Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

19-10-2011, 18:52

Bez jednego drzewa… Film o losach księdza Jana Machy  »

Chorzowianin
(k)
19-10-2011

Centrum Sztuki Filmowej – Kino Kosmos w Katowicach zaprasza na premierę filmu dokumentalnego w reżyserii Dagmary Drzazgi – „Bez jednego drzewa las lasem zostanie”.  Fragment plakatu filmu To opowieść o tragicznych losach pochodzącego z Chorzowa Starego księdza Jana Machy, straconego przez hitlerowców na gilotynie w grudniu 1942 roku.

Na planie filmu "Bez jednego drzewa las lasem zostanie”

Dagmara Drzazga przedstawia nie tylko historię młodego wikarego, który pracując na terenie parafii św. Józefa w Rudzie Śląskiej, założył w mieście podziemną organizację, której celem było niesienie pomocy potrzebującym, został za to aresztowany i poprowadzony na śmierć w wieku zaledwie 28 lat.

Film to także historia gilotyny, złowrogiego narzędzia śmierci, zainstalowanego przez hitlerowców w katowickim więzieniu przy ul. Mikołowskiej. Szeleszczące ostrze działającej sprawnie maszyny, potrafiło jednej tylko nocy pozbawić życia 20 skazańców. W sumie pod jej ostrzem zginęło ponad 500 osób. Obecnie gilotyna przechowywana jest w oświęcimskim Muzeum Auschwitz Birkenau, gdzie trafiła już po wojnie.

W tamtejszym protokole – jak podaje historyk Adam Cyra, autor licznych publikacji o Auschwitz – opisano ją w sposób następujący: „Gilotyna złożona z trzech części: metalowego obramowania z ostrzem na prowadnicach, skórzanym pasem oraz mechanizmem korbowym i drewnianym elementem z otworem na szyję”. Topór gilotyny waży 51 kilogramów. Ciała straceńców nie były przekazywane rodzinom. Palono w krematorium na terenie hitlerowskiego obozu w Auschwitz. Dlatego ks. Jan Macha ma jedynie symboliczny grób na starochorzowskim cmentarzu.

Film jest niezwykle ważny dla żyjących wciąż w Chorzowie krewnych ks. Jana Machy, którzy uczestniczyli w realizacji. Dla nich to wykonanie testamentu sióstr chorzowskiego kapłana, Marii i Róży. – Zobaczycie Państwo piękną, choć tragiczną, historię młodego życia, które zostało poświęcone dla zasad i Boga – zaprasza na premierę Piotr Kozak, najstarszy wnuk siostry księdza Jana Machy, Róży.

Premierowy pokaz filmu Dagmary Drzazgi w Centrum Sztuki Filmowej – dużej sali kina Kosmos w Katowicach przy ul. Sokolskiej, 27 października 2011 roku o godz. 18.00. Na premierę obowiązują zaproszenia; bilety: 8 zł. Film uzyskał wsparcie Śląskiego Funduszu Filmowego. Chorzowianin.pl jest patronem premiery.

Całość: http://www.chorzowianin.pl/news-2104.html

19-10-2011, 12:41

Ogłoszenie XV edycji konkursu o Polsko-Niemiecką Nagrodę Dziennikarską (PNND)  »

 Polsko-Niemiecka Nagroda Dziennikarska

 

 

Powołanie nowych członków jury
Uroczyste wręczenie nagrody podczas Polsko-Niemieckich Dni Mediów w Schwerinie (14-16 maja 2012)

Po raz piętnasty ogłoszony został konkurs o Polsko-Niemiecką Nagrodę Dziennikarską. Organizatorzy konkursu wyróżniają prace, które poszerzają wiedzę Polaków i Niemców o sobie nawzajem a przez to w szczególny sposób przyczyniają się do poznania i zrozumienia kraju sąsiada. Nadesłane prace powinny opisywać aktualne sprawy polityczne, gospodarcze, społeczne, informować o osiągnięciach nauki i kultury po drugiej stronie Odry, a także przybliżać życie codzienne sąsiada. Wyłonienie laureatów i uroczyste wręczenie nagród będzie miało miejsce 15 maja 2012 podczas V Polsko-Niemieckich Dni Mediów w Schwerinie. Gospodarzem wydarzenia będzie Meklemburgia-Pomorze Przednie.

