Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

23-02-2011, 17:56

“Lokalna tubka”  »

SILESIA24.com.pl
Henryk Mercik
23-02-2011

Jaki jest sens utrzymywania miejskiej gazety, która przynosi straty? Przyznam, że do końca nie wiem, mogę jednak zrozumieć, że jest nim misja rzetelnego informowania mieszkańców o tym, co się wokół nich dzieje. Misja taka bywa trudna w codziennej realizacji, albowiem władza może ulec pokusie ręcznego sterowania dziennikarzami. Wtedy zamiast rzetelności otrzymujemy niestrawny nadmiar retuszowanych zdjęć aktualnie panującego, szpalty upstrzone jego wytłuszczonym nazwiskiem oraz szczegółowymi opisami dokonań, w stylu „kolejny sukces” czy też banalnymi stwierdzeniami o „otwartych możliwościach”. Wtedy gazeta daje politykom i mieszkańcom chwilowe złudzenia, podobne do tych, które opisał Andersen w baśni o nowych szatach.

W lokalnej gazecie mogą się też lansować wielcy, czyli miejscowi przedstawiciele ogólnopolskich partii politycznych. W końcu co tydzień można umieścić swój tekst na jedną czwartą strony wraz z atrakcyjnym zdjęciem, które przedstawia polityka w pełnej krasie. W ten sposób czytelnicy utrwalają w sobie poczucie, że Pani Posłanka z PO i Pan Poseł z PIS troszczą się o nich, mimo tyrania w odległej Warszawie. Szczególnie, gdy przedstawiciele nie muszą płacić za zadrukowaną podobizną i tekstem powierzchnię.

Gazeta taka może również pomijać lub unikać. W końcu co z tego, że przedstawiciel wojewódzkiego samorządu mówi na sesji Rady Miasta o upamiętnieniu tragedii górnośląskiej, że zaprasza na marsz, który zakończy się pod bramą obozu koncentracyjnego w Zgodzie. Przez przypadek gazeta wyjątkowo szczegółowo opisuje jedynie to, co działo się przed i po jego wystąpieniu, wytłuszczając (a jakże) odpowiednie nazwiska. W wyniku takich przypadków pewne stowarzyszenie może przez lata nie istnieć na miejskich szpaltach, chociaż prężnie działa i odnosi wyborcze sukcesy.

Całe szczęście, że mieszkańcy sięgają też po inne tytuły! Ale skoro sięgają, czytają i wyciągają wyborcze wnioski, to znaczy, że kosztowne, papierowe narzędzie nie działa jak należy. Cóż więc zrobić, gdy miasto tonie w długach, a komisarz stuka do drzwi? To proste. Sprzedać propagandową tubkę. Natychmiast.

Henryk Mercik

Całość: http://www.silesia24.com.pl/blog/henryk-mercik/1/lokalna-tubka/1046.html

23-02-2011, 15:32

“Kampania Życie po śmieciach”  »

Telewizja Silesia
Marta Buchla
23-02-2011

Wielkie sprzątanie regionu – do tego namawia startująca dziś kampania “Życie po śmieciach”. Głośne ”nie” dzikim wysypiskom i niesegregowaniu odpadów wspólnie mówią Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska, Telewizja TVS i “Dziennik Zachodni”. Proekologiczna kampania ma nie tylko nauczyć mieszkańców, jak radzić sobie z górami śmieci, ale może także przyspieszyć prace nad ustawą, która ten problem zrzuca na gminy.

Milion dwieście tysięcy ton – to śmieciowy bilans tylko dziewięciu średniej wielkości miast. Ale prognozy nie są optymistyczne, bo składowiska tylko będą rosły, a ich żywotność będzie krótsza. Ten czarny scenariusz może się ziścić, gdy wszystkie śmieci będą lądowały w jednym kuble. W Tychach jedynie 7% odpadów ma zafundowane drugie życie. – Z butelek PET produkowane są ubrania, na przykład polary. Butelki szklane są ponownie wykorzystywane, trafiają do huty i z nich powstają kolejne butelki – tłumaczy Seweryn Słanek, Międzygminne Przedsiębiorstwo Gospodarki Odpadami Master. Do wielkiego regionalnego segregowania i sprzątania namawia startująca dziś oficjalnie kampania “Życie po śmieciach”. Uczyć ma Joanna Bartel. Roczna kampania to wspólne przedsięwzięcie Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, Dziennika Zachodniego i telewizji TVS. – Chcemy pokazać jakość życia. Wiedeń, Czechy, Szwecja, chcemy rozmawiać z tymi społeczeństwami, z ludźmi, czy diabeł jest taki straszny jak go malują – wyjaśnia Małgorzata Piechoczek, koordynator projektu “Życie po śmieciach”, TVS.

