Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

24-09-2016, 08:03

Nie powstanie Państwowy Dom Mediowy – są budżety, brakuje kompetencji (opinie)  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Beata Goczał
24-09-2016

Utworzony z rządowej inicjatywy Państwowy Dom Mediowy byłby wbrew oczekiwaniom jego pomysłodawców, niewielkim podmiotem na rynku. Praktycznie bez szans na skuteczną rywalizację z istniejącymi już i mającymi ugruntowaną na rynku pozycję agencjami mediowymi. Nie byłby w stanie też wynegocjować dla państwowych firm i instytucji takich warunków handlowych w mediach, jakie mają one już teraz – oceniają dla Wirtualnemedia.pl Ewa Góralska, Magda Kolenkiewicz i Maciej Niepsuj.

Wiosną br. pojawiły się informacje, że Ministerstwo Skarbu Państwa prowadzi analizy dotyczące utworzenia tzw. Państwowego Domu Mediowego, który miałby obsługiwać – głównie w zakresie planowania i zakupu mediów – wszystkie spółki Skarbu Państwa, ministerstwa i instytucje państwowe. Kilka tygodni później prace nad tym projektem wstrzymano głównie z powodu prowadzonych wówczas prac nad ustawami o mediach narodowych.

Państwowy Dom Mediowy miał w założeniach decydować o podziale miliardowych budżetów przeznaczanych na różne aktywności marketingowe prowadzone przez wszystkie państwowe firmy i instytucje. Autorzy projektu liczyli i wierzyli, że dzięki temu nowo powstała instytucja miałaby znacznie większą siłę przebicia na rynku reklamowym niż istniejące już domy mediowe i poprzez to mogłaby dla państwowych firm negocjować znacznie wyższe rabaty od już działających agencji.

Rząd obecnie wycofał się z prac nad utworzeniem Państwowego Domu Mediowego. Głównie dlatego, że w wyniku dokonanych analiz stwierdzono, że problemem okazały się koszty reklam – nowo utworzonej instytucji trudno byłoby wynegocjować lepsze warunki handlowe w mediach do kampanii zlecanych przez państwowe firmy i instytucje. Poza tym pojawiło się ryzyko, że utworzenie PDM mogłoby okazać się niezgodne z ustawą o zamówieniach publicznych.

- Państwowy Dom Mediowy to taka nasza branżowa “urban legend”, o której wszyscy mówią, a nikt do końca nie wie, co to miałby być za twór. Poza szeregiem spekulacji nie mamy wiedzy o tym, jak taki podmiot miałby funkcjonować na rynku, trudno więc odpowiedzieć na pytanie o jego rację bytu. Jeżeli pomysłodawca miał na myśli powołanie do życia jednostki nadzorującej z ramienia właściciela czyli Skarbu Państwa to, jak spółki państwowe, ministerstwa, urzędy etc. wydają środki na reklamę, pełniącej jednocześnie funkcję doradczą podczas planowania komunikacji czy też podczas przetargów jej dotyczących, to taki pomysł ma jak najbardziej sens. Jednak jeżeli chodziło o stworzenie zamkniętego przepływu państwowych pieniędzy pomiędzy państwowymi spółkami to z biznesowego punktu widzenia mijałoby się to ze zdecydowaną większością celów poszczególnych spółek. Oprócz publicznych mediów oczywiście – uważa Maciej Niepsuj, buying director w domu mediowym MullenLowe Mediahub.

Ewa Góralska, dyrektor zarządzająca z tej samej agencji, zwraca uwagę, że dom mediowy buduje swoją  siłę dzięki posiadaniu różnego rodzaju zasobów. Przede wszystkim na ludziach  posiadających szerokie doświadczenie w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu mediowym. Po drugie na zasobach wiedzowo-narzędziowych: badania, technologie, analityka, których budowanie jest bardzo kosztowne a kluczowe dla generowania atrakcyjnego „produktu” domu mediowego. Trzecim w końcu zasobem jest skala, która pozwala na osiągnięcie konkurencyjnej pozycji do negocjacji atrakcyjnych warunków zakupu wszystkich mediów na rynku.

- Jak rozumiem, celem Państwowego Domu Mediowego byłaby przede wszystkim  pełna kontrola wydatków reklamowych wszystkich spółek będących własnością Skarbu Państwa. Oczywiście skala uzyskana ze zsumowania budżetów mediowych tych firm pozwala pozycjonować taki twór w drugiej dziesiątce domów mediowych, jeśli chodzi o wysokość przychodów. Ale nadal istniałby problem z uzyskaniem odpowiedniego poziomu jakości, jeśli chodzi o dwa pozostałe elementy: ludzie i kompetencje oraz badania i technologie – twierdzi szefowa MullenLowe Mediahub.

