Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

16-08-2016, 06:48

Gremi Business Communication i Uważam Rze połączą się z Gremi Media  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
16-08-2016

Firma Gremi Media zamierza przejąć spółki Gremi Business Communication (wydawca m.in. “Rzeczpospolitej” i “Parkietu”) oraz Uważam Rze. Wszystkie należą do grupy kapitałowej KCI kierowanej przez Grzegorza Hajdarowicza.

Grzegorz Hajdarowicz

Jak poinformowało KCI, połączenie Gremi Business Communication i Uważam Rze z Gremi Media nastąpi poprzez przeniesienie całego majątku dwóch pierwszych spółek do trzeciej w drodze sukcesji uniwersalnej oraz rozwiązanie ich bez przeprowadzania ich likwidacji. Połączenie nastąpi bez podwyższania kapitału zakładowego Gremi Media.

Nie podano, kiedy konkretnie ma zostać przeprowadzona ta operacja ani jakie są jej cele.

W minionym półroczu grupa kapitałowa KCI w segmencie mediowym, obejmującym Gremi Media i jej spółki zależne, zanotowała 56,16 mln zł przychodów i 842 tys. zł zysku netto.

Pod koniec lipca KCI zapłaciła pozostałe kilkanaście mln zł ceny za mniejszościowy pakiet udziałów Presspubliki (obecnie Gremi Media) kupiony pięć lat temu od państwowej spółki PW “Rzeczpospolita”, a pod koniec kwietnia br. uregulowała resztę kwoty kredytu zaciągniętego na większościowy pakiet Presspubliki.

Na początku lipca br. Gremi Business Communication zaciągnęła kredyty w wysokości maksymalnie 31,3 mln zł, z których środki mają zostać przeznaczone m.in. na rozwój cyfrowej oferty mediów firmy.

Do grupy kapitałowej Gremi Media na koniec czerwca br. oprócz spółki dominującej Gremi Media należało 13 spółek zależnych.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/gremi-business-communication-i-uwazam-rze-polacza-sie-z-gremi-media

15-08-2016, 19:43

Fundusz Mediów wypłacił dziennikarzom już 72,8 tys. zł  »

Press
(IKO)
15-08-2016

Przez niemal rok działalności Fundusz Mediów wypłacił dziennikarzom 72,8 tys. zł. Dzięki grantom zrealizowano już trzydzieści materiałów dziennikarskich.

Fundacja Fundusz Mediów, wspierająca wartościowe dziennikarstwo, została powołana przez Towarzystwo Dziennikarskie we wrześniu ubiegłego roku. Od tamtego czasu z dofinansowania skorzystało 16 dziennikarzy, którzy otrzymali granty w wysokości od 2 tys. zł do 4,9 tys. zł. Dzięki wsparciu swoje materiały zrealizowali już m.in. Artur Domosławski, Ewa Wanat, Wiesław Romanowski, Dionisios Sturis, Thomas Orchowski, Katarzyna Boni, Paweł Pieniążek.

Nie wszystkie teksty zostały już opublikowane. Dotąd ukazało się 17 materiałów na portalach internetowych (w tym dwa materiały wideo), siedem w prasie drukowanej i sześć w radiu. Zdecydowana większość (25 materiałów) dotyczyła tematyki zagranicznej, głównie uchodźców i wydarzeń na Bliskim Wschodzie. – O ile polskie redakcje są w stanie sfinansować wyprodukowanie materiałów w kraju, o tyle trudniej jest im pokryć koszty podróży i pobytu dziennikarzy za granicą – mówi Jacek Rakowiecki, prezes Funduszu Mediów, zaznaczając, że w dużej mierze właśnie na wyjazdy przeznaczono pieniądze.

