Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

10-10-2011, 18:39

Druga kadencja dziennikarki radiowej w Senacie  »

PAP
KMD
10-10-2011

Dziennikarka radiowa, dotychczasowa senator PO Maria Pańczyk – Pozdziej została wybrana na senatora w okręgu nr 70, obejmującym Gliwice oraz powiaty gliwicki i tarnogórski – podała Okręgowa Komisja Wyborcza w Gliwicach.

Maria Pańczyk - Pozdziej

Pańczyk – Pozdziej uzyskała 81 206 głosów.

Pozostali startujący w tym okręgu kandydaci dostali: Marek Berezowski, nauczyciel akademicki popierany przez PiS – 36 701 głosów; Marek Goliszewski, popierany przez Unię Prezydentów-Obywatele do Senatu szef Business Centre Club – 24 696 głosów; Zenon Lis, urzędnik samorządowy popierany przez komitet Autonomia dla Ziemi Śląskiej – 25 037 głosów.

Uprawnionych do głosowania w tym okręgu było 354 116 osób. Wydano 172 656 kart do głosowania. Frekwencja wyniosła 48,75 proc.

Całość: http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/slask/druga-kadencja-dziennikarki-radiowej-w-senacie,1,4876501,region-wiadomosc.html

07-10-2011, 19:24

Laureaci XVII Konkursu Stypendialnego im. Jacka Stwory  »

mediaNews.com.pl
Michał Czarnecki
07-10-2011

Nagrodę w XVII Konkursie Stypendialnym im. Jacka Stwory, który rozstrzygnięto 6 października podczas Radiowych Warsztatów Reportażowych w Tykocinie, otrzymała Magdalena Szybińska z Polskiego Radia Opole. Wyróżnienie przyznano Monice Malec z Polskiego Radia Lublin. Decyzją jury oraz głosami uczestników warsztatów nagrodę główną – stypendium im. Jacka Stwory przyznano Magdalenie Szybińskiej z Polskiego Radia Opole, autorce reportażu pt. “Osobowym do serca, czyli to się zdarza innym” – za brawurową i krzepiącą opowieść o miłości w rytmie rock’n'rolla i stukotu kół pociągu.

Jury przyznało także wyróżnienie honorowe Monice Malec z Polskiego Radia Lublin, autorce reportażu “…że Cię nie opuszczę” – za odwagę opowieści o najprostszych, a więc najtrudniejszych sprawach oraz znalezienie ciekawej formy. Do XVII Konkursu Stypendialnego im. Jacka Stwory, skierowanego do najmłodszej kadry reportażystów, zgłoszono w tym roku 13 reportaży radiowych z całej Polski. Ich autorzy reprezentowali Studio Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia, Program 2 Polskiego Radia, Polskie Radio dla Zagranicy, publiczne rozgłośnie regionalne oraz Fundację Głos Ewangelii.

Jury w składzie: Alicja Grembowicz – przewodnicząca, Janina Jankowska, Katarzyna Błaszczyk oraz Jan Smyk, spośród nadesłanych audycji zakwalifikowało do II etapu sześć prac finałowych: “Wracam do siebie. Archeologia pamięci Teresy Popławskiej” Bartosza Panka (Program 2 Polskiego Radia), „Osobowym do serca, czyli to zdarza się innym…” Magdaleny Szybińskiej (Polskie Radio Opole), “Spustoszenie” Gabrieli Kaczyńskiej (Polskie Radio Katowice), “Domy na węglu” Doroty Stabik (Polskie Radio Katowice), “Pan Koralik” Joanny Sikory (Polskie Radio Białystok) oraz “…że Cię nie opuszczę” Moniki Malec (Polskie Radio Lublin). Polskie Radio zapewni zwyciężczyni konkursu stypendium oraz środki na realizację autorskiego projektu, a Studio Reportażu i Dokumentu pomoc organizacyjną oraz nadzór artystyczny nad przygotowywanym reportażem.

Całość: http://www.medianews.com.pl/radio/12-radio/2793-laureaci-xvii-konkursu-stypendialnego-im-jacka-stwory

07-10-2011, 10:20

Walewska i Bubula, chcą rozliczyć Lisa, bo “odwrócił się na pięcie i odszedł”  »

Press
(RUT)
07-10-2011

Bożena Walewska i Barbara Bubula z rady programowej Telewizji Polskiej napisały do Rady Etyki Mediów w sprawie wyemitowanego 3 października w TVP 2 odcinka programu “Tomasz Lis na żywo” – uważają, że prowadzący zachował się niezgodnie z zasadami etyki.