Prace ocenia polsko-niemieckie jury, w którym zasiadają niezależni dziennikarze prasowi, radiowi i telewizyjni oraz przedstawiciele organizatorów. W 2011 r. po raz ostatni w niemieckim jury eksperckim zasiedli Geri Nasarski, Hubert Wohlan i Jürgen Vietig. Za ich długoletnią pracę i zaangażowanie oraz za społeczne sprawowanie funkcji jurorów należy im się szczególne podziękowanie ze strony wszystkich organizatorów konkursu. W nowej edycji obowiązki ustępujących jurorów przejęli: Helga Hirsch, b. publicystka „Die Zeit” i korespondentka w Polsce, laureatka PNND 2001, Bogna Koreng, szefowa studia MDR/Bautzen i Thomas Rautenberg, dziennikarz radia rbb, b. korespondent w Polsce. Skład polskiego jury eksperckiego – z Agatą Kondzińską, Dorotą Zyń i Jackiem Kamińskim – pozostaje bez zmian.

Polsko-Niemiecka Nagroda Dziennikarska przyznawana jest w trzech kategoriach: PRASA, RADIO, TELEWIZJA. Wysokość nagrody w każdej kategorii wynosi 5 000 euro. Jej fundatorami są Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej, Fundacja Roberta Boscha oraz sześć regionów przygranicznych – kraje związkowe: Brandenburgia, Meklemburgia-Pomorze Przednie i Wolne Państwo Saksonia oraz województwa: dolnośląskie, lubuskie i zachodniopomorskie.

O nagrodę mogą ubiegać się polscy i niemieccy dziennikarze oraz rozgłośnie i wydawnictwa z Polski i Niemiec. Można zgłaszać prace, które po raz pierwszy zostały opublikowane w okresie od 1 stycznia do 31 grudnia 2011 roku. Wręczenie nagrody będzie miało miejsce 15 maja 2012 podczas uroczystej gali w ramach V Polsko-Niemieckich Dni Mediów w Schwerinie. Prace można nadsyłać do 15 stycznia 2012 r. Szczegółowe informacje i formularze zgłoszeniowe dostępne są na www.polsko-niemiecka-nagroda-dziennikarska.pl.

Organizatorzy konkursu o Polsko-Niemiecką Nagrodę Dziennikarską:
Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej
Fundacja Roberta Boscha
Województwa: Dolnośląskie, Lubuskie, Zachodniopomorskie
Kraje związkowe: Brandenburgia, Meklemburgia-Pomorze Przednie, Saksonia

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/2359

18-10-2011, 12:05

Aleksandra Klich odebrała Złotą Lampkę Górniczą  »

Nowiny
adr
18-10-2011

Aleksandra Klich, wybitna publicystka pochodząca z Rybnika, odebrała dziś wieczorem Złotą Honorową Lampkę Górniczą. Mówiła, że jest bardzo wzruszona. – Do tej pory sądziłam, że Złotą Lampkę Górniczą może dostać tylko mężczyzna, i to po siedemdziesiątce. Więc cieszę się, że obniżono poprzeczkę – żartowała.

Aleksandra Klich

A już na poważnie dziękowała w imieniu swoich bohaterów. – To oni są jej laureatami. Taki Korfanty z Siemianowic, który przez całe życie walczył o polski Śląsk, by na koniec trafić do polskiego więzienia. Biskup Teodor Kubina, urodzony w Świętochłowicach, za obronę Żydów przed antysemicką dziczą dochrapał się przydomka żydofila, jakby to było coś złego. Joseph von Eichendorff z Łubowic, poeta zakochany w podraciborskiej Heimat. Po śmierci naziści zrobili z niego swojego idola. Pewnie do dziś obraca się w grobie. Prymas Hlond z Mysłowic, antysemita i germanofob według wielu. Prałat Carl Ulitzka spod Głubczyc. Przez Polaków wyzywany od antypolskich wojowników, a przez Niemców od polskich świń. Kazimierz Kutz z Szopienic, reżyser „Perły w koronie”, gdzie perła to Śląsk, a korona Polska, którego dom nieznani sprawcy oblewają czerwoną farbą, a czarną wypisują „Germaniec”. Albo obecny tutaj Zbigniew Kadłubek z Orzesza, z którego za to, że powiedział, że powstania śląskie to był dramat podzielonych rodzin, robi się wroga polskości. W świecie, po którym ciągle hulają demony nacjonalizmu i ksenofobii, nie jest łatwo być Ślązakiem, czyli pogranicznym, niezależnym, trudnym do zdefiniowania. Ale gwarantuję państwu, że warto – mówiła Aleksandra Klich.

