Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

16-05-2014, 10:07

“Gazeta Bankowa” kontra KNF. Wojciech Surmacz zawiadamia prokuraturę, Izba Wydawców Prasy chce wyjaśnień  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
16-05-2014

Wojciech Surmacz, redaktor naczelny “Gazety Bankowej” (Fratria) złożył w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez pracowników Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego. Na początku maja dziennikarza pisma nie wpuszczono na konferencję prasową Urzędu. W obronie dziennikarza stanęła Izba Wydawców Prasy.

Wojciech Surmacz

5 maja br. dziennikarz “Gazety Bankowej” Jacek Strzelecki nie został wpuszczony przez pracowników Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego na konferencję prasową poświęconą Spółdzielczym Kasom Oszczędnościowo-Kredytowym. Według jego relacji pracownica urzędu poinformowała go, że w spotkaniu uczestniczyć mogą jedynie zaproszeni przedstawiciele mediów, a wyboru tychże dokonało biuro prasowe. Strzelecki chciał dopisać się do listy, jednak nie pozwolono mu. Zwrócił się o pomoc również do rzecznika prasowego urzędu, Łukasza Dajnowicza, jednak ten nie zareagował.

W obronie dziennikarza stanęła Izba Wydawców Prasy. Jej prezes, Wiesław Podkański, skierował do przewodniczącego KNF Andrzeja Jakubiaka pismo, w którym oczekuje wyjaśnienia incydentu z początku maja.

- Uważamy, że dziennikarzowi “Gazety Bankowej” należy się prawo do udziału w konferencji prasowej w takim samym stopniu jak każdemu innemu, który wyrazi chęć. A jeżeli są jakieś specjalne powody, które zawieszałyby funkcjonowanie Prawa prasowego, to chciałbym się dowiedzieć, jakie to powody – mówi Wirtualnemedia.pl Podkański.

UKNF tłumaczy, że konferencja o Spółdzielczych Kasach Oszczędnościowo-Kredytowych została zorganizowana dla przedstawicieli prasy codziennej i agencji informacyjnych i miał prawo zaprosić tylko wybranych. - To dziennikarze, z którymi na bieżąco byliśmy w kontakcie w tym zakresie tematycznym - mówi nam Maciej Krzysztoszek z departamentu komunikacji społecznej Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego.

Krzysztoszek tłumaczy, że jedynym powodem, dla którego nie wpuszczono dziennikarza “GB” na konferencję, był brak akredytacji. – Zależało na merytorycznym charakterze spotkania. Były na nim przedstawiane wyniki podsumowujące I kwartał w tym sektorze – dodaje. Co to znaczy? – Nie został wpuszczony, bo nie miał akredytacji. To, że spotkanie było poświęcone tematyce SKOK-ów i zależało nam na jego merytorycznym charakterze jest sprawą drugorzędną – mówi Krzysztoszek.

Dotarliśmy jednak do listy z nazwiskami dziennikarzy, z której wynika, że biuro prasowe Urzędu zezwoliło na uczestnictwo w spotkaniu co najmniej jednej osobie, która nie była na nie zaproszona, ale dopisała się na listę. Dlaczego zatem KNF dokonuje takiej selekcji?

- Zawsze wymagamy akredytacji. Zawsze kiedy dziennikarze przychodzili na konferencję mieli ją – odpowiada Maciej Krzysztoszek. – Należy pamiętać, że jesteśmy Urzędem Komisji Nadzoru Komisji Finansowego i mamy regulamin wewnętrzy, dotyczący bezpieczeństwa budynku. Zawsze przy większych spotkaniach dostarczamy przekazujemy listę, to wymogi bezpieczeństwa – mówi nam przedstawiciel KNF.

