Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

03-10-2012, 21:28

Grzegorz Miecugow: Politycy są zbyt aroganccy  »

Wiadomości24.pl
Przemysław Maksym
03-10-2012

Grzegorz Miecugow, dziennikarz TVN24, mówi w rozmowie z W24, że politycy PO to nygusy, a partie naciągają i oszukują obywateli. Odpiera zarzuty, że TVN sprzyja Platformie i Tuskowi, a także opowiada o ciekawej sytuacji z Wisławą Szymborską.

Grzegorz Miecugow - "Szkiełko i wokół"

Z Grzegorzem Miecugowem rozmawiałem w siedzibie TVN przy Wiertniczej. Znanego dziennikarza chciałem zapytać o to, co zmotywowało go do udzielenie tak dużego, bo książkowego wywiadu Violetcie Ozmninkowski, który nosi ciekawy tytuł “Szkiełko i wokół”. Próbowałem też dopytać się o kilka faktów, które przedstawił w rozmowie. Okazał się rozmówcą nieprzeciętnym, choćby dlatego, że udzielając odpowiedzi na moje pierwsze pytania dotyczące treści książki, zaczął przedstawiać swoje bardzo ciekawe teorie i rozważania dotyczące obecnego stanu mediów w Polsce, a także polityki europejskiej. Redaktor Miecugow z wykształcenia jest filozofem. Jak sam podkreślił, to stąd jego skłonność to bardzo ciekawych dywagacji. Na mojej dziennikarskiej drodze to chyba pierwszy rozmówca z tych, o którym doświadczeni dziennikarze mówią, że można podstawić im dyktafon i słuchać, słuchać i jeszcze raz słuchać. Bez zadawania zbędnych pytań. Po rozmowie stwierdziłem, że redaktorowi można postawić zasadniczo dwa pytania: co pan sądzie o współczesnej polityce i jak w ostatnim czasie zmieniły się media w Polsce i w Europie? Odpowiadać mógłby bardzo długo, a ja usłyszałbym wszystko, czego chciałem się dowiedzieć.

Przemysław Maksym: Dlaczego zgodził się pan udzielić wywiadu – rzeki „Szkiełko i wokół”, w którym odsłania pan kulisy swojej kariery medialnej, a także prywatnego życia?

Grzegorz Miecugow: Pomysł wyszedł od Violetty Ozminkowski, którą Wydawnictwo Czerwone i Czarne zapytało, z kim teraz chciałaby przeprowadzić wywiad, a o ona odpowiedziała, że ze mną. Decyzja Violetty była trochę odpryskiem po dziesięcioleciu TVN24. Pisała artykuł na ten temat. Spodobało jej się wtedy, jak opowiadałem o historii stacji. Ja się trochę opierałem tej propozycji, bo nie uważam się za tak interesującą osobę, żeby udzielać wywiadu-rzeki. Ona jednak powiedziała, że w kluczowych dla Polski momentach byłem w najważniejszych w naszym kraju mediach. Jak się zmieniał ustrój, to byłem wtedy w Trójce, która przeżywała lata świetności. Potem pracowałem jako wydawca „Wiadomości”. Byłem też wśród ojców założycieli TVN i TVN24. To mnie przekonało.

A chciał pan podsumować swoją dotychczasową karierę, swoje życie?

Nie. A to dlatego, że nie skończyłem jeszcze 57 lat. Uważam, że w życiu zawodowym sporo jeszcze przede mną.

Jest pan szczęściarzem, bo przecież już od dziecka mógł pan przebywać w towarzystwie ciekawych osób. Interesująca historia z Wisławą Szymborską zdarzyła się panu, gdy miał pan półtora roku.

Gdy Szymborska została laureatką literackiego Nobla, byłem wydawcą “Wiadomości”. Zadzwoniłem wtedy do pensjonatu w Zakopanem, gdzie przebywała poetka. Chciałem, żeby udzieliła mi wywiadu, choć ona strasznie unikała dziennikarzy. Gdy recepcjonistka przekazała noblistce telefon, ta zapytała: “Grzesiu?”, a po chwili dodała: “… a pamiętasz, jak mi nasikałeś na kanapę?” Taka to zabawna historia mi się przydarzyła, gdy byliśmy jeszcze sąsiadami w Krakowie.

Potem spotkał pan m.in. Kisiela, Jacka Kaczmarskiego.

To, że się urodziłem w Krakowie, i mieszkałem w domu Związku Literatów Polskich, było wspaniałe, ale ja tego jako dziecko nie doceniałem. Szacunek przyszedł później. Może gdybym wcześniej wiedział, kim są osoby, które miałem możliwość spotykać, bardziej bym chwile z nimi spędzone doceniał. Np. w miarę regularnie spotykałem znanego aforystę Jana Sztaudyngera w restauracji w klubie ZLP. Szymborską pamiętam tylko z opowieści moich rodziców. Kisiela pamiętam, ale trochę jak przez mgłę. Miałem sześć lat, jak się wyprowadzał do Warszawy. Nawiązałem potem jakieś kontakty z Jurkiem, jego synem, po którym donaszałem ubranka. Spotykając Kaczmarskiego, już wtedy wiedziałem, że to jest nietuzinkowy gość. Byłem dla niego pełen podziwu. Był ode mnie z dwa lata młodszy, świetnie grał na gitarze i z łatwością układał teksty. Także znajomość z Jackiem zachowam głęboko w pamięci, w sercu.

A czy choroba nowotworowa, o której nie tak dawno opowiadał pan w mediach, miała wpływ na pana życie?

Ostatnio rozmawiałem z ks. prof. Michałem Hellerem o wierze. Nie doszliśmy jednak do porozumienia, choć mi się wydawało, że bardzo szybko się dogadamy. Obaj wierzymy w coś podobnego, tylko inaczej to nazywamy. Ja nazywam to Absolutem, a on Bogiem. U niego jest to wszystko jednak bardziej skomplikowane. Ja uważam, że siła sprawcza, która spowodowała Wielki Wybuch, jest właśnie tym Absolutem. I nie ma to nic wspólnego z Bogiem, a
już w szczególności z takim, w którego wierzą katolicy. Natomiast Heller uważa, że dzięki Bogu wszystkie struktury we Wszechświecie są uporządkowane i spójne, mają swoje miejsce. On w sposób bardziej skomplikowany niż Leibniz kilka wieków temu zadał pytanie, dlaczego za Bogiem stoi raczej coś niż nic.