Laudację wygłosił Zbigniew Kadłubek z Uniwersytetu Śląskiego. – Należy do najlepszych polskich dziennikarek. Staje bezkompromisowo po stronie tego, co doznaje przemocy, represji, co trwa w stłumionym milczeniu. Bierze śmiało w obronę to, co wykluczone, odsunięte w strefę cienia, izolowane, czyli mówiąc po śląsku: wyciepane. W tym co wyciepane upatruje wartości – mówił Zbigniew Kadłubek o laureatce nagrody honorowej Rybnickich Dni Literatury.


Aleksandra Klich, ur. 1968 r. Dziennikarka, redaktorka i autorka biografii. Ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, na którym miała pozostać i zajmować się literaturą Młodej Polski. Wybrała jednak zawód dziennikarki i rodzinny Górny Śląsk.Od roku 2000 jest reporterką Gazety Wyborczej. Początkowo pracowała w dodatku katowickim, a następnie zaczęła pracę w warszawskiej redakcji w gazecie “Świątecznej”.
Związki z Górnym Śląskiem miały wpływ na jej twórczość. Tropienie zagadek, historii regionu oraz rozmowy ze zwykłymi Ślązakami publikowane były w Gazecie Wyborczej i Tygodniku Powszechnym. Zebrane w całość ukazały się na rynku pod tytułem “Bez mitów. Portrety ze Śląska” (2007). Owocem rozmów z Kazimierzem Kutzem jest osobna książka – “Cały ten Kutz. Biografia niepokorna” (2009). Jest również autorką książki “Brat Karol. Siostra Wanda” (2009), opowieści o przyjaźni Karola Wojtyły i Wandy Półtawskiej oraz “Lapidarium mistrzów” (2011) – zbioru cytatów z rozmów, esejów i felietonów publikowanych przez lata na łamach “Gazety Wyborczej” z: Markiem Edelmanem, Bronisławem Geremkiem, Zbigniewem Herbertem, Ryszardem Kapuścińskim, Janem Karskim, Leszkiem Kołakowskim, Jackiem Kuroniem, Stanisławem Lemem, Janem Nowakiem-Jeziorańskim, Barbarą Skargą, Józefem Tischnerem i Józefem Życińskim – niezwykle ważnymi postaciami dla polskiej kultury, religii, filozofii i polityki.

Całość: http://www.nowiny.rybnik.pl/artykul,24341,aleksandra-klich-odebrala-zlota-lampke-gornicza.html

18-10-2011, 09:42

Radni próbowali zablokować wybór na ławnika naszego dziennikarza  »

Głos Zabrza i Rudy Śląskiej
18-10-2011

KONTROWERSJE. Do niespotykanej dotąd sytuacji doszło podczas poniedziałkowej sesji Rady Miejskiej w Zabrzu. Na skutek nieformalnej umowy radni próbowali zablokować wybranie na sądowego ławnika dziennikarza GŁOSu, który w swej zawodowej pracy zajmuje się m.in. ujawnianiem zjawisk korupcyjnych i nieprawidłowości w funkcjonowaniu samorządu. Prym “zbuntowanym” radnym wiódł Jerzy Wereta, który jest… oskarżony przez prokuraturę o korupcję i płatną protekcję! GŁOS ujawnił niedawno na swych łamach szczegóły szokujących ustaleń z tego śledztwa.

Dziennikarz GŁOSu ostatecznie został ławnikiem tylko dlatego, że nieformalnemu bojkotowi dziennikarza sprzeciwiło się dwóch radnych. Nie wiadomo jednak kto jak głosował, gdyż głosowanie było tajne.

Zgodnie z obowiązującym prawem ławników sądowych na czteroletnią kadencję wybiera Rada Miejska spośród kandydatów, którzy sami się zgłosili i wykazują się niekaralnością sądową oraz odpowiednią opinią policji. Dziennikarz nigdy nie był w konflikcie z prawem, nawet tym cywilnym. Nie było żadnych formalnych przesłanek, by jego kandydaturę odrzucić.