Wojciech Surmacz, który redaktorem naczelnym “Gazety Bankowej” został na początku maja po odejściu z “Forbesa”, w czwartek złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez pracowników UKNF, zarzucając im świadome utrudnianie wykonywania obowiązków zawodowych dziennikarza. Powołuje się przy tym na art. 44 Prawa prasowego, w którym zapisana jest odpowiedzialność karna (grzywna lub kara ograniczenia wolności) za utrudnienie lub tłumienie krytyki prasowej.

Jeśli prokuratura rozpocznie postępowanie w tej sprawie, zajmie się również okolicznościami, które do tego doprowadziły. Prokurator będzie musiał zbadać, czy wpływ na decyzję biura prasowego mogły mieć pytania, jakie redakcja przesłała wcześniej przewodniczącemu Komisji Andrzejowi Jakubiakowi. Dotyczyły one potencjalnego zagrożenia korupcyjnego w urzędzie. “GB” wysłała je 30 kwietnia i prosiła o odpowiedzi do 5 maja. Nie otrzymała ich, więc tego dnia rano zadano dodatkowe pytania, tym razem dyrektorom departamentów UKNF. Kilka godzin później biuro prasowe Urzędu zwołało nieplanowaną wcześniej konferencję prasową.

UKNF nie komentuje słuszności złożenia zawiadomienia. - Oceni to prokuratura, jeśli oczywiście zostanie wszczęte postępowanie. Jeżeli będzie taka potrzeba złożymy odpowiednie wyjaśnienia – mówi Maciej Krzysztoszek.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/gazeta-bankowa-kontra-knf-wojciech-surmacz-zawiadamia-prokurature-izba-wydawcow-prasy-chce-wyjasnien

15-05-2014, 16:54

Władysław Otek Morawski: Kompan, mistrz zabawnych ripost i jego zdjęcia  »

Dziennik Zachodni
TES
15-05-2014

Trzeba sfotografować pożar – zadzwonił wydawca. Otek, bo tak mówiliśmy do Władysława Morawskiego zamruczał z lekkim niezadowoleniem, że właściwie nie bardzo może w tej chwili, ale dobrze. Gdzie ten pożar – spytał. Dopiero gdy przywiózł zdjęcia do redakcji, okazało się, że ma całe ręce w bandażach. Był w szpitalu na skomplikowanych badaniach, gdy dostał polecenie pracy. Nie zdradził się nawet słowem, nie poprosił o zrozumienie swojej sytuacji. Właśnie taki był – obowiązkowy i nikogo nie chciał obarczać swoimi problemami.

Władysław Otek Morawski

Wiedzieliśmy, że od lat choroba nie daje mu za wygraną, że odbiera siły. Pogodził się z losem, gdy usłyszał werdykt lekarzy, nawet trochę się z tej choroby naśmiewał, bo nie odebrała mu woli życia. Otek, to była niezwykle silna osobowość, znakomity kompan do towarzystwa, a lubił biesiadowanie i Polaków naprawianie świata. Był mistrzem błyskotliwych ripost. Najczęściej w milczeniu przysłuchiwał się sporom, także tym naszym redakcyjnym, po czym krótko, zwięźle i dosadnie pointował. Natychmiast rozładowywał sytuację.

Poza biesiadowaniem, uwielbiał swoją pracę fotoreportera. Wciągał go ten wir nieustannych zdarzeń i pogoń z czasem. Między jednym a drugim pobytem w szpitalu wpadał do naszej redakcji, bo może coś ciekawego będzie do zrobienia. Ukończył Technikum Fotograficzne w Katowicach. Pracę w “Dzienniku Zachodnim” rozpoczął w 1966 roku, by po sześciu latach przenieść się do “Trybuny Robotniczej”. Nasze drogi znów się spotkały po połączeniu obu tytułów w 2004 r. Zatwardziały kawaler, choć kobiety go uwielbiały. Nie miał lekkiego życia, może dlatego uciekał przed stabilizacją? Jego rodzina pochodziła z Wileńszczyzny. Gdy wybuchła wojna, uciekła przed sowietami aż na Kielecczyznę. Tu, w miejscowości Końskie, urodził się 13 czerwca 1943 r. Jego mama, okulistka zmarła, gdy Otek miał niewiele ponad rok. Po wojnie rodzina przeniosła się na Śląsk.