Nie wszystkie wnioski zostały pozytywnie rozpatrzone przez fundację (nie przyznano m.in. grantu na film dokumentalny). Ale liczba nadesłanych zgłoszeń nie była też wysoka – nieco ponad 30 wniosków. Jacek Rakowiecki przyznaje, że jest zdziwiony małym zainteresowaniem. – Nie uważam, że są to małe kwoty. Dofinansowanie w wysokości 5 tys. zł to więcej niż miesięczna pensja większości dziennikarzy – mówi Rakowiecki.

Dotychczas Fundusz Mediów zebrał ok. 170 tys. zł. Fundację wsparły: Grupa Ergo Hestia, Fundacja PKO Bank Polski, PKN Orlen, Stowarzyszenie Autorów ZAiKS. W samym 2016 roku po 20 tys. zł przekazały na fundację: Związek Banków Polskich i Związek Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma (Infarma w sumie przeznaczyła na fundację 60 tys. zł).

Jacek Rakowiecki pod koniec czerwca br. został prezesem Instytutu Bezpieczeństwa Obrotu Gospodarczego. – Nie ma tu żadnego konfliktu interesów. Instytut Bezpieczeństwa Obrotu Gospodarczego jest moją główną pracą, a praca w Funduszu Mediów jest w połowie charytatywna – mówi Rakowiecki.

Całość: http://www.press.pl/tresc/45217,fundusz-mediow-wyplacil-dziennikarzom-juz-72_8-tys_-zl

15-08-2016, 16:34

Barbara Stanisławczyk o Polskim Radiu: 28 mln zł na plusie, koniec prywatyzacji anten przez uprzywilejowanych pracowników  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
15-08-2016

Prezes Polskiego Radia Barbara Stanisławczyk poinformowała, że spółka po pierwszej połowie br. mimo niższych wpływów z abonamentu RTV miała prawie 28 mln zł dodatniego wyniku netto. Nadawca liczy, że Polskie Radio 24 w eterze osiągnie po roku ok 1 proc. udziału rynkowego. Obecnie zarząd zajmuje się analizą przepływów finansowych w firmie, także dotyczących najbardziej znanych dziennikarzy.

Barbara Stanisławczyk

W wywiadzie w “Dzienniku Gazecie Prawnej” Barbara Stanisławczyk zaznaczyła, że budżet Polskiego Radia na br. przygotowany przez poprzedni zarząd był nierealistyczny, ponieważ nie zakładał mniejszych od prognoz wpływów z abonamentu radiowo-telewizyjnego oraz obłożenia ich podatkiem VAT. – Powiększono go na podstawie tekstu prasowego, w którym KRRiT przewidywała, że wpływy z abonamentu będą większe o 22 mln. Do tego doszła ustawa o podatku VAT, od 1 stycznia mniej korzystna dla spółki, co razem daje 34 mln złotych bez pokrycia – stwierdziła menedżerka.

Mimo to nowemu zarządowi od stycznia udało się uszczelnić przepływy środków finansowych, co w całym br. ma przynieść ponad 30 mln zł oszczędności. W jaki sposób to zrobiono? Władze spółki zdecydowały się wstrzymać rozwój cyfryzacji radia, na który – jak podano w kwietniu br. – w latach 2013-2015 nadawca wydał prawie 53 mln zł. – Wydano ogromne pieniądze, budując rynek nadawczy i zawierając umowy z monopolistą jakim jest Emitel, a nie budowano jednocześnie rynku odbiorczego, który wciąż pozostaje maleńki. Na dodatek Polskie Radio wydało w ostatnim roku około 6 mln zł na promocję radia cyfrowego, które odbiera mała, wręcz niemierzalna, bliska zeru, liczba odbiorców. Cały projekt wydaje się w takim kontekście wątpliwy, a plan nieskoordynowany – wyliczała wtedy Barbara Stanisławczyk w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Władze Polskiego Radia zaczęły też weryfikować zawarte wcześniej umowy oraz ogłoszone przetargi i oferty. – Dużo roboczych działań, które decydują o tym, że koszt może być niższy lub wyższy, że zawarta umowa może być korzystna lub niekorzystna dla radia. Zapytanie ofertowe może być wysłane do wielu podmiotów, dzięki czemu uzyska się rzeczywistą wycenę rynkową, a można zadzwonić do czterech osób, czy firm, nie mówię że znajomych, i wywindować taką stawkę. W grę wchodziło wiele działań. Choćby w obszarze umów sponsorskich, w obszarze inwestycji, remontów, zleceń dla podwykonawców – wyliczyła Barbara Stanisławczyk w wywiadzie w “DGP”.

