Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

11-05-2014, 13:45

Karwat: Wolność słowa w kolorze sino-żółtym  »

Dziennik Zachodni
Krzysztof Karwat
11-05-2014

Krzysztof Karwat

Co łączy Górny Śląsk z Ukrainą? To prawda, niewiele. Powiewająca z mroków dziejów żółto-niebieska flaga – ślad sięgających Lwowa ambicji politycznych księcia Władysława Opolczyka – to za mało, by dostrzec jakąś bliższą wspólnotę losów. Śląskie orły nie poskromiły ruskich lwów. Pogodził je w minionym stuleciu sowiecki niedźwiedź. I to jest to, co naprawdę nas łączy.

Nikt rozsądny nie zaprzeczy, że niepodległa i proeuropejska Ukraina może stanowić bufor, chroniący nas przed rosyjskim ekspansjonizmem. Dlatego 10 lat temu tak gorąco kibicowaliśmy pomarańczowej rewolucji. Niestety, Ukraińcy sami zaprzepaścili tę wielką szansę, jaka wtedy przed nimi stanęła.

To właściwie niewyobrażalne. Powtórzono przecież sfałszowane wybory prezydenckie i wydawać się mogło, że Kijów otworzył sobie nową perspektywę.

Minęło parę lat i okazało się, że naród odwrócił się od niekompetentnej i skłóconej władzy, samobójczo stawiając na groteskowego Janukowycza. A dzisiaj?

Tak, współczujemy ofiarom Majdanu i coraz to nowych pól bitewnych, podziwiamy desperację i determinację, ale też bezradnie załamujemy ręce, bo mimo zalewu korespondencji i komentarzy, jakoś nie umiemy tego wszystkiego, co dzieje się we wschodnich prowincjach Ukrainy, w głowie sobie poukładać.

Homo sovieticus nie umarł. Jakieś 20 lat z małym hakiem po raz pierwszy przyglądnąłem mu się z bliska. Miał twarz ukraińskiego (a raczej: sowieckiego właśnie) pogranicznika, który postanowił mnie – jako jedynego w autobusie kursowym do Lwowa – przetrzepać, bo nie mógł uwierzyć, że zamiast bagażu i trefnego towaru, mam tylko przewieszoną przez ramię niewielką torbę.

Bo trzeba wiedzieć, że był to czas wzmożonego handlowania wszystkim ze wszystkimi. Ja zaś przewoziłem jedynie reprint przedwojennej książki o Lwowie – jego historii, zabytkach i ludziach. Mundurowego bardzo ta książka zainteresowała. Kartkował ją przez kilka minut, powodując irytację innych wycieczkowiczów, niepokojących się o swój towar.

Ja bałem się czego innego. Już wyobrażałem sobie, jak po powrocie do Katowic będę się tłumaczył Ryśkowi Zaorskiemu, aktorowi Teatru Śląskiego, od którego – jako starego lwowiaka – rzecz tę pożyczyłem. Czy zrozumie, że mi ten wydawniczy rarytas skonfiskowano? “Intieriesno” – zakończył sołdat i książkę mi jednak zwrócił.

Do tej podróży namówił mnie wtedy Marcin Ha-łaś, bytomski literat i dziennikarz (swego czasu także na tych łamach pisywał na różne “kresowe tematy”). Czy przed niedawnymi świętami wielkanocnymi Marcin znowu spotkał na przejściu granicznym Krakowiec/Korczowa tych samych funkcjonariuszy ukraińskiej Straży Granicznej? To raczej wątpliwe, bo z jego relacji wynika, że byli mili, choć znowu niezbyt rozmowni. Wzięli paszport, włączyli komputer i wyszło im, że tego człowieka wpuścić “nielzja”.

A Hałaś jechał do Lwowa samochodem z żoną i dzieckiem. Nie tylko, by spędzić tam święta, ale i odwiedzić ciężko chorą osobę z najbliższej rodziny. Do papierów wbito mu zakaz wjazdu na Ukrainę, obowiązujący do 11 października 2016 roku.

Powodów tej zdumiewającej decyzji nie podano, choć wręczono mu stosowną bumagę. I poinformowano, że może się tu i tam odwoływać. Hałaś to właśnie zrobił, także w języku ukraińskim. Wysłał również notę do naszego MSZ. I czeka.

Wszystko to bardzo dziwne, bo Janukowycza podobno już tam nie ma, a Polska robi za europejskiego adwokata nowych władz ukraińskich. No i niezrozumiałe, bo bytomski dziennikarz w ostatnich dwóch latach bywał w Żytomierzu i Piotrowicach Dolnych koło Czerniowiec jako członek oficjalnych delegacji polskich (i śląskich), przebywających tam na imprezach kulturalnych i patriotyczno–religijnych.