Dodaje, że biorąc pod uwagę preferencje lokowania budżetów przez spółki Skarbu Państwa jasno też widać, że kierowane są one przede wszystkim  do mediów publicznych oraz mediów światopoglądowo powiązanych, co ponownie stawia wielki znak zapytania o możliwości negocjacyjne w pozostałych mediach, które, o ile byłoby to celem działania domu mediowego, mogłyby dawać szansę na współpracę z innymi komercyjnymi klientami, czy też  podmiotami państwowymi w komercyjnych mediach. – Czyli nawet niezła skala potencjalnych obrotów dawałaby warunki tylko w niewielkiej części rynku mediowego, a to nie jest rozwojowe- nie da się zbudować efektywnych kosztowo i zasięgowo kampanii do różnych grup celowych w oparciu o wybraną cześć mediów – uzasadnia Ewa Góralska. – Niespełnianie zatem tych trzech kryteriów zasobowych od początku nie budziło mojej wiary w sens budowania struktury narodowego domu mediowego. Zasilanie mediów państwowych  budżetami spółek Skarbu Państwa śmiało można realizować również w dotychczasowym układzie z zachowaniem gwarancji uczciwej konkurencji – podsumowuje menedżerka w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Również Magda Kolenkiewicz, dyrektor zarządzająca Starcom Polska, uważa, że byłby to mimo wszystko stosunkowo niewielki podmiot na rynku – jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę spółek skarbu Państwa oraz wartość budżetów reklamowych, którymi one dysponują,. A o dodatkowe budżety musiałby walczyć na bardzo konkurencyjnym rynku. Zwraca uwagę, że aby kierować państwowe budżety mediowe w stronę mediów państwowych nie jest konieczne powoływanie PDM. – To klient ostatecznie decyduje, gdzie wydaje swoje budżety, my jako eksperci możemy mu tylko zarekomendować najbardziej optymalną strategię komunikacji. Pamiętajmy też, że media państwowe to nie są jedyne podmioty na rynku, a w relacji z pozostałymi państwowy dom mediowy nie miałby preferencyjnych warunków chociażby ze względu na swoją stosunkowo niewielką skalę – dodaje Magda Kolenkiewicz.

Szefowa Starcomu decyzję rządu o wycofaniu się póki co z prac nad utworzeniem takiego podmiotu uważa za rozsądną. – Dom mediowy to nie tylko zakup mediów i transfer pieniądza, ale przede wszystkim wiedza, doświadczenie, narzędzia, dostęp do badań i analityki, której znaczenie rośnie bardzo w ostatnich latach.A przede wszystkim ludzie, którym za to wszystko trzeba zapłacić. I to są ogromne koszty. Jeśli właściciel PDM nie chciałby ich ponosić, to spółki obsługiwane przez Dom Mediowy bez zaplecza badawczo-wiedzowo-ludzkiego -wskazane byłyby w gruncie rzeczy na nieefektywne inwestycje mediowe, co z pewnością nie sprzyjałoby budowaniu ich silnej pozycji na rynku.  Z jakiegoś względu nawet najwięksi globalni reklamodawcy  nie tworzą swoich własnych domów mediowych, mimo iż dysponują wielokrotnie wyższymi budżetami niż półki Skarbu Państwa – mówi Magda Kolenkiewicz.

Zdaniem jednego z szefów sprzedaży w dużej firmie mediowej (proszącego o anonimowość) PDM miałby duży problem z uzyskaniem takich kosztów zakupu w mediach, jakie dzisiaj mają firmy państwowe.  – Prawdziwa motywacja rezygnacji z tego pomysłu to to, że nie znaleziono chętnych i kompetentnych ludzi do prowadzenia tego podmiotu. Prawda jest taka, że taka agencja nie może być “krzakiem” i by faktycznie robić dobrą i przyzwoitą robotę dla tak dużych firm, jak PZU, Orlen, Lotos czy wielu jeszcze innych potrzeba wiedzy i kompetencji. To muszą robić fachowcy, bo w przeciwnym razie, naraziliby się na krytykę marnotrawienia pieniędzy publicznych, poprzez dziwne niekompetentne lokowania budżetów – podkreśla nasz rozmówca.