Pismo opublikował portal Wpolityce.pl. Walewska i Bubula zarzucają Tomaszowi Lisowi m.in., że w rozmowie z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim “większość pytań dotyczyła spraw nieistotnych” i dziennikarz “nie pytał o rzeczy najważniejsze dla Polski, nie pytał o program partii, która ma szansę przejąć rządy w następnej kadencji”. Zdaniem członkiń rady programowej TVP “Lis chciał jedynie zdenerwować, skompromitować, zmusić do tłumaczenia się i w efekcie poniżyć Jarosława Kaczyńskiego”, a także ujawnił “swoje poglądy polityczne i głęboką niechęć do poglądów gościa”. Ostatnim zarzutem jest to, że Lis “po zakończeniu rozmowy nie odprowadził Jarosława Kaczyńskiego nawet do drzwi studia, odwrócił się na pięcie i odszedł”.

– To indywidualna inicjatywa, a nie stanowisko całej rady – mówi Marek Krawczyk, przewodniczący rady programowej TVP, w której zasiada 15 osób. – Oczywiście każdy członek rady może działać we własnym imieniu, jak uważa za stosowne. Pani Walewska jakiś czas temu poprosiła zresztą telewizję o przedstawienie oceny programu Tomasza Lisa i taką ocenę mamy otrzymać – dodaje Marek Krawczyk. Sam programu “Tomasz Lis na żywo” z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze nie oglądał. – Zrobię to w najbliższym czasie. Na razie znam tylko publikacje prasowe na ten temat – mówi.

Z przewodniczącym REM Ryszardem Bańkowiczem nie udało nam się wczoraj skontaktować. Autorki pisma mają je też skierować do działającej w TVP Komisji Etyki. Joanna Stempień-Rogalińska, rzecznik prasowy TVP, zapewnia, że władze telewizji ustosunkują się do sprawy, gdy list Bożeny Walewskiej i Barbary Bubuli dotrze na Woronicza.

Całość: http://www.press.pl/newsy/pokaz.php?id=27159

06-10-2011, 17:16

Sąd chce cenzury prewencyjnej w sieci  »

Gazeta Wyborcza
Ewa Siedlecka
06-10-2011

Właściciel blogu czy forum internetowego pod groźbą odpowiedzialności karnej musi cenzurować wpisy przed ich umieszczeniem w sieci – uznał sąd w Tarnowie.

- Dla wolności słowa i wolności prowadzenia działalności gospodarczej to dramat – mówi Małgorzata Szumańska z fundacji Panoptykon zajmującej się wolnością internetu.

Jeśli taka interpretacja prawa się przyjmie, to właściciele forów i blogów, chcąc uniknąć procesów, płacenia zadośćuczynień, a nawet pójścia do więzienia, będą musieli albo zablokować możliwość wpisów, albo zainwestować w cenzorów. Stać będzie na to tylko duże firmy. W dodatku na wszelki wypadek mogą blokować wszelkie krytyczne wypowiedzi. Więc koniec wolności debaty w internecie! Przynajmniej na serwerach zarejestrowanych w Polsce.

W zeszłorocznych wyborach samorządowych na blogu radnego z Ryglic pojawił się anonimowy wpis, że rodzina ubiegającego się o reelekcję burmistrza ma związki z mafią. Wisiał w sieci kilka minut, zanim właściciel blogu go usunął. Usuwał go jeszcze – równie błyskawicznie – kilkakrotnie. Jednak burmistrz wytoczył mu proces w trybie wyborczym o naruszenie dóbr osobistych. Sąd przyznał burmistrzowi rację – wpis naruszał jego dobra.

Burmistrz wybory przegrał. Winą za to obciążył blogera. I wniósł kolejny pozew o ochronę dóbr osobistych, tym razem w normalnym trybie. Sprawę sądził ten sam sąd – Okręgowy w Tarnowie. Wyrok identyczny: treść wpisu była nieprawdziwa i naruszała dobra osobiste, więc “nigdy nie powinna ujrzeć światła dziennego”. Nigdy to znaczy nawet na kilka minut. Sąd uznał, że blog prowadzi się na własne ryzyko. I skoro ktoś dopuszcza możliwość dodawania wpisów przez nieograniczoną liczbę osób “w ilościach, których w dodatku sam nie jest w stanie przefiltrować”, to ponosi za treść tych wpisów odpowiedzialność.