Czy takie podejście do rzeczywistości nie utrudnia panu życia? Ja wierzę w Boga, którego stara mi się opisywać katolicyzm. Wynika z tego dla mnie jasno określony, choć nie zawsze łatwy do przestrzegania system norm, zakazów, według których próbuję żyć. Moja wiara mówi mi, że choć kiedyś umrę, to mam szansę na prawdziwe życie po śmierci, i będzie to życie wieczne, bez smutków i trosk. Natomiast pan wciąż szuka odpowiedzi na te problemy…

Na pewno nie wierzę w Boga z brodą siedzącego na chmurce, bo to jest dla mnie zbyt naiwne, bym mógł w takie wyobrażenie wierzyć. To obraża moją inteligencję. Ja jestem w stanie wierzyć w cudowny Wszechświat, ale czy mój mózg jest to w stanie ogarnąć? Nie bardzo. Nie da się umysłem ogarnąć nieskończoności. Wiele set lat rozwoju homo sapiens pokazuje, że nie ma nieskończoności. Ale jeżeli ona jednak jest, to znaczy, że moja głowa tego nie ogarnia.

Może trzeba na pewnym obszarze wyłączyć swój rozum, przyjmując postawę pokory? Dołączyć do poprzednich pokoleń, którzy uwierzyły w to, co mówi Biblia, przekazuje Kościół, i swoją wiarę przekazali współczesnym? Trzeba uwierzyć, że jest Ktoś mądrzejszy od nas i po prostu mu zaufać.

Biblia, zwłaszcza w tych czasach, w których tak bardzo przyspieszyliśmy, nie jest dobrym drogowskazem. Nagle uświadamiam sobie, że nie jestem w stanie zrozumieć, jak coś jest zbudowane. Gdy byłem dwunastoletnim chłopcem, świat w zasadzie nie miał przede mną tajemnic. Może nie wiedziałem tylko, jak działa lampa telewizyjna. Pan pewnie teraz nie wie, co to jest za lampa. A więc Biblia do tego zmieniającego się, przyspieszającego świata nic już nie ma.

Nie pomaga go uporządkować?

Nie. Tak samo jak już Dekalog nie wystarcza, trzeba pisać kodeksy dla różnych zawodów – dla felczerów, dla tych, którzy się stykają z wielkimi koncernami i ryzykują zdrowiem dla mamony. Ostatnia historia z alkoholem w Czechach jest motywowana chciwością – ktoś lał truciznę do butelek, wiedząc, że zabije mnóstwo ludzi, ale to go nie powstrzymało.

Filozofią zaczął się pan interesować w trakcie choroby, czy już o wiele wcześniej?

Choroba nie miała żadnego wpływu na to, że interesuję się tym wszystkim. Przecież z zawodu jestem filozofem. Zawsze korzystałem z tego, że mój tata miał dużą bibliotekę, w książkach szukałem odpowiedzi na wiele pytań. I choroba nic w tym nie zmieniła, a najwyżej unaoczniła mi, że moje dni, tak jak pana, są policzone. Uświadomiłem sobie jednak, że to policzenie może iść w dziesiątki, a nie w setki tysięcy godzin. To każe bardziej szanować czas i każdą chwilę, jaką się ma na tym świecie.

Mam wrażenie, że pana rozmowa z Violettą Ozminkowski jest w pewnym sensie taką symboliczną granicą. Grzegorz Miecugow sprzed ukazania się jej i ten po udzieleniu wywiadu – rzeki, to całkiem inne osoby. Całkiem inaczej patrzące na rzeczywistość, media, politykę.

Grzegorz Miecugow

Żyjemy w bardzo ciekawym czasie. Kończy się jakaś epoka, zaczyna się dziać coś nowego. Mam takie poczucie, że nasz kraj nie dogoni Europy. Ta, do której teraz dążymy, już dawno nie istnieje. Ona się zmieniła. Ja byłem optymistą, byłem szczęśliwy, jak wchodziliśmy do UE. Bo projekt unijny, to jeden z najwspanialszych projektów, jakie ktoś kiedykolwiek stworzył. Europa solidarna z biednymi, dopłacająca biedniejszym regionom, to piękna Europa. Dzisiaj już nie jest taka, zrobiła się egoistyczna, dba o własne interesy. Ta piękna idea nie wytrzymała próby czasu, zmierzyła się z twardą rzeczywistością. To mnie martwi, tu widzę ostateczny koniec pewnej epoki i pewnego porządku, który miał jeszcze miejsce do pierwszej wojny światowej. Zresztą ostatnio coraz bardziej skłaniam się do tezy, że nie mieliśmy dwóch wojen światowych, była tylko jedna, która trwała do 1945 roku, z przerwą dwudziestoletnią. W 1939 zmieniły się tylko środki, sposób prowadzenia wojny, ale tak chodziło o dokończenie rachunków z 1918 roku. W “Szkiełkiem i wokół” przytoczyłem rozmowę z prof. Baumanem, którą przeprowadzałem w sierpniu ubiegłego roku w Litz. Postawił on bardzo ciekawą tezę, że moc się oderwała od polityki. Moc definiowana jako możność zrobienia czegoś, a polityka jako to, co mówi mocy, kiedy i w jaki sposób ma być coś zrobione.

Czy może pan podać konkretny przykład, który mógłby zilustrować tę tezę?

Angela Merkel nie może podjąć żadnej decyzji, chociażby była przekonana o jej słuszności. Nie wiem, czy ma rację, gdy mówi o cięciach. Ale nawet gdy ma, to nie wiem, czy ona jest w stanie te cięcia wprowadzić. A to dlatego, że ma za mało siły, jest za słaba, musi szukać koalicji. Nawet prezydent Obama nie jest w stanie niektórych decyzji wprowadzić.

