Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

20-04-2011, 18:24

Wystawa: Romowie potrafią się bawić  »

Gazeta Wyborcza Białystok
Joanna Klimowicz
20-04-2011

Czy to wesele, czy inne rodzinne uroczystości, Romowie czerpią życie garściami. Papieros w kąciku ust, kolorowa wirująca spódnica – to świat, do którego zajrzał fotograf Arkadiusz Gola.

Wystawa prac Arkadiusza Goli w Centrum Zamenhofa nosi tytuł “Romowie wśród nas”. Choć zdjęcia są czarno-białe, można ją określić jako barwną.

Zdjęcie z wystawy Arkadiusza Goli "Romowie wśród nas"

Na fotografiach z romskiego wesela mężczyźni całują nestora rodu w dłoń. Na chrzcinach ojciec chrzestny jedną ręką trzyma okutanego w biały kombinezon niemowlaka, a drugą podnosi do ust butelkę wina musującego. Są domy bogatsze – szczególnie rozczula “wypasiona” kuchnia z telewizorem, lśniącymi garnkami stającymi równo jak wojsko na szafkach, a nad nimi wiszą jeszcze trofea myśliwskie – jelenie rogi. Są i domy biedniutkie, ale ludzie w nich mieszkający uśmiechają się i tańczą tak samo często. W takiej właśnie biedniejszej kuchni dwóch chłopaczków odrabia lekcje przy stole, a młodsze dzieciaki zabrały talerze z zupą i rozsiadły się z nimi na podłodze. Zmęczona hasaniem po podwórku dziewczynka pakuje się do łóżka “na główkę”, świecąc do obiektywu piętami czarnymi jak ziemia. Albo inne łóżko – tak szerokie, że mieści rodziców, trójkę dzieciaków i psa.

Wystawę Arkadiusza Goli oglądać można w Centrum Zamenhofa przy ul. Warszawskiej do 15 maja.

Rozmowa z autorem

Joanna Klimowicz: Romowie są grupą dość zamkniętą, nieufną, czemu trudno się dziwić, ponieważ często są w Polsce znieważani. Jak udało ci się zdobyć ich zaufanie? Ile lat na nie pracowałeś?

Arkadiusz Gola*: – Zdjęcia składające się na tę wystawę powstawały w ciągu około 10 lat mojej pracy, ale dobre 15 lat zajęło mi wchodzenie w to środowisko. Romowie są rzeczywiście hermetyczni, przez co dla mnie – ciekawi. Lubię tematy, przy których trzeba się nachodzić. Zaczęło się właśnie 15 lat temu podczas wieczoru poezji romskiej, z którego robiłem relację prasową. Jego organizatorka, Izolda Kwiek, poetka, założycielka zespołu Tabor, podeszła do mnie i zapytała, czy może liczyć na jakieś fotki. Odpowiedziałem, że oczywiście, wziąłem adres, zrobiłem odbitki i zaniosłem. Zapytała, czy napiję się herbaty, chętnie skorzystałem. Nigdy wcześniej nie byłem w romskim domu. Od takich odwiedzin, spotkań, się zaczęło, potem dochodziły jeszcze uroczystości rodzinne, na które byłem zapraszany dzięki życzliwości pani Izoldy. Z każdej dawałem odbitki, czym zjednywałem przychylność. Pracuję w gazecie i zanim cokolwiek w niej opublikowałem, oni zawsze chcieli to zobaczyć. Po prostu bardzo chcą dobrze wypaść. Niemal zawsze pozują, uśmiechają się, nie chcą zepsuć mi ujęcia. Nie jestem tym zachwycony, ponieważ wolę być obserwatorem z boku. Muszę więc robić naprawdę dużo zdjęć, aby wyczekać na moment, kiedy Romowie przestaną mi “ułatwiać”.

Gdzie mieszkają twoi bohaterowie, jak im się tam żyje?