Bloger musi opublikować przeprosiny na łamach lokalnego dodatku “Dziennika Polskiego”, zapłacić 1 tys. zł zadośćuczynienia i koszt procesu – 650 zł. Sąd oddalił żądanie burmistrza – 10 tys. zł zadośćuczynienia.

Sprawę monitorowała Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Złożyła opinię przyjaciela sądu, w której argumentowała, że ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną nie wymaga od operatora stosowania cenzury prewencyjnej, a jedynie usuwania bezprawnych wpisów, kiedy dowie się o ich istnieniu. W praktyce – jeśli ktoś, kto np. czuje się obrażony, tego zażąda. Jednak sąd w Tarnowie stwierdził, że ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną nie odbiera obrażonemu możliwości dochodzenia jego praw. – Sąd potraktował blog jak np. publikację w gazecie, gdzie redaktor decyduje, co zamieścić. Wyraźnie nie rozumie specyfiki internetu, który jest na bieżąco tworzony przez użytkowników – mówi Dorota Głowacka z Obserwatorium Wolności Mediów Helsińskiej Fundacji, która obserwowała proces.

- Wyrok wymaga wprowadzenia cenzury prewencyjnej, która w dodatku nie ma oparcia w prawie. Na jakiej podstawie prywatna osoba miałaby decydować, co jest, a co nie jest zgodne z prawem? Nie mówiąc już o tym, że trudno przewidzieć, czym ktoś poczuje się obrażony – mówi Szumańska. – Poza tym trudno wyobrazić sobie debatę na forum internetowym w sytuacji, gdy każdy wpis musi czekać, nie wiadomo jak długo, na ocenę cenzora. Ten wyrok zagraża też wolności gospodarowania, bo oznacza obciążenie pośredników internetowych kosztami zatrudnienia ludzi i zakupu technologii umożliwiających cenzurę – dodaje.

Dziś administratorzy dużych forów internetowych instalują oprogramowanie, które automatycznie zatrzymuje słowa klucze – wulgarne, obraźliwe lub takie, które mogą świadczyć, że wpis jest mową nienawiści. Angażują moderatorów – etatowych i społecznych. Ale moderatorzy reagują już po pojawieniu się wypowiedzi na forum, a więc nie chroniłoby to przed odpowiedzialnością. W dodatku jest poważna wątpliwość, czy taka obowiązkowa kontrola prewencyjna nie narusza konstytucyjnej wolności słowa.

Od wyroku tarnowskiego sądu będzie apelacja. Być może pełnomocnik radnego-blogera z Ryglic złoży wniosek, by sąd apelacyjny zadał w tej sprawie pytanie prawne Sądowi Najwyższemu. Można to zrobić, jeśli jakieś przepisy powodują rozbieżne orzeczenia sądów – a tak jest w sprawach blogów. Np. Sąd Okręgowy w Słupsku w 2009 r., uniewinniając administratora portalu Gazetabytowska.pl, stwierdził, że umożliwienie internautom komentowania artykułów na forum podlega ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną, a ona wyłącza odpowiedzialność, jeśli administrator zareaguje na post, który już pojawił się na forum.

“Wyborcza” sprawa radnego-blogera z Ryglic jest już w Trybunale w Strasburgu. Trafiła tam, z pomocą Helsińskiej Fundacji, po pierwszym wyroku w trybie wyborczym. Być może więc to Strasburg ustali polski standard wolności słowa w internecie.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75478,10417029,Sad_chce_cenzury_prewencyjnej_w_sieci.html#ixzz1a4ONoeHU

06-10-2011, 05:36

Kogo reprezentuje SD RP  »

(namiastka polemiki)

Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej powinno bronić etosu dziennikarstwa, prawa do informacji, walczyć, by dziennikarze nie zostali całkowicie zdominowani przez menadżerów medialnych. Zamiast tego zajęło się seniorami.

