Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

20-11-2011, 20:03

Olgierd Budrewicz nie żyje  »

Gazeta Wyborcza
d, PAP
20-11-2011

Zmarł Olgierd Budrewicz dziennikarz i pisarz, który odwiedził i opisał ponad 160 krajów, varsavianista pasjonujący się dziejami stolicy Polski. Miał 88 lat.

Olgierd Budrewicz (1923 - 2011)

Budrewicz był autorem licznych reportaży zagranicznych wydanych w kilkudziesięciu książkach, programów telewizyjnych, scenariuszy i komentarzy do dokumentów filmowych. Tworzył publicystykę poświęconą zagadnieniom polonijnym, przewodniki i publikacje podróżnicze. Wydał wiele książek poświęconych historii i współczesności Warszawy, artykułów, felietonów, szkiców i esejów. Napisał m.in. “Baedeker warszawski”, “Podróże do czterech rogów świata” i “Byłem wszędzie”.

- Do końca pisał. Ostatnio zajmował się książką na temat Hiszpanii i oczywiście Warszawą – mówi córka pisarza Ewa Budrewicz – Wałaszewska.

- W swej pracy był bardzo odważny – udawał się w miejsca, z których mógł nie wrócić – tak jak później Ryszard Kapuściński – powiedział dziennikarz Stefan Bratkowski. Jak dodał, oprócz zagranicznych podróży, najważniejszą pasją Budrewicza była Warszawa. – Był ciekawym i wszechstronnym dziennikarzem, uroczym człowiekiem i dobrym przyjacielem – wspominał Budrewicza Bratkowski.

Odwiedził ponad 160 państw

Olgierd Budrewicz urodził się 10 lutego 1923 roku w Warszawie. Był absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, podczas II wojny był żołnierzem Armii Krajowej i uczestnikiem Powstania Warszawskiego. Po zakończeniu wojny współpracował jako dziennikarz m.in. z “Przekrojem”, “Tygodnikiem Warszawskim” i “Słowem Powszechnym”.

Warszawa dla Budrewicza nie była tylko światem dzieciństwa. Przeżył tu okupację, a podczas powstania warszawskiego walczył na ukochanym Żoliborzu. Tu rozpoczął na tajnych kompletach studia prawnicze, które ukończył po wojnie. Jednak jako aplikant sądowy przepracował zaledwie jeden dzień. Został reporterem warszawskich gazet.

W 1956 roku Budrewiczowi udało się wyjechać z Polski. Na statku handlowym, jako praktykant sypiący węgiel pod kotły, dotarł do Kairu i Bejrutu. Na kartach “Byłem wszędzie” wspomina iluminację tych miast, która po szarości ówczesnej Warszawy oszołomiła go. To właśnie z Bejrutu Budrewicz wysłał pierwszy artykuł do “Przekroju” i został korespondentem tego pisma.

Budrewicz dotarł do ponad 160 państw, do niektórych jako pierwszy polski dziennikarz. Wydał ponad 20 książek, w których opisywał wielkie miasta, przedstawiał niezwykłych ludzi, z którymi się przyjaźnił. Przez karty “Byłem wszędzie” przewija się galeria postaci ze wszystkich kontynentów i oczywiście z Warszawy.

Warszawa zawsze była moim miastem

W książce “Olgierda Budrewicza słownik warszawski” przedstawił kilkaset haseł poświęconych postaciom, miejscom, instytucjom i pojęciom związanym ze stolicą uzupełnionych humorystycznymi ilustracjami Juliana Bohdanowicza. – Warszawa zawsze była moim miastem, miastem które jest mi bliskie, które kocham i o którym piszę – mówił Budrewicz podczas promocji publikacji w lutym tego roku.

W czerwcu 2011 roku Budrewicz został uhonorowany przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego złotym medalem “Zasłużony Kulturze – Gloria Artis”. Był wielokrotnie odznaczany za zasługi dla Państwa, m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Był członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Związku Literatów Polskich, ZAIKS-u, Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, a także członkiem Oddziału Polskiego The Explorers Club.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,10677176,Olgierd_Budrewicz_nie_zyje.html

20-11-2011, 19:55

Dziennikarze “Faktu” wstępują do NSZZ “Solidarność”  »

Press
TAM, PAP
20-11-2011

Kilkadziesiąt osób zapisało się do nowo powstałego związku zawodowego w wydawnictwie Ringier Axel Springer. Na razie są to wyłącznie pracownicy “Faktu”.