- Interesują mnie przede wszystkim Romowie w tkance miejskiej. Zarówno ci bogatsi, jak i biedniejsi, nieposiadający nawet samochodu. Mieszkają na Górnym Śląsku, na terenie Zabrza, Rudy Śląskiej, Katowic i Bytomia – tam występują największe skupiska romskich rodzin. Choć jest to środowisko hermetyczne, dużo możemy się od nich nauczyć. Przede wszystkim Rom na Roma zawsze może liczyć. Są bardzo rodzinni.

Nie mieli nic przeciw temu, by publikować ich zdjęcia z alkoholem?

- Otóż nie. Alkohol nie jest żadnym tabu, jest często obecny w domach romskich. Np. na Wszystkich Świętych leją pierwszy kieliszek na stół, wznosząc toast za zmarłych. Potem jadą odwiedzić groby i tam też wylewają symboliczny kieliszek.

Chyba ciągnie ich za miasto, na łono natury? Na twoich zdjęciach rodzina wyleguje się na kocach na pikniku, wzięli ze sobą nawet poduszkę.

- Bardzo ich ciągnie. Często wyjeżdżają nad wodę albo do lasu, który uwielbiają. Wyciągają z bagażnika jedzenie, cały ekwipunek i tak wypoczywają.

Jaka jest historia fotografii Roma z przerażającymi bliznami na piersi?

- To było w latach 90., mieliśmy problemy z grupą wyrostków, którzy ogolili głowy na łyso, nazwali siebie skinami i postanowili, że będą bić Romów. Doszło do zamieszek – zdemolowania samochodów, napadów na mieszkania. Gdy wracałem z materiału, przyplątał się jakiś gość, prawdę mówiąc chciałem go zbyć. Powiedział, że dźgnęli go nożem i na dowód rozpiął koszulę. Momentalnie złapałem za aparat.

Będziesz jeszcze wracał do Romów ze Śląska czy myślisz już o innych projektach?

- I myślę, i realizuję, ale wracać będę na pewno. Fotografuję Romów, to temat szczególnie mi bliski. Chciałem go jakoś ogarnąć, żeby został po nim ślad, stąd ta wystawa. Wybrałem na nią zdjęcia, które nie epatują przemocą. Nie używałem szerokiego kąta. Nie lubię fajerwerków w fotografii. Chciałem po prostu zrobić dobre zdjęcia, które prawdziwie pokazywałyby dzień powszedni Romów.

Jak wystawa jest odbierana w Polsce? Według mnie jest bezcenna, bo przybliża świat, którego nie znamy, więc się go obawiamy. A strach rodzi agresję. Ty ten świat oswajasz.

- Dokładnie. Gdyby zapytać ludzi, z czym kojarzy się Rom albo raczej Cygan, bo tak częściej mówią, to odpowiedzą: ze złodziejem, brudasem… Jest w naszym społeczeństwie wielka niechęć do inności. A moim zdaniem to, że Romowie nie chcą się integrować, wcale nie jest złe. Gdyby stracili swoją tożsamość, swoje zwyczaje i święta, rozpłynęliby się w tym świecie.

Arek Gola

* Arkadiusz Gola, fotograf związany z dziennikiem “Polska Dziennik Zachodni”, w którym pracuje od 1996 roku; student ITF w Opawie (Republika Czeska); zdobywca nagród w konkursach Polskiej Fotografii Prasowej w latach 1998 i 2003, BZ WBK Pressfoto w latach 2005 i 2006, Newsreportaż 2003, Śląska Fotografia Prasowa w latach 2004,2005 i 2006; Dziennikarz roku Dziennika Zachodniego 2003. Stypendysta Marszałka Województwa Śląskiego w 2007 roku; członek ZPAF; mieszka w Zabrzu.

Całość: http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35233,9474384,Wystawa__Romowie_potrafia_sie_bawic.html#ixzz1RcqPmKxX

18-04-2011, 09:44

Bernard Margueritte: każdy dziennikarz powinien być obywatelski  »

Wiadomości24.pl
Lidia Raś
18-04-2011

- Dla mnie nie ma żadnego konfliktu między dziennikarstwem “tradycyjnym” a dziennikarstwem obywatelskim. Istnieje zaś między nimi komplementarność. Każdy z nas, na swoim polu i korzystając z różnych środków, pracuje – albo przynajmniej powinien pracować- dla dobra wspólnoty. To jest piękno naszego zawodu.

