadziła także program publicystyczny Gorąca Linia w TVP 1, a od 2008 roku na antenie Superstacji – swój autorski program Puszka Paradowskiej.

Janina Paradowska

Janina Paradowska nie żyje. O śmierci wybitnej dziennikarki poinformował w radiu TOK FM Maciej Głogowski, podczas dzisiejszej audycji.

Janina Paradowska urodziła się 2 maja 1942 roku w Krakowie. Tam też ukończyła studia na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wykształcenie uzupełniła na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie podjęła studia podyplomowe na kierunku dziennikarstwo.

Janina Paradowska KARIERA

Szybko rozpoczęła karierę dziennikarską, a jej pierwszą redakcją był “Kurier Polski”, dla którego pisała o sprawach społecznych. Na początku lat 80-tych podjęła pracę w redakcji “Życia Warszawy”, gdzie m.in. pełniła funkcję kierownika działu politycznego. W 1991 roku dziennikarka dołączyła do zespołu redakcyjnego “Polityki”.

Była osobą niezwykle medialną. Współpracowała także z TVP, prowadząc m.in. program publicystyczny Gorąca Linia, a w 2008 roku zaczęła prowadzić swój autorski program “Puszka Paradowskiej”. Dodatkowo, była też publicystką radia Tok FM i wykładowcą na studiach dziennikarskich Collegium Civitas.

Była doceniana i wielokrotnie nagradzana. Na swoim koncie zgromadziła m.in.: Nagrodę im. Adolfa Bocheńskiego (1997), Nagrodę Wieczystej Fundacji im. Ksawerego i Mieczysława Pruszyńskich (1999), czy Nagrodę im. Andrzeja Urbańczyka (2004).

W 2002 roku przyznano jej miano najlepszej dziennikarki prasy ogólnopolskiej i przyznano Złotą Akredytacją do Sejmu. W tym samym roku otrzymała doroczną nagrodą Grand Press.

Janina Paradowska zmarła rano 29 czerwca

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/a/zmarla-janina-paradowska-wybitna-polska-dziennikarka,10350034/

29-06-2016, 09:36

Janina Paradowska nie żyje  »

Polityka
29-06-2016

Publicystka była związana z POLITYKĄ od 1991 roku. Była czołową komentatorką polityczną pisma, autorką audycji radiowych i telewizyjnych.

Janina Paradowska

Janina Paradowska urodziła się 2 maja 1942 r. w Krakowie. Skończyła polonistykę oraz dziennikarstwo. Jej pierwszą redakcją był “Kurier Polski”. Była kierownikiem działu politycznego w “Życiu Warszawy”.

Laureatka licznych nagród: Pruszyńskich, Bocheńskiego, Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, posiadaczka Złotej Akredytacji do Sejmu. W 2002 roku zdobyła tytuł Dziennikarza Roku 2002. Prowadziła autorskie programy w Superstacji, Radiu TOK FM oraz jeden z najpopularniejszych polskich blogów politycznych.

Jest autorką wywiadu rzeki z prof. Mikołajem Kozakiewiczem „Byłem marszałkiem kontraktowego” oraz książki “A chciałam być aktorką…”.

Fragment książki “A chciałam być aktorką…”:

Istnieją na świecie rzadkie okazy. I mnie, w drugiej połowie życia, trafił się taki rzadki okaz. Mąż Jerzy Zimowski. Spotkałam fantastycznego człowieka. Było mi z nim dobrze jak nigdy. Potrafię opisywać politykę, szczęścia, na dodatek własnego, nie umiem. Więc poprzestańmy na krótkim: byłam z Jurkiem szczęśliwa. Trudno powiedzieć, co takiego się dzieje, jak się spotyka dwoje dojrzałych ludzi po przejściach. Ja bym nazwała to fascynacją. Bardzo mi go brak. I ta śmierć na moich oczach, kiedy kąpał się w morzu w Odessie i nagle po prostu umarł. Tak na wyciągnięcie ręki, tak cicho, tak bez ostrzeżenia, tak bardzo za wcześnie. Ja nie krzyczę, ale wtedy, na plaży w Odessie, strasznie krzyczałam.