Nim doszło do kluczowego głosowania, na obecnego na sali obrad dziennikarza próbował wpłynąć osobiście Jerzy Wereta. - Apeluję do pana redaktora, aby sam wycofał swoją kandydaturę. To jest skandal i nieetyczne, aby dziennikarz śledczy był ławnikiem - mówił głośno poruszony Wereta podczas krótkiej przerwy poprzedzającej głosowanie.

Spytaliśmy więc Jarosława Więcława, czy cały klub lewicy – podobnie jak Jerzy Wereta – sprzeciwia się obecności przedstawicieli zawodu zaufania społecznego w wymiarze sprawiedliwości. – To jest prywatna opinia pana Werety, a nie całego naszego klubu - zapewnił Więcław.

Mimo to, w przeprowadzonym tajnym głosowaniu dziennikarz jako jedyny spośród kilkudziesięciu kandydatów otrzymał zaledwie dwa głosy poparcia. To sytuacja tym bardziej kuriozalna, że w czasie kończącej się kadencji ławników dziennikarz ów był ławnikiem z rekomendacji samej ówczesnej prezes Sądu Rejonowego w Zabrzu, która potrafiła oddzielić pracę zawodową dziennikarza od jego społecznego zaangażowania. Teraz jednak radni uznali, że trzeba “uchronić” wymiar sprawiedliwości przed dziennikarzem nagradzanym w przeszłości za rzetelność i ujawnianie prawdy o zabrzańskim życiu, także tym samorządowym.

Absurd tej sytuacji jest tym większy, że do społecznej pracy w sądzie zgłosiło się o wiele mniej kandydatów, niż wynikało z zapotrzebowania zgłaszanego przez sądy. A mimo to radni podczas nieformalnych rozmów umówili się, by niepokornego dziennikarza utrącić.

Całość: http://www.gloszabrza24.pl/samorzad/2729-radni-rady-miejskiej-probowali-zablokowac-wybranie-na-funkcje-lawnika-dziennikarza-patrzacego-wladzy-na-rece

17-10-2011, 18:22

Ruszył ogólnopolski konkurs dziennikarski im. Krystyny Bochenek  »

PAP
17-10-2011

50 tys. zł nagrody czeka na twórców najbardziej wartościowych publikacji prasowych, radiowych, telewizyjnych i internetowych, poświęconych sprawom woj. śląskiego. W poniedziałek ruszył Ogólnopolski Konkurs Dziennikarski im. Krystyny Bochenek.

Nagroda marszałka województwa śląskiego im. Krystyny Bochenek

Pierwszą edycję konkursu oficjalnie ogłosił w poniedziałek marszałek woj. śląskiego Adam Matusiewicz, który przewodniczy Kapitule nagrody. Podczas sesji Sejmiku Woj. Śląskiego marszałek wymienił dwa powody, które legły u podstaw ustanowienia nagrody.

- Ogłaszając konkurs chcemy upamiętnić naszą wspaniałą koleżankę Krystynę Bochenek, ale także chcemy wreszcie stworzyć konkurs i nagrodę dla dziennikarzy, którzy najrzetelniej i najbardziej obiektywnie piszą o województwie śląskim. Cieszę się, że ta wspólna inicjatywa środowiska dziennikarskiego i Urzędu Marszałkowskiego ziściła się – powiedział marszałek.

Jego zdaniem, oprócz głównej nagrody, dla zwycięzcy równie istotny będzie prestiż i promocja województwa. Wręczenie nagrody po raz pierwszy odbędzie się 13 marca przyszłego roku – w dniu imienin Krystyny.

- Uroczyste ogłoszenie wyników i wręczenie nagrody odbędzie się w siedzibie Radia Katowice, czyli w drugim rodzinnym domu Krysi – zapowiedział Matusiewicz.

Publikacje można zgłaszać do końca tego roku. Wyjątkowo w pierwszej edycji pod uwagę brane będą materiały opublikowane w 2010 i 2011; w kolejnych edycjach będzie można zgłaszać publikacje tylko z jednego roku.

