Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

09-05-2011, 18:54

“IV Polsko-Niemieckie Dni Mediów pod znakiem pytań o przyszłość”  »

Press
(DOK, PAP)
09-05-2011

“Agenda 2031: Kolejnych 20 lat sąsiedztwa – Polska, Niemcy i UE” – to temat IV edycji Polsko-Niemieckich Dni Mediów, które odbędą się 30 maja – 1 czerwca w Zielonej Górze.

Program IV Polsko-Niemieckich Dni Mediów podzielono na dwa obszary: polityczny i dziennikarski. W ramach tego pierwszego omawiane będą: problemy gospodarcze oraz kryzys demograficzny w Europie.

W części dziennikarskiej uczestnicy konferencji porozmawiają o przyszłości mediów, o tym, jak blogi i serwisy społecznościowe zmieniają kulturę polityczną, o roli mediów regionalnych i transgranicznych. Ambasadorem tegorocznych Polsko-Niemieckich Dni Mediów jest Fritz Pleitgen, były korespondent ARD w Moskwie, Berlinie Wschodnim i Waszyngtonie oraz prezes niemieckiego radia i telewizji WDR w latach 1995-2007.

Podczas spotkania wręczone zostaną nagrody w XIV edycji Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej. Przyznawane są za najlepsze opublikowane w ostatnim roku prace, otwarcie i rzetelnie informujące o kraju sąsiada. Na konkurs wpłynęły w tym roku 173 prace: 96 z Niemiec i 77 z Polski.

Dni Mediów organizowane są co roku, na przemian w Polsce i w Niemczech. Ich organizatorami są: Fundacja Roberta Boscha, Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej i region przygraniczny w Polsce lub w Niemczech.

Całość: http://www.press.pl/newsy/pokaz.php?id=25945

09-05-2011, 17:27

Co ukrywa się przed Polakami  »

Przegląd
Robert Walenciak
09-05-2011

To nie rząd jest do wymyślania przyszłości, tylko specjaliści. Rząd jest od rządzenia. A fachowcy muszą dyskutować, tylko ani media, ani inne środowiska nimi się nie interesują – mówi red. Stefan Bratkowski, honorowy prezes SDP. I dodaje: – Brak u nas myślenia o podstawowych problemach, takich jak ubezpieczeniach czy też podziału administracyjnego kraju. Nikt też specjalnie nie analizuje kosztów utrzymania wielu struktur. Jaka jest droga Polski do sukcesu?

Stefan Bratkowski, dziennikarz, prawnik, historyk, w roku 1980 prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, obecnie honorowy prezes SDP.

Rozmawia Robert Walenciak

Napisał pan, wraz z bratem, książkę* zupełnie inną, niż dziś się pisze. To „Gra o jutro 2”, nawiązująca tytułem do tej pierwszej, z lat 70. Czy toczy się druga gra o Polskę?


Stefan Bratkowski

– To dla mnie podstawowy problem, jak przejść od dyskusji o historii do dyskusji o tym, co naprawdę warto w naszym kraju zrobić. Uczestniczyłem niedawno w panelu, który dyskutował nad tą książką. Wytykali nam, m.in. Włodzimierz Paszyński, że nie ma jeszcze paru innych tematów, wychowania na przykład. Więc odpowiadałem – w naszej książce nie ma też innych tematów, nie ma nic np. o armii, o mnóstwie innych spraw. Ale to nie jest problem!
A co jest?
– Problem jest w tym, żebyśmy zaczęli rozmawiać, po prostu. O tym, co jest do zrobienia. Nie zakładając, że to będzie zrobione w ciągu roku czy półtora, ale mając świadomość, jakie zadania nas czekają w kolejnych latach.