Zawsze lubiłam życie, ale wtedy, wracając samolotem z Odessy marzyłam, żeby się roztrzaskał ze mną na pokładzie. Po śmierci męża uciekłam w szaloną pracę, wszystko nią zagłuszałam. Dziennikarstwo to dobry zawód, żeby zatłuc smutek, żal. Janina Paradowska zawsze jest ubrana, umalowana, konkretna, pozbierana, przygotowana – no to byłam.

Twarda Janka, dzielna Janka. Tylko ten strach przed wieczorem – wejść do mieszkania i omijać pokój Jurka. Nawet nie patrzeć w tamtą stronę. Wypić herbatę w kuchni, wziąć proszek nasenny i spać. Rano wstać, postawić się do pionu i znowu pracą zatłukiwać emocje. Dużo czasu minęło, zanim dzielna Janka potrafiła tak po prostu wejść do pokoju Jurka, usiąść na fotelu, dotknąć biurka. Pójść do kina czy księgarni – bałam się, że się rozkleję, bo to były nasze miejsca.

Całość: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1666744,1,janina-paradowska-nie-zyje.read

29-06-2016, 09:25

Polityczne podchody  »

Press
Renata Gluza
29-06-2016

Rozmowa z Janiną Paradowską Dziennikarzem Roku 2002

Janina Paradowska na okładce Nr 1 "Press" z 2003 roku

W “Kurierze Polskim”, gdzie zaczynała Pani pracę pod koniec lat 60., pisała Pani reportaże społeczne. Do momentu powstania “Solidarności” polityka Pani nie pociągała?

W “Kurierze” robiłam wszystko. Pracowałam na depeszach, w zecerni, stałam przy linotypach. Pracowałam w dziale miejskim i w dziale reportażu. Ale to był inny reportaż, a właściwie jego namiastka. Zjeździłam wtedy całą Polskę, poznałam większość miast i zakładów pracy.

Jednak zawsze interesowałam się polityką, tylko że przed rokiem 80. pisanie o polityce krajowej było niemożliwe – zajmowali się tym wyznaczeni dziennikarze. W redakcji “Kuriera” była specjalna ekipa do spraw politycznych. Również w “Życiu Warszawy”, w którym potem pracowałam, wyznaczeni koledzy chodzili na odprawy do Komitetu Centralnego. Teksty pseudopolityczne zaczęłam pisać rzeczywiście dopiero w czasach “Solidarności”, w 1980 roku.

Nie przeszkadzała Pani legitymacja partyjna PZPR?

Oddałam ją 13 grudnia 1981 roku.

Przedtem do czegoś się przydała?

Nie. “Kurier Polski” był pismem Stronnictwa Demokratycznego, więc wszyscy zapisywali się automatycznie do SD. Pomyślałam, że skoro pracuję w piśmie SD i mam się zorganizować, to nie w partii, która daje awanse w tej gazecie (oczywiście, nie myślałam o żadnym awansie). PZPR nie była specjalnie dobrze widziana w “Kurierze”. Ale w organizacji partyjnej byli wartościowi, fajni ludzie. Dziś nie umiem wyjaśnić, dlaczego się zapisałam do partii. Sama tego nie rozumiem.

Nigdy nie wypominano Pani, że była reżimową dziennikarką?

Bardziej wypominano mi, że po weryfikacji wróciłam do pracy w “Kurierze”. Myślę, że wielu kolegów mi to pamięta.

Byłam przewodniczącą Komisji Zakładowej “Solidarności”. W stanie wojennym zostałam zawieszona na trzy miesiące.

Pani, dawniej w PZPR, przewodniczącą w strukturach “Solidarności”?