Może to archaiczne znaczenie władzy się już zmieniło, ewoluowało. To już nie jest tak, że spoczywa ona w rękach premierów, prezydentów, parlamentów.

Władza się rozpierzchła. Jest po trochu w rękach uczonych, biznesu, polityków. Ale to “po trochu” sprawiło, że wszystko się dzieje spóźnione. W tej chwili jest godzina 17, a w Singapurze dochodzi północ. Za siedem godzin wstanie jakiś facet, otworzy swój laptop, przeleje sto milionów euro na giełdę w Budapeszcie, a w piątek rano wycofa te pieniądze, zyskując po jednym eurocencie na akcji, zarobi na tym jakieś sto tysięcy, będzie zadowolony. Ale to, że wycofa te pieniądze, spowoduje, że spadną forint i złotówka. Ludzie, którzy żyją nad Wisłą, będą musieli spłacić większą ratę za kredyty we frankach.

Dziś coraz mniej ludzi liczy się z opinią dziennikarzy, którzy jeszcze niedawno byli uważani za najważniejszych i najwybitniejszych. Dziś cząstkę tej mocy, o której pan powiedział, może mieć dosłownie każdy. Każdy uważa, że może kreować rzeczywistość i ją definiować, opisywać, komentować.

Mało kto się dziś liczy z opiniami komentatorów politycznych, nawet tych z pierwszej półki. Większe znaczenie mają opinie blogerów.

Kończy się tradycyjne, prawdziwe dziennikarstwo?

Tak.

A czy mamy początki nowego pojmowania mediów, roli dziennikarza? Pojawia się nowa jakość?

Żyjemy w świecie, w którym ludzie w przeważającej części będą się odwracali od informacji. Komunikatory typu Twitter będą miały większy wpływ na postępowanie ludzi niż czytanie książek czy pogłębionych analiz. Żyjemy szybciej. Ja myślę, że pan w czasie swojego jednego przejścia po galerii handlowej, typu Arkadia czy Złote Tarasy, spotyka więcej ludzi, niż pana pradziadek spotykał w końcu całego roku.

Ciekawe jest choćby to, jak zmieniło się życie, a szczególnie to polityczne, po pojawieniu się TVN24.

Przed powstaniem stacji było tak, że jeśli ktoś coś powiedział wieczorem w “Wiadomościach”, to dopiero można było mu odpowiedzieć następnego dnia. Dzisiaj jedna partia zrobi konferencję o 10, druga odpowie o 10. 30, o 11 trzecia, pół godziny później czwarta, a o 13 odezwie się ten, kto zaczął cała tę rozróbę. Zrobiła się taka spirala. Nie wiem, czy to jest dobre czy złe. Po prostu wszystko przyspieszyło.

Ale w pośpiechu chyba coś się traci?

Skończył się choćby, jak dotąd oczywisty, tradycyjny podział na lewicę i prawicę. Nie uprawia się już polityki na argumenty. Dzisiaj spór w polityce opiera się coraz silniej na emocjach, rządzi nią PR. Proszę zauważyć, że PiS w swojej warstwie gospodarczej jest lewicowy, ale w warstwie, którą się kiedyś nazywało nadbudową, już bardzo konserwatywny. Bardzo trudno też jest zobaczyć w polityce jakiś większy zamysł, bo ona stała się w dużym stopniu towarem. Liczą się właśnie emocje, wrażenia. Dobrze zrozumiał to Aleksander Kwaśniewski, który w trakcie kampanii prezydenckiej zaczął się odchudzać, dobierać kolor koszul, szkła kontaktowe o określonych barwach.

Pan powiedział w wywiadzie, że symbolicznym końcem prawdziwej polityki było to, jak kandydat na prezydenta USA John Kennedy potrafił sprzedać swój wizerunek miłego, grzecznego chłopca.

On był pierwszym prezydentem, który wygrał dzięki telewizji. Za jego wyborem nie stało jakieś głębokie przemyślenie narodu amerykańskiego. Zresztą on jest do dziś kochany jako taki chłopiec. A wystarczy przeczytać choćby jego biografie, żeby stwierdzić, że to nie było prawdą. Telewizja już zmieniła, ale jeszcze bardziej zmieni politykę. Poza tym mam wrażenie, że w ogóle ten demokratyczny system, który polega na tym, że w demokratycznych wyborach wybieramy swoich przedstawicieli, których obdarzamy zaufaniem, dajemy im do ręki pieniądze, po to, by w sześciu obszarach wspólnej przestrzeni żyło się nam lepiej, przestał działać. Do tych obszarów zaliczają się: kultura, edukacja, służba zdrowia, obronność wewnętrzna – policja, obronność zewnętrzna – armia i wreszcie infrastruktura. Mam jednak wrażenie, że moje pieniądze wyrzucane są w błoto. Od lat sporo zarabiam, dlatego płacę wysokie podatki. Nie korzystam z publicznej służby zdrowia, bo moja firma wykupiła mi usługi w prywatnej przychodni. Mieszkam w domu, który ma własną ochronę, więc moje pieniądze na policję są zmarnotrawione.

Państwo w państwie?
Państwo nie potrafi ponieść odpowiedzialności za wymienione przeze mnie obszary. Policja nie ma pieniędzy na benzynę, armii nie stać na dokończenie budowy jakiegoś statku, na który wydali już 600 mln złotych. A przecież jakaś część tych pieniędzy została opłacona z moich podatków. Infrastruktura? Proszę zobaczyć, jak wolno budujemy drogi. Z Warszawy do Pszczyny jechałem ostatnio drogą, która jest od dwóch lata naprawiana. Więc to wszystko nie działa. Mam też wrażenie, ze system nie działa nigdzie. Słusznie protestują oburzeni, że jeden procent ma sześćdziesiąt procent bogactwa. To nie jest świat, jaki chcemy widzieć, do jakiego dążyliśmy. W tym systemie, który jest, nie potrafiliśmy zbudować świata, który jest choć odrobinę sprawiedliwszy.

