Zaangażowanie Kamila Durczoka do programu publicystycznego w Polsat News to trafna decyzja, dziennikarz ma bowiem duże doświadczenie, a po przymusowej przerwie w pracy ma prawo wrócić do telewizji. Stacja i Durczok powinni jednak jasno odnieść się do postawionych mu zarzutów mobbingu – komentują dla Wirtualnemedia.pl publicyści Jacek Żakowski, Jacek Karnowski i Michał Kobosko oraz medioznawca Maciej Mrozowski.

Kamil Durczok
We wtorek Telewizja Polsat potwierdziła, że jesienią br. swój program publicystyczny w Polsat News zacznie prowadzić Kamil Durczok, poprzednio przez prawie 10 lat szef “Faktów” TVN, a wcześniej przez wiele lat związany z Telewizją Polską. Durczokowi we wrześniu kończy się półtoraroczny zakaz konkurencji po rozstaniu z TVN. Dziennikarz szykuje też własny serwis internetowy z redakcją w Katowicach, obecnie szuka do niego dziennikarzy.
Według publicystów pytanych przez Wirtualnemedia.pl podjęcie współpracy z Durczokiem to raczej dobry ruch Polsatu. – Mam wrażenie, że Polsat News cały czas nie ma wystarczającej liczby wyrazistych, szeroko znanych dziennikarzy i prowadzących programy. Taka osoba jak Kamil Durczok, który był, jest i będzie jednym z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy telewizyjnych, na pewno będzie wzmocnieniem ramówki kanału – ocenia Michał Kobosko, dyrektor polskiego biura Atlantic Council. – Kamil Durczok ma duże doświadczenie i potencjał zawodowy. Jeżeli od odejścia z TVN trochę dojrzał, odpoczął i nie będzie zarządzał w sposób tak emocjonalny, żeby powodować napięcia i konflikty, to powinno być dobrze – mówi prof. Maciej Mrozowski, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. Bardziej sceptyczny jest natomiast Jacek Karnowski, redaktor naczelny “W Sieci”. – To na pewno spore zaskoczenie, bo trudno znaleźć sensowne uzasadnienie tej decyzji Polsatu. Może chęć pośredniego dokuczenia konkurencji? – zastanawia się.
Kamil Durczok rozstał się z TVN w marcu ub.r. zaraz po tym, jak wewnętrzna komisja stacji ustaliła, że trzy osoby w redakcji “Faktów” mogły być narażone na mobbing lub molestowanie. Komisję powołano po kilku artykułach tygodnika “Wprost”, w których najpierw zasugerowano, a potem napisano otwarcie, że sprawcą tych zachowań jest Durczok. Dziennikarz wytoczył wydawcy pisma i autorom tekstu proces cywilny za naruszenie dóbr i proces karny za zniesławienie, w obu nie zapadły jeszcze wyroki pierwszej instancji. Natomiast jesienią ub.r. wyciekł raport komisji TVN, w którym na podstawie zeznań pracowników stacji napisano, że Durczok dopuścił się wobec dwóch podlegających mu kobiet czynów noszących znamiona molestowania, a wobec czterech innych osób – mobbingu, a ponadto stosował w redakcji zarządzanie przez strach i wywoływał o wiele bardziej stresującą atmosferę niż inni dziennikarze prowadzący “Fakty”.
Czy w tej sytuacji Durczok powinien już wrócić do telewizji? – To oczywiste, że Durczokowi nadal towarzyszą kontrowersje związane z sytuacjami opisywanymi na początku minionego roku. Tak naprawdę do dziś nie wiemy, na ile prawdziwe były wszystkie oskarżenia wysuwane przeciwko niemu. Jeżeli była jakaś jego wina, co można wywnioskować z raportu wewnętrznego komisji TVN, to mocno za nią odpokutował. Dotknęła go infamia, brak możliwości pracy zawodowej przez półtora roku – uważa Michał Kobosko.
Podobnego zdania jest Jacek Żakowski, publicysta “Polityki”. – Kamilowi Durczokowi nie zostały udowodnione żadne winy, więc nic dziwnego, że wraca powoli do życia zawodowego – mówi. Jego zdaniem to Polsat powinien obecnie wyjaśnić, dlaczego zdecydował się zatrudnić dziennikarza, któremu półtora roku temu postawiono tak poważne zarzuty, z których część potwierdzono w wewnętrznym postępowaniu wyjaśniającym.
- Dlatego gdybym zamiast władz Polsatu podejmował decyzję o współpracy z Durczokiem, powiązałbym to z jakąś kampanią wyjaśniającą dla widzów. Nie wyobrażam sobie, żeby stacja stwierdziła: “Wiemy, że molestował, ale nie ma to dla nas znaczenia”. Trzeba by powiedzieć: “Uznajemy, że zarzuty się nie potwierdziły, w związku z tym Kamil Durczok jest pełnoprawnym kandydatem do pracy w tym zawodzie”. Taki komunikat rozwiałby emocje – ocenia Żakowski. – Bo dla części widzów obecność Kamila Durczoka na antenie na pewno będzie niepokojąca. Ale część widzów lekceważyła tę sprawę od początku – zaznacza.