Lidia Raś: Jest Pan znanym dziennikarzem, korespondentem, ale też prezesem International Communications Forum, na stronie którego można przeczytać takie zdanie: “Media są potęgą, która może służyć albo dobru albo złu”. Czemu służą współczesne media?

Bernard Margueritte

Bernard Margueritte: Każdy kto pracuje w mediach wie, że sytuacja nie jest dobra, w Polsce też. Zapomnieliśmy o sensie naszej działalności. Uprawiamy zawód, który jest zarazem powołaniem, który pozwala nam zwracać się do drugiego człowieka, do obywatela, a to rodzić powinno pewne zobowiązania. Moją filozofię mediów i tego zawodu ukształtował mój pierwszy dyrektor. Byłem zaraz po uniwersytecie, objąłem posadę redaktora w Le Monde i napisałem tekst o polityce międzynarodowej. Pełno było w nim zwrotów: “wydaje mi się”, “sądzę”, “powinno się zrobić to i to”. Mój dyrektor jednoznacznie stwierdził: To nie jest dziennikarstwo! Dziennikarstwo to: informacja o tym co się wydarzyło, gdzie, kiedy itp., ale także określenie kontekstu zdarzeń, tło socjologiczne, wypowiedź eksperta X, potem Y. Podkreślił, że gdy to przekażę odbiorcy, to on zrozumie co dzieje się wokół niego, we wspólnocie, państwie, świecie. Wtedy będzie obywatelem, wtedy to będzie żył w demokracji. To jest podstawowa misja mediów: budować demokrację. Dla mnie ta lekcja to był kierunkowskaz w naszej, dziennikarskiej działalności.

Niezależnie od narzędzi, jakimi media dysponują, takie właśnie zawsze powinny być pryncypia?

W dobie Internetu, obok prawa człowieka do informacji, pojawiło się też prawo człowieka do informowania. To jest prawdziwa zmiana jakościowa. Gospodyni z Kansas pisze blog, który czytają tysiące. Czy to wystarczy, by zrobić z niej dziennikarza…? Różnica między informacją a dziennikarstwem jest bardzo poważna. Nie wszystko co jest informacją, od razu jest dziennikarstwem, związanym z pewnym poczuciem misji, powołaniem. Jesteśmy zalewani informacjami, więc rodzi się poważne niebezpieczeństwo, że ludzie będą wybierać tylko to, co ich interesuje. Nie będą się rozwijać w innych dziedzinach. Jest też inne zagrożenie: będziemy mieć dużo informacji, ale ich nie zrozumiemy. Dlatego potrzebni są dziennikarze, którzy traktują poważnie swój zawód i pokażą informację w kontekście ich znaczeń. Jesteśmy poszukiwaczami sensu. Człowiek, który widzi jakiś problem lokalny, przekaże informację, ale trzeba ją jeszcze osadzić, zinterpretować w jakimś kontekście. Zawsze.

Dziennikarz obywatelski, przekazujący treść staje się jakimś zagrożeniem dla zawodowców?

Termin “dziennikarz obywatelski” jest dla mnie pleonazmem. Każdy dziennikarz powinien być obywatelski, bo jest obywatelem i pracuje dla obywatela. Może ta nazwa pokazuje jak dziennikarstwo zawodowe odeszło do swojej misji? Nie powinno być potrzeby podkreślania, że dziennikarstwo jest obywatelskie. Kiedy ktoś wysyła informację np. do Wiadomości24, jest dostarczycielem treści, o której mogliśmy nie wiedzieć. Ale potem albo dziennikarze powinni te fakty zinterpretować albo pomóc dziennikarzowi obywatelskiemu w sposób sensowny, klarowny opisać je. To jest właśnie zaletą W24, że tak stara się robić. Podobnie czyni Rue89. Jesteście taką szkołą dziennikarstwa, w której piszący mogą doskonalić warsztat. W takich serwisach musi być kompromis: połączenie dziennikarstwa klasycznego z wykorzystaniem innych narzędzi. Nowe media stanowią niesamowite wzbogacenie dla warsztatu dziennikarskiego i uzupełnienie. To byłoby absurdalne nie skorzystać z możliwości technologicznych, które są nam dane. Można wciągnąć do zawodowstwa ludzi, którzy wcześniej o tym nie myśleli, a teraz mogą informować, a nie tylko być informowanymi. Jednak misja dziennikarza wymaga zawodowstwa. Im bardziej będziemy zalewani informacjami z różnych “twitterów”, tym bardziej ludzie będą chcieli wracać do tradycyjnych mediów, lecz już nie pod treść informacyjną, ale w poszukiwaniu głębszej analizy, wytłumaczenia sensu.