Właśnie z inicjatywy dziennikarzy tej gazety w wydawnictwie powstała struktura NSZZ “Solidarność”. To pierwszy związek zawodowy działający w firmie. Jego przewodniczącą została Joanna Pęcherska, skarbnikiem jest Bartosz Życiński, a sekretarzem – Anita Sobczak. – Jest kryzys, nakłady gazet spadają, a u nas już tradycją stały się coroczne zwolnienia i niekorzystne zmiany w umowach – mówi Joanna Pęcherska. – Chcemy mieć większe pole negocjacji. Nikt nam tego nie potwierdzał, ale na korytarzach mówiło się o zwolnieniach w “Fakcie” – dodaje. Ostatnie zwolnienia w redakcji przeprowadzono jesienią ub.r. W październiku br. z wydawanego przez Ringiera tygodnika “Newsweek Polska” zwolniono kilkanaście osób, pozostałym zaś o 10 proc. obniżono pensje.

W ubiegłym tygodniu o powstaniu organizacji poinformowano zarząd wydawnictwa. Prawdopodobnie w ciągu kilku dni wskaże on osobę, która będzie odpowiadała za kontakty ze związkowcami.

Powstanie związku nie dziwi Andrzeja Szymańskiego, przewodniczącego “Solidarności” Radia Łódź. – Powinni założyć go już wcześniej. Związek zawodowy jest jedynym prawnym narzędziem nacisku zatrudnionych na pracodawcę – uważa Szymański.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/27571,Dziennikarze-Faktu-wstepuja-do-NSZZ-Solidarnosc

20-11-2011, 18:40

Kazimierz Seko: Sprawiedliwy po latach  »

Dziennik Zachodni
Grażyna Kuźnik
20-11-2011

Wybitny amerykański skrzypek postanowił naprawić błąd ojca. Postarał się o to, żeby śląski fotoreporter Kazimierz Seko otrzymał pośmiertnie medal Instytutu Yad Vashem za uratowanie życia uciekiniera z getta. Pisze Grażyna Kuźnik.

Kazimierz Seko

Po śmierci znakomitego śląskiego fotoreportera Kazimierza Seko, córka znajduje w papierach ojca teczkę pełną zdjęć małego chłopca. Jest śliczny, ma burzę ciemnych loków. Chłopczyk cudownie gra na skrzypcach, występuje z Filharmonią Śląską w Katowicach. Debiut dokumentuje Polska Kronika Filmowa. 8-letni Adaś Górski gra wtedy koncert a-moll Vivaldiego.

Kamera pokazuje jak Adaś sięga po skrzypce. Sala koncertowa, orkiestra z dyrygentem, przy fortepianie ciemnowłosa kobieta, wpatrzona w małego wirtuoza, jego matka.

A na widowni jest ojciec. Właściwie to nie mogło się zdarzyć. Bo chłopiec na scenie to nie Adaś Górski tylko Arno Haan, urodzony w 1940 roku we Lwowie. Matka, ojciec i syn zagubili się podczas wojny, ale przeżyli. Każde z nich przetrwało w inny, cudowny sposób. Oprócz siebie stracili prawie wszystkich.

Adam Han-Górski jest dzisiaj sławnym amerykańskim skrzypkiem. Tekla Seko napisała do niego w 2007 roku: “Wśród cennych pamiątek po ojcu odnalazłam teczkę, która zawiera materiały pochodzące z Pańskiego dzieciństwa i młodości. Wycinki z gazet, zdjęcie dokumentujące pierwsze Pańskie sukcesy. Być może ma Pan wszystkie te materiały we własnych zasobach, ale jeżeli nie, pomyślałam, że chciałby je Pan mieć.”

List młodej kobiety z Polski przywołuje wspomnienia, Adam natychmiast odpisuje z Minneapolis. Jest wdzięczny za to, że ktoś zadał sobie trud jego odnalezienia. Pisze: “Dwa lata temu zmieniłem kontynent po raz czwarty w mojej karierze, a jak chodzi o przeprowadzki, to już dawno straciłem rachunek. Przy jednej z tych okazji wszystkie moje archiwa przepadły. Jestem naprawę wzruszony Pani sumiennością. Pani Tato był najlepszym przyjacielem mojego Ojca.”