Otek zmarł nad ranem 15 maja br.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3436927,wladyslaw-otek-morawski-kompan-mistrz-zabawnych-ripost-i-jego-zdjecia,id,t.html

15-05-2014, 10:52

Otek nie żyje. Zmarł Władysław Morawski, wybitny fotoreporter Dziennika Zachodniego  »

Dziennik Zachodni, Polskie Radio Katowice, SUPERexpress, Miesięcznik społeczno - kulturalny Śląsk" nr 6/2014
Jacek Filus, TES, Wiesława Konopelska
15-05-2014, 16-05-2014 i 27-06-2014

Otek nie żyje. Zmarł Władysław Morawski, wybitny śląski fotoreporter. 13 czerwca skończyłby 71 lat. Władysław Morawski, znany przede wszystkim jako “Otek”, zmarł w Katowicach po długiej i ciężkiej chorobie. Pracował w Dzienniku Zachodnim, Trybunie Robotniczej i Trybunie Śląskiej.

Władysław Morawski o sobie i o zawodzie fotoreportera w archiwalnej rozmowie z fotoreporterem DZ, Arkadiuszem Golą:

Władysław Morawski

W ostatniej klasie ogólniaka przeniosłem się do liceum fotograficznego w Piotrowicach, gdzie zdobyłem zawód fotografa.

Ale podjąłem pracę w zakładach chemicznych, byłem pracownikiem fizycznym.

Swoje pierwsze zdjęcie opublikowałem w Gwarku Tarnogórskim jak miałem 22 lata. To było zdjęcie Daniela Olbrychskiego, wtedy dobrze zapowiadającego się aktora.

Interesowałem się filmem, fotografią, zdawałem do szkoły filmowej trzy razy, niestety nie dostałem się. Najbardziej interesowała mnie fotografia dokumentalna. Wzorcem dla mnie był Tygodnik Świat.

Fotografowanie to dla mnie proces przetwarzania swojego spojrzenia, myśli i sposobu opowiadania na papier. Gdybym się urodził jeszcze raz to patrzyłbym podobnie.

W 1966 roku zacząłem pracę w Dzienniku Zachodnim. W 1972 przeszedłem z Dziennika do Trybuny Robotniczej. Po wybuchu stanu wojennego wyrzucono mnie z pracy.

Zawsze interesowały mnie tematy, z których mogłem wydobyć coś więcej niż tylko mechaniczną rejestrację wydarzenia, jakaś metafora, drugie dno. Dlatego też w 1966 roku przygotowując się do egzaminów do Łódzkiej Szkoły Filmowej pojechałem na Jasną Górę żeby sfotografować święto 3-go maja. W latach 60, 70 nikt nikomu nie zabraniał chodzenia, szukania, poznawania. Inaczej jednak jest jak z fotografii się żyje, a inaczej jak fotografię się uprawia.

W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że mam rzadką okazję jako fotoreporter prasowy obserwowania władzy “od środka”, jak ten cały system funkcjonuje. Wyniosłem z domu pewien nawyk rozumienia historii – że trzeba ją czytać między wierszami. Nigdy nie bazowałem na tym czego uczono mnie w szkole.

Zawsze interesował mnie kontekst niby banalnych fotografii. Kiedyś zrobiłem niby zupełnie przypadkowe zdjęcie przechodniów na ulicy. Po prostu tłum ludzi. Nazajutrz wybuchł stan wojenny. Ta banalna fotografia, spokojne twarze ludzi w przeddzień wybuchu wojny domowej mają dla mnie do dziś wyjątkowe znaczenie.