Tematy przemilczane

Polacy to wiedzą?
– Nie sądzę. Bo są takie kryzysowe wręcz dziedziny jak np. ubezpieczenia zdrowotne. Na świecie o tym się dyskutuje. Wszystko zmierza w kierunku upowszechnienia ubezpieczenia. W Stanach Zjednoczonych mamy wielką reformę Obamy.
U nas przyjęło się już, że to temat skomplikowany i nie do rozwiązania. Więc po co rozmawiać o czymś, czego prawie nikt nie rozumie, a poza tym wiadomo, że od gadania nic się nie zmieni.
– Ano właśnie. Podobnie jest z inną tematyką, która mnie i mojego brata szalenie interesuje. Z kwestią podziału administracyjnego państwa. Temat to nie do przeskoczenia w ciągu paru miesięcy, ale trzeba go uczciwie przedyskutować i, co więcej, z udziałem publiczności. Głośno powiedzieć, co jest złego.
A co jest złego?
– Trzeba odrzucić granice administracyjne pozaborowe, a także byłe granice z okresu przedwojennego. W książce wskazujemy przykłady – rzeki spod Rawicza płyną do Odry, a nie do Warty. I ta zlewnia powinna być raczej razem. Przy czym nie chodzi o to, żeby były to wielkie województwa, tylko z innymi granicami. Józef Buzek, nasz największy specjalista od administracji, sugerował powołanie małych ziem. Wielkopolska przed rozbiorami składała się z czterech województw!
Prawie tak jak w czasach Gierka.
– To było mniej więcej to. Zresztą nie ukrywam, że z naszego poduszczenia. Na seminarium prowadzonym przez Kolegium Towarzystwa Wolnej Wszechnicy Polskiej prowadził zajęcia z samorządu Sylwester Zawadzki, który mnie tam przyciągnął, a ja mu przedstawiłem, jak to kiedyś wyglądało. On się do tego bardzo zapalił, poszedł i przekonał Gierka. Mówiłem mu, że jest jeszcze jeden argument – zmiana administracyjna obali władzę książąt wojewódzkich. Gierek dał się do tego przekonać bez większych trudności.
I tak z 17 województw zrobiło się 49. A teraz mamy 16.
– Dzisiaj mamy z powrotem to, co było dawniej. Sandomierz jest w województwie kieleckim, a o 12 km odległa Stalowa Wola i o kilka kilometrów odległy Tarnobrzeg znajdują się w województwie podkarpackim. To są absurdy. Bo przecież te miasta za chwilę będą jedną aglomeracją. Notabene jest projekt górnośląskiego związku metropolitarnego. I nie ma w nim miast Zagłębia, mimo że tworzą one z Górnym Śląskiem praktycznie jeden kompleks miejski. I tak to można mnożyć. Bo kwestią zasadniczej dyskusji jest ustalenie podstaw ustroju. Czy władza w Polsce ma iść od dołu, czy też odwrotnie.
Odnoszę wrażenie, że i wasze myślenie, i wasza książka idą w poprzek dzisiejszych polskich debat.
– To raczej zawołanie: dyskutujmy o tym, co jest w Polsce do zrobienia! Wie pan, podczas jednego ze spotkań znany dziennikarz zapytał mnie, dlaczego rząd tego wszystkiego, co napisaliśmy, nie robi. To nieporozumienie. To nie rząd jest od wymyślania przyszłości, tylko specjaliści. Rząd jest od rządzenia. A fachowcy muszą dyskutować. Oczywiście, ani media, ani inne środowiska nie interesują się tymi fachowcami.
Jakimi?
– Gdy zapytać, kto zna chociażby dr. Andrzeja Szamowskiego, najwybitniejszego w Polsce specjalistę od budownictwa wodnego i od hydrotechniki, w ogóle od gospodarki wodnej, to…
To nikt nie znał?
– W ogóle nikt do niego nigdy się nie zwracał! Pytałem Andrzeja – pies z kulawą nogą nie przyszedł do niego zapytać, jak właściwie jest z energetyką. A my mamy akurat olbrzymie rezerwy energetyczne, oczywiście poczynając od tych małych elektrowienek, które mogą zaopatrywać, przy dzisiejszych turbinach rurowych, nawet przez cały rok swoją okolicę w energię.
Ale tych elektrowienek nie ma.
– Nasz przyjaciel Marek Renusz chciał zainstalować na strudze wpadającej do Jeziora Żarnowieckiego maleńką elektrownię na 50 kilowatów. Otóż nie pozwolono mu, musiał zrobić odprowadzenie, udało mu się zainstalować tylko na 30 kilowatów. Turbinę zresztą znalazł starą z 1904 r., wyremontował ją. Takie mikroelektrownie to są olbrzymie rezerwy. Ponad 1000 megawatów mamy potencjalnie w 20 tys. małych spiętrzeń.