O czym powinni pisać DO? Może powinni znaleźć dla siebie jakąś niszę?

Dziennikarze obywatelscy powinni wyciągać sprawy, o których nikt nie wie albo o których nikt mówić nie chce. Jest ich na pewno sporo. Opowiadał mi kiedyś mój znajomy, że do programu finansowanego przez UE, którego celem było zbliżenie obywatela do gminy udało się włączyć zaledwie 3 gminy! Bo w tych instytucjach często rządzą “układy” i nikt nie jest zainteresowany “przejrzystością” działań. Ludzie muszą mieć prawo na swoim terenie mówić o swoich sprawach i ich pilnować. To się nazywa być obywatelem. I tu widziałbym głównie rolę DO.

Jak ma się dziennikarstwo obywatelskie we Francji?

We Francji to przede wszystkim Rue89. Stają się coraz bardziej popularni, bo odkrywają niejasne sprawy. To ważne, choć jest też groźba, że wpadną w powierzchowność. Ale na razie ujawniają nieprawidłowości na różnych szczeblach władzy i politycy zaczynaj się ich bać. Działają nieco podobnie jak Wikileaks. Wiele osób uważa, że to nieodpowiedzialne, ale ja sądzę, że takie działanie jest bardzo potrzebne.

Jak Pan widzi przyszłość dziennikarstwa obywatelskiego?

Jestem optymistą z natury, więc choć teraz jestem złamany tym co widzę w mediach, tym brakiem pryncypiów, to mam wrażenie, że zawodowcy też chcą coś zmienić. Po drugie – jaka będzie przyszłość DO, to tak naprawdę zdecydują czytelnicy. Mamy kryzys wartości, kryzys cywilizacyjny. To będzie się wzmagać. Zmienić ten stan rzeczy można tylko wtedy, gdy ludzie będą się czuć obywatelami. W Polsce jest małe poczucie wspólnotowości. To jest najtragiczniejszą konsekwencją komunizmu. DO pomaga stać się obywatelem, poczuć się odpowiedzialnym za wspólną sprawę. Bez dziennikarstwa poważnego i obywatelskiego (które tez jest dziennikarstwem “poważnym”) nie będzie to możliwe. Dla mnie nie ma żadnego konfliktu między dziennikarstwem „tradycyjnym” a dziennikarstwem obywatelskim. Istnieje zaś między nimi bardzo potrzebna i chwalebna komplementarność. Każdy z nas, na swoim polu i korzystając z różnych środków, pracuje – albo przynajmniej powinien pracować – dla dobra wspólnoty. To jest piękno naszego zawodu.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/bernard_margueritte_kazdy_dziennikarz_powinien_byc_189264.html

16-04-2011, 18:28

Jo jestym stond  »

Fakty Południe
Jacek Adamczyk
16-04-2011

Opowieść o pasji kreowania rzeczywistości, wartościach uniwersalnych, śląskości i naszej lokalnej tożsamości.

Z Anną Sekudewicz dziennikarką Radia Katowice, wybitną reportażystką rozmawia Jacek Adamczyk

- Skąd pomysł na wydanie audiobooka “My som stond”?