Wicemarszałek Senatu Krystyna Bochenek zginęła 10 kwietnia w katastrofie samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem. Przez wiele lat była dziennikarką Radia Katowice, współpracowała z telewizją i prasą. Zasłynęła z akcji i inicjatyw społecznych, promujących m.in. zdrowie i piękną polszczyznę. Była pomysłodawczynią ogólnopolskiego dyktanda i corocznych imieninowych zjazdów Krystyn.

Konkurs ma charakter otwarty. Szczególnie będą w nim uwzględniane problemy związane z historią regionu oraz jego stereotypowymi ocenami w kraju, a także obecnymi zmianami i wizjami przyszłości.

Zgłoszone prace oceni komitet organizacyjny, złożony z przedstawicieli śląskich mediów. Rekomenduje on pięć najlepszych publikacji kapitule, złożonej ze śląskich autorytetów i dziennikarzy. Przyzna ona Grand Prix konkursu.

W skład kapituły, oprócz fundatora nagrody, marszałka woj. śląskiego Adama Matusiewicza, wejdą także rektor Uniwersytetu Śląskiego prof. Wiesław Banyś, dziekan Wydziału Radia i Telewizji tej uczelni, prof. Krystyna Doktorowicz oraz dziennikarze: szef “Faktów” TVN Kamil Durczok, uznana reportażystka radiowa Anna Sekudewicz oraz znany śląski dziennikarz “Polityki”, Jan Dziadul. W przyszłości do kapituły będą mogli wejść również laureaci konkursu.

Szczegóły konkursu dostępne są na stronie internetowej woj. śląskiego: http://www.slaskie.pl/strona_n.php?jezyk=pl&grupa=3&dzi=1318834629&id_menu=a

Regulamin Ogólnopolskiego Konkursu Dziennikarskiego im. Krystyny Bochenek

Formularz zgłoszenia do Nagrody im. Krystyny Bochenek

Patronat nad konkursem deklarują śląskie i ogólnopolskie redakcje, m.in. Gazeta Wyborcza, Polska Dziennik Zachodni, Polityka, Polskie Radio Katowice, katowicki oddział TVP, telewizja TVS, Gość Niedzielny, Wydawnictwo Górnicze oraz Polska Agencja Prasowa.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/stronaglowna/462756,ruszyl-ogolnopolski-konkurs-dziennikarski-im-krystyny,id,t.html

17-10-2011, 16:10

Zdjęcia Kapuścińskiego na wystawie “Zmierzch Imperium”  »

PAP / Dziennik Zachodni
KT / Teresa Semik
17-10-2011

Pięćdziesiąt fotografii wykonanych przez Ryszarda Kapuścińskiego w czasie jego podróży po republikach dawnego ZSRR można oglądać od poniedziałku w ramach wystawy “Zmierzch Imperium” na wydziale teologicznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

"Zmierzch imperium" - wystawa fotografii Ryszarda Kapuścińskiego

Wystawa “Zmierzch Imperium” została otwarta w dniu czternastej rocznicy nadania Ryszardowi Kapuścińskiemu tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego.

Zaprezentowanych zostało pięćdziesiąt fotografii, które Ryszard Kapuściński zrobił w latach 1989–1991, podczas liczącej ok. 60 tys. km podróży po 15 krajach dawnego ZSRR, w tym m.in. Rosji, Gruzji, Azerbejdżanu i Armenii.

Zdjęcia te odnaleziono trzy lata temu w prywatnym archiwum pisarza. Jest to jednak zaledwie wycinek tego co zrobił Kapuściński, gdyż zachowało się 10 tys. negatywów.

Wystawę otworzyła żona pisarza Alicja Kapuścińska. – Dziękuję, że przypominacie państwo postać Ryszarda, jako niezaprzeczalnie utalentowanego autora wielu tekstów – mówiła w poniedziałek. Dodała, że fotografia, to mniej znany sposób wypowiadania się Kapuścińskiego.

Powiedziała, że dla Kapuścińskiego na pierwszym miejscu zawsze było pisanie, a fotografia na drugim. Tłumaczyła, że nie zamieszczał zdjęć w swoich książkach, ponieważ “uważał, że to nie są książki podróżnicze”.