Według szefowej firmy zdarzały się umowy ze sponsorami na wspólną produkcję audycji zakładające, że środki od partnerów zewnętrznych trafiały nie do Polskiego Radia, ale do wąskiej grupy jego pracowników, którzy w ten sposób byli wynagradzani podwójnie za tę samą pracę: przez nadawcę i przez sponsora. – Nazywam to prywatyzacją anteny. Na dodatek dostęp do takich umów mieli nieliczni, czyli były obszary kominów płacowych i obszary biedy, co jest niesprawiedliwe – oceniła prezes Polskiego Radia. Zaznaczyła, że takie działania nie stanowią naruszenia prawa i nie kwalifikują się do zgłoszenia do organów ścigania, ale negatywnie wpływały na sytuację finansową nadawcy.

- Prowadzone kontrole wewnętrzne poszczególnych komórek wykazały, że nieprawidłowości było bardzo dużo - podkreśliła Stanisławczyk. – Racjonalizujemy kosztorysy, prowadzimy ścisłą kontrolę nad przepływami finansowymi i zawieranymi umowami - wyliczyła.

Po pierwszej połowie br. Polskie Radio zanotowało 28 mln zł dodatniego wyniku finansowego netto, do czego przyczynił się także fakt, że większość wpływów z abonamentu radiowo-telewizyjnego trafia do nadawcy w pierwszym półroczu. – W skali całego roku brakuje już niewiele ponad 3 mln zł, ale już w tym momencie widać szanse nie tylko na załatanie dziury, ale na znalezienie funduszy na inwestycje – zapowiedziała Barbara Stanisławczyk.

W ostatnich miesiącach w Polskim Radiu nastąpiły spore roszady personalne, z nadawcą pożegnali się niektórzy znani dziennikarze, m.in. Jerzy Sosnowski, Marcin Zaborski, Zuzanna Dąbrowska, Tomasz Zimoch, Filip Chajzer, Tomasz Michniewicz i Janusz Weiss. Niektórzy na odchodne mocno skrytykowali zmiany personalne i programowe w różnych stacjach i redakcjach nadawcy – zrobili tak Jerzy Owsiak i Masza Makarowa (z nią polemizowały zarówno władze Polskiego Radia, jak też szefowie redakcji Polskiego Radia dla Zagranicy).

Barbara Stanisławczyk nie czuje się odpowiedzialna za odejście żadnej z tych osób. W rozmowie z “Dziennikiem Gazetą Prawną” podkreśliła, że o przesunięciu rozmów Marcina Zaborskiego z pasma porannego do popołudniowego zdecydowała Paulina Stolarek-Marat, która była dyrektorem Trójki od połowy lutego do połowy marca br. (zrezygnowała, tłumacząc, że nie udało jej się stworzyć stacji niesłużącej politycznym celom). Stanisławczyk podkreśliła, że o zmianie pasma przez Zaborskiego dowiedziała się po fakcie. – Przesunięcie dziennikarza w ramówce leży w kompetencjach dyrektora anteny, jeśli zarząd wtrącałby się w takie kwestie, to spotkałabym się z zarzutem ręcznego sterowania – zaznaczyła.