W 1980-1981 roku w “Kurierze Polskim” nie było rozróżniania, kto jest z SD, a kto z PZPR – wtedy wszyscy byliśmy już w “Solidarności”. Założycielem związku był u nas Maciej Łukasiewicz, potem ja zostałam przewodniczącą komisji zakładowej. Przede wszystkim interesowało nas robienie dobrej gazety. Po mieście krążyła nawet opinia, że to redakcja “Kuriera” sprowadziła SD na złe tory.

Gdy po wprowadzeniu stanu wojennego nastąpiła weryfikacja dziennikarzy, zostałam jedynie warunkowo zawieszona. Sądzę, że pomogły mi okoliczności zewnętrzne. 17 grudnia mój mąż, który też pracował w “Kurierze”, dostał drugiego zawału – być może uznano, że dlatego nie należy mnie od razu wyrzucać z pracy? Poza tym zaczęli mnie wozić na Rakowiecką, na przesłuchania do SB.

Byłam przekonana, że od razu zostanę negatywnie zweryfikowana. Choć człowiek ma taki instynkt samozachowawczy, że na komisji weryfikacyjnej nie byłam zbytnio rewolucyjna, wypowiadałam się raczej powściągliwie. Po dwóch miesiącach od zawieszenia prezes wydawnictwa poprosił mnie i powiedział: “SB panią odwiesiło, może pani wrócić do pracy”.

Wielu dziennikarzy wyrzucono wtedy z “Kuriera”, a Pani wróciła.

Konsultowałam z kolegami, co robić. Większość była za tym, bym nie wracała. Ale wróciłam. Być może zdecydowała obawa o przyszłość: nie miałam innego pomysłu na życie niż dziennikarstwo. A może nie miałam odwagi, by wszystko rzucić na jedną szalę? Z drugiej strony koledzy, którzy pracowali jeszcze w redakcji, prosili mnie, bym wróciła. Dla nich to było ważne, w końcu byłam przewodniczącą “Solidarności”. Gdy patrzę na to z dzisiejszej perspektywy, uważam, że podjęłam słuszną decyzję. Zresztą szybko zaczęłam im w “Kurierze” przeszkadzać. Kiedyś dostałam wezwanie na Rakowiecką, gdzie usłyszałam: “Przywracając panią do pracy, liczyliśmy, że odegra pani integracyjną rolę w zespole. Tymczasem pani zachowuje się jak listonosz, który przynosi teksty i wychodzi”. Odparłam, że to pierwszy przypadek, gdy kierownictwo redakcji rozmawia ze mną za pośrednictwem SB.

To zdecydowało, że przeszła Pani do “Życia Warszawy”?

Nie. Koledzy w “Kurierze” sami mi to załatwili. Chcieli założyć nowe związki zawodowe, ja im przeszkadzałam. Ponieważ trzeba się było mnie pozbyć, postanowili zapewnić mi miękkie lądowanie. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie z “Życia Warszawy” redaktor Iwona Jacyna: “Słyszałam, że pani szuka pracy. Może przyszłaby pani do ČŻycia WarszawyÇ?”. Oczywiście, wcale nie szukałam pracy, lecz odpowiedziałam, że przyjdę do “Życia Warszawy”. “Kurier” odetchnął.

Pisanie w “Życiu Warszawy” o szkolnictwie było wentylem bezpieczeństwa w czasach, gdy o polityce nie można było uczciwie pisać?

W “ŻW” od razu była umowa: idę do działu nauki i oświaty i nie mam nic wspólnego z polityką. Zresztą wraz ze stanem wojennym skończyło się pisanie o polityce. Akurat trafiłam na okres bojów o zmianę ustawy o szkolnictwie wyższym. Bardzo zaangażowałam się w obronę autonomii szkół wyższych, co było możliwe dzięki pewnej autonomii “ŻW”. Bywało, że zanim wróciłam do redakcji z posiedzenia Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, by napisać relację, do naczelnego już dzwoniono, żeby nie publikował mojego tekstu.