Gest dziewczyny, a także fakt, że jej ojciec był z niego dumny, przypomina artyście o tym, co jego rodzina zawdzięcza Kazimierzowi. Gdyby nie on, koncert małego Adasia nigdy by się nie odbył. Całe życie muzyka byłoby inne. To Seko ocalił jego ojca, kiedy Szymon Haan uciekł z likwidowanego getta. Seko powinien za to dostać medal Sprawiedliwego wśród Narodów Świata, ale rodzina Górskich po wyjeździe do Izraela w 1957 roku, jakoś o tym zapomniała.

Teraz Adam Han-Górski chce to naprawić. Nawiązuje kontakt z Instytutem Yad Vashem w Jerozolimie. Sprawą zajmuje się Bożena Rotman, świetnie znająca język polski. Prosi nawet o wspomnienia w tym języku. Adam się cieszy: “Język polski to jest jedyny mój język z ośmiu, którymi władam do dziś bez akcentu. No cóż, to jest też mój Mameluschn”. Pisze: “Postaram się jak najszybciej przesłać wszelkie informacje. Jest mi niezmiernie przykro, że moja rodzina tak haniebnie obowiązek zaniedbała”.

Bożena Rotman odpisuje: “Z niecierpliwością czekam na przeczytanie Pana historii”. Dodaje, że komisja wymaga ścisłości i dokładnie sprawdza wszystkie podane fakty.

Adam opowiada o sobie: “Jestem muzykiem, mój debiut dałem w Filharmonii Śląskiej w 1948 roku. Po maturze wyjechałem z rodziną do Izraela. gdzie studiowałem w Akademii Muzycznej, po jej ukończeniu zostałem przyjęty do klasy Jaschy Heifetza w Los Angeles. Byłem koncertmistrzem w wielu orkiestrach, 25 lat grałem w Orkiestrze Radia Wiedeńskiego, potem wróciłem do Stanów.”

Jest rok 2009, sprawa w Yad Vashem rusza powoli, ale jednak się toczy. Nie żyje już ani Szymon, który zmarł w Izraelu, ani jego żona.

Barbara Karwat - Seko

- Mój mąż nie spodziewał się żadnych honorów, mówił, że zachował się wtedy jak przyzwoity człowiek – wspomina Barbara Karwat-Seko, wdowa po Kazimierzu. – Nie opowiadał o sobie, tylko o tym, w jakich strasznych czasach żył. Wojna zabrała mu młodość, przyjaciół, rodzinny dom. Kazimierz Seko urodził się w 1917 roku w Hostowie koło Stanisławowa. Był działaczem Armii Krajowej. Podczas wojny przerwał studia na Akademii Handlu Zagranicznego, pracował w stacji traktorów w Jaworowie jako buchalter. Tam właśnie spotkał Szymona.

W liście do jego syna tak opisał ich przyjaźń: “Fotografowaliśmy obaj. Moim aparatem, bo Ojcu zrabowano sprzęt w czasie wojny. Nauczył mnie wykonywania odbitek fotograficznych na swoim powiększalniku i co ważniejsze – wyszkolił w fotografowaniu. Można powiedzieć, że był to solidny fundament pod moją późniejszą karierę fotoreporterską, którą rozpocząłem przy nim w redakcjach “Sportu” i “Dziennika Zachodniego”.

W innym liście dokładniej opowiada o ich pierwszym spotkaniu. Była wiosna 1942 roku. Ktoś przybiegł do jego pokoju z wieścią, że pomocnik kowala, Żyd Haan zemdlał. Kazimierz pobiegł na pomoc, zobaczył leżącego na kamiennej posadzce młodego mężczyznę. Ocucił go, wziął do swojej kancelarii, poczęstował herbatą, a nawet wódką, ale Haan odmówił. Zemdlał z głodu. Seko dowiedział się, że ten robotnik to doktor praw ze znanej we Lwowie rodziny. Żonę pianistkę miał w głębi ZSRR, synka ukrywała polska rodzina.