Z kolei Tomasz Zimoch rozstał się z Polskim Radiem w atmosferze konfliktu rozpoczętego od wywiadu w “DGP” zamieszczonego w połowie maja, gdzie dziennikarz oprócz skrytykowania działań obozu rządzącego wokół Trybunału Konstytucyjnego negatywnie ocenił wiele zmian kadrowych w Polskim Radiu. -To jest gorzej niż w stanie wojennym, gorzej niż za komuny. To jest poniżanie dziennikarzy, wydawców. Ludzie są upokorzeni, zmęczeni – stwierdził, mówiąc o obecnej sytuacji w firmie, co Komisja Etyki Polskiego Radia uznała za naruszenie wewnętrznych zasad etycznych, przejaw braku lojalności wobec firmy i naruszenie dobrego imienia Polskiego Radia.

Zdaniem Barbary Stanisławczyk dziennikarz nie powinien porównać obecnej sytuacji do tej ze stanu wojennego, ponieważ wtedy w przeciwieństwie do negatywnie zweryfikowanych dziennikarzy dalej pracował w Polskim Radiu. – Dobrze by było, aby ludzie krytykujący Polskie Radio najpierw sami zrobili rachunek sumienia, a potem rozliczali innych. Pan Zimoch przeżył tu stan wojenny. Mało tego, przeszedł weryfikację i został w Polskim Radiu, podczas gdy inni siedzieli w więzieniach, byli szykanowani, walczyli o inną Polskę - stwierdziła szefowa firmy.

Do tego stwierdzenia Tomasz Zimoch odniósł się w wypowiedzi dla Gazeta.pl. Podkreślił, że po wprowadzeniu stanu wojennego nie przechodził żadnej politycznej weryfikacji, tylko rozmowę dotyczącą sportu. – Zresztą w stanie wojennym radio pracowało w okrojonym składzie, ja także miałem wtedy parę miesięcy przerwy. Tak samo jak paru innych kolegów – zaznaczył.

Prezes Polskiego Radia zwróciła też uwagę, że niektórzy z pracowników, z którymi pożegnano się niedawno z powodu restrukturyzacji, wrócili po krótkim czasie do firmy. Tak było z Grażyną Mędrzycką-Gęsicką, zwolnioną z redakcji aktualności Trójki z końcem kwietnia, oraz Dominikiem Pankiem, który pożegnał się z redakcją serwisu PolskieRadio.pl, po czym został zatrudniony w redakcji internetowej Polskiego Radia 24.

- W tym roku nie było więcej odejść niż w poprzednich latach i wynikały one z różnych przyczyn: odejścia na emeryturę, rozwiązania umowy za porozumieniem stron, zdarzyły się również wypowiedzenia z winy pracownika, a dwie osoby zostały zwolnione dyscyplinarnie – poinformowała Barbara Stanisławczyk.

Współpracę z Polskim Radiem zaczęło w ostatnim okresie kilku publicystów z niewielkim doświadczeniem radiowym. Część porannych rozmów politycznych w Trójce od lutego prowadzi Paweł Lisicki (ostatnio krytykowano go po rozmowie z Ryszardem Czarneckim, w której padło stwierdzenie “Odpieprzcie się od Polski”), w radiowej Jedynce pojawili się Piotr Gociek, Antoni Trzmiel, Samuel Pereira i – na kilka miesięcy – Michał Rachoń, natomiast “Klub Trójki” zaczęli prowadzić Piotr Semka i Grzegorz Górny. Cześć słuchaczy Trójki była też niezadowolona z tego, że w stacji fragmenty swojej autobiografii czytał Bronisław Wildstein.

Według Barbary Stanisławczyk kryterium doboru nowych współpracowników są ogólne kompetencje dziennikarskie, a niekoniecznie bogate doświadczenie radiowe. – Fachowcem nikt się nie rodzi. Nie byłam pracownikiem PR, ale myślę że szybko weszłam w rzeczywistość radiową – stwierdziła szefowa firmy. – Idea dziennikarstwa jest ta sama dla wszystkich mediów, różnice są tylko techniczne. Człowiek wykształcony i obeznany z mediami naprawdę szybko sobie poradzi z mikrofonem – dodała.