W moich zdjęciach nie ma żadnej estetyki, ale nie uważam tego za wadę. Dla mnie na pierwszym miejscu stoi treść. Historyczna i dokumentalna wartość zdjęcia pozycjonuje w moim przekonaniu wartość danej fotografii.

Warunki w prasie zawsze zmuszały nas do wyścigu szczurów. Pod tym względem od tamtych czasów nic się nie zmieniło. Poza tym nie znam zamożnego fotoreportera.

Kiedy kiedyś interesowałem się fotografią artystyczną to doszedłem do wniosku, że więcej w tym było pozerstwa niż wartości dla mnie ważnych. Potem były modne tak zwane manifesty na różne tematy. Okazało się, że nie przetrwały próby czasu, były tylko chwilową modą.

Mam wrażenie że przez całe 40 lat, od kiedy pracuję w prasie, to moja wieczna walka z redaktorami, którzy makietują strony i sekretarze w redakcji, którzy decydują o wyborze fotografii do druku.

———————————————————-

Władysław Morawski, wybitny śląski fotoreporter, znany w środowisku dziennikarskim jako “Otek”, nie żyje.

Zmarł rano po długiej walce z ciężką chorobą. 13 czerwca skończyłby 71 lat. Pracę rozpoczął w 1966 roku w Dzienniku Zachodnim. W 1972 przeszedł z Dziennika do Trybuny Robotniczej, skąd po wprowadzeniu stanu wojennego został wyrzucony jako element wywrotowy. W archiwalnej rozmowie z fotoreporterem DZ, Arkadiuszem Golą, powiedział o sobie: “Najbardziej interesowała mnie fotografia dokumentalna. Wzorcem dla mnie był Tygodnik Świat. W moich zdjęciach nie ma żadnej estetyki, ale nie uważam tego za wadę. Dla mnie na pierwszym miejscu stoi treść. Historyczna i dokumentalna wartość zdjęcia pozycjonuje w moim przekonaniu wartość danej fotografii. Fotografowanie to dla mnie proces przetwarzania swojego spojrzenia, myśli i sposobu opowiadania na papier. Gdybym się urodził jeszcze raz to patrzyłbym podobnie.”

Jak podkreśla jego redakcyjna koleżanka, Maria Zawała z Dziennika Zachodniego, Morawski potrafił w niezwykły sposób złapać w obiektyw otaczającą nas rzeczywistość.

Środowisko dziennikarskie zapamięta go jako świetnego fotoreportera oraz życzliwego człowieka i dobrego kolegę.

Jacek Filus

———————————————————-

WŁADYSŁAW “OTEK” MORAWSKI (1943 – 2014)

Władysław "Otek" Morawski

Chyba był wszędzie — zawsze we właściwym momencie i wszystko widział. Profesjonalista w każdym calu. W redakcji „Śląska” był zaledwie kilka razy, ale jego fotografie wielokrotnie były znaczącym komentarzem do tekstów historycznych czy politycznych.

Jego przyjaciele: fotoreporterzy i dziennikarze tak go wspominali: „O sobie nie lubił opowiadać, a już o fotografii – w ogóle. Proszę napisać tylko „urodził się i jeszcze dycha” – mówił z właściwymi sobie dystansem i ironią. Opowiadał jak w 1987 r. całą noc (oczywiście nielegalnie) koczował na plebanii, by przez okno zrobić zdjęcia papieża Jana Pawła II odwiedzającego grób księdza Popiełuszki. Jak fotografował mszę na Muchowcu w czasie pielgrzymki papieża w 1983 r. na zlecenie kurii (bo z pracy go zwolniono, nie przeszedł weryfikacji w 1982 r.). Obserwował budowę Huty Katowice, dokumentował pracę górników, ale i pielgrzymki do Piekar Śląskich. Fotografował wizytę Charlesa de Gaulle’a, partyjne zjazdy, strajki (np. w Jastrzębiu-Zdroju w 1980 r.). W czasie pogrzebu Zbigniewa Cybulskiego w Katowicach tłum tak napierał, że razem z dwoma innymi fotografami wpadł do świeżo wykopanego grobu. Dokumentował Barbórki, pochody pierwszomajowe, pociągi z małymi fiatami wyjeżdżające z Tychów, kolejki po cukier. Później – np. Antoniego Macierewicza wkraczającego ze słynnymi teczkami do Sejmu.