Gdy pana słucham, przypominają mi się hasła PO z kampanii wyborczych: „By żyło się lepiej. Wszystkim” czy “Nie róbmy polityki. Budujmy mosty”. Od pięciu lat za te sześć obszarów w naszym państwie odpowiada właśnie Platforma.

Platforma to partia nygusów. Ludzie, którzy natychmiast po wyborach o mnie jako obywatelu zapomnieli.

Przed wyborami wiedział pan, że tak będzie?

Oczywiście. I gdy kilka lat temu pojawił się pomysł, żeby nie finansować partii politycznych z budżetu, bo one wtedy zabierają sobie nasze pieniądze jak swoje i obywatel przestaje ich obchodzić, popierałem pomysł, żeby dawać partiom pieniądze z odpisu podatkowego. Chętnie bym wtedy jakiejś partii dał pieniądze. Bo gdyby politycy wiedzieli, że każdego roku zastanawiam się, czy im dam jakąś kwotę, to może byliby mniej aroganccy.

A gdyby dziś były wybory parlamentarne, to zagłosowałby pan na…

Nie poparłbym nikogo.

Platformy też?

A da pan wiarę, że Donald Tusk obraził się na TVN i od półtora roku nie daje się zaprosić do nas żaden wywiad?!

Do TVN przyklejona jest łatka stacji, która kocha PO i premiera.

Łatki są przyklejane zawsze.

Ale czy w tym przypadku słusznie?

Niesłusznie. Ludzie chcieliby pojmować rzeczywistość w sposób czarno –biały. A przecież wszystko ma odcienie. Ani PO nie zdominowała tak mediów, jakby to chciała widzieć skrajna prawica i związani z nią komentatorzy oraz politycy, ani ta prawica nie jest taka biedna, bez prawa do głosu w przestrzeni publicznej. Przypomnę, że premier Marcinkiewicz był pieszczochem mediów. Był kochany przez media, choć był z PiS-u. To, że media mają teraz do tej partii taki, a nie inny stosunek, to jest zasługa pana Kaczyńskiego, który potrafi mediom powiedzieć, że są niemieckie, polskojęzyczne. Potrafi obrażać i zniechęcać do siebie na całego.

Wspominał pan o problemach w relacjach między władzą a obywatelami w Polsce. Ale one dotyczą też Europy, świata.

Politycy w Polsce są aroganccy. Oni powinni zachować się inaczej, bo są wynajętymi przeze mnie pracownikami. Ja im płacę i ich psim obowiązkiem jest pilnować tych moich pieniędzy, nie szastać nimi na prawo i lewo. Oni traktują te pieniądze jak własne. Zakładają jakieś agencje, zatrudniają tam kolesi. System władzy jest u nas chory, ale na świecie skompromitował się o wiele bardziej niż u nas. Jeżeli Stany Zjednoczone dały się podpuścić Osamie bin Ladenowi, który ukradł cztery samoloty, poświęcił życie dziewiętnastu swoich kompanów, mordując tym samym prawie trzy tysiące niewinnych ludzi i sprawił, że Stany weszły w dwie wyniszczające wojny, zadłużając się na maksa, to jest właśnie kompromitacja. Stany zaraz zdechną pod tym długiem. System demokratyczny nie uchronił ich przed tym. System, w którym opłaca się jakiemuś państwu kupować obligacje niemieckie, wiedząc, że za dwa lata straci na tym 10, 5 proc., jest chorym systemem. Zamiatanie długów pod dywan, to, co my robimy z 850 mld, jest czymś niewyobrażalnym.

Ten system służy jakiejś wąskiej grupie interesów, dlatego jeszcze nie upadł.

On służy odpychaniu od siebie decyzji, co w zamian. Politycy nie chcą zaproponować alternatywy. To się musi zawalić. Tu gdzie siedzimy, rosła kiedyś taka wysoka trawa. Z budynku TVN-u po drugiej stronie ulicy, zresztą naszego jedynego wówczas, obserwowałem, jak się ta trawa wtedy zapaliła. Pożar miał miejsce w piątek, a w poniedziałek już wyrosły pędy. Z tego systemu też coś wyrośnie, pytanie tylko, jak duże będą straty, jak wiele ofiar.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/grzegorz_miecugow_politycy_sa_zbyt_aroganccy_wywiad_244171.html

03-10-2012, 20:36

Ogłoszono nominacje do Nagrody im. Beaty Pawlak  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pap/pr/zr
03-10-2012

Ogłoszono tytuły czterech książek nominowanych w tym roku do Nagrody im. Beaty Pawlak przyznawanej “publikacjom na temat innych kultur, religii i cywilizacji”. Laureata poznamy 12 października.

Do tegorocznej nagrody zostały nominowane książki: “Mój brat obalił dyktatora” Jerzego Haszczyńskiego (Czarne), “Krasnojarsk Zero” Bartosza Jastrzębskiego i Jędrzeja Morawieckiego (Sic!), “Farby wodne” Lidii Ostałowskiej (Czarne) oraz  “Lalki w ogniu. Opowieści z Indii” Pauliny Wilk (Carta Blanca).

Beata Pawlak

Nagroda imienia Beaty Pawlak przyznawana jest od 2003 roku za tekst na temat innych kultur, religii i cywilizacji. W ten sposób wypełniana jest ostatnia wola Beaty Pawlak, dziennikarki i pisarki, która 12 października 2002 zginęła w zamachu terrorystycznym na indonezyjskiej wyspie Bali. Ustanowiony jej testamentem i noszący jej imię fundusz powierzony został Fundacji im. Stefana Batorego.

Dotychczasowymi laureatami nagrody są: Joanna Bator, Max Cegielski, Artur Domosławski, Anna Fostakowska, Marek Kęskrawiec, Piotr Kłodkowski, Cezary Michalski, Jacek Milewski, Beata Pawlikowska, Paweł Smoleński, Andrzej Stasiuk, Witold Szabłowski i Mariusz Szczygieł.