Podkreśliła, że skala zmian kadrowych jest niewielka i odbywają się one za zgodą związków zawodowych działających w spółce, popierających restrukturyzację. - Związki powiedziały wręcz, że nas popierają, bo wreszcie ktoś zaczął myśleć o wszystkich pracownikach, a nie tylko o uprzywilejowanych grupkach. Pracownicy dostali premie, a nagroda prezesa, nie jest tylko nagrodą dla dyrektorów. Dostrzegam pracę ludzi na różnych szczeblach i myślę, że jestem sprawiedliwa - powiedziała menedżerka.

We wrześniu w nadawaniu analogowym zadebiutuje informacyjna stacja Polskie Radio 24, zastąpi skierowaną do młodzieży Czwórkę, która będzie teraz emitowana cyfrowo i w internecie. Polskie Radio uzyskało już zgody KRRiT na zmiany koncesji obu rozgłośni.

Według Barbary Stanisławczyk Polskie Radio 24 w eterze będzie obiektywną i rzetelną stacją informacyjną, której oczekują słuchacze. Władze nadawcy będą zadowolone, jeśli rozgłośnia, której zasięg techniczny pokrywa 17,1 proc. powierzchni kraju, po roku nadawania będzie mieć 1 proc. udziału w rynku radiowym. Zespół stacji tworzy obecnie kilkanaście etatowych pracowników, przy czym ich liczba w zależności od potrzeb może zostać podwojona. Kanał będzie emitował program przez całą dobę, w nocy będą to powtórki.

W ostatnich falach badania Rado Track Jedynka notowała rekordowo niską słuchalność, w drugim kwartale br. wyniosła ona 8 proc. Barbara Stanisławczyk przyznała, że być może niektóre zmiany programowe zostały wprowadzone zbyt szybko (obecnie obowiązuje letnia ramówka, a poprzednie znaczące zmiany wprowadzono w maju), natomiast celem nadrzędnym jest przyciągnięcie młodszych słuchaczy i konkurowanie w większym stopniu z rozgłośniami komercyjnymi, przy zachowaniu misji publicznej. – Nie ulegamy panice, bo odbudowanie marki zaniedbywanej przez lata i podwyższenie słuchalności to jest dłuższa perspektywa – zaznaczyła prezes Polskiego Radia.

Rada Mediów Narodowych na początku sierpnia odwołała Jacka Kurskiego z funkcji prezesa Telewizji Polskiej, zaznaczając, że uchwała ta wejdzie w życie do wybrania w konkursie nowego prezesa, co ma nastąpić najpóźniej 15 października br. Kurski już zapowiedział, że wystartuje w tym konkursie.

Analogiczny konkurs przeprowadzony przez Radę ma dotyczyć zarządu Polskiego Radia (obecne władze TVP i Polskiego Radia na mocy tzw. małej nowelizacji ustawy medialnej zostały powołane na początku br. przez ministra skarbu państwa, który w kwietniu z funkcji członka zarządu Polskiego Radia odwołał Marcina Palade). Barbara Stanisławczyk nie deklaruje jeszcze, czy weźmie udział w tym konkursie. – W ogóle się tym nie zajmuję, intensywnie pracuję nad bieżącymi sprawami – stwierdziła.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/barbara-stanislawczyk-o-polskim-radiu-28-mln-zl-na-plusie-koniec-prywatyzacji-anten-przez-uprzywilejowanych-pracownikow

15-08-2016, 06:48

Mariusz Max Kolonko niezadowolony z okładki “Wprost” z nim, zarzuca złamanie umowy o autoryzacji  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
15-08-2016

Tematem okładkowym nowego numeru “Wprost” jest wywiad z Mariuszem Maxem Kolonko o kandydowaniu na funkcję prezesa Telewizji Polskiej. Dziennikarz jest oburzony publikacją tekstu, twierdzi, że cofnął na nią zgodę z powodu “złamania umowy o autoryzacji”.