Sądzi przy tym, że pomysłodawcy tego projektu finalnie doszli do wniosku, że jednak jest to mało dochodowy interes, w który nie opłaca się angażować – Po prostu małe pieniądze w relacji do innych pieniędzy, do których mają dostęp w rządzie. Mowa pewnie maksymalnie o kwocie rzędu 300-350 mln zł, więc co to za kasa? Dla nich groszki, przy zbrojeniówce, projektach unijnych, gdzie mowa o miliardach. Czyli mała kasa i do tego trzeba kompetencji. Pomyśleli logicznie i odpuścili, bo to nie ma sensu. Ich pierwsze zapowiedzi po prostu nie były przemyślane i wg mnie wynikały z niewiedzy o jakich pieniądzach jest mowa i ile wymaga to zachodu, by to odpalić – komentuje anonimowo jeden z szefów sprzedaży.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/nie-powstanie-panstwowy-dom-mediowy-sa-budzety-brakuje-kompetencji-opinie

23-09-2016, 13:55

Paweł Nowacki żegna się z “Dziennikiem Gazetą Prawną”  »

WIRTUALNEMDIA.pl
tw
23-09-2016

Pracę w “Dzienniku Gazecie Prawnej” (Infor Biznes) kończy Paweł Nowacki, który przez trzy lata pełnił funkcję zastępcy redaktora naczelnego ds. serwisów internetowych i produktów elektronicznych. Nowacki zapowiada, że pozostaje w branży cyfrowej.

Paweł Nowacki

Paweł Nowacki rozstaje się z “Dziennikiem Gazetą Prawną” z końcem września. Jego obowiązki w zakresie zarządzania serwisami internetowymi wydawcy przejmą ich szefowie: Magdalena Birecka (Dziennik.pl), Lidia Raś (Gazetaprawna.pl) i Szymon Ostrowski (Forsal.pl).

Nowacki dołączył do zespołu “Dziennika Gazety Prawnej” we wrześniu 2013 roku, kiedy połączono redakcje papierowego wydania “DGP” i jego stron internetowych. http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/infor-tworzy-wspolny-newsroom-pawel-nowacki-przechodzi-z-polskapresse . Na razie nie podaje swoich konkretnych planów zawodowych. – Będą dalej pracował w branży cyfrowej – mówi portalowi Wirtulnemedia.pl.

To kolejna w br. roszada w kierownictwie “Dziennika Gazety Prawnej”. W kwietniu nowym redaktorem naczelnym został Krzysztof Jedlak, zastępując Jadwigę Sztabińską, a we wrześniu na zastępcę redaktora naczelnego awansowała Barbara Kasprzycka.

Paweł Nowacki wcześniej przez ponad 20 lat (w przerwą w latach 2005/2006, gdy był redaktorem prowadzącym dziennika “Nowy dzień” w Agorze) był związany z Grupą Polskapresse (obecnie Polska Press Grupa). Pełnił tam funkcje m.in. managera ds. rozwoju serwisów informacyjnych, redaktora naczelnego Wiadomosci24.pl, sekretarza i redaktora “Dziennika Łódzkiego” oraz dyrektorem rozwoju kontentu w pionie internetowym

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/pawel-nowacki-zegna-sie-z-dziennikiem-gazeta-prawna

23-09-2016, 13:31

Serwis Polskiego Radia z okazji 40. rocznicy założenia KOR  »

Portal medialny.pl
kw
23-09-2016

Z okazji 40. Rocznicy założenia Komitetu Obrony Robotników Portal Polskiego Radia przygotował specjalny serwis, w którym znalazły się materiały dźwiękowe i wideo z tamtych dni, relacje świadków oraz nagrania osób, które tworzyły KOR.

40-lecie KOR - strona główna serwisu Polskiego Radia

W serwisie zaprezentowane są dźwięki z Archiwum Polskiego Radia i Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. O tamtych wydarzeniach mówią członkowie – założyciele KOR, osoby współpracujące z Komitetem oraz historycy.

Na stronie można obejrzeć nagrania wideo z osobami, które zaangażowały się w pomoc robotnikom prześladowanym przez komunistyczne władze po protestach w Radomiu i Ursusie w 1976 r. Przedstawione są również sylwetki tych osób.

W dźwiękowej historii można prześledzić narodziny KOR – pierwszej jawnej opozycji w PRL, reakcje partyjnych władz, działalność ruchu podziemnych wydawnictw aż do powstania Solidarności.

Serwis dostępny jest pod adresem: www.KOR.PolskieRadio.pl

Całość: http://portalmedialny.pl/art/56343/serwis-polskiego-radia-z-okazji-40-rocznicy-zaozenia-kor.html

23-09-2016, 12:05

Ślązacy muszą być odważniejsi w pokazywaniu swojej dumy i godności  »

Dziennik Zachodni
Teresa Semik
23-09-2016
Tożsamość śląska budziła się 25 lat temu i wydawało się, że już jest to, o co Ślązakom chodzi; poczuli się równoprawnymi gospodarzami tej ziemi. Ale z czasem do głosu doszły krzykliwe siły kwestionujące polskość Śląska i skończył się spokój – mówi senator Maria Pańczyk-Pozdziej, dziennikarka Radia Katowice

Senator Maria Pańczyk-Pozdziej

Kiedyś o Śląsku mówiło się w kontekście wypadków w górnictwie, wielkich katastrof, a teraz przez pryzmat separatyzmu, dziadka z Wehrmachtu, ukrytej opcji niemieckiej. Czyja to wina?