Anna Sekudewicz

- Jak to bywa zrządził przypadek. Któregoś dnia mój kolega Andrzej Stefański (znany dziennikarz, były redaktor naczelny Gazety Wyborczej w Katowicach – przyp. autora) zadzwonił do mnie z Londynu i powiedział, że musimy zrobić coś razem. Andrzej zawsze był zafascynowany Śląskiem, zawsze podkreślał, że jest stąd i że ten Śląsk trzeba pokazać szerszej publiczności. Tak zrodził się pomysł audiobooka zatytułowanego: “My som stond”. Ponieważ w swoich reportażach zajmuję się tematyka śląską i jest mi ona bardzo bliska podjęłam to wyzwanie. Do współpracy zaprosiliśmy dwie dziennikarki Polskiego Radia Katowice Annę Dudzińską i Annę Musialik. Praca nad tym przedsięwzięciem trwała rok, a owocem jest sześć płyt: Rodzina, Religijność, Praca, Edukacja, Kultura i Sport. Tematy i wartości szczególnie cenione tu na Śląsku. Każda część zaczyna się sygnałem i tytułem czytanym przez aktora Franciszka Pieczkę, następnie kronikę najważniejszych zdarzeń związanych z danym tematem prezentują Justyna Mączka z radiowej Trójki i dziennikarz telewizyjny Kamil Durczok,. Przewodnikami po audiobooku są eksperci, znane postaci związane z naszym regionem – dokumentalista telewizyjny Wojciech Sarnowicz i profesor Marek Szczepański socjolog z Uniwersytetu Śląskiego oraz profesor Tadeusz Sławek były rektor UŚ. Każda płyta to jakby wielka dokumentalna audycja, na którą składają się różne formy radiowe. Są tu i reportaże, i wywiady, rozmowy i wypowiedzi. Wiele wybitnych osób zgodziło się podzielić swoimi opiniami na temat Śląska. Miedzy innymi w części “Praca” o górnictwie i perspektywach rozwoju gospodarczego regionu mówią: profesor Jerzy Buzek i profesor Leszek Balcerowicz. W części “Edukacja” o związkach Śląska z Krakowem wypowiada się rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, pochodzący z Radzionkowa profesor Karol Musioł, o potrzebie kształcenia młodych ludzi na Śląsku mówi profesor Irena Lipowicz Rzecznik Praw Obywatelskich. Specyfikę śląskiej religijności fascynująco opisuje ks. arcybiskup Damian Zimoń metropolita katowicki, a krakowski biskup Tadeusz Pieronek podkreśla ogromną otwartość tutejszych księży i ich głębokie i bliskie związki z wiernymi. W części “Religijność” występuje również niezwykła siostra zakonna Anna Bauchan, która od lat zajmuje się kobietami z tzw. marginesu społecznego, ofiarami domowej przemocy, prostytutkami i opowiada o swojej działalności w sposób niekonwencjonalny, a nawet chwilami szokujący. Z kolei głównym bohaterem tej części, która dotyczy rodziny jest Kazimierz Kutz. Wyraziście, dobitnie, a czasem przewrotnie opowiada o swoim dzieciństwie w Szopienicach i o tym jak ważne są tu na Śląsku więzy rodzinne. Kompozytor światowej sławy Wojciech Kilar, wybitny reżyser teatralny Grzegorz Jarzyna, pisarz, laureat Nagrody Nike Wojciech Kuczok i wiele innych znakomitości występują w części “Kultura”. Wszyscy oni opowiadają o tym jak ten region wpłynął na ich twórczość. Długo można wymieniać by wybitne postaci występujące w tej publikacji ale najważniejsze jest chyba to, że nie dystansując się od tych śląskich najważniejszych wartości, próbowaliśmy pokazać inny Śląsk i zerwać z istniejącym w Polsce stereotypowym wyobrażeniem tego regionu, który najczęściej kojarzy się z węglem, czarnymi hałdami, niewyszukanym humorem zdominowanym przez śląskie wice i biesiady przy piwie. Taki Śląsk ciągle istnieje, ale ten region to nie tylko to.

- A jak audiobook został przyjęty w innych regionach i czy odniósł sukces?