Jak zapewnia, nigdy nie był na Ukrainie nawet legitymowany i nie popełnił tam żadnych wykroczeń. Nie miał również okazji, by w jakikolwiek sposób publicznie prezentować swe poglądy na temat stosunków polsko-ukraińskich i wewnątrzukraińskich. Ta ostatnia uwaga jest ważna, bo Hałaś w roku 2012 wydał książkę publicystyczną pt. “Oddajcie nam Lwów”. Można domniemywać, że to właśnie ta publikacja zatrzasnęła przed nim szlabany.

To paradoks, bo tytuł jest prowokacją skierowaną w stronę polskich elit politycznych. Bynajmniej nie nawołuje do rewindykacji granic, lecz domaga się poszanowania tamtego dziedzictwa kulturowego.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3428577,karwat-wolnosc-slowa-w-kolorze-sinozoltym-co-laczy-slask-i-ukraine,id,t.html

11-05-2014, 11:37

Awantury prasowe i zniewagi wyssane z palca  »

Dziennik Zachodni
Grażyna Kuźnik
11-05-2014

Odsiadka za kratkami to nic nowego dla redaktorów śląskiej prasy przed wojną. Pisano takie zmyślone rzeczy, że niech schowają się obecne tabloidy.

Okładki tytułów prasowych ukazujących się przed wojną na Śląsku

Sądy lat międzywojennych nie mają litości, wysyłają dziennikarzy do kryminału. Nie chcą zamieniać im więzienia na grzywny, chociaż i kary finansowe sypią się obficie. Ale trudno się dziwić, bo często piszący nie mają żadnych dokumentów na publikowane rewelacje, opierają się na plotkach. Szczerze komentuje jedna z ówczesnych gazet: “Takimi to metodami posługują się panowie redaktorzy, a gdy potem przyjdą przed kratki sądowe, to płaczą i wykręcają się”.

Gorące krzesło

Wojna prasowa między korfantowską “Polonią” a sanacyjną “Polską Zachodnią” jest zacięta, kłócą się też między sobą zespoły redakcyjne, ataki zwłaszcza na ludzi władzy są bezwzględne. Wobec posła śląskiego Stanisława Janickiego popularna “Polonia” używa w jednym tylko tekście epitetów: “Pierwszy lepszy łobuz, intrygant, szantażysta, nieuk, miernocina, skończony łajdak i szuja”. Co gorsze, wyciąga sprawy osobiste w artykule pod wymownym tytułem “Tragedia dziecka”. Poseł oczywiście podaje gazetę do sądu.

Konkurencyjna “Polska Zachodnia” nie jest lepsza w miotaniu obelg. W 1929 roku opisuje wiec Korfantego słowami “ten oberkatolik nasrożył się jak ropucha, a tylko dwie babki i 16-letni synek bezustannie mu klaskali”. Ale Korfanty raczej zmilcza prasowe wyzwiska, chociaż sądził się kiedyś z “Gazetą Górniczą”. Pismo twierdziło, że Korfanty ma nieślubne dziecko z pewną Małgorzatą. Nie zaprzeczał, że z nią obcował, ale nie poczuwał się do ojcostwa. Proces wygrał i gazeta płaciła grzywnę.

Obrażony poseł chadecki Janicki też nie odpuszcza “Polonii”. Uważa, że to zemsta za to, że się od Korfantego odciął, popierając wojewodę Grażyńskiego. Janicki jest przewodniczącym Komisji Budżetowej, autorem nowych wtedy działań, jak dopłaty do mieszkań dla biednych czy Śląski Fundusz Bezrobocia. Ceni się bardzo.

W 1929 roku dochodzi do procesu, który z radością opisuje “Polska Zachodnia”. Na ławie oskarżonych siada redaktor odpowiedzialny “Polonii” Mikołaj Wesołowski. Taki redaktor za ryzyko więzienia dostaje dodatek do pensji. Teksty w śląskiej prasie rzadko są podpisane nazwiskiem. Po co łowcę sensacji narażać na przerwę w życiorysie, niech siedzi redaktor, co już swoje nałowił. Niech gada, co tam chce. Wesołowski tłumaczy sądowi bezczelnie, że nikt go nie pytał, czy artykuł o Janickim można zamieścić. Bo gdyby pytał, to by się nie zgodził. Sąd skazuje go na miesiąc więzienia i tysiąc złotych nawiązki dla posła.