Dwie wersje okładki "Wprost" z Mariuszem Maxem Kolonką

Mariusz Max Kolonko zgłosił chęć udziału w konkursie na prezesa Telewizji Polskiej niedługo po tym, jak Rada Mediów Narodowych 2 sierpnia odwołała z tej funkcji Jacka Kurskiego, zaznaczając, że decyzja ta wejdzie w życie z dniem wyboru w konkursie nowego prezesa, co ma nastąpić najpóźniej 15 października br. Nie są jeszcze znane szczegółowe zasady konkursu, mają one zostać opublikowane w najbliższych tygodniach.

- #MaxTVP Rozważam start w konkursie na prezesa TVP. #1 relacja przesłuchań LIVE dla publ. kt. #2 głosuje SMSmi na najlepszego #dobrazmiana – napisał Kolonko 3 sierpnia na swoim profilu twitterowym.

W sobotę wieczorem dziennikarz zamieścił na profilu dwie wersje okładki nowego numeru tygodnika “Wprost”, któremu udzielił wywiadu na temat swojego udziału w konkursie na prezesa TVP. W pierwszej wersji okładki ocenia, że “reforma medialna PiS zamienia się w pogorzelisko”, natomiast w drugiej jest pokazany w stroju szeryfa na tle siedziby TVP, czemu towarzyszy napis “Jak Max Kolonko chce zostać prezesem TVP”.

- Grafomani z “Wprost” publikują wywiad ze mną o prezesurze TVP mimo odmowy na publikację za złamanie umowy o autoryzacji. Not nice – napisał Kolonko. – Reforma TVP zamienia się w pogorzelisko, a “Wprost” w polską gadzinówke. “To ja już wolę u Olejnik” – dodał w kolejnym wpisie, cytując stwierdzenie Pawła Kukiza z burzliwej rozmowy z Katarzyną Gójską-Hejke w TV Republika w sierpniu ub.r. – Nie kupujcie “Wprost” – cały wywiad bez cięć i cenzury będzie lada dzień w MaxTV – dodał na swoim fanpage’u facebookowym.

Z wpisów Kolonki wynika, że zastrzegł sobie prawo do autoryzowania nie tylko wywiadu, lecz także okładki “Wprost” z nim. Redakcja tygodnika nie odniosła się na razie do zastrzeżeń dziennikarza.

Mariusz Max Kolonko już trzy lata temu na swoim kanale youtube’owym krytykował działalność Telewizji Polskiej, przede wszystkim sposób dystrybucji TVP Polonia w Ameryce Północnej. Na początku br. dziennikarz ogłosił petycję o ograniczenie niemieckiego kapitału w polskich mediach, którą przez miesiąc poparło ponad 140 tys. internautów.

W ostatnich latach Mariusz Max Kolonko udzielił kilku wywiadów tygodnikowi “Do Rzeczy”, który tak samo jak “Wprost” jest kontrolowany przez PMPG Polskie Media. Zapisy ostatnich rozmów dziennikarz zamieścił na swoim kanale youtube’owym.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/mariusz-max-kolonko-niezadowolony-z-okladki-wprost-z-nim-zarzuca-zlamanie-umowy-o-autoryzacji

15-08-2016, 06:38

Bartłomiej Sienkiewicz ma być redaktorem prowadzącym “Newsweek Historia”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
15-08-2016

Według tygodnika “Wprost” Bartłomiej Sienkiewicz, były minister spraw wewnętrznych, został redaktorem prowadzącym w miesięczniku “Newsweek Historia” (Ringier Axel Springer Polska) i będzie publikował artykuły w tygodniku “Newsweek Polska”.