Szukamy winnych, a wystarczy powiedzieć, w czym na Śląsku przodujemy; w służbie zdrowia, zwłaszcza transplantologii i kardiologii, także w edukacji muzycznej i technicznej. Można mówić, że Warszawa nie ma pomysłu na Śląsk, ale nie ma go też dlatego, że Ślązacy sami nie mają pomysłu na siebie.

Niektórzy przecież mówią, że chcą autonomii dla Śląska, języka i narodowości śląskiej.

Oni walczą o to w imieniu bardzo wąskiej grupy ludzi na Śląsku, co trzeba jasno podkreślić. Nie wszystkim Ślązakom jest po drodze z Ruchem Autonomii Śląska.

Ze Śląska płyną jednak pretensje rzekomo w imieniu ponad 800 tys. skrzywdzonych osób, którym władza w Polsce odmawia prawa do większej samorządności, języka itp.

Powoływanie się na wyniki spisu powszechnego jest w tym wypadku nieuprawnione. Wiele osób, deklarując więź ze Śląskiem, chciało jedynie zamanifestować, że są z tej ziemi. Nie było w tym politycznych podtekstów. Pisali do mnie wtedy mieszkańcy z Zaolzia, abym mówiła w radiu, i to głośno, by ludzie nie dali się zbałamucić na temat narodowości śląskiej. Przyjeżdżali do nich bowiem emisariusze RAŚ i nawoływali, by deklarować, że są Ślązakami. “Jesteśmy Ślązakami, ale przede wszystkim utrzymaliśmy polskość na Zaolziu” – pisali do mnie Zaolzianie. Dzięki temu mają polskie szkoły, polskie domy kultury, dwujęzyczne tablice.

Jednak najgłośniej wybrzmiewa na Śląsku deklaracja: “Nie jestem Niemcem, nie jestem Polakiem czy Czechem. Jestem Ślązakiem”. Jak pani senator to odbiera?

Niech sobie będą tacy, co nie znaczy, że wszyscy Ślązacy podzielają ten pogląd. Nie jestem ani bardziej Polką, ani bardziej Ślązaczką. Dla mnie te pojęcia są równoważne.

Zatem według niektórych na Śląsku jest pani tą gorszą Ślązaczką…

Słyszę to coraz częściej. Mam naprzeciwko siebie ludzi, którzy nazywają mnie hamulcową ambicji Ślązaków, którzy mówią, że na gwarze śląskiej zrobiłam karierę, że się posługuję starzyzną językową. Takie epitety do mnie przylegają, ale ja przynajmniej wiem, kim jestem. Nie mam problemu ze swoją tożsamością. Bronią mnie moi radiowi słuchacze i moi wyborcy. Jestem wierna wychowaniu, które odebrałam.

Dla pewnej grupy mieszkańców regionu śląskość jest sposobem odcięcia się od polskości. Ślązak jest nieufny wobec państwa?

Braku tej ufności nie podzielam, bo musiałabym wyprzeć się swojej polskości. Nie zapomnę spotkania we Frankfurcie nad Menem z Karlem Dedeciusem, któremu pojechałam wręczyć nagrodę Ambasadora Polszczyzny dla twórców z zagranicy. Opowiadałam mu, że jestem Ślązaczką, zajmuję się gwarą, że wywodzę się ze śląskiego domu. I ten wybitny tłumacz, popularyzator literatury polskiej, powiedział do mnie w pewnej chwili: “Ale jest pani też Polką, prawda?”. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie wolno tak eksponować swojego miejsca przywiązania i zakorzenienia, bo ktoś może sądzić, że nie myślę kategoriami polskimi. A ja zawsze mówię o sobie, że jestem Polką o śląskich korzeniach, albo Ślązaczką z polskim rodowodem.

Nie mogę pojąć, jak to jest możliwe, że 70 lat po drugiej wojnie nazywa się represje niemieckie na Śląsku mitami, a nawet bajkami?