Posada redaktora odpowiedzialnego to gorące i niewygodne krzesło. Prawdziwie sądny dzień w październiku 1931 roku ma Stanisław Skrzypczak, który na tym stanowisku w “Polonii” zastąpił Bolesława Palędzkiego, gdy ten poszedł siedzieć.

A za co siedzi Palędzki, skądinąd autor słów pieśni “Do bytomskich strzelców wojska zaciągają”? Gazeta twierdziła, że poseł śląski Józef Witczak namawiał do tego, żeby zamordować byłego właściciela dóbr w Jastrzębiu-Zdroju, doktora Krzykawskiego. Oburzony Witczak wygrywa sprawę w sądzie, a Palędzki dostaje półtora miesiąca więzienia. “Polonia” jednak znowu powtarza, że Witczak chciał zamordować doktora. I jest nowy proces.

Sąd w Katowicach skazuje tym razem Skrzypczaka na pięć miesięcy więzienia “bez zamiany na grzywnę”. To nie wszystko, bo za chwilę zrezygnowany Skrzypczak znowu jest sądzony. Tego samego dnia dostaje pół roku więzienia za obraźliwy tekst o Banku Gospodarki Krajowej. “Polska Zachodnia” cieszy się: “W jeden dzień “Polonia” wyfasowała dla swojego redaktora 11 miesięcy więzienia!”.

Ohydne kampanie

Ale “Polska Zachodnia” też ma kłopoty.

W 1929 roku jej konkurent podaje z satysfakcją, że redaktor odpowiedzialny tej gazety, Dylong, musi przepraszać Rozalię Czerny z Łagiewnik, zwolenniczkę Korfantego, za oszczerstwa w swoim dodatku “Gustlik łosprawia”. Korfanty uważa te felietony za beznadziejne naśladownictwo godki i naśmiewa się z nich. Dylong uprasza o ugodę, bo bardzo nie chce siedzieć. Rozalia Czerny zgadza się, sąd przyznaje jej 300 złotych nawiązki.

Zwykli ludzie zniesławieni w gazecie częściej aprobują ugodę niż politycy. Ci ostatni są zadowoleni, kiedy redaktor odpowiedzialny trafia do mamra i koledzy wysyłają mu paczki z cebulą oraz ostatnim numerem jego gazety.

Nie żądają kary więzienia dwaj inżynierowie z kopalni Giesche w Nikiszowcu, obrażeni przez “Polonię”. 85 lat temu panowie Kaleta i Krzystek czytają o sobie, że podrobili dyplomy inżynierskie i wywalono ich z pracy. Tytuł tekstu: “Fałszywi inżynierowie w pułapce”. Obaj są bliscy zawału, bo nic nie jest prawdą.

“Polonii” nie podoba się, że to specjaliści z Małopolski; zdaniem gazety tacy przybysze za bardzo rządzą się na Górnym Śląsku. Gazeta kąsa: “Wobec tego nie może dziwić, że tak często zdarzają się nieszczęśliwe wypadki na kopalniach, kiedy ważne stanowiska powierza się podobnym fałszywym inżynierom”. Wiadomość bulwersuje, powtarzają ją inne śląskie gazety. Reputacja inżynierów jest zrujnowana.

Dochodzi do szybkiego procesu. Okazuje się, że redaktor odpowiedzialny “Polonii” nie ma nic do powiedzenia na ten temat, bo nikt go o nic nie pytał. Namierzony autor wyjaśnia z prostotą, że został wprowadzony w błąd. Przyznaje się do winy.

Zniesmaczeni inżynierowie chcą, by sąd zasądził odpowiednią sumę na sierociniec im. Mielęckiego w Katowicach. “Polska Zachodnia” podsumowuje: “W ten sposób skończyła się ohydna kampania “Polonii” przeciwko polskim inżynierom górniczym na Śląsku”.

Redaktor do bicia

Dziennikarze liczą na to, że zniesławieni machną ręką i nie będą włóczyć się po sądach. Trudno o dokumenty, gdy codzienna gazeta wciąż woła o nowe bomby. Zdarza się, że cisi informatorzy mają rację i udaje się ujawnić aferę. Ale co robić, gdy tak nie jest?

Jak w sprawie Eugeniusza Kapitalnego ze Związku Powstańców Śląskich, którego “Polonia” oskarża o nadużycia finansowe.

Dostała cynk, że pobrał on diety na wyjazd do Krakowa jako delegat, a tymczasem “siedział w Katowicach ten cudowny kwiatek sanacyjny z najciemniejszej Galicji”. Kapitalny nie posiadał się ze złości; żadnych diet nie brał. Wytacza gazecie proces w kwietniu 1929 roku. Redaktor odpowiedzialny, znany już Wesołowski wyjaśnia, że nic wspólnego z tym artykułem nie miał. Dowodów żadnych przedstawić nie może, w ogóle nie wie, o co chodzi i prosi, żeby go nie wsadzać do więzienia.

