15-03-2011, 10:58
“Utrwala świat, który przemija” »
WG
15-03-2011
W rękach Arkadiusza Goli aparat fotograficzny staje się wyjątkowym narzędziem
Kiedy w podstawówce poszedł pierwszy raz do ciemni, zobaczyć jak powstają zdjęcia, nie wiedział, że właśnie decyduje o swoim przyszłym życiu zawodowym. Miał dopiero trzynaście lat, ale po magicznych chwilach, gdy z kuwety wypełnionej odczynnikiem chemicznym wyłoniła się na papierze twarz fotografowanej postaci, zrozumiał, że z tą magią chce obcować bliżej.
W fotografii interesuje go przede wszystkim człowiek, jego otoczenie i praca. Arkadiusz Gola, znany i ceniony fotoreporter prasowy, ma na swoim koncie wiele wyjątkowych wystaw, które zdecydowanie wykraczają poza to, co zwykle możemy zobaczyć w gazecie. “Romowie wśród nas”, “Ludzie z węgla” czy “Kobiety kopalni” – to tylko niektóre z cykli, niezmiennie wzbudzających zachwyt oglądających. Ostatnio zdjęcia Arkadiusza Goli stały się elementem ekspozycji przygotowanej w Centrum Historii Górnictwa we francuskim Lewarde.
Stwierdził, co chce robić
- Pamiętam dokładnie ten dzień, gdy pierwszy raz poszedłem na zajęcia z fotografii do przykopalnianego klubu w Rudzie Śląskiej. Prowadził je prawdziwy pasjonat, pan Franciszek Poliwoda, który potrafił bardzo ciekawie przybliżyć nam tajniki wywoływania zdjęć i po prostu zaszczepić tego przysłowiowego bakcyla. Tamte wizyty w ciemni uzmysłowiły mi, co chcę w życiu robić, co mnie interesuje - wspomina Arkadiusz Gola.
Młody chłopiec musiał zdecydować się na jakiś zawód. Wtedy było już jasne, że ma on mieć związek z fotografią. Obowiązkową praktykę w zasadniczej szkole zawodowej odbył nie gdzie indziej, jak w zakładzie fotograficznym. W tym czasie na przyszłym reporterze największe wrażenie zrobiły cenne rady i ogrom wiedzy innego pedagoga – Mirosława Noworyty.
- Dzięki temu nauczycielowi ostatecznie przekonałem się, że moje miejsce jest wszędzie tam, gdzie człowiek powinien pojawiać się z aparatem w ręce. Spróbowałem pierwszej pracy w tzw. reporterce, wpierw w “Kurierze Zachodnim” w Katowicach, a następnie w “Głosie Zabrza i Rudy Śląskiej”. Miałem 19 lat, gdy zaproponowano mi pierwszy ryczałt w gazecie. To było naprawdę coś. Po jakimś czasie zająłem w zabrzańskim tygodniku miejsce wieloletniego reportera tej gazety Zygmunta Czajkowskiego. l tak się zaczęło - opowiada Arkadiusz Gola.
Trzeba się rozglądać
Kolejnym etapem było podjęcie pracy w “Dzienniku Zachodnim”. – To też stało się dość nagle. W 1996 roku odbyła się w Muzeum Śląskim w Katowicach wystawa fotografii prasowej, na której moje zdjęcia spodobały się ówczesnemu naczelnemu “Dziennika”. Zaproponował mi pracę. Przez kilka lat dzieliłem czas między Zabrze a Katowice. Od 2001 roku pracuję już tylko dla “Dziennika Zachodniego” – dodaje reporter.
Arek podkreśla, że zawsze jadąc na materiał rozgląda się wokół za ciekawymi tematami do zdjęć. Codzienna reporterka dała mu możliwość podpatrywania różnych środowisk, spotykania nietuzinkowych ludzi, “dotknięcia” intymnych miejsc naszej rzeczywistości. Jak sam mówi, fotografia dokumentalna, robiona tu i teraz, ma ogromne znaczenie dla nas wszystkich.
- Ludzie dopiero po latach, patrząc na fotografię, uzmysławiają sobie świat, który ich kiedyś otaczał, którego wtedy nie dostrzegali, choć byli jego częścią, l to jest m.in. to, co reporterowi, dokumentaliście daje największą satysfakcję. Czy ktoś dziś widzi na ulicach woźnicę na furze wypełnionej węglem? Kilka dni temu zrobiłem takie zdjęcie, taki obrazek odchodzącego świata, który jeszcze nie tak dawno mieliśmy pod ręką. Tylko tak go można zatrzymać – uśmiecha się reporter.
Arkadiusz Gola od kilkunastu lat mieszka w Zabrzu. Ma żonę Halinę i 11-letnią córkę Agnieszkę, która stara się wyręczać tatę w robieniu zdjęć. Najbardziej lubi brać do ręki aparat na wakacjach. – Wtedy powstaje bogata kolekcja fotografii kwiatków, kotków i piesków – śmieje się Arek.
WG