Na początku lat 90., gdy Komisja Likwidacyjna zaczęła sprzedawać “ŻW”, Pani jako szefowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oświadczyła: “Inaczej wyobrażałam sobie swoją redakcję w odnowionym kraju: rzeczywiście niezależny wydawca, związany co prawda z siłami, które wygrały wybory, ale nie zmuszający zespołu do opcji politycznych”.

O kogo Pani chodziło?

O Tomasza Wołka.

Dlatego że przewodniczący Komisji Likwidacyjnej przyniósł go w teczce wraz z Kazimierzem Wójcickim jako nowych szefów “ŻW”?

Nie dlatego, że zostali przyniesieni w teczce. My walczyliśmy o to, by oni przyszli. Ale układ miał być inny: na naczelnego miał przyjść Janusz Reiter, a Kazimierz Wójcicki na zastępcę. Jako SDP opowiedzieliśmy się za tym. Tuż przed nominacją Reiter został ambasadorem w Niemczech i wtedy przyszedł Wójcicki jako naczelny oraz Wołek jako zastępca.

Pracowałam z nimi przez kilka miesięcy. Kierowałam wówczas działem politycznym. Wołek nie zajmował się wcale redagowaniem gazety – on zakładał Aleksandrowi Hallowi partię polityczną. Miałam z nim sporo różnych przejść. Odbywaliśmy dramatyczne rozmowy dotyczące publikacji niektórych tekstów, m.in. na temat Stanisława Tymińskiego, które oni przynosili chyba z MSW. Wraz z częścią kolegów protestowaliśmy przeciwko temu, oni owe teksty wkładali do gazety. Uważałam, że w ten sposób przysporzymy tylko popularności Tymińskiemu. Ponadto publikowanie informacji wprost z MSW jest motaniem gazety w grę polityczną.

W dniu, kiedy Wołek z Wójcickim oraz Grauso wygrali przetarg na “Życie Warszawy”, odeszłam do “Polityki”.

A dlaczego zrezygnowała Pani z kierowania działem politycznym w “Polityce”?

Bo jestem dziennikarzem piszącym. Kierownik musi siedzieć w redakcji, a ja niczego nie wymyślę, siedząc na miejscu. Muszę chodzić, mieć czas na rozmowy z politykami, na posiedzenie w sejmie, poczytanie stenogramów, posłuchanie obrad, na plątanie się po restauracjach i korytarzach sejmowych.

Zarówno koledzy z “Kuriera Polskiego”, jak i z “Życia Warszawy” oraz “Polityki” mówią o Pani: “Na kolegiach redakcyjnych piekielnie krytyczna wobec kolegów”.

Chyba pamięta się to, co niemiłe. Potrafię jednak zatelefonować do kolegi i powiedzieć, że podobał mi się jego tekst. Z drugiej strony czasem zapędzam się w sądach – potem przepraszam.

Jest Pani typem samotnego wilka. Nie skupia Pani wokół siebie, niczym mistrz, młodych dziennikarzy.

Niespecjalnie umiem wspólnie pisać z kimś tekst. Nie umiem też uczyć. Mogę pomóc młodemu koledze, udostępniając pewne źródła informacji. Mogę przeczytać gotowy tekst i powiedzieć, co o nim sądzę.

Podziwiam młodszych kolegów, którzy już uczą w szkołach dziennikarskich. Sama trzy semestry studiowałam na podyplomowych studiach dziennikarskich i nie skończyłam ich. Dostałam się do “Kuriera Polskiego”, gdzie pisałam, ile kosztuje marchew czy pietruszka na straganie – i bardziej mnie to interesowało niż studia. Nie były mi one do niczego potrzebne, bo jeden dyplom już miałam. Uważam, że tego zawodu nie da się nauczyć w szkole.

Podobno, Pani zdaniem, każdy dziennikarz powinien się interesować polityką, nawet jeżeli pisze np. o motoryzacji.