O tym, że w starciu z odpadami nie ma się czego bać, przekonywać będą programy telewizyjne i artykuły, a nawet szlagrowy teledysk. – Żadne nawet najlepsze uregulowania prawne nie będą skuteczne, jeśli my nie będziemy współdziałać, a będziemy współdziałać, gdy zobaczymy w tym sens – podkreśla Gabriela Lenartowicz, prezes WFOŚiOŚ w Katowicach. Sens w śląskiej kampanii mają zobaczyć także parlamentarzyści, którzy pracują nad ustawą śmieciową. Rewolucja gwarantowana, bo władzę nad tym co zbędne, w całości miałyby przejąć gminy. – Grożą nam poważne kary unijne, które się przełożą na każdego mieszkańca. Mamy już nóż na gardle, nie mamy odwrotu. Jest determinacja by tę ustawę stworzyć – stwierdza Danuta Pietraszewska, posłanka RP.

Bałagan śmieciowy uporządkowano w Pszczynie. W referendum mieszkańcy zdecydowali, że za czystość i porządek jest odpowiedzialna gmina. Teraz to tu przyjeżdżają inni samorządowcy, poznać receptę na śmieci. – W dużym stopniu zmniejszyła się ilość dzikich wysypisk, mieszkańcom nie opłaca się podrzucać, bo śmieci są odbierane dwa razy w ciągu miesiąca – oznajmia Dariusz Skrobol, burmistrz Pszczyny.

I właśnie od walki z takimi podrzutkami trzeba, by zacząć w innych miastach.

Całość: http://www.tvs.pl/informacje/33785,kampania_zycie_po_smieciach.html

23-02-2011, 13:58

“Ekolodzy wściekli na Durczoka za ekoidiotów”  »

Dziennik Zachodni
PS
23-02-2011

Organizacje ekologiczne z całej Polski wściekły się na szefa Faktów TVN Kamila Durczoka za jego wypowiedź dla Dziennika Zachodniego o ekoterroryzmie. Domagają się weryfikacji wyników konkursu, w którym Durczok został Partnerem Polskiej Ekologii.

Kilkadziesiąt fundacji i stowarzyszeń pisze list otwarty i protestuje przeciwko nagrodzie w konkursie ekologicznym dla Kamila Durczoka, szefa Faktów TVN oraz publicysty Dziennika Zachodniego. Ich przedstawiciele a także wielu przedstawicieli mediów są przeciwni nagradzaniu Durczoka tytułem Partnera Polskiej Ekologii w konkursie Przyjaźni Środowisku, organizowanym pod patronatem Prezydenta RP.

Dlaczego tak stanowczo protestują? Wszystko wzięło się z felietonu Kamila Durczoka opublikowanego w Dzienniku Zachodnim i serwisie www.dziennikzachodni.pl pt. Polskie góry toną w zalewie ekoszachrajstwa. Przeczytaj felieton Kamila Durczoka pt. Polskie góry toną w zalewie ekoszachrajstwa.

Kamil Durczok dał w nim upust swojemu niezadowoleniu z powodu blokowania rozwoju narciarstwa przez protestujących i pikietujących ekologów.

- A skansen mamy, bo grupa, przepraszam, to cytat z jednego z licznych forów internetowych, “życiowych popaprańców i nieudaczników zwanych ekoterrorystami” zamordowała Zakopane, Szczyrk i Korbielów. Jak im się ta sztuka udała? Ano za pomocą kartki z napisem “protest”. Tak zablokowali poszerzanie tras na Skrzycznem, naśnieżanie ośrodka na Pilsku i jakąkolwiek dyskusję o Kasprowym – napisał Kamil Durczok, czym strasznie naraził się ekologom.

Na dodatek swoje tezy powtórzył w wideowywiadzie dla Dziennika Zachodniego. – Ja się nie wycofuje z żadnego stwierdzenia, które padło w tym felietonie. To, co rzeczywiście mnie zastanowiło i mnie zdumiało, to jak wiele osób poczuło się adresatami określenia ekoidioci – podgrzał jeszcze atmosferę Kamil Durczok.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/wideo/372423,ekolodzy-wsciekli-na-durczoka-za-ekoidiotow-wideo,id,t.html

21-02-2011, 19:03

Katowicka produkcja nagrodzona w konkursie „Popisz się bezpieczeństwem”  »

TVP Katowice
21-02-2011

“Popisz się bezpieczeństwem” – konkurs promujący bezpieczeństwo ruchu drogowego pod patronatem śląskiej i małopolskiej Policji, Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego oraz Kuby Bielaka instruktora bezpiecznej jazdy rozstrzygnięty.