Seko zaczął mu pomagać. Najpierw przekwalifikował go na traktorzystę, żeby roboczy tydzień mógł spędzać poza gettem, do którego wracał tylko w niedzielę. W Jaworowie koło Lwowa było duże getto. 25 procent mieszkańców miasta stanowili Żydzi. Ale w listopadzie 1942 roku prawie wszyscy z getta trafili do obozu zagłady w Bełżcu.

Zachował się opis tej akcji: “Zjechały ze Lwowa maszyny ciężarowe. Otoczono miasto. Zaczęto rewizję w każdym domu. Rozgrywały się makabryczne sceny, ulice spłynęły krwią. Wieczorem zabrano ludzi na stację i załadowano do pociągu. Wszyscy szli bladzi, ślepo przed siebie wpatrzeni, tuląc się lub trzymając za ręce”.

Kazimierz Seko wspominał w liście, że Sim, jak nazywał Szymona, wyskoczył wtedy z parteru na ulicę. Strzelano za nim, ale przeczołgał się pod drutami otaczającymi getto i dotarł do stacji traktorów. Kazimierz był w pracy, zdołał ukryć przyjaciela w starej cysternie. Tam go dokarmiał, aż zrobiło się bezpieczniej. W getcie zginął ojciec i dwóch braci Sima. Rodzice i siostra jego żony zginęli w Bełżcu.

Niemcy jednak wiedzieli, że Sim uciekł, szukano go zaciekle. Za pomoc groziła kara śmierci. Seko w innej stacji traktorów miał kolegę Zygmunta Daniela, który zgodził się przyjąć “trefnego” pracownika. Sim dostał papiery na nazwisko Tadeusza Górskiego, Seko dorobił do nich zaświadczenie o pracy w swojej stacji. Odwiózł Sima ciężarowym samochodem do Lwowa i odprowadził na pociąg.

Po kilku dniach Sim, czyli Tadek przysłał wiadomość, że dotarł szczęśliwie.

Wiadomo że potem, jako pracownik organizacji Todt dostał się na wschodni front, skąd przedostał się na stronę radziecką. Po wojnie odnalazł rodzinę. Jego żona Helena i synek, którzy byli też w krakowskim getcie, przeżyli. Zobaczyli się we Lwowie.

Po wojnie rodzina Han-Górskich repatriowała się ze Lwowa z zespołem opery do Bytomia. Tutaj Sim odnalazł też Kazimierza i przyjaźń odżyła. Seko pisał do synów, że “dzieje i przygody Ojca są miejscami tak nieprawdopodobne, że gdyby nie konkretne, nie budzące wątpliwości dowody i fakty – można by je między bajki włożyć”.

Na Śląsku Seko stał się wybitnym fotoreporterem, pracował w redakcjach i w Centralnej Agencji Fotograficznej. Był pierwszym polskim jurorem World Press Photo. Zostawił po sobie wspaniałe archiwum, które wdowa przekazała Muzeum Historii Katowic. Wkrótce odbędzie się tam wystawa jego fotografii.

Instytut Yad Vashem przyznał mu właśnie medal “Sprawiedliwy wśród narodów świata”. Jego imię zostanie wyryte na Murze Honoru w Jerozolimie.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/473350,kazimierz-seko-sprawiedliwy-po-latach,id,t.html

18-11-2011, 19:18

Zwolnienia grupowe w Presspublice. Bez pracy 120 osób  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pr/zr/pap/zpe
18-11-2011

Związki zawodowe działające w Presspublice, wydawcy m.in. “Rzeczpospolitej”, otrzymały w czwartek zawiadomienie o zwolnieniach grupowych. Pracę ma stracić do 120 osób.

Jak powiedział przewodniczący komisji zakładowej “Solidarności” Piotr Kościński planowane zwolnienia dotyczą pracowników zatrudnionych na etacie; w Presspublice jest ich mniej niż 600. Pod koniec października nowy zarząd spółki informował, że wydawnictwo zatrudnia i współpracuje w sumie z 790 osobami.

W ciągu najbliższych dni związki zawodowe powinny przystąpić z pracodawcą do negocjacji warunków zwolnień – jest na to 20 dni. Jak dowiedziała się PAP ze źródeł w Presspublice, negocjacje rozpoczną się w poniedziałek. Jeśli porozumienia nie będzie, pracodawca może wydać regulamin zwolnień.