Sąd widocznie ceni ten brak krętactwa, bo wymierza mu jedynie karę 200 zł grzywny.

Szczerość się opłaca. W kolejnym procesie, w maju 1929 roku, Wesołowski przyznaje, że artykuł o powstańcu śląskim i pośle Karolu Grzesiku jest w zupełności zmyślony. Gazeta ogólnie pisała o jakichś nadużyciach Grzesika, a nie zalicza się on do przyjaciół Korfantego. Dokumentów nie cytuje. Sąd za tę zniewagę skazuje Wesołowskiego na 100 zł grzywny.

Wesołowski ma więcej szczęścia niż redaktor Skrzypczak, który musiał siedzieć prawie rok w katowickim pudle. “Polonia” chętnie wysyła Wesołowskiego na procesy, bo ten sympatyczny człowiek nauczył się rozbrajać sąd i nawet oskarżycieli. Oto sprawa Józefa Syski, dyrektora seminarium nauczycielskiego w Tarnowskich Górach. To jedna z najlepszych szkół w kraju.

“Polonia” zarzuca Sysce, posłowi śląskiemu, że jest bez wyznania i dlatego nie nadaje się na piastowanie stanowiska dyrektora szkoły. Proces. Redaktor Wesołowski “nawet już nie usiłował przeprowadzić dowodu prawdy”. Józef Syska nie ma żądzy odwetu, redaktor musi tylko zapłacić grzywnę w wysokości 200 zł.

Za same ogólne obelgi kary są mniejsze. Kiedy w 1929 roku na ławie oskarżonych zasiada Florian Miedziński, redaktor odpowiedzialny mniej poczytnego “Kuriera Śląskiego”, sąd każe mu zapłacić 150 zł grzywny za “kłamstwo wyssane z palca”. Gazeta napisała, że Jan Starzewski, sekretarz krajowej Federacji Pracy, przyjechał na Górny Śląsk, żeby “rozbijać ruch związków zawodowych”. Szczegółów brak, ale proces gotowy. Miedziński także prosił, żeby nie wsadzać go do więzienia.

Tłumaczył, że “on nie może sprzeciwić się umieszczenia jakiegoś artykułu i nie odpowiada za rozsiewanie fałszywych wieści”. Sąd rozumie, że ma przed sobą chłopca do bicia.

Ale Stanisław Nogaj takiego fartu nie ma. Pisze do “Siedmiu Groszy”; to lubiana gazetka z rodziny “Polonii”. Trzyma się z daleka od polityki, goni jednak za sensacją. W Jaworznie, wbrew prawu, nie wolno go kolportować. Kto to robi, idzie do kozy.

Redakcja powołuje się na konstytucyjną wolność prasy, nawet wyrok Sądu Najwyższego, który nie pozwala na ograniczanie dzienników. Nic nie pomaga. Wysyłają Nogaja, bo to odważny reporter. Napisał w latach 30. książkę “Za drutami i kratami Trzeciej Rzeszy”, za co w czasie wojny trafił do Dachau. W Jaworznie w 1934 r. ma za darmo rozdawać “Siedem Groszy”. Policja się z nim nie patyczkuje, wsadza do aresztu.

Nikt nie wie, co z nim robić i Nogaj siedzi. “Polonia” słusznie krzyczy, że to skandal.

Dynamit i kratki

Praca śląskiego dziennikarza przed wojną jest ryzykowna. Nie chodzi tylko o więzienie; spory polityczne to nie żarty. Budynek “Polonii” mógł w 1926 roku wylecieć w powietrze; zatrzymano w ostatniej chwili trzech mężczyzn z dynamitem. Mieli zamiar wysadzić redakcję. Ale i wewnątrz zespołów wrze. W 1928 roku siedmiu najlepszych dziennikarzy z hukiem odchodzi z “Polonii”, co jej konkurencja zaraz ogłasza, nie zważając na styl: “Koledzy opuścili swojego kolegę w skórze hipopotama!”.

Byli redaktorzy twierdzą, że Korfanty traktuje zespół “z całą bezwzględnością, jak woły robocze, które należy wyzyskać”. Później wielu dziennikarzy wraca i nawet przyjaźni się dalej z Korfantym, uznając go za wybitnego fachowca.