Tak. Przecież nawet to, jaki model samochodu będziemy produkować, jest decyzją polityczną czy też gospodarczo-polityczną. Uważam, że dziennikarz zajmujący się problematyką społeczną i gospodarczą, który nie interesuje się polityką, jest nieco kaleki.

Problem w tym, że dziś strasznie łatwo wejść do zawodu dziennikarskiego. I łatwo bez odpowiedniej wiedzy dostać się na same szczyty w tym środowisku. Tylko że większość z młodych ludzi robiących szybką karierę w ogóle nie wie, co to jest polityka. Chwytają naskórkowe zjawiska.

Niektórzy dziennikarze, widząc jak Adam Michnik obejmuje przyjacielsko premiera Millera po powrocie ze szczytu w Kopenhadze, mogą się zniechęcić do Was – zajmujących się sprawami politycznymi na co dzień. Skoro sam Michnik tak się brata z drugą władzą, czego wymagać od pośledniejszych dziennikarzy?

Adam Michnik jest instytucją polskiego życia publicznego. Ma głębokie przekonanie, że tylko rząd Leszka Millera wprowadzi nas do Unii Europejskiej – i temu przekonaniu podporządkowuje ocenę tego rządu. Taki ma cel, takie ma priorytety – i to widać w “Gazecie Wyborczej”.

Ja też nie byłam zachwycona sceną z Millerem po jego powrocie z Kopenhagi. Ale rozumiem Michnika. Twierdzę, że on to robi autentycznie, z przekonaniem i z propaństwowego poczucia.

Czy w tym momencie zachował się jak dziennikarz?

Nie, ponieważ Adam Michnik już nie jest dziennikarzem takim, jak my: jest samodzielnym bytem politycznym.

A dziennikarze relacjonujący szczyt w Kopenhadze – egzaltowane głosy, przejęte miny, zdania pełne patosu?

To co innego. Rzeczywiście, jeżeli z równie wielkim uniesieniem jak przybycie Papieża dziennikarze relacjonują polityczne wydarzenie – przy całym szacunku dla wielkości chwili – jeżeli ma się wrażenie, że za chwilę uniosą się w zachwycie – to z dziennikarstwem nie ma to wiele wspólnego

Czy zawieszenie “Życia” i kłopoty “Trybuny” oznaczają, że kończy się czas gazet politycznie określonych?

Pokazują jedynie, że nie ostaje się w Polsce dziennikarstwo zaangażowane, dziennikarstwo walki i propagandy. Albo że musi to być gazeta, która ma wyznawców, jak “Nasz Dziennik”.

Kiedy Wołek zakładał “Życie”, przez pewien czas wydawało mi się, że to ma sens. Opadły już ze mnie emocje wynikające z napięcia między nami w “Życiu Warszawy”.

W “Życiu” zgromadził się interesujący zespół jednoznacznie prawicowych dziennikarzy. Wtedy to była ciekawa gazeta. Taki dziennik powinien istnieć na rynku. Kiedy jednak redaktorzy “Życia” wdali się w tworzenie polityki, nawet dla mnie, dla dziennikarza politycznego, było to za dużo. Dziś jestem uboższa o tego typu gazetę, nie mam konserwatywno-liberalno-prawicowego tytułu do poczytania.

Są politycy, z którymi w ogóle Pani nie rozmawia?

Są tacy, z którymi bym nie zrobiła wywiadu, bo mnie kompletnie nie interesują. U nas słowo “polityk” przypisywane jest ludziom na wyrost. Spośród całego poselskiego grona najwyżej kilkanaście osób zasługuje na miano polityków.

Odbywam dużo rozmów z politykami, które w druku nie znajdują odbicia – tylko po to, by wymienić opinie. Jednak dziś z większością osób w Sejmie nie można wymienić żadnej opinii, nie ma tam z kim porozmawiać o polityce. Pod tym względem ten Sejm jest pustynią.