Polak potrafi(ł)

Mieliśmy w Polsce okres, kiedy ludzie sukcesu byli bohaterami. W czasach Gierka tzw. socjalistycznych menedżerów fetowano. Wielu z nich miało autentyczne sukcesy. Co się stało, że nagle o tych ludziach już się nie mówi, zginęli?
– Życiorysy są krótkie. Ich już po prostu nie ma. Andrzej Chrzanowski, budowniczy Turoszowa, też osiągnął wielki sukces, ale go zduszono. Zmarł parę lat temu. I większości z nich, którzy jakoś potrafili się w gospodarce planowej przepchać, nie ma już dzisiaj na świecie.
Dlaczego nie dochowali się następców?
– Pilnowano, żeby się nie dochowali, każdego, jak był za duży – to w łeb. Pamiętam ten mechanizm. Gdy przedsiębiorstwo czy zjednoczenie dobrze działało, ktoś z wydziału przemysłu przeskakiwał tam na posadę. W wydziale przemysłu nie zarabiało się tyle, ile zarabiał dyrektor zjednoczenia… Mechanizm walki o kariery prowadził do tego, że ci wybitni dostawali po łbie, i to wielokrotnie.
Panowie podajecie wiele innych przykładów, jak można lepiej zorganizować Polskę. Piszecie o bankach, administracji.
– Brakuje w Polsce komunalnych kas oszczędności! To nie jest tylko kwestia czyjejś złej woli. To kwestia braku informacji. To jest 50 lat wyjęte z mózgów, z pamięci. Nikt nie interesował się, jak to jest w Niemczech, gdzie połowa kapitałów własnych kraju znajduje się w komunalnych kasach oszczędności. Na to składają się oszczędności drobnej i średniej wielkości. To paradoks, że u nas zarobki ludzi na poziomie średniej krajowej czy też trochę niższe nie pracują w ogóle. Są odkładane na następne miesiące, bo przecież nikt nie będzie się fatygował z wpłaceniem 50 zł czy 80 zł miesięcznie. Poczeka do kolejnego miesiąca i wyda. No i oczywiście zasadnicza sprawa: u nas przelew kosztuje 5 zł, czyli ponad 1,5 dol.! Podczas gdy w normalnej komunalnej kasie oszczędności to w ogóle nie kosztuje!
Co się stało w Polsce, że po roku 1989 nie poszliśmy tą drogą?
– Miałem wykład dla bankowców o obrocie wekslowym. Dwie trzecie sali nie wiedziało, o czym mówię! Po prostu tym ludziom nie mówiono tego nawet na studiach. Że weksel to samoistna umowa, której niewykonanie automatycznie powoduje wkroczenie komornika. W tej chwili mamy do czynienia z zatorami płatniczymi, a przecież gdyby były weksle, nie byłoby problemu.
Może to był błąd, że po roku 1989 wybraliśmy drogę sprzedaży polskich przedsiębiorstw, zamiast próbować utrzymać wielkie polskie firmy?
– Byłem zwolennikiem prywatyzacji, która byłaby prowadzona przez samo przedsiębiorstwo. Gdyby skredytowano najwybitniejszym menedżerom określoną część udziałów, drugą część udziałów spółce pracowniczej, to oni by sobie szukali sami partnerów kapitałowych albo weszliby na giełdę. Ten tryb prywatyzacji byłby racjonalny. To jest o tyle ważne, że wierzchołki wielkich przedsiębiorstw były często pasożytnicze. Tak było np. w górnictwie węglowym. Tam przedsiębiorstwem powinna być kopalnia albo zespół kopalni pracujących na jednym złożu. Udowadniał to na początku lat 70. Franciszek Morawski, niestety już nieżyjący, wspaniały inżynier od organizacji transportu podziemnego, górnik. Wtedy, za socjalizmu, koszt utrzymania tych wyższych warstw – zjednoczenia, ministerstwa – wynosił ok. 30% kosztów wydobycia! No ale dziś, zdaniem moim i moich przyjaciół ze Śląska, koszt utrzymania biurokracji w spółkach węglowych jest niewiele niższy. Podobnie zresztą rzecz się ma z monopolami energetycznymi.