Ale niektórzy redaktorzy odpowiedzialni nie wytrzymują napięcia. Jak pan Motyka z “Gazety Robotniczej”, który wyjechał za granicę. Napisał w pożegnalnym artykule, że ma dość “wystawania przed kratkami sądowymi za niedorzeczności różnych panów, których twórcze pióro zgotowało mu arcyniemiłe sytuacje”.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3430085,awantury-prasowe-i-zniewagi-wyssane-z-palca-historia-dz,id,t.html

10-05-2014, 16:00

Ordery dla założycieli “Gazety Wyborczej”  »

Press
(PR)
10-05-2014

Prezydent RP Bronisław Komorowski wręczył wczoraj w siedzibie Agory odznaczenia państwowe 40 dziennikarzom i pracownikom „Gazety Wyborczej”.

Prezydent Bronisław Komorowski z odznaczonymi dziennikarzami "Gazety Wyborczej"

Prezydent Komorowski był gościem honorowym piątkowej uroczystości zorganizowanej w warszawskiej siedzibie Agory podczas której nagrodę dla Człowieka Roku “Gazety Wyborczej” odebrał Michaił Chodorkowski. Chodorkowski został doceniony za to, że – jak napisano na dyplomie – „odważył się zejść ze ścieżki Rockefellera i pójść drogą Nelsona Mandeli, wdał się w zapasy ze złem, za hart ducha, niezłomność i za to, że pomaga wierzyć w człowieczeństwo”. Tytuł Człowiek Roku „Gazety Wyborczej” przyznawany jest w ramach corocznych obchodów urodzin „Wyborczej”. W tym roku kończy ona 25 lat. Z tej okazji prezydent RP wręczył odznaczenia państwowe dziennikarzom i pracownikom Agory, którzy tworzyli “Gazetę wyborczą”. Uhonorowani zostali „za wybitne zasługi w budowaniu niezależnej prasy w Polsce, za pielęgnowanie wartości, jakie legły u podstaw polskich przemian demokratycznych, za wkład w rozwój nowoczesnej publicystyki i przestrzeganie wysokich standardów w pracy dziennikarskiej, redakcyjnej i menedżerskiej”.

Najwyższy order – Krzyż Komandorski – otrzymał pośmiertnie Juliusz Rawicz, zmarły w ub. r. wicenaczelny „Wyborczej”.   Prezydent wręczył też Krzyże Oficerskie i Kawalerskie Orderu Odrodzenia Polski oraz Złote Krzyże Zasługi. Odznaczeni zostali: Wojciech Bartkowiak, Dariusz Bartoszewicz, Anna Bikont, Wojciech Fusek, Jacek Gawłowski, Magdalena Grochowska, Jan Grzechowiak, Jacek Hugo-Bader, Wojciech Jagielski, Edward Jewdokimow, Robert Kijak, Aleksandra Klich-Siewiorek, Dariusz Kortko, Hanna Kossowska, Anna Kowalska, Teresa Kruszona, Agnieszka Kublik, Mirosław Maciorowski, Jerzy Majewski, Stanisław Mancewicz, Krzysztof Miller, Robert Musiał, Piotr Nehring, Agata Nowakowska-Morozowska, Wanda Ostrowska, Michał Ogórek, Barbara Piegdoń-Adamczyk, Wanda Rapaczyńska, Piotr Rogowski, Konrad Sadurski, Jerzy Sawka, Ewa Siedlecka, Mariusz Szczygieł, Wojciech Świerczyński, Adam Wajrak, Piotr Wesołowski, Dominika Wielowieyska, Jerzy Wójcik, Paweł Wroński.   Z okazji 25-lecia “GW” na ścianie siedziby Agory, tuż przy głównym wejściu, redakcja wmurowała tablicę upamiętniającą jej założycieli.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/45216,Ordery-dla-zalozycieli-Gazety-Wyborczej

09-05-2014, 23:33

Kuba najlepszy  »

Gość Niedzielny
Tomasz Gołąb
09-05-2014

Jakub Szymczuk, fotoreporter “Gościa Niedzielnego” otrzymał “Grand Press Photo” za zdjęcie zrobione na Majdanie. Jury uznało, że to najlepsze zdjęcie w 10-letniej historii najbardziej prestiżowego konkursu fotograficznego w Polsce.

Wystawa Jakuba Szymczuka

Fotografia Jakuba Szymczuka z Majdanu w Kijowie podczas tzw. czarnego czwartku została ogłoszona Zdjęciem Roku 2014 oraz Zdjęciem 10-lecia konkursu Grand Press Photo. Jury złożone ze zwycięzców World Press Photo, którzy w ubiegłych latach przewodniczyli konkursowi miesięcznika “Press”, wybrali zdjęcie fotoreportera “Gościa Niedzielnego” spośród wszystkich dziesięciu zwycięskich fotografii poprzednich edycji nagrody. Ogólnopolski Konkurs Fotografii Prasowej Grand Press Photo od 2005 roku organizuje miesięcznik “Press”. Jubileuszowa gala 10. edycji konkursu odbyła się w klubie Skwer w Warszawie.