Którzy politycy i jak próbowali Panią do siebie przekonać?

Kiedyś dość nieoczekiwanie otrzymałam wstępną propozycję zostania rzecznikiem rządu Jana Olszewskiego. Taka praca mnie jednak nigdy nie interesowała. Pamiętam też, że gdy okazało się, jak zachowuje się PZU wobec chęci przejęcia BIG Banku Gdańskiego przez Deutsche Bank, zadzwonił do mnie człowiek prezesa PZU Grzegorza Wieczerzaka, o nazwisku Bolek, mówiąc, że chciałby sprawić, bym poznała prezesa. Długo się umawialiśmy, on wydzwaniał, ale terminy się wciąż nie zgadzały i w końcu się nie spotkaliśmy. Ten Bolek strasznie mnie wtedy podchodził.

Natomiast nie pamiętam, bym kiedykolwiek miała wrażenie, że któryś z polityków próbuje mnie pozyskać dla swojej sprawy. Czasami komuś zależy, abym się wypowiedziała na jakiś temat, np. kto będzie komisarzem Polski w Unii Europejskiej. Kilka osób telefonowało do mnie z propozycją, bym napisała, że najlepsza byłaby ta i ta osoba. Mówili: “Gdyby pani napisała, byłoby to opiniotwórcze, dawałoby do myślenia”.

Stosunki między dziennikarzem a politykiem rodzą się przez dłuższy czas. Musi dojrzeć wzajemne zaufanie. Tylko z nielicznymi politykami jestem na ty. Choć mam do wielu telefony komórkowe, staram się nie korzystać z nich, zwłaszcza jeżeli owi politycy przechodzą do rządu. Dzwonię na ogół przez sekretariaty.

A biznesmeni podchodzą Panią?

Mam ograniczone kontakty ze światem biznesu. Jestem dla niego bezużyteczna, bo nie piszę o sprawach ekonomicznych.

Jednak kiedy przed Bożym Narodzeniem Aleksander Gudzowaty organizował świąteczny obiad dla dziennikarzy…

…zostałam na niego zaproszona, owszem. Bardzo się zdziwiłam. Ale poszłam.

Ryszard Krauze też organizował spotkanie wigilijne i też była Pani na liście.

Pierwszy raz, choć z Krauzem miałam kontakt już wcześniej. Zadzwoniłam i zapytałam, o co chodzi z tym spotkaniem. Wyjaśniono mi, że to impreza charytatywna i głównym punktem programu będzie aukcja bombek zorganizowana na rzecz jednej ze szkół.

Jak potem zachować niezależność, gdy po takim obiedzie zadzwoni Gudzowaty: “Pani Janino, przecież Pani wie, że z tą rurą nie jest tak, jak wszyscy piszą”.

Akurat w sprawie rury od początku uważałam, że Gudzowaty miał rację. Natomiast podczas obiadu uciekałam od każdego tematu politycznego. Pytałam, czy był na “Don Giovannim” i czy mu się spektakl podobał – bo spotykam czasem Gudzowatego w operze.

Nie mogę przecież powiedzieć, że nie będę nigdzie bywać i nie będę znać tych ludzi. Oni mają pewien wpływ na politykę i dla mnie jest to okazja, by poznać ich sposób myślenia. Z zaproszenia do Gudzowatego nawet się ucieszyłam, bo go wcale nie znałam. Z ciekawością słuchałam, co ma do powiedzenia. Natomiast część dziennikarzy, którzy również byli na tym obiedzie, wydawała się być dość z nim zaprzyjaźniona. Sporo ich rozmów dotyczyło sprawy gazu i stosunków polsko-rosyjskich.

To dobrze, że dziennikarze zajmujący się polityką zabiegają o znajomości z biznesmenami?