Chyba za mało mówi się o latach okupacji na Śląsku, zwłaszcza za mało mówią ci, którzy powinni: naukowcy, historycy. Represji doświadczył także mój ojciec, Ślązak z Opolszczyzny. Był przedwojennym kierownikiem szkoły i w czasie okupacji musiał nosić, jak stygmat, znaczek “P”, bo przyznał się, że jest Polakiem. Czy to nie była represja w stosunku do Ślązaków? W czasie wojny nie sztuką było, na przykład, warszawiakowi przyznać się do Polski. Sztuką było powiedzieć Ślązakowi: “Jestem Polakiem”, bo od razu wydawał na siebie wyrok.

Skoro na Śląsku niektóre środowiska kwestionują także sens powstań śląskich, odrzucają polską przynależność narodową, to może Jarosław Kaczyński miał rację, gdy mówił tu o “zakamuflowanej opcji niemieckiej”?

Za mało sami Ślązacy na Śląsku są zainteresowani własną historią. Może dlatego już nie za bardzo chcą eksponować swoją śląskość. Pamiętam, jak przed laty nagrywałam dla Radia Katowice wypowiedzi żyjących jeszcze powstańców śląskich. Na przykład Jan Wadas z Chełma Śląskiego, 95-letni wówczas powstaniec, przekonywał mnie: “My za Polska to by se dali ręce poobcinać, serce z piersi wyrwać. My tak wierzyli w to wszystko”. I on do końca wierzył.

Dziś taki Jan Wadas usłyszałby, że wszczął wojnę domową, że doprowadził do nieszczęścia – podziału Górnego Śląska na polską i niemiecką część. Czy takie głosy nie są antypolskie, wręcz obrażające Polaków?

Trudno je inaczej nazwać. Uważam, że Ślązacy muszą być zdecydowanie odważniejsi w pokazywaniu swojej godności i dumy. Inaczej zostaną zadeptani. Nie mogą sobie pozwolić, żeby ktoś im narzucał poglądy, zabierał to, co czują i myślą na temat przeszłości regionu. Wiem, że to jest trudne, kiedy ma się naprzeciwko siebie ludzi głośnych, roszczeniowych, którzy nie przebierają w słowach. Będą ich przezywać, jak mnie, tylko dlatego, że obok przynależności do polskiej nacji jestem też Ślązaczką.

Platforma Obywatelska, którą reprezentuje pani senator, zawarła w sejmiku śląskim koalicję z Ruchem Autonomii Śląska i oddała RAŚ zarządzanie kulturą oraz polityką historyczną. PO nie ma sobie nic do zarzucenia?

Mam żal do Platformy Obywatelskiej, że tak mało dba o prawdę historyczną. Doszły do głosu siły, które kwestionują polskość Śląska. Kością niezgody jest też język śląski. Politycy nie są w tej sprawie jednomyślni. Prywatnie większość parlamentarzystów PO ze mną się zgadza, ale, niestety, brak im odwagi, żeby to mówić głośno. Brak odwagi w polityce jest dla mnie bardzo naganny.

Platforma mocno wspiera tę grupę Ślązaków, która dąży do uznania gwary śląskiej za język regionalny. Pani jest przeciw?

Mam inne zdanie na temat uznania gwary śląskiej za język, choć rozumiem te dążenia. Język nie powstaje w drodze głosowania, z wtorku na środę. To jest żmudna droga, którą muszą pokonać naukowcy. Potrzebne są badania dialektologiczne.

Organizowałam w Senacie konferencje naukowe z udziałem wybitnych językoznawców i zapraszałam na nie wszystkich zainteresowanych. Ze strony przeciwnej nikt nie przyszedł, ale mąci się w głowach Ślązakom, że jestem przeciwniczką języka śląskiego, co nie jest prawdą. Jestem tylko przeciwniczką dekretowania języka śląskiego. Nie przekonują mnie bałamutne opowieści o konieczności nauki śląszczyzny w szkołach. Czego chcą uczyć? Czy tej gwary, którą posługują się Opolanie, czy może cieszyńskiej, a może radzionkowskiej?

Ślązakom trudno to zrozumieć, bo skoro Kaszubi mają swój język, dlaczego oni – nie? Niektórzy z własnej inicjatywy wieszają w urzędach tabliczki: “Godamy po ślonsku”.

To żadne odkrycie, na Śląsku zawsze się godało, co nie znaczy, że należy to obwieszczać całemu światu. Natomiast na Kaszubach dochodzenie do języka też trwało latami, ponadto jest tam mniej dialektów. Póki językoznawcy nie stworzą śląskiej fonetyki, ortografii, zapisu, nie będziemy mogli mówić, że mamy śląski język. To nie mogą być domorosłe próby amatorskiego zapisu. Przyszła raz do mnie pani i wręczyła tekst, podobno napisany po śląsku. Poprosiła, bym jej przeczytała. Pełno w nim było kółeczek, daszków, apostrofów, więc mówię, że nie potrafię. “No ja, jak pani nie poradzi, to moja wnuczka mo się tego uczyć? To jo już wola, żeby się ona uczyła angielskiego”. I poszła.