Zwiększenie świadomości właściwych zachowań wśród kierowców, a w konsekwencji podniesienie poziomu bezpieczeństwa na polskich drogach to główny cel konkursu dla dziennikarzy „Popisz się bezpieczeństwem”. Skierowany był do dziennikarzy prasowych, radiowych i telewizyjnych, zainteresowanych tematyką bezpieczeństwa na polskich drogach. Na konkurs wpłynęło 39 prac w trzech kategoriach: publikacja prasowa i internetowa, audycja radiowa oraz program telewizyjny.

W kategorii program telewizyjny laureatem konkursu został Tomasz Zbyszewski z TVP Katowice za materiał pt. „Feralny odcinek”. W pozostałych kategoriach nagrodzeni zostali Michał Łyczko z Radia Eska oraz Mariusz Kamiński z tygodnika „Auto-Świat”.

Całość: http://www.tvp.pl/katowice/polecamy/katowicka-produkcja-nagrodzona-w-konkursie-popisz-sie-bezpieczenstwem/4007222

21-02-2011, 18:50

“Ludzie, którzy karmili wszy”  »

Życie Bytomskie
Marcin Hałaś
21-02-2011

Film o profesorze Weiglu. W sali Centrum Kresowego dosłownie „nie było gdzie szpilki wetknąć”. Tłum ludzi zebrał się na pokazie filmu Haliny Szymury „Zwyciężyć śmierć. Profesor Rudolf Stefan Weigl”. Na projekcji obecna była autorka filmu oraz Krystyna Weigl-Albert, wnuczka wielkiego profesora.

Profesor Rudolf Weigl to postać niezwykła – naukowiec o światowym dorobku porównywalnym z Ludwikiem Pasteurem. Pasteur wynalazł szczepionkę przeciw wściekliźnie, Weigl jako pierwszy opracował skuteczną szczepionkę przeciw tyfusowi plamistemu, która uratowała życie milionom ludziom. Weigl z urodzenia był Austriakiem, jednak po wczesnej śmierci ojca wychowywany był przez drugiego męża matki Józefa Trojnara. Przyjął polski język i tożsamość. Studiował i pracował we Lwowie, gdzie założył swój Instytut, produkujący szczepionki przeciw tyfusowi. W czasie II wojny światowej, gdy Niemcy zajęli Lwów, zgodził się na dalszą produkcję szczepionek na rzecz armii hitlerowskiej. Po wojnie był z tego powodu, jakże niesłusznie, oskarżany o kolaborację. Tymczasem szczepionki produkowane przez Weigla masowo były również przekazywane polskiemu podziemiu. Ich partie dostarczano i przemycano nie tylko do lwowskiego getta, ale także getta w Warszawie. Równocześnie Weigl uratował życie setkom ludzi, w tym wielu Żydom, zatrudniając ich w swoim instytucie. Po wojnie został za to odznaczony medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. W 1942 roku odmówił Niemcom podpisania Reichlisty i objęcia profesury w Berlinie. Niemcy nie mogli się zemścić inaczej niż zablokowaniem przyznania mu Nagrody Nobla. Potrzebowali bowiem szczepionek, które w Europie potrafił produkować tylko Instytut Weigla.

Weigl uratował w czasie wojny tysiące osób. Był to ratunek niezwykły – zatrudniał ich w Instytucie jako… karmicieli wszy. Materiał biologiczny do produkcji szczepionek pozyskiwano bowiem z wszy ludzkich zainfekowanych bakteriami tyfusu. Wszy hodowane w instytucie karmione były krwią przez ludzi, którzy pudełeczka z wszami przykładali do własnych nóg i rąk, żeby pasożyty przez gazę mogły się nassać. W czasie okupacji niemieckiej karmiciele wszy z Instytutu Weigla mieli zapewnione przepustki, chroniące ich przed łapankami. Co więcej – często Niemcy, widząc przepustkę Instytutu, nie chcieli nawet dokładnie legitymować okazicieli, bojąc się, iż są oni uodpornionymi nosicielami zarazków tyfusu. Dlatego przepustki takie wydawane były także Żydom i osobom zaangażowanym w ruch oporu. Karmicielami wszy w lwowskim Instytucie Weigla byli m.in. wielki profesor matematyki Stefan Banach, a także przyszli artyści – poeta Zbigniew Herbert oraz kompozytor i dyrygent Stanisław Skrowaczewski.
 