Dodała, że kiedy wyjeżdżał, w podróż zabierał ze sobą: klucze do mieszkania i aparat fotograficzny.

Alicja Kapuścińska na wystawie prac swojego męża

Alicja Kapuścińska przypomniała swoją poprzednią wizytę w Katowicach. – Pierwsza wizyta miała miejsce czternaście lat temu i była związana z niezapomnianym wydarzeniem… nadaniem tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego – mówiła. Podkreśliła, że jest to dla niej ważna rocznica.

Ekspozycja została po raz pierwszy pokazana w 2010 roku w Narodowej Galerii Sztuki “Zachęta” w Warszawie.

Zdjęcia Kapuścińskiego można oglądać w siedzibie wydziału teologicznego Uniwersytetu Śląskiego.

Ryszard Kapuściński (1932-2007). W latach 1958-1972 był dziennikarzem i korespondentem Polskiej Agencji Prasowej. Jak sam wyliczył, w swojej karierze reportera był świadkiem 27 rewolucji, przebywał na frontach dwunastu wojen.

Pisano o nim jako o mistrzu reportażu literackiego i najwybitniejszym pisarzu wśród reporterów. Był podróżnikiem, reporterem, pisarzem. Dzięki wyprawom do Etiopii i Iranu powstały książki, które przyniosły Kapuścińskiemu międzynarodową sławę – “Cesarz” (1978) i “Szachinszach” (1982).

Ryszard Kapuściński był wrażliwy na problemy śląskie. Pytał o autonomię

Ryszard Kapuściński niejednokrotnie dzwonił do mnie z pytaniem o autonomię śląską, o jej sens. Chciał wiedzieć, czy nie dojdzie do zakłócenia integralności Polski – mówi profesor Marek Szczepański, socjolog. O spotkaniach na Śląsku mistrza reportażu, zainteresowaniu giełdą kwiatową w Tychach i Nikiszowcem – pisze Teresa Semik.

Właśnie środowisko akademickie Uniwersytetu Śląskiego pierwsze przyznało Ryszardowi Kapuścińskie-mu najważniejsze swoje wyróżnienie – doktorat honoris causa. Potem dopiero były uczelnie: wrocławska, krakowska, gdańska.

- To było wielkie wydarzenie w jego życiu – wspomina żona pisarza, Alicja Kapuścińska. – Ryszard pozostawał człowiekiem bardzo skromnym. Nie dowierzał w to, co go spotyka. Nie czuł, żeby zasługiwał na takie wyróżnienie.

Rocznica nadania Ryszardowi Kapuścińskiemu doktoratu honoris causa UŚ, której inicjatorem był Wydział Nauk Społecznych, stała się okazją do przypomnienia zmarłego przed czterema laty wybitnego reportażysty. Nie jest to rocznica okrągła, bo czternasta, ale wyjątkowa dlatego, że teraz poznajemy Kapuścińskiego jako nietuzinkowego fotoreportera. Na Wydziale Teologicznym UŚ czynna jest wystawa jego zdjęć “Zmierzch Imperium”, które są zapisem podróży po krajach dawnego Związku Radzieckiego, którą odbył w latach 1989-1991.

Wystawę otworzyła właśnie żona pisarza przyznając, że w Katowicach jest drugi raz w życiu.  – Po jego odejściu szybko się zorientowałam, że skoro on już nic więcej nie napisze, trzeba coś robić dla jego pamięci. Można ewentualnie wznawiać dawno niewydawane książki i tak m.in. po 40 latach wznowiona jest “Gdyby cała Afryka…”. Przygotowałam do wydania ostatni tom “Lapidarium”, którego Ryszard nie zdążył wydać. Większego zainteresowania wymaga teraz jego twórczość fotograficzna i tym chcę się zająć. To wszystko robię dla Rysia.

Związki pisarza ze Śląskiem nigdy nie były zażyłe, ale z właściwym sobie zaciekawieniem reagował, ilekroć działo się tu coś ważnego. Pozostawał wrażliwy na problemy śląskie – uważa prof. Marek Szczepański, który był promotorem doktoratu honoris causa Kapuścińskiego i od tego czasu pozostawali w życzliwych relacjach.