O przyznaniu nagrody decyduje kapituła pod przewodnictwem Adama Szostkiewicza, a w jej skład wchodzą: Urszula Doroszewska, Wojciech Jagielski, Piotr Kłodkowski, Maria Kruczkowska, Antoni Rogala, Olga Stanisławska, Wojciech Tochman, Joanna Załuska i Wojciech Załuski.

Wręczenie nagrody im. Beaty Pawlak odbędzie się 12 października o godz. 15.00 w warszawskiej siedzibie Fundacji im. Stefana Batorego. Wręczeniu nagrody będzie towarzyszyła debata “Jak dziś pisać o Inności”, z udziałem Olgi Stanisławskiej, Artura Domosławskiego, Konstantego Geberta, Wojciecha Jagielskiego i Pawła Smoleńskiego.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/ogloszono-nominacje-do-nagrody-im-beaty-pawlak

03-10-2012, 14:59

Krzysztof Skowroński nie ustąpi ze stanowiska prezesa SDP  »

Press
(TW)
03-10-2012

Członkowie warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wezwali Krzysztofa Skowrońskiego do ustąpienia ze stanowiska prezesa SDP. Skowroński nie zamierza podawać się do dymisji, co dziś oświadczył na spotkaniu z członkami Stowarzyszenia.

Na dziś członkowie SDP zwołali konferencję prasową w warszawskim Domu Dziennikarza. Wydali też oświadczenie “My się na to nie zgadzamy” – list otwarty do prezesa SDP, w sprawie prowadzenia przez Krzysztofa Skowrońskiego w miniony poniedziałek konferencji Prawa i Sprawiedliwości.

- Wzywamy Krzysztofa Skowrońskiego do ustąpienia ze stanowiska prezesa, bo uważamy, że prowadząc konferencję PiS, złamał wszelkie zasady etyki dziennikarskiej i jego wiarygodność jako dziennikarza jest teraz zerowa – mówi Bartosz Ławski, sekretarz zarządu OW SDP i jeden ze współorganizatorów protestu. Dziś podczas spotkania członków SDP wskazał, że Skowroński naruszył art. 21 Kodeksu Etyki Dziennikarskiej SDP, który brzmi: “Angażowanie się dziennikarzy w bezpośrednią działalność polityczną i partyjną jest również przejawem konfliktu interesów i należy wykluczyć podejmowanie takich zajęć oraz pełnienie funkcji w administracji publicznej i w organizacjach politycznych”.

- Jesteś prezesem pozapolitycznej organizacji – mówił dziś Ławski do Skowrońskiego.

Protest przeciwko zachowaniu Skowrońskiego jest inicjatywą oddziału warszawskiego SDP. Popiera go m.in. Grzegorz Cydejko, szef warszawskiego oddziału SDP i kontrkandydat Skowrońskiego w ostatnich wyborach na stanowisko prezesa. – Jesteśmy realną siłą. Liczba osób, które nas popierają, rośnie bardzo szybko. Naszą akcją chcemy pokazać, że nie zgadzamy się na upolitycznienie SDP przez zarząd główny i że SDP nie jest pisowską przybudówką – podkreśla Ławski. Według naszych informacji na dzisiejszej konferencji będzie również mowa o niegospodarności obecnego zarządu Stowarzyszenia.

Krzysztof Skowroński pytany wczoraj, jak odpowie na wezwanie części członków SDP, stwierdził: – Pewne zarzuty moich kolegów są nieprawdziwe, a inne dyskusyjne. Jednego jestem pewien: nic nie straciłem na niezależności dziennikarskiej. 

Portal wPolityce.pl, komentując zapowiedzianą na dziś konferencję, zaapelował “do dziennikarzy i ludzi dobrej woli”, by się na niej zjawili i stanęli w obronie prezesa Skowrońskiego.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40035,Krzysztof-Skowronski-nie-ustapi-ze-stanowiska- prezesa-SDP

03-10-2012, 01:35

Mniej dyrektorów w TVP, duże zmiany w strukturze spółki  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pp
03-10-2012

Zarząd TVP przyjął uchwałę o nowej strukturze organizacyjnej spółki. Może ona wejść w życie już od 2013 roku. Zmiany polegać będą na połączeniu części jednostek, zmianie zakresu nadzoru członków zarządu i likwidacji części stanowisk dyrektorów.

Juliusz Braun

W nowej strukturze utworzone zostaną cztery redakcje tematyczne: redakcja kultury z działami zajmującymi się m.in. filmem, rozrywką, teatrem (w strukturze tej redakcji znajdzie się też kanał TVP Kultura), redakcji społeczno-publicystyczna, redakcja dokumentu (z kanałami TVP Historia i planowanym TVP Dokument) i redakcja sportowej (w której skład wejdzie TVP Sport).

Powstanie też Agencji Informacyjna, w której skład wejdą: dotychczasowa Agencja Produkcji Audycji Informacyjnych, redakcje programów informacyjnych (“Wiadomości”, “Panorama”, “Teleexpress”, “Infoexpress”). Z chwilą uruchomienia samodzielnego programu informacyjnego TVP Info na podstawie koncesji – o którą TVP wystąpiła do KRRiT – w strukturze agencji znajdzie się również kanał informacyjny.

Zmiany przewidują także utworzenie nowej jednostki odpowiedzialnej za całość gospodarki finansowej, która połączy kompetencje m.in. dotychczasowego biura finansów, biura planowania i kontrolingu oraz Agencji Produkcji Telewizyjnej i Filmowej. Zlikwidowane zostanie za to biuro handlu, którego kompetencje będą podzielone pomiędzy biuro koordynacji programowej oraz nowo utworzone biuro sprzedaży. Samodzielność utracą natomiast m.in. biuro bezpieczeństwa, a także Ośrodek Szkolenia i Rozwoju – Akademia Telewizyjna.

Konsekwencją przyjęcia nowej struktury organizacyjnej będzie też częściowa zmiana zakresu odpowiedzialności członków zarządu za nadzór nad poszczególnymi jednostkami organizacyjnymi.