Co na to Telewizja Polsat? – Zdajemy sobie sprawę, że ostatnio dotyczyły go pewne kontrowersje, ale po rozmowach z nim i przeanalizowaniu całej sprawy doszliśmy do wniosku, że nie przeszkadza to, żeby prowadził program publicystyczny – powiedział we wtorek portalowi Wirtualnemedia.pl Tomasz Matwiejczuk, rzecznik prasowy nadawcy.
Zdaniem Jacka Karnowskiego były szef “Faktów” TVN zbyt wcześniej zdecydował się na powrót do telewizji. – Oczywiście ma prawo do odbudowy swojej kariery po wielkiej aferze z początku zeszłego roku. Jednak w obecnie jest w tej sprawie jeszcze zbyt dużo niejasności. Z jednej strony komisja TVN potwierdziła poważne zarzuty wobec Durczoka, z drugiej strony nie zapadły jeszcze wyroki w procesach wytoczonych przez dziennikarza “Wprost” za teksty zarzucające mu mobbing. Jesteśmy trochę w zawieszeniu, nie wiadomo, czy zarzuty postawione Durczokowi zostaną oddalone – mówi publicysta.
Według niego to Kamil Durczok powinien publicznie odnieść się do postawionych mu zarzutów. – Nikomu nie odmawiam prawa do nowego początku. Ale powinno to zostać poprzedzone wyraźnym zamknięciem tego, co było złe, a nie udawaniem, że nic się nie wydarzyło. Ludzie upadają i wstają, to jest normalne – stwierdza Karnowski. – Kamil Durczok powinien uczciwie odnieść się do tej sprawy, rzetelnie się z nią zmierzyć. Musi nastąpić pewien moment zero, moment powiedzenia: “Tamto było złe, jestem inny, przemyślałem siebie”, być może nawet: “Nic złego nie zrobiłem, ale sprawiałem wrażenie, że coś jest nie tak, i to mój błąd” – sugeruje naczelny “W Sieci”.
Przeciwną opinię na ten temat ma prof. Maciej Mrozowski. – Afera z Kamilem Durczokiem nie była publiczna, tylko prywatna. Jeżeli molestował czy dręczył podwładną, to ona dostała rekompensatę, a on reprymendę. Dlaczego tłumaczyć się z tego przed ludźmi? Ich to nie obraziło w żaden sposób, to była wewnętrzna sprawa korporacji – uważa medioznawca. – Takich spraw się nie wywleka, bo szkodzi to także poszkodowanym, powinno się je ucinać brzytwą i zamykać, żeby rana się szybko zagoiła. Gdyby Durczok nakłamał, zrobił coś nieodpowiedniego publicznie, wtedy powinien to wyjaśniać – zaznacza.
Zdaniem prof. Mrozowskiego negatywne doniesienia z początku ub.r. nie są już dużym obciążeniem wizerunkowym dla Kamila Durczoka, więc Polsat niewiele ryzykuje pod tym względem, angażując dziennikarza. – Gdybym był szefem stacji, zaryzykowałbym program prowadzony przez Durczoka. Przećwiczyłbym format, zobaczyłbym, czy się sprawdzi – mówi prof. Mrozowski. – Nie troszczyłbym się zbytnio o wizerunkowy “ogon” przyczepiony dziennikarzowi, bo większość widzów tego programu powinna być inteligenta i nie przywiązywać wagi do skandali. Mało jest ludzi o nieskazitelnej moralności, więc nie ma co pastwić się nad Durczokiem. Wydaje się, że nad dziennikarzem nie wisi już odium afery obyczajowej z początku zeszłego roku – ocenia medioznawca.
Za to według Michała Karnowskiego powrót Durczoka do mediów zaraz po zakończeniu zakazu konkurencji i przed wyjaśnieniem zarzutów, które doprowadziły do utraty poprzedniej pracy, źle świadczy o naszym środowisku dziennikarskim.
- Pokazuje, że w Polsce bardzo trudno jest trwale się skompromitować, a wszystko po pewnym czasie idzie w zapomnienie. Świat mediów musi dbać o choćby minimalny autorytet i wiarygodność, a tym przypadku wydarzyły się rzeczy, które bardzo to utrudniają. Nie możemy jako dziennikarze sprawiać wrażenia, że nie podlegamy ocenom, że jesteśmy nietykalni – stwierdza Karnowski. – Często traktujemy bardzo brutalnie przedstawicieli świata polityki czy świata celebryckiego, a sami jesteśmy z tego wyłączeni i udajemy, że nic się nie działo. Mnie to osobiście martwi – mówi szef “W Sieci”.
Kamil Durczok nie wyjaśniał powodów rozstania z TVN ani nie odnosił się do postawionych mu zarzutów, tłumacząc, że tak umówił się z byłym pracodawcą. Dziennikarz nie otrzymał raportu komisji powołanej przez nadawcę. Z kolei dla TVN sprawa była zamknięta po ogłoszeniu wyników pracy komisji i pożegnaniu się z Durczokiem.