Wielokrotnie prosił w rozmowach telefonicznych, żebym mu wyjaśnił sens autonomii śląskiej i trzymał mnie przy telefonie nieraz godzinę – przypomina prof. Szczepański. – Czuło się głęboki patriotyzm człowieka, który jest zakłopotany tą sytuacją. Z nabożeństwem i troską myśli o ojczyźnie, a jednocześnie chce wiedzieć, czym był i jest ten Śląsk. Pytał o niego, jak człowiek z perspektywy warszawskiej i zawsze była w tym pytaniu nutka niepokoju, czy tutaj nie dzieje się coś groźnego. Chciał wiedzieć, czy nie dojdzie do zakłócenia integralności Polski.

Kapuściński taki właśnie był. Interesowały go szczegóły. Gdy w tyskim domu państwa Szczepańskich słyszał o śląskim Giszowcu, Nikiszowcu, prosił, żeby go tam zawieźć. Gdy usłyszał, że w Tychach jest giełda kwiatowa, oznajmił: – No to, panie Marku, jedziemy na tę giełdę.

- Przez dwie godziny chodził od stoiska do stoiska i wypytywał mnie, jak kwitnie ten kwiatek, a jak ten, jak rośnie i jak się rozwija. No, skąd ja to miałem wiedzieć – mówi profesor Szczepański, socjolog. – Byłem bezradny. Poprosiłem dyrektora giełdy, żeby posłużył Kapuścińskiemu za przewodnika. Ja w tym czasie duchowo się przygotowałem, co mu powiem o Nikiszowcu. To jego zainteresowanie kwiatkami i drzewkami nie było udawane. On taki właśnie był. Musiał wszystkiego dotknąć, musiał znać detale.

Pisano o Ryszardzie Kapuścińskim jako o mistrzu reportażu literackiego i najwybitniejszym pisarzu wśród reporterów. Dzięki wyprawom do Etiopii i Iranu powstały książki, które przyniosły mu międzynarodową sławę – “Cesarz” (1978) i “Szachinszach” (1982). Żył w temperaturze wrzenia świata.

Zaraz po śmierci w 2007 roku, pisano o jego słabościach. Książka Artura Domosławskiego “Kapuściński. Non-fiction” budziła skrajne emocje. Wywołała dyskusję o dziennikarskich standardach, co może zrobić reporter, a czego mu nie wolno. Krytycy zarzucali Kapuścińskiemu mylenie faktów lub ich naciąganie, a nawet zmyślenia, kwestionowali jego wiarygodność jako reportera. Czy “Cesarz” i “Szachinszach” są reportażami wiernymi faktom czy też literacką kreacją? Domosławski zasugerował, że może książki Kapuścińskiego należałoby przestawić z półki z literaturą non-fiction na półkę zatytułowaną fiction (stąd też nawiązanie w tytule całej biografii).

Co zostało z tego szumu medialnego wokół biografii Ryszarda Kapuścińskiego? Niezależnie od sporu o książkę ważne jest pytania, ile fikcji może być w reportażu?

- Niewiele zostało z tego szumu, zwłaszcza zaś wokół książki “Kapuściński. Non-fiction” – uważa prof. Szczepański. – Została natomiast literatura “Kapusty”, jak nazywaliśmy Ryszarda w naszym domu Szczepańskich. I ta literatura się broni znakomicie. Jeśli nawet niektóre detale nie polegają na prawdzie, to co najwyżej można te fragmenty z literatury faktu przenieść do literatury pięknej. I tak pozostanie piękna metafora dyktatury władzy totalitarnej w Afryce na przykładzie “Cesarza”, bo to jest ważny opis władzy politycznej.

Niewątpliwie książka Domosławskiego sprowokowała też dyskusję o relacjach pisarza z komunistyczną władzą, ale przede wszystkim o tym, jak daleko biograf może wkraczać w sferę intymną, obyczajową. Czemu to służy, poza sensacją?

- Książka “Kapuściński. Non-fiction” ukazała się albo za późno, albo za wcześnie. Za wcześnie, bo nie mamy pełnej wiedzy, a za późno, bo Ryszard Kapuściński nie może się obronić – mówi prof. Szczepański. – To ważna książka, ale gdyby jej autorowi towarzyszyła herbertowska potęga smaku, to byłaby jeszcze lepsza. A ona jest bez tej potęgi smaku.