Pogodzą się w sprawie jednego języka śląskiego mieszkańcy, na przykład, Istebnej i Chorzowa, choć dziś często się nie rozumieją?

Nie pogodzą. Odezwą się głosy buntu, kiedy zacznie się forsować jednolitą formę, ale wtedy będzie za późno.

Może jednak powinniśmy przynajmniej spróbować coś zrobić z tym “językiem”, najwyżej powiemy, że się nie dało?

Może, ale niech to powiedzą i zaczną ci, którzy są do tego uprawnieni, a nie domorośli językoznawcy. Na pielgrzymce w Piekarach Śląskich wystąpiła Ślązaczka w pięknym stroju i czytała do mikrofonu: “Litościwy Pon Bócku, zerknij na nos”. Ślązak nie powie: “zerknij”. Jak już, to „wejrzyj na nos”. Nie wolno dopuścić do takich przekłamań, bo to są kłamstwa, a nie śląszczyzna.

Coś w końcu na tym Śląsku musi się zmienić, bo tu jest ciągle ogromna siła. Tylko co?

Powinien powstać wielki Śląsk, choć nie sądzę, by jakakolwiek zmiana administracyjna była teraz potrzebna, wobec tylu problemów. Naprawa górnictwa jest jego agonią rozciągniętą w czasie, jest okłamywaniem górników, że jeszcze wszystko da się zrobić. Najgorszy w polityce gospodarczej jest brak konsekwencji, brak ciągłości i stabilności. To ciągłe eksperymentowanie we wszystkich dziedzinach nie służy niczemu dobremu. Także edukacji i służbie zdrowia.

W polityce nie wygrywają ci, którzy więcej obiecują i lepiej kłamią?

Obiecanki i kłamstwa są na krótką metę. Polityk, jak dziennikarz, musi być odważny, a nie koniunkturalny. Nie będę mówiła swoim wyborcom czy słuchaczom radia, że jako Ślązaczka powalczę o śląski język. Nie będę ich okłamywać tylko dlatego, że to się spodoba pewnej, nielicznej grupie. Nie znaczy, że zawsze będę przeciw.

Czyli?

Będę się przyczyniać do tego, żeby język śląski powstawał, ale nie za sprawą podniesienia ręki przez posłów i senatorów. Będę namawiać językoznawców, żeby pracowali nad stworzeniem fonetyki dla języka śląskiego, nad formą zapisu, bo o to tylko chodzi. Trzeba stworzyć odpowiedni system znaków, który umożliwi zapisywanie tej mowy, głównie pochylanie samogłosek.

Budzenie się tożsamości śląskiej można uznać za największy sukces tutejszej społeczności? Pamiętam, jak uczestnicy pani konkursu “Po naszymu, czyli po śląsku” mówili, że pani im pomogła podnieść się z kolan. Co się zmieniło?

Tożsamość śląska budziła się 25 lat temu i wydawało się, że jest to, o co Ślązakom chodzi; poczuli się równoprawnymi gospodarzami i obywatelami tej ziemi. Ale z czasem do głosu doszły hałaśliwe i krzykliwe siły kwestionujące polskość Śląska i skończył się spokój. Ciągle będę powtarzać, że mam żal do naukowców, historyków, że mnie swoi zawiedli.

Przynajmniej gwara śląska awansowała. Wszyscy chcą teraz godać. To dobrze?

Przybiera to czasami karykaturalny wymiar, bo niektórzy silą się na gwarę, a jej nie znają. Ślązak wcale nie musi mówić po śląsku, nie musi być tytanem pracy i chodzić do kościoła, bo tak jesteśmy postrzegani. Spotykam ludzi, którzy na co dzień nie deklarują śląskości, ale nią emanują, są w sobie cali Ślązakami z powodu swojej staranności w robocie, punktualności, niezawodności, którą można zaobserwować i w biurze, i w sklepie, i na ulicy.

Co zostało na Śląsku z Kutzowej “Perły w koronie”? Polska się buntuje, że musi ciągle dopłacać do górników.

Polska się buntuje, bo straciła żywiciela. Śląsk był żywicielem dla reszty kraju zaraz po wojnie i przez następne dziesięciolecia. Trzeba to sobie jasno powiedzieć. Teraz przemysł śląski, bo nie tylko górnictwo, przestał być perłą.

Śląsk to dziś region specjalnej troski?

Jakbyśmy na to nie spojrzeli, Śląsk potrzebuje rewanżu, pomocy ze strony reszty kraju.