- Wiem, że w wielu miejscach nakład został wykupiony. Dużo dla promocji zrobiła całodniowa prezentacja w radiowej Trójce. Po jej emisji otrzymaliśmy mnóstwo telefonów, wiele odbyliśmy ciekawych rozmów. Słuchacze przyznawali, że zaczęli patrzeć na Śląsk zupełnie inaczej. Wiem też, że dużą popularnością cieszy się poza granicami, wśród Polonii. Co zrozumiałe najbardziej w Niemczech, ale także w Stanach i innych częściach świata.

- Czy wśród osób występujących w audiobooku są także mieszkańcy naszych południowych dzielnic?

- Wojciech Sarnowicz jeden z naszych przewodników po audiobooku mieszka w Ligocie, także śp. Krystyna Bochenek, wybitna dziennikarka, twórczyni Dyktanda, wicemarszałek Senatu RP i je mąż światowej sławy kardiochirurg profesor Andrzej Bochenek występujący w tej publikacji czuli się zawsze związani z południową częścią Katowic.

- Mieszka Pani w Piotrowicach. Czym urzekają, a czym Panią drażnią dzielnice południowe?

- Bardzo lubię te dzielnice. Zawsze chciałam tu zamieszkać i mieszkam już prawie dwadzieścia lat. Jeśli chodzi o Ligotę i Piotrowice, to bardzo lubię architekturę tych dzielnic tzw. śląską modernę z okresu 20–lecia międzywojennego. Dobrze się czuję na tych ulicach. Lubię tutejszą atmosferę. Tu jest dużo zieleni, piękne ogrody, ogródki działkowe. Natomiast co mnie drażni, co mi tu przeszkadza? Określę to jednym słowem: brud. Zmagam się w tej mojej małej uliczce z niesamowitymi ilościami śmieci, butelek. Ciągle zbieram wyrzucane wokół mojej posesji tony śmieci, strasznie też brudzą psy. Idąc przez Ligotę do naszej Bazyliki mam wrażenie, że idę przez śmietnisko.

- Czy wzorem audiobooka może nam Pani opowiedzieć o sobie, o swoich fascynacjach, sukcesach, licznych nagrodach?

- Urodziłam się w Siemianowicach Śląskich, a całe życie prócz pięciu lat studiów w Krakowie spędziłam tutaj. Zaraz po studiach rozpoczęłam pracę w Radiu Katowice w którym pracuję do dziś. Droga do dziennikarstwa była dość długa. Już na studiach zaczęłam coś pisać, a mój pierwszy tekst to był wywiad dla gazety studenckiej z Krystianem Zimmermannem, jeszcze zanim wygrał konkurs Chopinowski. Obiecał mi wtedy, że jeśli wygra to udzieli mi dużego, poważnego wywiadu dla prawdziwej gazety i słowa dotrzymał. Jednak od początku wiedziałam, że to co naprawdę mnie uwodzi i fascynuje to jest dźwięk. Tak jest zresztą do dziś. Miałam też epizody w telewizji, czytanie Aktualności, kilka lat współpracy z Elżbietą Jaworowicz, zrobiłam też kilka filmów dokumentalnych. Jednak moją największą pasją jest kreowanie świata za pomocą dźwięków. Bardzo szybko zaczęłam robić reportaże radiowe i wysyłać je na konkursy. Przez lata mojej pracy tych nagród rzeczywiście nazbierało się dużo. Konkursy to taki rodzaj weryfikacji czy to, co się robi ma sens, czy jest coś warte. Tych nagród nazbierało się ponad sześćdziesiąt. Najważniejsze to Złoty Mikrofon, najbardziej prestiżowe wyróżnienie w polskiej radiofonii, Lux ex Silesia -”Światło ze Śląska” nagroda ks. arcybiskupa Damiana Zimonia, Platynowy Laur Umiejętności i Kompetencji Regionalnej Izby Gospodarczej, który odbierałam z Vaclavem Havlem i Tadeuszem Mazowieckim, czy medal Gloria Artis nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Doczekałam się również najważniejszej nagrody radiowej na świecie ‘Prix Italia”, która jest takim radiowym Oskarem. Otrzymałam tę nagrodę razem z moją koleżanką Anią Dudzińską za reportaż “Cena pracy”, który opowiada o wypadkach w górnictwie na Śląsku. Nagrody cieszą i są oczywiście ważne, ale nie robię reportaży dla nagród. To ważny sprawdzian i cenne doświadczenie, ale tej pracy nie da się wykonywać bez pasji. Ta cała dłubanina w kilometrach nagrań musi reportera naprawdę fascynować. Montaż, praca dokumentacyjna, udźwiękowienie, wreszcie praca w studio, to wszystko musi wciągać. Mnie to bawi do dziś, ja to po prostu uwielbiam. Każdy reportaż to inna sprawa, inne zdarzenie, inny człowiek ze swoimi problemami, nierzadko dramatami… Z moimi bohaterami, którzy czasem zwierzają mi się ze swoich bardzo intymnych spraw zawsze nawiązuję głęboką więź a zarazem troszczę się żeby ich w żaden sposób nie skrzywdzić, nie wykorzystać nawet jeżeli w reportażach staram się pokazać o nich całą prawdę. Reportaż to taka gra emocji i uczuć, która jednak nie jest gonieniem za sensacją a ma ukazać pogłębiony obraz rzeczywistości, zdarzenia, czy człowieka.