Pod bezpośrednim nadzorem prezesa TVP Juliusza Brauna pozostanie obszar działalności programowej, ale w większym zakresie niż obecnie. Podlegać mu będzie biuro koordynacji programowej, wszystkie redakcje tematyczne (wraz z wszystkimi kanałami tematycznymi) i Agencja Informacyjna (w tym kanał TVP Info podległy obecnie Marianowi Zalewskiemu), TVP1 i TVP2 oraz biuro marketingu. Braun nadzorować będzie także sprawy korporacyjne, w tym: biuro zarządu i spraw korporacyjnych z działem bezpieczeństwa, biuro zasobów ludzkich i szkoleń, biuro audytu i kontroli wewnętrznej.

Bogusław Piwowar będzie nadzorował jednostki związane z finansami i sprzedażą, biuro zakupów i zamówień publicznych, Ośrodek Nowe Media, Ośrodek Administracji, a także biuro reklamy (obecnie nadzoruje je Braun). Straci za to kontrolę nad kanałami TVP Sport czy TVP Polonia.

W zakresie nadzoru Mariana Zalewskiego znajdzie się Agencja Produkcji Telewizyjnej i Filmowej Ośrodek TVP-Technologie, obsługujący całość zagadnień technologicznych, biuro prawne, a także Ośrodek Programów Regionalnych i 16 oddziałów terenowych. Ośrodek do chwili uruchomienia samodzielnego programu informacyjnego funkcjonuje pod dotychczasową marką TVP Info. W przyszłości jednak nie będzie on odpowiadał za kanał newsowy TVP, ale koordynował jedynie odrębne programy regionalne z ogólnopolskim pasmem wspólnym i wspólnymi pasmami międzyregionalnymi. O planach ich utworzenia mówił ostatnio prezes Juliusz Braun.

Struktura ta została przyjęta w oparciu o wyniki prac kilku zespołów, które trwały przez ostatnich kilka tygodni. Podjęta właśnie uchwała zarządu będzie podstawą do przygotowania projektu regulaminu organizacyjnego spółki określającego szczegółowo zadania poszczególnych jednostek. Regulamin ten, po uchwaleniu przez zarząd, będzie przedstawiony do zatwierdzenia radzie nadzorczej. Jeśli projekt zyska jej akceptację, struktura wejdzie w życie najprawdopodobniej od 1 stycznia 2013 r.

Jak podano w komunikacie, przyjęcie nowej struktury pozwoli na ograniczenie liczby stanowisk dyrektorskich w TVP. Rzeczniczka prasowa TVP Joanna Stempień-Rogalińska zapewnia natomiast, że spółka nie planuje zwolnień grupowych w spółce.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/mniej-dyrektorow-w-tvp-duze-zmiany-w-strukturze-spolki

02-10-2012, 16:33

Grzegorz Miecugow: Wrażliwiec  »

Newsweek.pl
Igor. T Miecik
02-10-2012

Ludzie się wściekli. Uznali, że ma ich za głupków. Jak można publicznie powiedzieć, że telewizja jest kiepska, bo widz chce przaśnej rozrywki? I jak śmie to mówić facet z ekranu? Kim on jest, ten Miecugow?

Grzegorz Miecugow

Nie uśmiecha się. Rozmawiamy już ponad godzinę, a on ani razu się nie uśmiechnął. Przecież każdy się czasem uśmiecha, na wesoło, z uprzejmości, sarkastycznie albo i na smutno, a on nie uśmiecha się wcale. Znajomi mówią: – To demony. One nie pozwalają mu na śmiech. Krzysztof Daukszewicz, przyjaciel i stały gość autorskiego programu Miecugowa “Szkło kontaktowe”: – Nawet kiedy żartuje, jest w tym smutek. Nie ma złudzeń, w którą stronę zmierza świat.

Walka z demonami wysysa energię. Demony Miecugowa mają przewagę liczebną – hazard, alkohol, nikotyna, nowotwór. Niektóre pokonał, inne wciąż go kąsają. Widać, że stoczył walkę. Twarz ma zmęczoną, oczy jakby zgaszone.

Ostatnio na spotkaniu autorskim podczas promocji jego biografii “Szkiełko i wokół” ktoś z publiczności zapytał, jak udało mu się pokonać depresję. Odpowiedział: – Nie udało się. Dlatego nie lubi brać urlopów. Praca odgania demony. Nigdy zresztą nie pozwolił im jej tknąć.

Pamela Bem, dziennikarka jednego z programów TVN CNBC Biznes i uczennica Miecugowa, mówi: – Jest dla nas mistrzem. Każdy w tym budynku wie, że wszystko wkoło to m.in. jego dzieło. Choć nie ma dyrektorskiego stanowiska, otacza go powszechny szacunek. Zanim trafił do TVN, gdzie współtworzył “Fakty”, a później kanał TVN24, był m.in. dyrektorem radiowej Trójki, a w telewizji publicznej kierował “Wiadomościami”.

Kamienica

Jest o Miecugowie taka anegdota: kiedy Wisława Szymborska dostała Nagrodę Nobla, na kolegium redakcyjnym w telewizyjnej Jedynce stanęło, że stacja musi mieć z nią wywiad. Zadzwonił osobiście Miecugow, wówczas wydawca „Wiadomości” i publicystycznego programu „W centrum uwagi”, w którym miała wystąpić Szymborska. Miecugow prowadził rozmowę przez głośnik, by nikomu z zespołu nie umknął żaden szczegół. W redakcji rozległ się głos poetki: - To ty, Grzesiu? A pamiętasz, jak nasikałeś mi na kanapę?

Miecugow miał wówczas dwa latka. Mieszkał z rodzicami w Krakowie w kamienicy Związku Literatów Polskich przy ul. Krupniczej 22. Jego ojciec Bruno, dziennikarz, pisarz i felietonista, był w Krakowie osobą bardzo znaną. Jego gabinet zajmował wcześniej Konstanty Ildefons Gałczyński, z Szymborską zaś łączyły go przyjaźń i sąsiedzkie stosunki. Przez okno mieszkania Miecugowów można zajrzeć do salonu Sławomira Mrożka, a mały Grześ nosił ubranka po synu innego sąsiada, Stefana Kisielewskiego.