Polska patrzy na Śląsk podejrzliwie. Nie-Ślązacy widzą w regionie Ślązaków roszczeniowych, narzekających na ciągłe krzywdy ze strony mitycznej Warszawy. Do tego wrogo nastawionych do Polski. Jak komuś takiemu pomagać?

Trudno się dziwić takim zachowaniom, skoro w Ślązakach ciągle się podsyca animozje; z jednej strony mówi się im, że są nacją wyjątkową, a z drugiej – wykorzystywaną. Wtedy szuka się naturalnego wroga i znajduje – w Warszawie.

Może Śląsk nie potrafi się lansować na warszawskich salonach?

Coś jest na rzeczy. Sama mam sobie wiele do zarzucenia. Program drugi TVP ciągle pokazuje festiwale kultury romskiej, żydowskiej, kresowej, a ja ze swoim konkursem “Po naszymu…” nie umiem się przebić. Muszę płacić pieniądze mojej lokalnej telewizji, żeby go pokazała na antenie.

Jest pani postrzegana również jako ta, która broni interesu Ślązaków. Co zatem pani im radzi?

Powinniśmy myśleć o przyszłości, bo wystarczy już tego malkontenctwa i narzekania.

Rozmawiała Teresa Semik

Maria Pańczyk-Pozdziej, senator czterech kadencji, w latach 2011-2015 wicemarszałek Senatu. Wieloletnia dziennikarka Polskiego Radia w Katowicach, autorka audycji o tematyce regionalnej. Pochodzi z Tarnowskich Gór, jest absolwentką filologii polskiej i pracę zawodową zaczynała jako nauczycielka. W radiu pracuje prawie 50 lat i nadal się z nim nie rozstaje. Współpracowała z regionalną telewizją, przygotowując cykl audycji pt. Sobota w Bytkowie. Karierę polityczną zaczęła od mandatu radnej sejmiku wojewódzkiego w Katowicach.

Jest też inicjatorką konkursu “Po naszymu, czyli po śląsku”, autorką licznych publikacji na ten temat, m.in. książki „Po naszymu, czyli po śląsku”. Jest też autorką tekstów piosenek o tematyce śląskiej.

Wkrótce ukaże się jej kolejna książka pt. “Radio – nieuleczalna choroba”.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/opinie/wywiady/a/slazacy-musza-byc-odwazniejsi-w-pokazywaniu-swojej-dumy-i-godnosci,10657712/

23-09-2016, 08:47

Wydawcy prasy piszą “Manifest” w sprawie ochrony treści dziennikarskich  »

Press
(GK)
23-09-2016

Wydawcy i redakcje prasowe przygotowały “Manifest” w związku publikacją nowych dokumentów Komisji Europejskiej dotyczących ochrony praw własności intelektualnej. Chcą objęcia tzw. prawem wydawcy wszystkich treści dziennikarskich.

Komisja Europejska chce wesprzeć wydawców w walce z piractwem treści prasowych w internecie. 14 września br. opublikowała pięć dokumentów związanych z ochroną praw własności intelektualnej, w tym projekt dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Zakłada on wprowadzenie prawa wydawcy, które będzie podobne do praw pokrewnych, z których obecnie korzystają nadawcy oraz producenci utworów muzycznych i filmów.

Wydawcy spodziewają się, że propozycja Komisji Europejskiej zostanie oprotestowana przez właścicieli portali i agregatorów treści. – Pod hasłem „wolności słowa” chcą dalej korzystać z dostępu do informacji i treści prasowych bez właściwej rekompensaty dla twórców, czyli dziennikarzy i wydawców – informuje Maciej Hoffman, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy. Dlatego IWP przygotowała treść “Manifestu”, pod którym zbiera podpisy szefów wydawnictw i redakcji prasowych. Jest w nim poparcie dla projektu ustanowienia tzw. prawa wydawcy i apel, aby ustawodawcy każdego szczebla nie osłabiali go. Zaznacza, że nowe prawo wydawcy nie będzie miało wpływu na możliwość korzystania w internecie z linków ani na obowiązujące wyjątki od praw autorskich odnoszące się do cytatów, ilustracji, badań i kopiowania na prywatny użytek.

“Tworzymy każdego dnia tysiące artykułów, które – w epoce cyfrowej – mogą być w części lub w całości kopiowane, poddawane recyklingowi oraz promowane przez podmioty trzecie w ciągu zaledwie kilku sekund. Dlatego powinniśmy mieć możliwość odzyskiwania ponoszonych inwestycji. W przeciwnym razie nie będzie można dalej inwestować w rozwój profesjonalnego dziennikarstwa i realizować ważnej roli prasy, polegającej na dostarczaniu informacji, opinii, materiałów publicystycz­nych i rozrywkowych w naszym demokratycznym społeczeństwie” – piszą wydawcy.

