Temat autonomizacji Górnego Śląska, jakichś szczególnych praw i przywilejów dla tego regionu, interesował mnie zawsze o tyle, o ile w Redakcji szumne teksty-manifesty przeciw Ruchowi Autonomii Śląska sporządzał nasz kolega, Pan Rajmund Pollak. Poglądów Pana Rajmunda streszczać nie zamierzam, są nam dobrze znane, a gdyby ktoś spoza Redakcji zainteresowałem się nimi – zawsze można wspomniane artykuły odnaleźć. To właśnie dzięki nim dowiedziałem się, że sprawa jest bardzo burzliwa, jedni za autonomizacją optują, inni ten projekt postponują, jedni swoich adwersarzy nazywają polskimi nacjonalistami, drudzy mówią o śląskich wywrotowcach i zdrajcach. Emocji co niemiara, w debacie mnóstwo prawdziwych Polaków stojących naprzeciw prawdziwych Ślązaków. I trudno przecież, żeby pałali do siebie sympatią. Gdy się spotykają jedni prawdziwi z innymi prawdziwymi, to zawsze idą ze sobą na noże. Prócz kwestii tych żywiołowych emocji, które widziałem u Pollaka, sprawa autonomii Śląska zaciekawiła mnie jeszcze tak jakoś najzwyczajniej w świecie, zmieściła się w ramach moich zainteresowań i predyspozycji psychicznych, odpowiedziała mojej humanistycznej wrażliwości. Zawsze interesowały mnie, na płaszczyźnie filozoficznej i kulturowej, wątek wartości narodowych, temat wolności i ruchów separatystycznych, a poza tym różne takie lokalne ciekawostki i psychologiczne zakamarki. Zawsze cieszyło mnie, gdy ktoś przejawiał specjalne upodobania i osobliwe intuicje, jakąś osobną drogę, gdy odrzucał patetyczne mity polskości na rzecz drobniejszych i bardziej zniuansowanych kryteriów postępowania. Gdy ktoś miał własny światek naprzeciw tego większego, naprzeciw świata innych.
Czytaj całość...