Bywanie w różnych środowiskach jest potrzebne. Pod warunkiem, że nie przeżywa się fascynacji danym biznesmenem. Świata polityki i biznesu nie da się rozdzielić, trzeba tylko zachować dystans. Osobiście nigdy na przykład nie forowałam kobiet biznesmenek, z którymi jestem zaprzyjaźniona poprzez członkostwo w Klubie 22. Wyobrażam sobie jednak, że u niektórych młodych kolegów budzi to zachwyt, gdy ktoś, o kim się mówi, że rządzi połową rządu, zaprasza go na uroczysty obiad. W moim wieku i z moim doświadczeniem żaden biznesmen ani polityk już nie imponuje.

Janina Paradowska – publicystka “Polityki”. Absolwentka polonistyki na “UJ”. Pracę w mediach rozpoczęła od praktyki w “Kurierze Polskim” w 1967 roku, po pierwszym roku podyplomowych studiów dziennikarskich. W “KP” zaproponowano jej stałą współpracę. W 1968 roku dostała etat w “Przyjaciółce”, lecz gdy rok później zwolnił się etat w “Kurierze”, przeszła do niego. W “KP” pracowała do 1983 roku. W maju podjęła pracę w “Życiu Warszawy”. W 1992 roku odeszła do “Polityki”.

Renata Gluza

Całość: http://www.press.pl/tresc/44589,polityczne-podchody

29-06-2016, 09:21

Nie żyje Janina Paradowska  »

Press
29-06-2016

Nie żyje Janina Paradowska, publicystka tygodnika “Polityka”. Miała 74 lata.

Janina Paradowska

Janina Paradowska związana była z tygodnikiem Polityka od 1991 roku. Wcześniej pracowała w “Kurierze Polskim” i “Życiu Warszawy”. W 2008 roku zaczęła prowadzić program “Puszka Paradowskiej” w Superstacji. Od 2002 roku związana z Radiem Tok FM, gdzie prowadziła “Poranki w Radiu Tok FM”. Ostatni raz była gospodynią tego programu w ubiegły czwartek.

Janina Paradowska miała dziś prowadzić poranną audycję w Tok FM. Gdy się nie pojawiła w studiu, radio próbowało się do niej dodzwaniać, potem także do jej znajomych. Dziennikarkę znaleziono martwą w domu, przyczyny śmierci nie są jeszcze znane. Od dłuższego czasu czuła się źle, ale starała się pracować tak intensywnie, jak tylko mogła. Kilka dni temu uczestniczyła w obchodach 90. urodzin Marian Turskiego, witając oficjalnie gości.

Redakcja “Polityki” jest w szoku. – Nie lubiła siedzieć bezczynnie, była wciąż w pędzie, w kontakcie z ludźmi. Odeszła tak szybko, jak żyła – mówi Jacek Kowalczyk, redaktor prowadzący tygodnika.

Janina Paradowska została uhonorowana tytułem Dziennikarz Roku 2002. W 2011 roku została laureatką Nagród Kisiela. W młodości chciała być aktorką.

Całość: http://www.press.pl/tresc/44588,nie-zyje-janina-paradowska

29-06-2016, 06:38

Coraz mniej pieniędzy dla TVP i Polskiego Radia. Wpływy z abonamentu będą nadal spadać  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
29-06-2016

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji podzieliła pieniądze z abonamentu na 2017 rok. Rada prognozuje, że wpływy w przyszłym roku wyniosą 635 mln zł, czyli o 26 mln zł mniej niż w prognozie na 2016 roku. Większość z tej kwoty otrzyma TVP.

Publiczni nadawcy przedłożyli Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji przygotowane przez siebie plany finansowo-programowe na 2017 roku. Organ rozdzielił środki abonamentowe, analizując zadania, jakie wyznaczyli sobie nadawcy, oraz sprawozdania z realizacji misji w 2015 roku.

KRRiT przewiduje, że w przyszłym roku wpływy z abonamentu radiowo-telewizyjnego wyniosą 635 mln zł i ta prognoza została przyjęta jako podstawa przy podziale środków.