Syn Grzegorza Miecugowa, Krzysztof, rocznik 1984, także został dziennikarzem. Pracuje w CNBC Biznes. Wspomina, że w rodzinie zawsze się mówiło, iż wyrafinowane poczucie humoru tata odziedziczył po dziadku. Oto jego próbka.

W 1965 r. Bruno Miecugow wziął udział w konkursie dziennikarskim na artykuł opisujący wyzwolenie Krakowa przez Sowietów. Oczekiwano sławienia manewru Koniewa, który miał uratować miasto przed zniszczeniem. Bruno napisał: “18 stycznia wyszedłem z domu o 9.45. Poszedłem do Rynku, na którym byłem o 10.45. Minutę później usłyszałem salwy armatnie od strony Wisły. Pierwszych żołnierzy radzieckich zobaczyłem o 10.47. Następny zegarek kupiłem sobie w roku 1951”.

Słuchacz

Pytam wprost: – Jaki pan jest? On mówi: – Spolegliwy w pierwotnym tego słowa znaczeniu, tzn. że można na mnie polegać. Urodziłem się pomiędzy zodiakalnym Skorpionem i Strzelcem. Ale nie jestem ani mściwy i pamiętliwy jak typowy Skorpion, ani pierdołowato dobrotliwy jak Strzelec. – A wrażliwy? Mówią, że jest pan wrażliwy?– Chyba aż nadto.

Miecugow mówi szybko i zdecydowanie, jakby obawiał się, że trzeba szybko, potem człowiek się rozmyśli. Ja mówię. On mówi. To raczej rozmowa niż wywiad. Wychodzi nam, że wrażliwość to taka dziwna cecha. Pozwala czuć bliźniego, słuchać go tak, że on czuje zainteresowanie. Takie są rozmowy Miecugowa w programie „Inny punkt widzenia”. Tam telewizyjne tempo zwalnia.

Wojciech Malajkat, szukając w pamięci wydarzenia, które najcelniej sportretowałoby Miecugowa, wspomina wizytę właśnie w tym programie. – To była niezapomniana, inspirująca rozmowa. Rozmowa właśnie, a nie kilka wcześniej przygotowanych pytań wystrzelonych z kartki jak z karabinu – opowiada Malajkat. – Zapomniałem, że jestem w telewizji i nie dość, że mogłem mówić o tym, co dla mnie ważne, to sam się w czasie tej rozmowy wiele dowiedziałem. Nigdy nie miałem podobnego doświadczenia z mediami.

Ryszard Kalisz, z którym Miecugow zna się kilkanaście lat, ma to samo spostrzeżenie. Lubił być jego gościem, gdy ten jeszcze na antenie TVN24 rozmawiał z politykami. Dużo bardziej niż gościem jakiegokolwiek innego dziennikarza. Mówi: – Rozmowa toczyła się zawsze nieco innym rytmem. Spokojniejszym. Automatycznie stawała się też poważniejsza i głębsza.

Dziś w programie “Szkło kontaktowe”, do którego dzwonią widzowie, Miecugow potrafi słuchać z szacunkiem i uwagą nawet wtedy, gdy ktoś plecie androny. Ta wrażliwość to dar, ale i ciężkie brzemię, potrafi pokaleczyć tego, kto nosi ją w sobie. Ale Miecugow mimo to deklaruje: – Za nic w świecie nie chciałbym być twardzielem. Byłem wczoraj na cmentarzu dla zwierząt, gdzie niedawno pochowałem psa. Czytałem epitafia na psich, kocich czy króliczych grobach. Ogarnęło mnie wzruszenie. Że też komuś chciało się napisać tych kilka słów od serca. Krzysztof Miecugow: – Ojciec ma artystyczną duszę. Myślę, że gdyby nie został dziennikarzem, byłby pisarzem albo malarzem. Kimś takim.

Demon

Na biurku Miecugowa stoi duże zdjęcie w antyramie. On i pies. Pies nazywał się Fredzio i był dla pana bardzo ważny. Miecugow zawsze miał psy. Od dzieciństwa. Mówi: – Nie miałem, tylko mieszkałem z psem. Ja miałem jego, a on mnie.

O prywatnym życiu jednak Grzegorz Miecugow nie powie więcej ani słowa. Ono jest tylko dla niego.

Violetta Ozminkowski, dziennikarka “Newsweeka” i autorka biograficznego wywiadu rzeki z Miecugowem “Szkiełko i wokół”, wspomina: – Szalenie chroni swoją prywatność. Kiedy na jednym ze spotkań wspomniał datę swojego ślubu, byłam pewna, że teraz czas na opowieść o żonie. Postanowiłam go przycisnąć. Przecież z jakiegoś powodu się w niej zakochał, coś mu się w niej spodobało. Odpowiedział: – Studiowała socjologię. Ale o demonach mówi szczerze: – Mam skłonność do uzależnień.

Jeden z tych demonów pokonał – hazard. Twierdzi, że od dziesięciu lat nie przekroczył progu kasyna. Demon był trójgłowy – blackjack, poker, ruletka. Miecugow wspomina: – Pierwszy raz zagrałem na otwarciu kasyna w hotelu Marriott. Przyszło wielu dziennikarzy, dostaliśmy dla zabawy po trzy żetony. Problem pojawił się w 1997 r. równo ze startem TVN. Bywało, że grałem do rana. Gdy o piątej zamykano kasyno w Victorii, wpadałem do Marriotta, bo tam grało się do siódmej. Po porannym zebraniu miałem przerwę do szesnastej. Jechałem do domu, ale już o pierwszej wyjeżdżałem, żeby pograć ze dwie godzinki.

Kiedyś w Zakopanem w barze wdał się w bójkę. Przeciwnik wybił mu ząb. – Po powrocie do Warszawy prosto z dworca poszedłem do kasyna. Nie przeszkadzało mi, że nie mam zęba z przodu. Miałem już rozpoznawalną twarz, nie powinienem był pokazywać się w takim stanie, ale to było silniejsze ode mnie.