Informację o planowanych zwolnieniach potwierdził Jarosław Knap – doradca Gremi Media, nowego właściciela Presspubliki. Dodał, że negocjacje ze związkami zawodowymi będą dotyczyć zarówno skali, jak i terminów zwolnień. Nie chciał powiedzieć, kto dokładnie miałby zostać zwolniony.

“Nie stawiamy ultimatum, pokazujemy zakres działalności spółki i konieczny – naszym zdaniem – zakres zwolnień. Cały czas chcemy i rozmawiamy ze związkami” – zaznaczył.

W połowie października br. właściciel spółki Gremi Media Grzegorz Hajdarowicz podpisał umowę kupna 48,99 proc. udziałów wydawnictwa od spółki Skarbu Państwa Przedsiębiorstwa Wydawniczego “Rzeczpospolita”. Wcześniej Gremi Media przejęła kontrolny pakiet 51,01 proc. udziałów Presspubliki od brytyjskiego funduszu Mecom.

W spółce zmienił się wówczas zarząd – nowym prezesem został szef funduszu NFI Jupiter Dariusz Leśniak. Podczas konferencji prasowej pod koniec października Leśniak poinformował, że po dziewięciu miesiącach br. wydawnictwo ma straty w wysokości 12,2 mln zł, a według prognozy na koniec roku strata wyniesie 15,6 mln zł.

Nowy prezes spółki uniknął wówczas odpowiedzi na pytanie, czy Presspublica zamierza ograniczyć zatrudnienie. Zaznaczył jednak, że celem spółki jest wygenerowanie zysku w 2012 r. oraz ograniczenie wysokości straty przewidywanej na koniec br.

Presspublica to wydawca m.in. dziennika “Rzeczpospolita” (sprzedaż miesięczna ok. 100 tys. egz.), gazety “Parkiet” (sprzedaż ok. 7 tys.), tygodnika “Uważam Rze” (sprzedaż ok. 140 tys.) oraz portali internetowych, w tym portalu rp.pl.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/zwolnienia-grupowe-w-presspublice-bez-pracy-120-osob

18-11-2011, 13:41

Ks. Adam Boniecki ma milczeć “na czas nieograniczony”  »

Gazeta Wyborcza
Katarzyna Wiśniewska
18-11-2011

Zakon marianów się nie ugiął: zakaz występowania w mediach dla ks. Bonieckiego został przedłużony – były redaktor “Tygodnika Powszechnego” powiedział o tym sam na czwartkowym spotkaniu z czytelnikami w pilskim domu kultury.

W “Gazecie” pisaliśmy ostatnio, że marianie mogą postawić ks. Bonieckiemu ultimatum, że może występować w mediach, jeśli będzie sam się cenzurował.

Ks. Adam Boniecki

Na spotkaniu w Pile ks. Boniecki powiedział: – Gdyby moi przełożeni powiedzieli, że mogę mówić w telewizji, ale pod warunkiem, że będę nawoływał do walki o krzyż w Sejmie, że potępię i powiem, że Nergal jest satanistą, to bym stracił wolność słowa. Tego bym nie mógł przyjąć. A powiedzieli po prostu “nie wolno” i koniec. I przedłużyli to właśnie ostatnio na czas nieograniczony.

Ks. Bonieckiego zaproszono do Piły w związku z jego najnowszą książką “Czasem trzeba zażartować. Alfabet Księdza Bonieckiego”. Spotkanie zrelacjonowały lokalne media i portale.

Dlaczego macierzysty zakon uciszył ks. Bonieckiego? Marianie nie wyjaśnili. Wiadomo, że poszło o jego opinie na temat krzyża w Sejmie i Janusza Palikota. Na przykład w “Kropce nad i” pytany, czy krzyż powinien wisieć w Sejmie, czy nie, odparł: “Obie odpowiedzi są poprawne”. Wcześniej odżegnywał się też od potępiania Nergala. Przeciw decyzji marianów protestowali katoliccy intelektualiści, m.in. warszawski KIK i redakcja “Więzi”.