W kategorii Wydarzenia – zdjęcia pojedyncze I miejsce zdobyło zdjęcie Kuby Kamińskiego zrobione na Krymie, gdy ukraińska baza wojskowa Belbek poddała się po szturmie rosyjskich wojsk specjalnych. W kategorii Życie codzienne – zdjęcia pojedyncze zwyciężyło zdjęcie Mariusza Janiszewskiego (“Doc! Photo Magazine”) obrazujące, jak na cmentarzu w Manili żywi i umarli tworzą wyjątkową symbiozę.  I miejsce w kategorii Ludzie – zdjęcia pojedyncze otrzymało zdjęcie Maćka Nabrdalika zrobione w Londynie portugalskiej emigrantce Anabeli. W kategorii Sport zwyciężyło zdjęcie Dariusza Delmanowicza (Polska Agencja Prasowa) pokazujące duńskiego żużlowca Hansa Andersena po upadku na torze podczas indywidualnych mistrzostw Europy.

Jakub Szymczuk zdobył również II miejsce w kategorii fotoreportaż, za cykl zdjęć dokumentujący wydarzenia w Kijowie podczas tzw. czarnego czwartku, gdy w walkach między antyrządowymi demonstrantami a ukraińskimi siłami bezpieczeństwa zginęło ok. 70 osób.

Całość: http://warszawa.gosc.pl/doc/1995235.Kuba-najlepszy

09-05-2014, 22:31

Legenda TVP Józef Kopocz na wystawie w Pszczynie  »

Dziennik Zachodni
Jolanta Pierończyk
09-05-2014

Józef Kopocz, legenda TVP, był modelem artysty malarza Leona Dołżyckiego. Jego rysy mają tyczkarze, skoczkowie, biegacze i dyskobole na wystawie malarstwa i rysunków Dołżyckiego w Stajniach Książęcych w Pszczynie. Można ją zwiedzać do 30 listopada.

Nieco zapomniany Leon Dołżycki był jednym z pierwszych pedagogów tworzących w Katowicach wydział krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Pod koniec swojego życia związał się z Pszczyną, w latach 1949-62 mieszkał w przyzamkowej oficynie, jako sąsiad rodziny doktora Józefa Klussa, pierwszego dyrektora Muzeum Zamkowego w Pszczynie.

Józef Kopocz

Kiedy osiadł w Pszczynie, miał 61 lat, wyprowadził się stąd w wieku 74 lata, trzy lata później zmarł w Krakowie.

Na powstałych w Pszczynie obrazach przedstawiających sportowców uwiecznił dwóch młodych wówczas pszczynian: syna doktora Klussa, Władysława, oraz jego kolegę gimnazjalnego, Józefa Kopocza, późniejszego prezentera i dziennikarza telewizyjnego.

Rysy Kopocza (który jest absolwentem AWF i zapalonym sportowcem uprawiającym lekkoatletykę, siatkówkę i tenis) mają tyczkarze, skoczkowie, biegacze i dyskobole. Jednym z rekwizytów, z jakimi pozował był… odwrócony fotel udający płotek na bieżni.

Władysław Kluss pozował do obrazów przedstawiających kolarzy.

Te i inne obrazy prof. Leona Dołżyckiego wiszą na ścianach boksów, w których kiedyś stały książęce wierzchowce. Można je oglądać do 30 listopada.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3430503,legenda-tvp-jozef-kopocz-na-wystawie-w-pszczynie-zdjecia,id,t.html

09-05-2014, 22:07

Jakub Szymczuk zwycięzcą Grand Press Photo 2014 i autorem Zdjęcia 10-lecia  »

Press
09-05-2014

Jury Ogólnopolskiego Konkursu Fotografii Prasowej Grand Press Photo 2014 zdecydowało, że Zdjęcie Roku zrobił Jakub Szymczuk (“Gość Niedzielny”). Ta sama fotografia z krwawych wydarzeń w Kijowie została uznana też za Zdjęcie 10-lecia.