W końcowym okresie PRL i jeszcze na początku III RP Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej było liczącą się organizacją, skupiającą najlepsze pióra i najlepsze głosy polskich mediów. Jego głos był brany pod uwagę w dyskusjach o nowym ładzie medialnym (na początku lat 90. została przeprowadzona prywatyzacja), o prawie prasowym, we władzach zasiadali najbardziej znani dziennikarze z prestiżowych mediów.

Rynek zweryfikował jednak siłę i znaczenie SD RP. Gazety i stacje radiowe lub telewizyjne musiały zarabiać na siebie, a dziennikarze, zwykle sympatyzujący z przemianami rynkowymi, nie raz na własnej skórze doświadczali co znaczy zmienna koniunktura. Spółkami medialnymi zaczęli rządzić menadżerowie, którzy chcą sprzedać swój produkt – gazetę, czas antenowy, powierzchnię reklamową. Tym samym zmalała pozycja redaktorów naczelnych i zwykłych dziennikarzy.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej powinno bronić etosu dziennikarstwa, prawa do informacji, walczyć, by dziennikarze nie zostali całkowicie zdominowani przez menadżerów medialnych. Zamiast tego SD RP zajęło się seniorami.

Większość dziennikarzy uznała, że stowarzyszenie nie jest im potrzebne. Dawni członkowie SD RP przestali płacić składki, nie odnowili legitymacji i wycofali się z działalności. Stowarzyszenie przetrwało jako podmiot prawny, lecz trudno powiedzieć kogo naprawdę reprezentuje.

Jestem członkiem SD RP. Fajnie, że zebrania mają charakter wspominkowo sentymentalny. Ciekawe, ilu czynnych zawodowo dziennikarzy należy do naszego Stowarzyszenia. Ilu przygotowało audycję radiową, program telewizyjny lub opublikowało tekst pisany w prasie czy internecie w ostatnim roku?

Nie kwestionuję niczyjego dorobku zawodowego. Mnie również coraz bliżej do grupy seniorów ale na boga: “sekcja seniorów” to 99,9 procent członków Stowarzyszenia. Łatwo krytykować kolegów z konkurencji (SDP) a  jak jest u nas?

Pozdrawiam

Zbyszek Piksa

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/2309

04-10-2011, 18:51

Blogerzy mogą być karani za komentarze internautów  »

Gazeta Wyborcza
PAP, krzem
04-10-2011

Administrator internetowego bloga ponosi odpowiedzialność prawną za treści w nim rozpowszechniane – orzekł sąd w Tarnowie. Helsińska Fundacja Praw Człowieka przestrzega, że oznacza to konieczność cenzurowania wpisów przez administratorów.

Zdaniem sądu, skoro pozwany “podjął ryzyko, że na blogu mogą pojawiać się bezprawne treści”, tj. komentarze dodawane bez obowiązku zalogowania się, czy też bez uprzedniej kontroli każdego wpisu, w ilościach, których sam nie był w stanie przefiltrować, to musiał liczyć się on z odpowiedzialnością za udostępnienie forum do publikacji każdej wypowiedzi.

- Rozstrzygnięcie z Tarnowa może zostać odebrane jako przestroga dla wszystkich, którzy prowadzą blog lub profil w portalu społecznościowym – czyli udostępniają »forum do publikacji każdej wypowiedzi « – uważa Helsińska Fundacja Praw Człowieka. – Taki sygnał mogliby odebrać w szczególności blogerzy piszący o sprawach publicznie ważnych, którzy stawiają sobie za cel społeczną kontrolę rządzących i są większym stopniu narażeni na kontrowersyjne komentarze ze strony czytelników.

Wpis usunął, ale wpis jednak był

Przed wyborami samorządowymi na blogu pozwanego pojawił się komentarz podpisany pseudonimem, który zawierał obraźliwe treści na temat ówczesnego burmistrza. Pozwany natychmiast usunął obraźliwy wpis, niezwłocznie reagował też na kolejne próby dodania komentarza – podkreśla HFPC. Jeszcze w 2010 r. burmistrz wystąpił przeciw A.J. o ochronę dóbr osobistych w trybie wyborczym, a sądy przyznały mu w tym trybie rację, stwierdzając, że A. J. odpowiada za rozpowszechnianie treści naruszających dobra osobiste. W imieniu A.J. HFPC złożyła w maju tego roku skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

W tym roku były burmistrz pozwał A.J. w trybie zwykłym do Sądu Okręgowego w Tarnowie, zarzucając mu, że ten sam obraźliwy wpis przyczynił się do przegrania przez niego wyborów samorządowych. W poniedziałek sąd częściowo uwzględnił pozew, nakazując pozwanemu przeprosiny w lokalnej prasie, wpłatę tysiąca zł zadośćuczynienia (powód żądał 10 tys. zł zadośćuczynienia) oraz zwrot kosztów procesu.