Bartłomiej Sienkiewicz

“Wprost” poinformował, że Bartłomiej Sienkiewicz w redakcji “Newsweek Historia” pojawił się w zeszłym tygodniu. Na stanowisku redaktora prowadzącego zastąpił  Łukasza Małachowskiego. Ponadto ma pisać artykułu do tygodnika “Newsweek Polska” (oba tytuły wydaje Ringier Axel Springer Polska). Notkę o tej sprawie “Wprost” zatytułował “Człowiek Lisa do specjalnych historii”.

Bartłomiej Sienkiewicz od lutego 2013 roku do września 2014 roku pełnił funkcję ministra spraw wewnętrznych. Odszedł po tym, jak “Wprost” opublikował jego podsłuchaną rozmowę z ówczesnym prezesem NBP Markiem Belką, w której stwierdził m.in., że w niektórych sytuacjach państwo polskie “istnieje tylko teoretycznie” oraz ostro skrytykował państwową spółkę Polskie Inwestycje Rozwojowe.

W pierwszej połowie ub.r. Sienkiewicz był szefem Instytutu Obywatelskiego, think tanku Platformy Obywatelskiej. Wcześniej przez wiele lat pracował w Urzędzie Ochrony Państwa, jest współzałożycielem i wieloletnim wicedyrektorem Ośrodka Studiów Wschodnich, prowadził też firmę zajmującą się doradztwem w zakresie oceny ryzyka inwestycyjnego.

Przed objęciem funkcji ministra spraw wewnętrznych był stałym współpracownikiem “Tygodnika Powszechnego”, za tekst “Ambaras z polskością” był w 2012 roku nominowany do nagrody Grand Press w kategorii Publicystyka. Ponadto publikował m.in. w “Dzienniku”, “Finacial Times”, “Gazecie Wyborczej” i “Rzeczpospolitej”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/bartlomiej-sienkiewicz-ma-byc-redaktorem-prowadzacym-newsweek-historia

14-08-2016, 14:24

Karwat: Jak wygląda świat poddany obróbce w mediach narodowych  »

Dziennik Zachodni
Krzysztof Karwat
14-08-2016

Krzysztof Karwat

Telewizja Polska sukcesywnie traci widzów. Nie dziwota, bo jej serwisy informacyjne z rzetelnym dziennikarstwem niewiele mają wspólnego, zaś na innych polach – czyli szeroko rozumianej rozrywki i komercji – też z coraz większym trudem dotrzymuje kroku stacjom prywatnym.

Ratunkiem pozostają przepastne archiwa. Widzowie wprawdzie złorzeczą, gdy po raz enty każe im się oglądać te same filmy, seriale, koncerty czy zachodnie formaty typu reality show, ale na szczęście kręci się mechanizm znany z legendarnego “Rejsu”, a on sprawia, że nam – mimo wszystko – “podobają się melodie, które już raz słyszeliśmy”.

Nadawca publiczny świetnie o tym wie, więc poniekąd nie musi nic robić, bo ciemny lud – by odwołać się do słynnego bon motu prezesa TVP Jacka Kurskiego – i tak powtórki kupi.

A wręcz godzi się odwoływać do słów “odwołanego” prezesa Kurskiego, bo przecież został on odwołany z woli opozycji wewnątrzpisowskiej i Krzysztofa Czabańskiego, przewodniczącego Rady Mediów Narodowych, tylko na kilka godzin, po których okazało, że jednak prezes rządzi telewizją bardzo dobrze, więc robotę ma zapewnioną do połowy października. A potem? Potem się okaże.

Ciemny lud zatem kupi wszystko, choć jednak chyba nie wszystko, bo kanały jeszcze szybciej niż dotąd przełącza, i to wcale nie dlatego, że mu się już te dobrze znane melodie naprawdę znudziły czy nawet obrzydły. Po prostu nie cierpi, gdy mu się wodę z mózgu robi. A wiele materiałów publicystycznych, tych zahaczających o bieżącą politykę, jest już wyłącznie – zresztą w zgodzie z zapowiedziami – elementem “ochrony programu rządowego”. Ochrony nawet już nie zakamuflowanej, więc momentami przyjmującej postać nachalnej propagandy.