Cywilizacja awantury

Dlaczego w Polsce nie rozmawiamy o takich sprawach?
– O wszystkim można rozmawiać, oczywiście pod jednym warunkiem – że zainteresują się tym także media.
Dlaczego się tym nie interesują?
– Bo najłatwiejszym teatrem do pokazywania jest polityka. Teatr polityczny, kto z kim się kłóci. A opowiadanie o kimś, kto odnosił sukces, kto potrafił coś zrobić…
To już nie?
– Klasyczny przykład – rozmawiałem z pewnym znanym dziennikarzem. I jemu z nazwiskiem Olszewski kojarzył się wyłącznie Jan Olszewski, były premier. O Krzysztofie Olszewskim nie słyszał. A to przecież klasyczna kariera od pucybuta do milionera. A nikt o tym nie pisze! Jak zaczynał, jak wpadł na pomysł, jak znalazł sobie fachowców. A jego autobusy jeżdżą po całej Polsce, w tej chwili zajął jedną trzecią rynku niemieckiego.
Autobusy Solaris.
– A nigdzie nie znajdzie się opowieści, jak mu się udało! Jak doszedł do sukcesu. W Polsce obcy jest model anglosaski, który ludzi przyzwoitych, cieszących się szacunkiem eksponuje jako wzorce osobowe.
U nas mamy za to albo dyskusję o Smoleńsku, albo o tym, kto o kim źle powiedział.
– Debaty prawie nie ma! Jest awantura! Występuje wódz. Wtedy część ludzi wyłącza telewizory, bo ile można. A on jedzie na tej trumnie nieszczęsnej.
A może są dwie Polski? Pozytywistyczna, budująca, skrzętna, i ta walcząca, egzaltowana?
– Kiedy i ta Polska pozytywistyczna też jest nieprzygotowana do swojej roli! My po prostu nie czytamy! Więc nawet nie wiemy.
Nie wiemy, jakie pasjonujące tematy przechodzą obok nas?
– Myślę, że gdyby media zaczęły o tym mówić, pisać o takich ludziach, okazałoby się, że czytelnicy i widzowie interesują się tym.
Czyli dziennikarzy mamy niedokształconych?
– Tak! Ale nie tylko to. Powiedziałbym, że mają spaczony obraz. Po roku 1989 do zawodu napłynęła masa bardzo zdolnych młodych ludzi, tylko niewiedzących, że o tym można rozmawiać. Jeżeli człowiek klasy szefa stacji telewizyjnej mówi mi, że oglądalność to jest właśnie konflikt, awantura? On w ogóle nie wie, że ludzi interesuje droga do sukcesu! Bo z tym sukcesem się utożsamiają! Bo trudno utożsamiać się z wiecznie narzekającymi mazgajami!
Taki jest więc cel książki.
– Zacząć wreszcie rozmawiać o tym, co jest do zrobienia, i o tym, co możemy zrobić. Nie na zasadzie obiecywania gruszek na wierzbie. Chodzi mi o to, żebyśmy zdali sobie sprawę, jakie problemy przed nami stoją, a jest ich od metra, i zaczęli szukać dróg ich rozwiązania. Tymczasem w Polsce takich debat nie ma!
Wiadomo, o czym w Polsce się rozmawia.
– A nasza książka pokazuje inny świat.