Według HFPC sąd podkreślił, iż sporny komentarz nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego. Zdaniem sądu, skoro pozwany “podjął ryzyko, że na blogu mogą pojawiać się bezprawne treści”, tj. komentarze dodawane bez obowiązku zalogowania się, czy też bez uprzedniej kontroli każdego wpisu, w ilościach, których sam nie był w stanie przefiltrować, to musiał liczyć się on z odpowiedzialnością za udostępnienie forum do publikacji każdej wypowiedzi. Sąd ograniczył zadośćuczynienie, bo pozwany szybko zablokował dostęp do komentarza. “Nie wiemy, jaki wpływ miał obraźliwy wpis na przegrane przez powoda wybory, ale po wystąpieniu szkody, pozwany zrobił wszystko, co mógł, aby zapobiec jej powiększeniu” – przyznał sędzia. Pozwany zapowiada apelację.

Pośrednik odpowie za autora?

HFPC uważa, że można odnieść wrażenie, iż “granice odpowiedzialności pośrednika oraz autora treści (przeciwko, któremu nigdy nie toczyło się żadne postępowanie) niebezpiecznie się zatarły”. Fundacja podkreśla, że wiele razy podnosiła, jak niekorzystne dla wolności słowa może być nadmierne obarczanie odpowiedzialnością pośredników zamiast autorów komentarzy. “Poszerzanie granic odpowiedzialności administratorów blogów lub forów internetowych, poprzez nakładanie na nich obowiązku prewencyjnej kontroli i filtrowania treści dodawanych przez internautów zanim ukażą się na stronie internetowej, kłóci się z treścią art. 14 i 15 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną” – podkreśla HFPC.

Sikorski kontra język nienawiści

Latem br. głośna była inicjatywa szefa MSZ Radosława Sikorskiego o ściganie wypowiedzi z internetu nawołujących do nienawiści rasowej, w tym antysemityzmu. Oprócz doniesienia o przestępstwie (postępowanie prowadzi warszawska prokuratura) Sikorski pozwał do sądu wydawców “Faktu” i “Pulsu Biznesu” za wpisy internetowe na ich forach (zostały one potem usunięte, a fora internetowe czasowo zamknięto).

Sikorski domaga się od pozwanych przeprosin i 20 tys. zł zadośćuczynienia. Podkreśla, że administratorzy portali początkowo nie usuwali wpisów. Przywołuje wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie, który w marcu br. stwierdził, że jeśli właściciel strony internetowej jest świadomy bezprawności wpisów, to ma obowiązek natychmiast je usunąć; a jeśli tego nie zrobi – ponosi odpowiedzialność. Spór prawny toczy się głównie o to, czy internetowe wydanie gazety połączone z forum internetowym także jest rodzajem prasy (podlegającym Prawu prasowemu z 1984 r.), czy też “usługą hostingową” – jak twierdzą prawnicy pozwanych.

“Usunęliśmy wpisy i przeprosiliśmy pana Sikorskiego. Co jeszcze mielibyśmy zrobić, skoro zrobiliśmy już więcej niż nakazuje nam prawo?” – mówił w lipcu w sądzie pełnomocnik wydawcy “Faktu” mec. Rafał Zięba. Pozwani chcą oddalenia powództwa i przekonują, iż nie można obarczać wydawcy winą za naruszenie prawa, dopóki nie udowodni się, iż wiedział o obraźliwym wpisie. Sikorski ma zeznawać 19 października.

Sąd Najwyższy kilka lat temu orzekł, że gazeta w internecie to także gazeta podlegająca rejestracji, a wpisy na jej forum to jak listy do redakcji, za które redakcja odpowiada.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,10409161,Sad__Blogerzy_moga_byc_karani_za_komentarze_internautow.html#ixzz1a15hPaAY