“Manifest”

My, niżej podpisani redaktorzy naczelni czołowych polskich tytułów prasowych, z zadowole­niem przyjęliśmy opublikowany przez Komisję Europejską 14 września 2016 r. projekt dyrektywy w sprawie praw autorskich na Jednolitym Rynku Cyfrowym, w którym przyznaje się wydawcom prasy należne im miejsce, uznając wydawców za podmioty praw autorskich w unijnym ustawodawstwie dotyczącym praw własności intelektualnej.

Wprowadzenie prawa wydawcy na szczeblu Unii Europejskiej to konieczność i historycznie ważny krok w zagwarantowaniu pluralizmu mediów, jako fundamentalnej podstawy, jeśli chodzi o swobodę wyrażania opinii oraz demokrację w świecie cyfrowym. Projekt przedłożony przez KE zmierza do naprawy zachwianej równowagi ekonomicznej, wynikającej z wykorzystywania przez liczne platformy sieciowe wysokiej jakości treści tworzonych przez profesjonalne zespoły redakcyjne i finansowanych przez wydawców prasy. Platformy te, nie ponosząc kosztów wytworzenia treści, nie tylko nie dzielą się swoimi przychodami z twórcami, ale dodatkowo odbierają im należne przychody reklamowe, przez co uszczuplają środki, które wydawcy mogliby reinwestować w powstawanie nowych jakościowych treści.

Komisja Europejska słusznie stwierdza, że bez odpowiedniej ochrony prawnej na poziomie UE zagrożona jest stabilność biznesowa naszej branży, a jej utrata wywołałaby negatywne konsekwencje dla pluralizmu mediów, demokratycznej debaty oraz jakości informacji.

Tworzymy każdego dnia tysiące artykułów, które – w epoce cyfrowej – mogą być w części lub w całości kopiowane, poddawane recyklingowi oraz promowane przez podmioty trzecie w ciągu zaledwie kilku sekund. Dlatego powinniśmy mieć możliwość odzyskiwania ponoszonych inwestycji. W przeciwnym razie nie będzie można dalej inwestować w rozwój profesjonalnego dziennikarstwa i realizować ważnej roli prasy, polegającej na dostarczaniu informacji, opinii, materiałów publicystycz­nych i rozrywkowych w naszym demokratycznym społeczeństwie. Nadszedł czas, aby zapełnić istniejącą w prawie lukę i zagwarantować pewność prawną publikacjom prasowym w świecie cyfrowym.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż wprowadzenie „prawa wydawcy” – potwierdzającego należne wydawcom prawa – nie będzie miało wpływu na wolność internetu, a w szczególności na możliwość korzystania z linków. Nie wpłynie także na wszystkie standardowe wyjątki od praw autorskich, takie jak te odnoszące się do cytatów, ilustracji, badań i kopiowania na prywatny użytek, które nadal będą miały zastosowanie.

W związku z powyższym, apelujemy do decydentów każdego szczebla, by zaproponowany projekt nie był osłabiany i aby obejmował wszystkie niezbędne prawa, umożliwiające nam dalszy rozwój, tworzenie i dystrybucję profesjonalnych treści prasowych.

Całość: http://www.press.pl/tresc/45744,wydawcy-prasy-pisza-_manifest_-w-sprawie-ochrony-tresci-dziennikarskich

23-09-2016, 08:44

W październiku ruszy proces oskarżonego o zabójstwo Łukasza Masiaka  »

Press
(JM, PAP)
23-09-2016

13 października przed Sądem Okręgowym w Płocku ma się rozpocząć proces Bartosza N., oskarżonego o zabójstwo Łukasza Masiaka, dziennikarza z Mławy, właściciela serwisu Naszamlawa.pl. Grozi mu dożywocie.

Do zabójstwa Łukasza Masiaka, który wcześniej był też dziennikarzem “Głosu Mławy”, doszło w nocy z 13 na 14 czerwca ub.r. w jednym z nocnych lokali w Mławie. Bartosz N. w trakcie śledztwa nie przyznał się do zarzucanego mu czynu, utrzymując, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Według ustaleń prokuratury N. kopnął Łukasza Masiaka w lewą część głowy, co spowodowało niewydolność krążeniowo-oddechową i śmierć. W śledztwie ustalono też, że w klubie doszło do incydentu towarzyskiego. Nie stwierdzono natomiast, by śmierć dziennikarza miała związek z jego działalnością zawodową.

 

Całość: http://www.press.pl/tresc/45743,w-pazdzierniku-ruszy-proces-oskarzonego-o-zabojstwo-Lukasza-masiaka?target=pressletter&uid=556