*Andrzej Bratkowski, Stefan Bratkowski, “Gra o jutro 2″, Wydawnictwo Studio Emka, Warszawa 2011.

Całość: http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/co-ukrywa-sie-przed-polakami

09-05-2011, 12:18

Junior Media: Oto najlepsze gazetki w naszym regionie  »

Dziennik Zachodni

 

"Głos zza pieca"

Znamy już wyniki kwietniowego konkursu “Junior w druku”.

Zwycięzcami zostały szkolne gazetki: No name (Zespół Szkół w Nakle Śląskim), Mądralla (Szkoła Podstawowa im. L. Holesza w Świerklanach), Jedynka (Szkoła Podstawowa nr 1 w Rydułtowach), Głos zza Pieca (Gimnazjum im. Ziemi Śląskiej w Piecach), Korczynek (Gimnazjum nr 21 im. A. Korczyńskiej w Katowicach). Nagrodą w konkursie jest 250 egzemplarzy pisma wydrukowanych w naszej bardzo nowoczesnej drukarni prasowej.

Konkurs “Junior w druku” odbywa się w ramach projektu Junior Media (adresowanego do uczniów wszystkich typów szkół) – specjalnej, internetowej platformy do przygotowywania gazet. Umożliwia ona tworzenie wydawnictw na szablonach prawdziwych dzienników regionalnych. Z naszych obserwacji wynika, że nasi młodsi koledzy robią coraz lepsze gazetki. Uczą się szybko i skutecznie.

Partnerem projektu Junior Media jest Wydawnictwo Pedagogiczne Operon.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/2246

08-05-2011, 18:16

“Frankfurcki epizod” – Rajmunda Czoka  »

Wiadomości24.pl
Isabella Degen
08-05-2011

W internetowej oficynie wydawniczej „e-bookowo” ukazała się książka Rajmunda Czoka w formie e-booku pt.”Frankfurcki epizod”. Obecnie jest to wznowienie tytułu, pierwsze wydanie książkowe ukazało się już ponad dziesięć lat temu.

Rajmund Czok

Rajmund Czok jest dziennikarzem obywatelskim serwisu Wiadomości 24. Dziennikarstwem zajmuje się od przeszło pięćdziesięciu lat. Ma za sobą studia w zakresie dziennikarstwa, kulturoznawstwa i marketingu. Współpracował przez wiele lat z dziennikami: Trybuna Robotnicza, Dziennik Zachodni, Trybuna Śląska, Trybuna Opolska, Wieczór oraz tygodnikami Życie Bytomskie, Tak i Nie. W latach 1980 – 90 pracował jako korespondent zagraniczny miesięcznika Graceland oraz był współredaktorem gazety polonijnej Tygodnik Polski w Mannheim. W latach 1998 – 2008 prowadził wydawnictwo Inter Media w Gliwicach, będąc redaktorem naczelnym. Inter Media wydało szereg antologii i tomików poetyckich. Rajmund Czok należy do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Niemieckich, Europejskiego Stowarzyszenia Twórców APAJTE, Związku Literatów Niemieckich i Polskich. Napisał i wydał wiele opowiadań obyczajowych, ale “Frankfurcki epizod” jest jego ulubioną książką.