Żenujące były zwłaszcza pokraczne próby rozmiękczania i “unieważniania” przesłań moralnych, jakie niosły wygłaszane w Polsce kazania Franciszka. Przekonywano nas – także w Polskim Radiu, głównie w “Jedynce”, ale niestety także w “Trójce” – że słów papieskich, dotyczących np. kwestii uchodźczych i migracyjnych, nie należy traktować “dosłownie”, choć przecież wszyscy słyszeliśmy, że Ojciec Święty, odnosząc się do współczesnych “wędrówek ludów”, wcale nie posługiwał się metaforami, lecz mówił właśnie “dosłownie”.

Kazano nam również “rozumieć inaczej” fenomen multikulturowych tłumów młodzieży, przetaczających się przez ulice Krakowa czy Częstochowy, tak, jakbyśmy sami nie umieli zobaczyć i usłyszeć, że ten kolorowy i wielojęzyczny, przyjaźnie wzajem do siebie nastawiony świat młodych, to część większej całości.

Tej lepszej, bo tchnącej optymizmem i wiarą w sens życia, opartego na miłości i tolerancji, a nie nienawiści i ksenofobii. Otwartej na różnorodność i wielokulturowość, bo taki jest i będzie nasz współczesny globalny świat, w którym nie należy zamykać się w ciasnych granicach szowinizmów narodowych, etnicznych czy religijnych. Tymczasem komentatorzy i eksperci od przekazów medialnych, dobierani wedle specjalnego (czytaj: partyjnego) klucza, wyjaśniali Polakom, że widzieli co innego niż widzieli, a w każdym razie – mogli nie zrozumieć tego, co widzieli.

Czy także z tych powodów telewizja państwowa ocenzurowała wystąpienie prezydenta Stanów Zjednoczonych, który podczas szczytu NATO w Warszawie dyplomatycznie napominał polskie władze, by respektowano w naszym kraju niezależność władzy sądowniczej (a zatem także Trybunału Konstytucyjnego) i żeby nie glajszachtowano mediów, bo muszą pozostać wolne, gdyż to one są fundamentem każdej demokracji?

Powie ktoś: w telewizji publicznej dlatego tak się dzieje, bo w krótkim czasie odeszło z niej prawie 200 dziennikarzy i redaktorów, w tym wielu znakomitych i doświadczonych, których zastąpiono fachowcami z toruńskiej “kuźni młodych talentów żurnalistyki”, tudzież innych ośrodków medialnych, które same siebie nazywają niezależnymi, a ludzi w nich dotąd pracujących “niepokornymi”. Inny dopowie, że: przyczyną tego kryzysu jest złe zarządzanie nie tyle ludźmi, co publicznym groszem, skoro telewizja państwowa lekką rączką dopłaca ciężkie miliony nawet do transmisji z Euro 2016, bo nie jest w stanie złotówki w tak lukratywnym biznesie zarobić.

Najpoważniejsze agencje i domy mediowe przewidują, że podobnie zakończą się igrzyska w Rio. W Brazylii ogień olimpijski przestanie płonąć, ale w telewizyjnej centrali na Woronicza i tak nikt światła nie zgasi. Wprost przeciwnie.

Z pełną mocą ruszy, zapowiadana od wielu miesięcy, telewizja prawdziwie narodowa, którą wszyscy – pod karą grzywny – opłacimy z nowych podatków. Ciemny lud na pewno chętnie ją kupi, bo będzie musiał, nawet jeśli telewizyjnego pilota wyrzuci do kosza. Będzie kasa, będzie zabawa. Będą nowe igrzyska.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/opinie/felietony/a/karwat-jak-wyglada-swiat-poddany-obrobce-w-mediach-narodowych,10515317/