W 2013 roku został laureatem nagrody Wielki Splendor Śląskiej Fotografii Prasowej przyznawanej zasłużonym twórcom. Jak wówczas powiedziano, otrzymał ją człowiek, na oczach którego rozgrywała się wielka historia.

Zawód fotografa zdobył w liceum fotograficznym w Katowicach – Piotrowicach. W 1966 r. rozpoczął pracę fotoreportera w “Dzienniku Zachodnim”, a następnie w 1972 r., związał się z “Trybuną Robotniczą”, skąd został usunięty w 1982 r. Później w latach 1990-2004 pracował dla “Trybuny Śląskiej”, a w latach 2004-2008 ponownie dla “Dziennika Zachodniego”. W 2008 r., przeszedł na emeryturę. Był członkiem SDP i postacią znaną w środowisku.

W rozmowie z Arkadiuszem Golą, jak on – fotoreporterem “Dziennika Zachodniego” — tak mówił o sobie: “W ostatniej klasie ogólniaka przeniosłem się do liceum fotograficznego w Piotrowicach, gdzie zdobyłem zawód fotografa. Ale podjąłem pracę w zakładach chemicznych, byłem pracownikiem fizycznym. Swoje pierwsze zdjęcie opublikowałem w “Gwarku Tarnogórskim” jak miałem 22 lata. To było zdjęcie Daniela Olbrychskiego, wtedy dobrze zapowiadającego się aktora. Interesowałem się filmem, fotografią, zdawałem do szkoły filmowej trzy razy, niestety nie dostałem się. Najbardziej interesowała mnie fotografia dokumentalna. Wzorcem dla mnie był tygodnik “Świat”.

A czym było dla niego fotografowanie?

Na pytanie Arka Goli odpowiedział tak: “Fotografowanie to dla mnie proces przetwarzania swojego spojrzenia, myśli i sposobu opowiadania na papier. Gdybym się urodził jeszcze raz, to patrzyłbym podobnie. W 1966 roku zacząłem pracę w “Dzienniku Zachodnim”. W 1972 przeszedłem z “Dziennika” do “Trybuny Robotniczej”. Po wybuchu stanu wojennego wyrzucono mnie z pracy. Zawsze interesowały mnie tematy, z których mogłem wydobyć coś więcej niż tylko mechaniczną rejestrację wydarzenia, jakaś metafora, drugie dno. Dlatego tez w 1966 roku przygotowując się do egzaminów do Łódzkiej Szkoły Filmowej pojechałem na Jasną Górę, żeby sfotografować święto 3 Maja. W latach 60., 70. nikt nikomu nie zabraniał chodzenia, szukania, poznawania. Inaczej jednak jest, jak z fotografii się żyje, a inaczej jak fotografię się uprawia. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że mam rzadką okazje, jako fotoreporter prasowy, obserwowania władzy “od środka”, jak ten cały system funkcjonuje. Wyniosłem z domu pewien nawyk rozumienia historii – że trzeba ją czytać między wierszami.

Zawsze interesował mnie kontekst niby banalnych fotografii. Kiedyś zrobiłem niby zupełnie przypadkowe zdjęcie przechodniów na ulicy. Po prostu tłum ludzi. Nazajutrz wybuchł stan wojenny. Ta zwyczajna fotografia, spokojne twarze ludzi w przeddzień wybuchu wojny domowej mają dla mnie do dziś wyjątkowe znaczenie. W moich zdjęciach nie ma żadnej estetyki, ale nie uważam tego za wadę. Dla mnie na pierwszym miejscu stoi treść. Historyczna i dokumentalna wartość zdjęcia pozycjonuje w moim przekonaniu wartość danej fotografii. (…)”.