Jakub Szymczuk z "Gościa Niedzielnego" laureatem głównej nagrody Grand Press Photo 2014

Jakub Szymczuk zdobył główną nagrodę Grand Press Photo 2014 i 10 tys. zł. Zwycięskie zdjęcie zrobił w Kijowie 20 lutego 2014 roku w “czarny czwartek” – pod taką nazwą przeszedł ten dzień do historii Ukrainy. Wtedy doszło do największych walk między antyrządowymi demonstrantami a ukraińskimi siłami bezpieczeństwa na Majdanie Niepodległości. Wojsko, policja i snajperzy strzelali do demonstrantów, tego dnia w starciach z siłami bezpieczeństwa zginęło ok. 70 osób. Na zdjęciu Szymczuka jest jedna z ofiar – mężczyzna biegł nieuzbrojony na czoło barykady, chcąc rzucić oponę, gdy kula snajpera przeszyła jego hełm i głowę na wylot.

Ta sama fotografia została wybrana spośród wszystkich dziesięciu zwycięskich fotografii kolejnych edycji Grand Press Photo na Zdjęcie 10-lecia. Tego wyboru dokonało międzynarodowe jury złożone ze zwycięzców World Press Photo, którzy w ubiegłych latach przewodniczyli konkursowi miesięcznika “Press”.

Zdjęcie Roku 2014 Jakuba Szymczuka

Szymczuk zdobył też nagrodę mecenasa konkursu – firmy Nikon Polska. Sponsor nagrodził go za jedno ze zdjęć z fotoreportażu pokazującego, że na barykadach w Kijowie nie tylko walczono.

To samo zdjęcie zajęło trzecie miejsce w kategorii Wydarzenia – zdjęcia pojedyncze.

Inny fotoreportaż Szymczuka z Kijowa (z którego pochodzi Zdjęcie Roku) zajął drugie miejsce w kategorii Wydarzenia – fotoreportaże.

W tym roku przewodniczącym jury, do którego należy decydujący głos przy wyborze nagrodzonych prac, był fotoreporter Paul Hansen, którego zdjęcie zrobione w Strefie Gazy wygrało ubiegłoroczny konkurs World Press Photo.

Oprócz Hansena w jury Grand Press Photo 2014 oceniającym zdjęcia zasiadali: Piotr Andrews, Anna Bedyńska (“Gazeta Wyborcza”), Andrej Reiser (Czech Press Photo), Markus Schreiber (Associated Press), Andrzej Zygmuntowicz.

Wszystkie zdjęcia nominowane do finału i nagrodzone w konkursie prezentujemy na stronie www.grandpressphoto.pl

Oto lista nagrodzonych w poszczególnych kategoriach:

W kategorii Wydarzenia – zdjęcia pojedyncze:

I miejsce – zdjęcie Kuby Kamińskiego zrobione na Krymie, gdy ukraińska baza wojskowa Belbek poddała się po szturmie rosyjskich wojsk specjalnych;

II miejsce – zdjęcie Tomasza Adamowicza (“Gazeta Polska Codziennie”) pokazujące, jak podczas walk w Kijowie Witalij Kliczko próbuje powstrzymać tłum demonstrantów napierający na siły porządkowe broniące dostępu do budynków rządowych;

III miejsce i Nagroda Nikona – zdjęcie Jakuba Szymczuka (“Gość Niedzielny”) pokazujące, że na barykadach w Kijowie nie tylko walczono, lecz toczyło się tam też normalne życie.

W kategorii Życie codzienne – zdjęcia pojedyncze:

I miejsce – zdjęcie Mariusza Janiszewskiego (“Doc! Photo Magazine”) obrazujące, jak na cmentarzu w Manili żywi i umarli tworzą wyjątkową symbiozę;

II miejsce – zdjęcie Jacka Świerczyńskiego (“Dziennik Wschodni”) zrobione podczas pielgrzymki na Świętą Górę Grabarkę;

III miejsce – zdjęcie Jarosława Respondka (Agencja Fotograficzna Reporter) zrobione w Parku Miniatur Sakralnych w Częstochowie.

W kategorii Ludzie – zdjęcia pojedyncze:

I miejsce – zdjęcie Maćka Nabrdalika zrobione w Londynie portugalskiej emigrantce Anabeli;

II miejsce – zdjęcie Bartka Sadowskiego (Bloomberg News) przedstawiające Michaiła Chodorkowskiego zaraz po tym, jak przyjechał do Berlina;

III miejsce – zdjęcie Mariusza Foreckiego (TamTam Agencja Prasowa i Fotograficzna), na którym uchwycił, jak młodzi Ukraińcy wyrażają szacunek i wdzięczność weterance II wojny światowej.