Podróże były pasją Kapuścińskiego, ale, jak dodaje Marek Szczepański, on bał się zasieków, granic – wszelkich. Przeżywał emocjonalnie każdą kolejną wyprawę w świat. – Na pewno nie przyznawał się do strachu – twierdzi Alicja Kapuścińska. – Kiedy jeszcze nie wyjeżdżał za granicę, o czym pisze w “Podróżach z Herodotem”, marzył o przekroczeniu granicy, żeby zobaczyć, jak tam jest.

Prawdopodobnie to było na zasadzie: chcę, ale boję się. Które uczucie będzie silniejsze.

Gdy podróżował po rozpadającym się Związku Radzieckim, w kieszeni zawsze nosił skórki zasuszonego chleba. Na wszelki wypadek. – Cieszę się, że przypominacie postać Ryszarda, jako niezaprzeczalnie utalentowanego autora wielu tekstów. Dziękuję za to nieskończenie – mówiła w Katowicach Alicja Kapuścińska.

Fotografia to mniej znany sposób wypowiadania się pisarza. On sam nigdy nie łączył tych dwóch form twórczości. Nigdy w swoich książkach nie zamieszczał swoich fotografii, uważając, że to nie są książki podróżnicze. Natomiast gromadził je pasjami. Z aparatem fotograficznym nie rozstawał się od 1956 roku, kiedy kupił sobie używaną radziecką Zorkę. – Od tamtej pory za każdym razem zabierał w drogę klucze do mieszkania, żeby wiedzieć, że ma dokąd wrócić, i aparat fotograficzny – przypomina pani Alicja. – Kluczy od domu nigdy nie zgubił.

Zdjęcia prezentowane na wystawie “Zmierzch Imperium” zostały odnaleziono trzy lata temu w prywatnym archiwum pisarza. Są zapisem podróży liczącej ok. 60 tys. km i reporterskiej obserwacji rodzinnego miasta Pińska (dziś Białoruś) oraz 15 krajów dawnego ZSRR, w tym Rosji, Gruzji, Azerbejdżanu i Armenii.

Pejzaż ludzi uzupełnia pejzaż miast. Ta wystawa jest jeszcze jedną formą pamięci o pisarzu. Ekspozycja została po raz pierwszy pokazana w 2010 roku w galerii “Zachęta” w Warszawie, potem w Lublinie. Z Katowic pojedzie dalej, by zgodnie z planem dotrzeć do Rosji.

Jest to jednak zaledwie wycinek tego, co zrobił Kapuściński, gdyż zachowało się 10 tys. negatywów z całego świata. Wcześniej prezentowane były tematy afrykańskie.

- W planie mam kolejny temat – zapowiada Alicja Kapuścińska. – Są fotografie, które on określał poetyką fragmentu, mając na myśli, na przykład, ślady stóp na piasku albo powyginany korzeń leżący na brzegu morza, albo jakąś rozwichrzoną palmę. Tego typu prac jest na tyle dużo, że na pewno uda się stworzyć wystawę. Poza tym są fotografie z całego świata, więc wiele jeszcze przed nami.

Alicja Kapuścińska, z zawodu lekarz, nie towarzyszyła w podróżach męża.

- To nawet nie wchodziło w grę, bo to była jego praca, jemu tylko za nią płacono. Ja miałam swoją bardzo interesującą pracę – wyjaśnia. – Nie mówiąc już o tym, że w latach 60. czy 70. chyba nie dostałabym paszportu ani wizy. Byłam z nim w Afryce, kiedy był korespondentem Polskiej Agencji Prasowej i ciężko zachorował. Właśnie PAP mnie tam wysłała, żebym się nim trochę zajęła, ale po przylocie już go zastałam w dobrej formie. Natomiast potem mieszkaliśmy razem, kiedy został korespondentem w Meksyku.

W Katowicach Alicja Kapuścińska wyraziła zgodę, by nazwiskiem męża nazwano odkrytego niedawno w Iranie owada. Badania prowadzą biolodzy UŚ.

Teresa Semik

Całość: http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/slask/zdjecia-kapuscinskiego-na-wystawie-zmierzch-imperi,1,4883101,region-wiadomosc.html, http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/463993,ryszard-kapuscinski-byl-wrazliwy-na-problemy-slaskie-pytal,id,t.html