WIESŁAWA KONOPELSKA

———————————————————-

ZMARŁ WYBITNY FOTOREPORTER Władysław Morawski

Wczoraj w Katowicach odszedł Władysław Morawski, wybitny polski fotoreporter. W czerwcu skończyłby 71 lat. “Otek”, bo tak nazywany był w środowisku dziennikarskim, pracował od ponad 40 lat.

Dokumentował najważniejsze wydarzenia od czasów Gomułki do ery smartfonów. Od 1966 roku publikował w katowickim “Dzienniku Zachodnim”, potem w “Trybunie Robotniczej” i “Trybunie Śląskiej”. W czasie stanu wojennego został wyrzucony z pracy. Z trudem udało mu się ocalić wówczas część archiwum, które chcieli zarekwirować esbecy. Ci, którzy zwalniali go z pracy, napisali, że jest elementem wywrotowym. I “Otek” pozostał niepokorny do końca.

Zawsze miał swoje zdanie, niezależnie od tego, co akurat było modne i jedynie słuszne. Erudyta o przenikliwej inteligencji, mistrz ciętej riposty, która trafiała zawsze w sam środek tarczy. Miał do siebie ogromny dystans. Podczas naszej ostatniej rozmowy na pytanie: “Jak się czuje?” odpowiedział tak samo, jak miał w zwyczaju od lat: “Sekcja wykaże”. Żegnaj, “Otku”!

———————————————————-

Msza żałobna w Katowicach, pogrzeb Władysława Morawskiego w Łodzi

Msza żałobna za zmarłego Władysława Morawskiego, naszego redakcyjnego kolegę, fotoreportera, zostanie odprawiona najpierw w Kościele Misjonarzy Oblatów w Katowicach, w niedzielę, 18 maja, o godzinie 8.30. Z tą świątynią (przy ul. Misjonarzy Oblatów M. N. 12) Otek, jak zwyczajowo mówiliśmy do zmarłego w czwartek kolegi, był bardzo zaprzyjaźniony. Pogrzeb Władysława Morawskiego odbędzie się w Łodzi. Żegnamy Otka.

Druga msza odprawiona zostanie 1 czerwca o godz. 18.00 w jego parafii w Katowicach Józefowcu, w Kościele św. Józefa Robotnika (ul. Prof. Jana Mikusińskiego 8).

Władysław Morawski zmarł w wieku 71 lat.

Zostanie pochowany w piątek, 23 maja br. w Łodzi na Cmentarzu pw. św. Anny na Zarzewiu (ul. Lodowa 78). Msza rozpocznie się o godz. 11.30.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3436247,otek-nie-zyje-zmarl-wladyslaw-morawski-wybitny-fotoreporter-dziennika-zachodniego,id,t.html; http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3437915,zegnamy-otka-msza-zalobna-w-katowicach-pogrzeb-wladyslawa-morawskiego-w-lodzi,id,t.html; http://www.radio.katowice.pl/zobacz,4305,Wladyslaw-Morawski-nie-zyje.html#.U3SKXHY0-So; http://www.se.pl/wydarzenia/opinie/zmar-wybitny-fotoreporter-wadysaw-morawski_399886.html

14-05-2014, 15:42

Dziennikarka “Echa” jedną z najlepszych w Polsce  »

Górnośląski Tygodnik "Echo"
Zdzisław Barszewicz
14-05-2014

X edycja Konkursu im. Barbary N. Łopieńskiej rozstrzygnięta

Renata Botor-Pławecka z “Echa”, za wywiad z Józefem Kłykiem, uzyskała nominację do nagrody w ogólnopolskim Konkursie im. Barbary N. Łopieńskiej na najlepszy wywiad prasowy w roku 2013. Zaliczona została tym samym do elitarnej grupy najlepszych w Polsce dziennikarzy. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpiło 7 maja w Warszawie.