Całość: http://faktypoludnie.pl/?p=61

15-04-2011, 11:37

“W niedzielę Telewizja Katowice wyświetli film o Zbigniewie Relidze”  »

Dziennik Zachodni
Marlena Polok-Kin
15-04-2011

Nowatorskie operacje, wymagające wielkiej wiedzy i odwagi. Niezwykła pasja, miłość do drugiego człowieka, umiejętność porywania ludzi do wspólnej, wielkiej sprawy i wręcz wizjonerskie podejście do medycyny. Opowieść dokumentalna, barwna i wielowątkowa, jak jej bohater – prof. Zbigniew Religa.

Profesor Zbigniew Religa

Kto nie widział filmu “Profesor od serca – Zbigniew Religa”, zrealizowanego w katowickim ośrodku TVP, powinien koniecznie to nadrobić. Będzie okazja już w najbliższą niedzielę o godz. 17 na antenie TVP Katowice.

Film, ze scenariuszem i w reżyserii Haliny Szymury, został bardzo dobrze przyjęty przez widzów. I odniósł wielki sukces. W przypadku filmu dokumentalnego to jeszcze większa sztuka. Warto dodać, że premierową emisję filmu, tuż po drugiej rocznicy śmierci prof. Zbigniewa Religi, na antenie ogólnopolskiej, w telewizyjnej Jedynce obejrzało blisko 1,8 mln widzów.

Oprócz wspomnień bliskich współpracowników profesora, dziś najważniejszych postaci polskiej medycyny transplantacyjnej, najbliższej rodziny, pacjentów, którym ratował życie, film zawiera także unikalne, cenne materiały archiwalne zrealizowane przez TVP Katowice, podczas pierwszych operacji przeszczepów serca, których dokonywał w Zabrzu. Zgromadziła je przez lata dziennikarskiej pracy i mistrzowsko pokazała Halina Szymura.

Film, który zobaczymy w niedzielę, 17 kwietnia, zostanie pokazany w wersji uzupełnionej o jeszcze mocniejsze, zabrzańskie akcenty.

Pojawi się w nim zabrzańska prezydent, Małgorzata Mańka-Szulik i wątki, związane z inicjatywą postawienia w tym tak ukochanym przez profesora mieście jego pomnika.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/kultura/392390,w-niedziele-telewizja-katowice-wyswietli-film-o-zbigniewie,id,t.html

14-04-2011, 19:50

Sromotna porażka złotoustych, czyli 3: 0 w starciu Dziennikarze vs. Rzecznicy prasowi  »

Plesówka.pl
14-04-2011

Dziennikarze gładko pokonali rzeczników prasowych w meczu siatkówki promującym ideę pozostawienia 1% podatku na Śląsku. Mecz zakończył się wynikiem 3:0.