Film „Zwyciężyć śmierć. Profesor Rudolf Stefan Weigl” nakręciła Halina Szymura, która w katowickim ośrodku Telewizji Polskiej przez wiele lat realizowała comiesięczne programy „Oj, ni ma jak Lwów”. W filmie wypowiadał się m.in. światowej sławy reżyser Andrzej Żuławski, którego ojciec karmił wszy tyfusowe w wojennym Lwowie. Film ten wyświetlono na spotkaniu w bytomskim Centrum Kresowym w czwartek 17 lutego. Oprócz Haliny Szymury na projekcji obecni byli także profesor biochemii Śląskiego Uniwersytetu Śląskiego Jerzy Chmielowsi, który w czasie wojny karmił wszy w Instytucie Weigla oraz wnuczka profesora Krystyna Weigl-Albert. – Mój dziadek podróżował po całym świecie, znał obce języki, był obywatelem świata – mówiła Krystyna Weigl. – Jednak w momencie próby pokazał, że jest Polakiem, zdecydował się być polskim patriotą.

Całość: http://www.zyciebytomskie.pl/artykul.php?id=1899&glowny=0

20-02-2011, 22:18

“Telewizja na dnie”  »

SILESIA24.com.pl
Mariusz Skiba
20-02-2011

Sytuacja, w jakiej znajduje się regionalny ośrodek telewizji publicznej w Katowicach, jest dramatyczna. Jakość emitowanego programu jest ogólnie poprawna, głównie dzięki doświadczeniu i zaangażowaniu pracujących w nim osób. Nie powinno to dziwić. W końcu z tego ośrodka wywodzą się takie znakomitości jak Kamil Durczok, Marek Czyż czy też ostatni ze znanych „produktów eksportowych” ośrodka – Robert Jałocha. Laureaci i nominowani do licznych prestiżowych nagród swoją wiedzę i warsztat doskonalili w telewizji publicznej.

W chwili obecnej ośrodki lokalne muszą dopasować swoją ofertę do narzuconego, przez szeroko rozumianą centralę z Warszawy, schematu – zgoda na emisję niewielkiej ilości własnego programu oraz skromne środki finansowe, które przekazywane są przez decydentów. Skutkuje to tym, że znaczną część obecnej oferty programowej stanowią w znacznej mierze jeden program informacyjny i powtórki materiałów znajdujących się w archiwum katowickiego ośrodka. A pamiętam, gdy jeszcze nie tak dawno telewizja oferowała kilkanaście godzin własnego programu i mieszkańcy regionu mogli aktywnie uczestniczyć w jego realizacji.

Rady Programowe poszczególnych ośrodków telewizyjnych podejmowały inicjatywy zmierzające do zainteresowania sytuacją w mediach publicznych jak największą grupę polityków i decydentów. Szczególne zasługi na tym polu ma Rada Programowa Telewizji Polskiej oddział w Katowicach. Inspirowanie zainteresowania poprzez organizowanie debat, konferencji czy kierowanie różnego rodzaju apeli i uwag spotkało się jednak z pozorowanym zainteresowaniem rządzących bądź reakcją odwrotną od zamierzonej – pamiętamy kto zachęcał do tego, aby nie płacić abonamentu. Zastanawiającym jest niska skuteczność systemu finansowania mediów.

Wielokrotnie zwracano uwagę na możliwość pozyskiwania środków z opodatkowania obywateli kwotą kilku złotych na media publiczne. Brak jest jednak przyzwolenia na tego typu działania.

Region, który liczy prawie 5 milionów mieszkańców zasługuje na pełną ofertę programową, a nie tylko na 4 godziny własnego programu. Jak to jest, że u nas jest zawsze pod górkę? Dla kontrastu przykład pierwszy z brzegu. SŁOWENIA – kraj, który jest w stanie przedstawić bogatszą ofertę dla dużo mniejszej liczby ludności. Jestem laikiem jeśli idzie o funkcjonowanie mediów publicznych w Słowenii. Czy ktoś może mi wytłumaczyć jak im się to udaje?

Całość: http://www.silesia24.com.pl/blog/mario78/1/telewizja-na-dnie/1011.html