– Czy ma pan wielu znajomych, przyjaciół, jest pan osobą towarzyską? Miecugow: – Nie. Nie chodzę, nie bywam. Lubię czasem spotkać się, by porozmawiać śmiertelnie poważnie. Od tego mam Marcina, najbliższego przyjaciela z czasów studiów.

Ów Marcin to niezwykły oryginał. Tak jak Miecugow skończył filozofię. W latach osiemdziesiątych założył w Kanadzie szkołę narciarską, ale ją rzucił. Był pięć razy żonaty. Nie pracuje, nie wiadomo, z czego żyje. Startuje w ekstremalnych zawodach narciarskich i cały rok jeździ na rowerze.

Syn Miecugowa: – Myślę, że ojciec stracił większość bliskich przyjaciół po przeprowadzce do Warszawy. Jest samotnikiem. Nie lubi small talków. Poza tym źle reaguje na komplementy. A kiedy poznaje nowych ludzi, ci mu je zwykle prawią – mówi.

Jednak znajomi Miecugowa widzą to inaczej. Mówią, że potrafi być świetnym kompanem i dobrym przyjacielem. W “Szkiełku i wokół” Miecugow wspomina taką scenę: “Wracaliśmy z Krakowa do Warszawy, pociągiem, w większej grupie. Wylądowaliśmy w zimnym i ciemnym wagonie, ale za to razem. Romek Młotkowski, Tomek Sekielski, Andrzej Sołtysik, Tomek Kin i ja. Jeden z kolegów miał butelkę whisky, bodajże burbona, inny miał marihuanę, ja miałem papierosy, jeszcze wówczas paliłem, ktoś miał breloczek z latarką i ruszyliśmy. Przy świetle latarki przerabialiśmy papierosy na jointy, z jedynego kubeczka popijaliśmy whisky, było coraz zimniej i coraz weselej”.

Tomasz Sianecki szuka w pamięci sytuacji, która scharakteryzowałaby ich znajomość. – Na pewno był zawsze świetnym kolegą, nawet jako szef. Zwłaszcza w Trójce, w latach osiemdziesiątych, gdy istniała cenzura i polityczna kontrola nad mediami. Potrafił się wtedy zachowywać niezwykle przyzwoicie. Pozostawiał nam dużą swobodę, jednocześnie inspirując i popychając we właściwą stronę.

Sen

Grzegorz Miecugow obraca w rękach swoją biografię. – Zdziwiłem się, że ktoś chce opisać moje życie. Wywiad rzekę robi się z kimś ważnym albo z kimś, kto odchodzi z tego świata. Ja ani nie czuję się ważny, ani nigdzie się nie wybieram. Nie mam jeszcze 57 lat.

Tomasz Sianecki: – Czasami słyszę opinię, że Miecugow znalazł się nieco z boku. Prowadzi dwa niszowe programy, a mógłby i powinien być jakimś wielkim dyrektorem. Nie zgadzam się z tym. Po pierwsze, to dwa świetne programy, po drugie, to jego wybór, on w tych swoich kameralnych produkcjach jest najszczęśliwszy. Jeden z dziennikarzy TVN: – Kiedyś Grześ powiedział mi: “Jeśli miałbym jeszcze zawodowe marzenie, to stworzyć telewizję publiczną z prawdziwego zdarzenia. Taką jak BBC”.

Miecugow jednak tych słów nie pamięta. Zresztą taka telewizja w Polsce to rzeczywiście tylko sen. W tym śnie są bowiem prawdziwa misja, ambitne produkcje, poważna publicystyka, reportaż, dokument, edukacja i kultura. W tym śnie nie ma reklam ani politycznej kontroli. Nie trzeba równać w dół i nadążać za gustami tych, którzy chcą gwiazd tańczących na lodzie czy ludzi bijących się na głosy. Gdyby taki sen się ziścił, nikt nie powiedziałby, że widzowie są głupi, że chcą przaśnej
rozrywki.

Całość: http://spoleczenstwo.newsweek.pl/grzegorz-miecugow--wrazliwiec,96594,1,1.html

02-10-2012, 04:49

Tomasz Raczek został naczelnym miesięcznika “Film”  »

Press
(JF)
02-10-2012

Tomasz Raczek jako nowy redaktor naczelny miesięcznika “Film” (Media Point Group) zapowiada zmianę formuły pisma. Jednocześnie wydawca szuka inwestora dla tego tytułu.

Tomasz Raczek

- Bardzo się z tej nominacji cieszę, wychowałem się na “Filmie”, chcę przywrócić mu dawną świetność – mówi Tomasz Raczek, który na stanowisku redaktora naczelnego “Filmu” zastąpił Jacka Rakowieckiego (odszedł z wydawnictwa z końcem września).

Tomasz Raczek pracę nad magazynem ma rozpocząć dzisiaj. Zapowiada zmianę formuły pisma. “Film” pod jego kierownictwem ma stać się bardziej praktyczny: z większą liczbą recenzji. – Straci lifestylowy charakter, chcę stworzyć w kraju sieć dyskusyjnych klubów miesięcznika “Film”, dzięki którym nawiążę bliski kontakt z czytelnikami – zapowiada Raczek. Trzon kierowanej przez niego redakcji ma tworzyć trójka krytyków: Michał Oleszczyk, Anna Serdiukow i Hanna Adamkowska. 

Wraz z nowym redaktorem naczelnym wydawca wprowadził zmianę organizacyjną. Magazynem od wczoraj zarządza spółka Film Point Group, zależna od Platformy Mediowej Point Group SA, do której należy spółka wydająca “Film”, czyli Media Point Group. Prezesem Film Point Group jest Jarosław Pachowski, w latach 1998-2002 wiceprezes TVP SA. Zadaniem kierowanej przez niego spółki jest utworzenie funduszu filmowego kojarzącego środowisko producentów filmowych z inwestorami. Film Point Group ma wdrożyć nową strategię rozwoju dla magazynu “Film” i kontynuować rozmowy z potencjalnymi inwestorami.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40019,Tomasz-Raczek-zostal-naczelnym-miesiecznika-Film