Początek meczu nie zwiastował sromotnej porażki Rzeczników prasowych. Zwycięstwo w dwóch pierwszych setach ważyło się niemal do ostatniej chwili. W trzecim, już na początku, Dziennikarze odskoczyli rzecznikom prasowym na kilka punktów i w stu procentach kontrolowali grę.

Do końca nie poddawali się jednak Roman Jamiołkowski (Fortum), Łukasz Zimnoch (Vattenfall) i Krzysztof Roman (Elektrociepłownia Szombierki), których zaangażowanie w drużynie Rzeczników, najbardziej przypadła do gustu publiczności.

W drużynie Dziennikarzy brylowali z kolei Krzysztof Szendzielorz (Dziennik Zachodni) i Arkadiusz Kuta (Nowiny).

- Mamy nadzieję, że dzięki spotkaniu udało nam się zwrócić uwagę mieszkańców regionu na potrzeby lokalnych organizacji pożytku publicznego i ufamy, że to im przekażą oni 1% swojego podatku – mówili po meczu Rafał Jankowski (Policja Śląska) i Bartłomiej Wnuk (Panorama Silesia), organizatorzy spotkania.

W drużynie dziennikarzy zagrali: Bartłomiej Wnuk – Panorama Silesia (kapitan), Karolina Michalik – Radio Fest, Wioleta Niziołek – Echo Miasta, Arkadiusz Kuta – Nowiny, Krzysztof Szendzielorz – Dziennik Zachodni, Radosław Wielochowski – Antyradio, Marcin Szczepański – Ekstraklasa.net, Adam Szaja – TVS, Wojciech Janocha – TVS, Marcin Koper – TVP Katowice.

W drużynie rzeczników prasowych zagrali: Rafał Jankowski – oficer prasowy policji (kapitan), Dominika Breza – Armada Development, Łukasz Zimnoch – Vattenfall, Roman Jamiołkowski – Fortum, Krzysztof Roman – Elektrociepłownia Szombierki, Rafał Biczysko – oficer prasowy policji, Adam Moskwa – WOPR, Nikodem Zygadło – Expo Silesia.

Całość: http://www.news.plesowka.pl/v/13451/sromotna-porazka-zlotoustych-czyli-3-0-w-starciu-dziennikarze-vs-rzecznicy-prasowi

13-04-2011, 12:33

“Wystawy naszych fotoreporterów: Bogdana Kułakowskiego i Arkadiusza Goli”  »

Dziennik Zachodni
Anna Zielonka
13-04-2011

Bogdan Kułakowski

Bogdan Kułakowski, bo o nim mowa, miał wczoraj wernisaż wystawy swoich zdjęć, które zrobił na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Wystawę można obejrzeć za darmo w galerii “Ojoj”, przy ulicy 3 Maja 20 w Katowicach. Bogdan Kułakowski pokazał 16 swoich fotografii. Można na nich zobaczyć portrety ludzi, sceny z życia ulicznego. Na jednej z fotografii widać pożar śmietniska, na innej modelki z artystycznymi fryzurami, jeszcze na innych popisy breakdance. Zdjęcia będą wisieć w “Ojoj” ponad dwa tygodnie.

- Dalej fotografuję, choć po tym, jak poszedłem na emeryturę, nie zajmuję się już uganianiem za politykami. Udało się zauważyć, że świat jest o wiele ciekawszy na dole niż na samym czubku góry lodowej, jaką są wielkie i doniosłe wydarzenia państwowe czy regionalne – zdradził nam Bogdan Kułakowski. Zdjęcia pokazał za namową ludzi z “Ojoj”. Na co dzień prezentuje je amatorom fotografowania, którym udziela cennych lekcji.

Dziś wystawę fotografii otwiera nasz drugi fotoreporter Arkadiusz Gola. Ponad 60 zdjęć, z 20 lat swojej pracy, pokaże w Muzeum Śląskim. Wystawa potrwa do 28 maja. Zdjęcia są autorskimi refleksjami, opowiadają o ludziach mieszkających na obrzeżach miast.

Całość: http://www.katowice.naszemiasto.pl/tag/bogdan-kulakowski-fotografie.html