Okładka "Frankfurckiego epizodu"

Autor w taki sposób mówi o swojej książce:

„Do książki Frankfurcki epizod żywię szczególny sentyment. Została napisana w czasach, kiedy Polska była szczelnie odgrodzona żelazną kurtyną od Zachodu, Niemcy Zachodnie odradzały się pod rządami kanclerza Konrada Adenauera ze zgliszcz wojennych, dzięki wydatnej pomocy planu Marshalla. Manuskrypt złożony w jednym z śląskich wydawnictw został odrzucony. Wkrótce spotkały mnie represje i odebrano mi legitymację prasową. Upokorzenia zawdzięczałem przede wszystkim nieżyczliwym przyjaciołom. Dopiero po zmianie ustroju i zniesieniu cenzury książka trafiła do rąk czytelników”.

Frankfurt opisywany w tej książce jest miastem lat pięćdziesiątych. Wiele z tych lat pozostało do dnia dzisiejszego – bary, kawiarnie, banki i kobiety na Kaiserstrasse. Książkę czyta się dobrze jest wiele ciekawych opisów z życia miasta, bezpruderyjne sceny erotyczne w tle przeżyć początkującego dziennikarza, korespondenta w obcym mieście. Wątki uczuciowe zabarwiają emocjonalnie tę książkę, stawiając bohatera przed wyborem.

Autor zarzeka się, iż pozycja nie jest oparta na jego przeżyciach biograficznych. Z własnego doświadczenia wiem, że opowiadania tego rodzaju niezależnie od fikcji literackiej zawsze zawierają ładunek emocjonalny autora.

Książka zainteresuje szczególnie tych, co chcą poznać czasy “żelaznej polskiej kurtyny” i dla przeciwieństwa zobaczyć codzienne życie Frankfurtu nad Menem sprzed pół wieku.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/frankfurcki_epizod_rajmunda_czoka_193785.html

07-05-2011, 08:48

Adam Podgórski nominowany do nagrody “Lider Ochrony Informacji Niejawnych”  »

Wiadomości24.pl
Sebastian Brudys
07-05-2011

„Lider Ochrony Informacji Niejawnych, Biznesowych i Danych Osobowych” to nazwa dorocznej nagrody, przyznawanej przez Krajowe Stowarzyszenie Ochrony Informacji Niejawnych.

“Lider Ochrony Informacji Niejawnych, Biznesowych i Danych Osobowych” to nazwa dorocznej nagrody, przyznawanej przez Krajowe Stowarzyszenie Ochrony Informacji Niejawnych. W tym roku, w kategorii Działalności Publicystyczno-Informacyjnej, nominację otrzymał Adam Podgórski, redaktor W24.

Bezprawne wykorzystywanie danych osobowych to jedno z najczęściej popełnianych przestępstw i wykroczeń w Polsce. Nasze dane mają ogromną wartość, chrońmy je. Wiele przestępstw wyłudzenia i kradzieży umożliwiają beztrosko podawane przez nas dane osobowe, o czym rzadko zdajemy sobie sprawę.

Więcej informacji o konkursie i KSION można znaleźć na stronie www.ksoin.pl.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/adam_podgorski_nominowany_do_nagrody_lider_ochrony_193859.html

06-05-2011, 18:56

Tytuł “Wielkiego Ambasadora Polszczyzny” dla Krystyny Bochenek  »

Telewizja Silesia
06-05-2011

W Katowicach dobiega końca kongres Języka Polskiego. Podczas ostatniego dnia wręczone zostaną tytuły „Ambasadora Polszczyzny”.

Od 4 maja w Katowicach debatowali naukowcy, językoznawcy, jak również artyści i dziennikarze, czyli wszyscy ci, którym polszczyzna leży na sercu.

Kongres kończy dziś gala Ambasadora Polszczyzny, podczas której nastąpi uroczyste wręczenie nagród oraz koncert Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach pod dyrekcją Krzysztofa Pendereckiego.

Tytuł „Wielkiego Ambasadora” Kapituła przyznała pośmiertnie senator Krystynie Bochenek pomysłodawczyni zorganizowania Kongresu w Katowicach.

Całość: http://www.tvs.pl/34918,tytul_wielkiego_ambasadora_polszczyzny_dla_krystyny_bochenek.html