Zgodnie z uchwałą KRRiT, Telewizja Polska otrzyma w 2017 roku maksymalnie 310 mln zł, czyli 48,8 proc. wpływów. W prognozie na 2016 rok dla TVP przypadło z abonamentu 335 mln zł.

Polskie Radio otrzyma 26,3 proc. prognozowanych wpływów, czyli nie więcej niż 167 mln zł (prognoza na ten rok to 171 mln zł), zaś 24,9 proc. całej kwoty, czyli 158 mln zł, przeznaczone zostanie dla regionalnych rozgłośni Polskiego Radia (w tym roku 155,4 mln zł).

W wypadku niższych wpływów media publiczne otrzymają środki proporcjonalnie mniejsze, natomiast nadwyżka zostanie podzielona w następujący sposób: TVP – 70 proc., Polskie Radio – 20 proc., rozgłośnie regionalne – 10 proc.

Plany spółek zakładają, że udział abonamentu w finansowaniu misji TVP w 2017 roku wyniesie 13 proc. (w planie na ten rok to 24 proc. ), w przypadku Polskiego Radia będzie to 62 proc. (w 2016 roku – 68 proc.), a rozgłośni regionalnych – 68 proc. (77 proc.).

Podział środków z abonamentu w 2017 roku do kwoty 635 mln zł:
Telewizja Polska – 310 mln zł
Polskie Radio – 167 mln zł
Radio Białystok – 9 216 000 zł
Polskie Radio Pomorza i Kujaw w Bydgoszczy – 9 023 000 zł
Radio Gdańsk – 10 103 000 zł
Radio Katowice – 9 067 000 zł
Radio Kielce – 8 577 000 zł
Radio Koszalin – 9 001 000 zł
Radio Kraków – 10 396 000 zł
Radio Lublin – 9 011 000 zł
Radio Łódź – 8 901 000 zł
Radio Olsztyn – 9 365 000 zł
Radio Opole – 9 987 000 zł
Radio Merkury w Poznaniu – 9 426 000 zł
Radio Rzeszów – 9 374 000 zł
Radio Szczecin - 9 194 000 zł
Polskie Radio RDC w Warszawie - 9 690 000 zł
Radio Wrocław – 9 384 000 zł
Radio Zachód w Zielonej Górze – 8 285 000 zł

Za korzystanie z odbiornika radiofonicznego przez miesiąc w 2017 roku trzeba będzie zapłacić 7zł, a za telewizor lub telewizor i radio – 22,70 zł.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/coraz-mniej-pieniedzy-dla-tvp-i-polskiego-radia-wplywy-z-abonamentu-beda-nadal-spadac

29-06-2016, 06:32

Adam Dobrzyński po czterech latach wrócił do radiowej Jedynki  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
29-06-2018

Dziennikarz Adam Dobrzyński dołączył do zespołu Programu I Polskiego Radia, gdzie został prowadzącym sobotniego pasma “Muzyka nocą”.

Adam Dobrzyński

Na antenie radiowej Jedynki Dobrzyński pojawił się w zeszły weekend – w nocy z soboty na niedzielę – i prowadził trzygodzinne pasmo “Muzyka nocą”, w ramach którego PR1 nadaje “Lato z Radiem pod gwiazdami”.

Z Programem I dziennikarz był już związany w latach 2009-2012, gdzie był gospodarzem m.in. “Muzycznej Jedynki”, “Soboty z Jedynką”, “Niedzieli z Jedynką” i “Nocy z Jedynką”. Odszedł po zmianach w kierownictwie rozgłośni. Od 2007 do 2014 roku pracował również w Polskim Radiu RDC, gdzie prowadził “Mazowiecki Magazyn Muzyczny”, “Weekend Kulturalny” oraz “Muzykę z czterech stron świata”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/adam-dobrzynski-po-czterech-latach-wrocil-do-radiowej-jedynki