W kategorii Sport – zdjęcia pojedyncze:

I miejsce – zdjęcie Dariusza Delmanowicza (Polska Agencja Prasowa) pokazujące duńskiego żużlowca Hansa Andersena po upadku na torze podczas indywidualnych mistrzostw Europy;

II miejsce – zdjęcie Adama Stępnia (“Gazeta Wyborcza”) pokazujące Patryka Rybarskiego, który od trzech lat zajmuje się tańcem na rurze;

III miejsce – zdjęcie Bartłomieja Jureckiego (“Tygodnik Podhalański”) zrobione na trasie Tour de Pologne na Podhalu.

W kategorii Środowisko – zdjęcia pojedyncze:

I miejsce – zdjęcie Kacpra Kowalskiego (Panos Pictures) pokazujące nowe osiedle domów w Chinach;

II miejsce – zdjęcie Tomasza Lendy (Agencja Fotograficzna Reporter) zrobione w centrum Kijowa, gdzie podupadłe gospodarstwo sąsiaduje z nowoczesnymi blokami;

III miejsce – zdjęcie Bartłomieja Jureckiego (“Tygodnik Podhalański”) pokazujące kontrowersyjny zwyczaj symbolicznego oczyszczenia zwierząt w dymie ognisk w San Bartolome de Pinares w Hiszpanii.

W kategorii Portret sesyjny – zdjęcia pojedyncze:

I miejsce – portret generała Wojciecha Jaruzelskiego autorstwa Maksymiliana Rigamontiego (“Wprost”);

II miejsce – portret uczestnika walk na barykadach Majdanu Niepodległości w Kijowie autorstwa Maksymiliana Rigamontiego;

III miejsce – portret Dali Banu zrobiony w obozie uchodźców w Bangladeszu przez Marcina Zaborowskiego (“National Geographic Polska”).

W kategorii Wydarzenia – fotoreportaże:

I miejsce – fotoreportaż Simony Supino (“Super Express”) – zapis wydarzeń na kijowskim Majdanie w styczniu i lutym bieżącego roku: walki z siłami Berkutu, opatrywanie rannych, rozpacz rodzin i bliskich ofiar, ostatnie pożegnanie poległych w masakrze;

II miejsce – fotoreportaż Jakuba Szymczuka (“Gość Niedzielny”) dokumentujący wydarzenia w Kijowie podczas tzw. czarnego czwartku, gdy w walkach między antyrządowymi demonstrantami a ukraińskimi siłami bezpieczeństwa zginęło ok. 70 osób.

W kategorii Życie codzienne – fotoreportaże:

I miejsce – fotoreportaż Adriana Wykroty (Retrofokus) pokazujący, jak zmieniła się tradycja polskich wesel;

II miejsce – fotoreportaż Anny Liminowicz o Honoracie i Agnieszce, które są razem. Razem też pracują i wspólnie wychowują 14-letnią córkę Honoraty.

W kategorii Ludzie – fotoreportaże:

I miejsce – fotoreportaż Piotra Bławickiego (East News) zrobiony w czasie pogrzebu polskiego komandosa JWK Lubliniec chor. Mirosława Łuckiego, który zginął w Afganistanie od wybuchu miny pułapki;

II miejsce – fotoreportaż Mateusza Baja opowiadający o mieszkańcach Polesia Zachodniego.

W kategorii Sport – fotoreportaże:

I miejsce – fotoreportaż Jacka Turczyka (Polska Agencja Prasowa), który towarzyszył Remigiuszowi Siudzińskiemu, analitykowi danych, podczas ultramaratonu Race Around Austria;

II miejsce – fotoreportaż Tomasza Gudzowatego (Fundacja Yours) opowiadający o festiwalu Naghol na wyspie Pentecost, podczas którego młodzi mężczyźni wykonują z wysokich platform skoki głową w dół, zabezpieczeni jedynie lianami przywiązanymi do stóp.

W kategorii Środowisko – fotoreportaże:

I miejsce – fotoreportaż Kacpra Kowalskiego (Panos Pictures) pokazujący efekty produkcji przemysłowej w Polsce;

II miejsce – fotoreportaż Tomasza Gudzowatego (Fundacja Yours) z miasta Tacloban na Filipinach pokazujący skalę zniszczeń po przejściu tajfunu. Gala jubileuszowa – była to bowiem 10. edycja konkursu – odbyła się w klubie Skwer w Warszawie.

Sponsor Główny Grand Press Photo 2014: PZU

Mecenas: Nikon Polska

Sponsor konkursu i wystawy: Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo SA

Partnerzy: Epson, Drukarnia Andrus, Hotel Sound Garden

Patroni medialni: TVP Kultura, Tok FM, Onet.pl, Fotopolis.pl

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/45215,Jakub-Szymczuk-zwyciezca-Grand-Press-Photo-2014-i-autorem-Zdjecia-10-lecia