W Pile ks. Boniecki zapewnił: – To, że nie mogę mówić w telewizji, to nie jest odebranie mi wolności słowa Ja mogę żyć bez mediów, mogę pisać w “Tygodniku Powszechnym”. Mogę z państwem się spotkać. Trudno, nie muszę rozumieć, jaki jest sens i korzyść z tej sytuacji.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,10666867,Ks__Adam_Boniecki_ma_milczec__na_czas_nieograniczony_.html#ixzz1e3WYNpGy

18-11-2011, 10:51

Bytom: Premiera dokumentu o powstańcach śląskich w Muzeum Górnośląskim  »

PAP
18-11-2011

Premiera dokumentu pt. “Szlakiem śląskich powstańców” odbędzie się w piątek w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu. Film, w którym wystąpią potomkowie powstańców, był kręcony w najważniejszych miejscach związanych z historią tych trzech powstańczych zrywów.

Aleksandra Fudala na planie filmu "Szlakiem śląskich powstańców"

Dokument “Szlakiem śląskich powstańców” nie będzie tylko faktograficzną relacją zdarzeń. Wystąpią w nim potomkowie powstańców, których odszukała autorka filmu i dziennikarka specjalizująca się w produkcjach historycznych Aleksandra Fudala – przez 19 lat związana z Telewizją Katowice, obecnie twórca niezależny.

- O losach swoich rodzin będzie opowiadać między innymi Bernard Bromboszcz, którego ojciec przez pół roku szedł wzdłuż granic II Rzeczypospolitej, w podziękowaniu za przyłączenie części Górnego Śląska do Polski. Wyruszył w lipcu 1931 roku, a do domu wrócił w grudniu – powiedziała Fudala.

W filmie pojawia się także Janusz Lortz, którego dziadek wydał rozkaz wybuchu I powstania śląskiego w Bytomiu, oraz Sylwester Włoka, którego rodzinę podzielił plebiscyt z 20 marca 1921 roku. Tego dnia mieszkańcy Śląska mieli zdecydować, czy głosują za przynależnością do Polski, czy do Niemiec. – Mimo że mieszkali pod jednym dachem część jego rodziny opowiadała się za stroną polską, inni za stroną niemiecką. Co ciekawe nie było między nimi kłótni i sporów – dodała Fudala.

Film o powstańcach śląskich powstawał w najważniejszych i najciekawszych miejscach związanych z powstaniami – począwszy od Muzeum Czynu Powstańczego na Górze św. Anny (Opolskie), poprzez niemal wszystkie miejscowości, gdzie rozgrywały się najważniejsze powstańcze wydarzenia, jak np. w Piekarach Śląskich na Kopcu Wyzwolenia, który został usypany w okresie międzywojennym.

Ekipa filmowa odwiedziła także mało znane z kart historii zakątki, takie jak np. Czarny Las (Śląskie), gdzie w kwietniu 1921 roku doszło do tajnego spotkania dyktatora III powstania śląskiego i jednego z czołowych polityków II Rzeczpospolitej Wojciecha Korfantego z francuskim generałem Henrykiem Le Rondem – szefem Międzysojuszniczej Komisji Plebiscytowej. Najprawdopodobniej właśnie w Czarnym Lesie Korfanty ostatecznie przekonał się, że tylko kolejna demonstracja zbrojna pomoże rozwiązać problem przynależności Śląska do Polski.

W tym roku film, który przygotowano z myślą o uczniach, trafi do wszystkich szkół ponadgimnazjalnych woj. śląskiego jako uzupełnienie lekcji historii. Stąd autorzy filmu chcąc w przystępny sposób przybliżyć historię powstań śląskich, obok fragmentów filmów Kazimierza Kutza, prezentują w nim także teledysk katowickiego rapera Miuosha pt. “Piąta strona świata”. Teledysk został zrealizowany wraz z Janem “Kyksem” Skrzekiem i bije rekordy popularności w internecie.

Premierowy pokaz filmu odbędzie się w piątek w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu.

Trwający 40 minut dokument zrealizowano na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego. Jego producentem jest Stowarzyszenie Inicjatyw Młodzieży w Rybniku, które wygrało otwarty konkurs ofert na zadania publiczne Województwa Śląskiego w dziedzinie kultury, w zakresie realizacji filmów służących edukacji regionalnej.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/473563,bytom-premiera-dokumentu-o-powstancach-slaskich-w-muzeum,id,t.html?cookie=1