W Konkursie im. Barbary N. Łopieńskiej z wielu nadesłanych tekstów kapituła  złożona z przedstawicieli gazet: “Polityka”, “Press”, “Twój Styl”, “Res Publica Nowa”, “Viva!”, “Gazeta Wyborcza”, “Tygodnik Powszechny” nominuje do nagrody tylko autorów najlepszych wywiadów.

W ubiegłą środę, 7 maja, w warszawskiej redakcji “Res Publica Nowa” nastąpiło rozstrzygnięcie X edycji Konkursu im. Barbary N. Łopieńskiej. Jak poinformował prof. Wiesław Władyka, członek kapituły (tragicznie zmarła Barbara N. Łopieńska była jego żoną) 114 dziennikarzy przysłało 195 wywiadów. Kapituła wybrała 14 najlepszych prac. Ich autorami było 13 dziennikarzy (dwa wywiady przeprowadził ten sam autor) reprezentujących redakcje: “Echo”, “Gazeta Wyborcza”, “Charaktery Pisma”, “Polityka”, “Twój Styl”, “Znak”, “Viva!”, “Tygodnik Powszechny”, “Wprost”, “Newsweek”, “Dziennik Gazeta Prawna”. W owej elitarnej trzynastce wybrańców znalazła się Renata Botor-Pławecka, dziennikarka “Echa”. Jury doceniło w ten sposób jej wywiad przeprowadzony z Józefem Kłykiem, filmowcem amatorem, opublikowany w książce pt. “Stąd w świat” (Lokalne Wydawnictwo Prasowe “Echo” sp. z o.o., Tychy 2013). Obszerne fragmenty tego wywiadu publikował tygodnik “Echo”.

Renata Botor-Pławecka z Jerzym Baczyńskim redaktorem naczelnym "Polityki" i prof. Wiesławem Władyką

- Wszystkich nominowanych traktujemy jak współlaureatów – podkreślił prof. Władyka.

- Chciałbym przeprosić, że nagroda jest tylko jedna – stwierdził 7 maja w redakcji “Res Publica Nowa” Jerzy Baczyński, redaktor naczelny tygodnika “Polityka”, członek kapituły Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej. – Siła dobrego wywiadu prasowego polega na tym, że po przeczytaniu tkwi on w człowieku. W dobrym wywiadzie widać nie tylko rozmówcę dziennikarza, ale i samego dziennikarza, gdy uda mu się opisać przeprowadzoną rozmowę z talentem i empatią. Takie są wszystkie nominowane wywiady. Zapadły w pamięć. Rezonują.

Nagrodę zdobył Grzegorz Sroczyński z “Gazety Wyborczej” za wywiad z Karolem Modzelewskim.

Renata Botor-Pławecka ukończyła Uniwersytet Jagielloński w Krakowie (filologia polska) i studium dziennikarskie. Od 2001 r. jest dziennikarką “Echa”, wcześniej współpracowała z “Gazetą Krakowską”. W 2013 roku wydała książkę “Stąd w świat”. Tylko jeden wywiad z tej książki (rozmowę z Józefem Kłykiem) autorka zgłosiła na konkurs. Inne wywiady autorstwa Renaty Botor-Pławeckiej ze sławnymi osobami z Pszczyny i okolic są nie mniej interesujące.

Całość: http://tygodnikecho.pl/bylismy/5339-dziennikarka-echa-jedna-z-najlepszych-w-polsce

14-05-2014, 12:38

Właściciel TVS startuje w wyborach do Europarlamentu  »

Portal medialny.pl
Kuba Wajdzik
14-05-2014

Arkadiusz Hołda, właściciel stacji TVS startuje w wyborach do Europarlamentu z ramienia Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Arkadiusz Hołda PSL

Początki kariery Arkadiusz Hołdy sięgają 1987 r. Powołano wtedy do życia Przedsiębiorstwo Realizacji Budownictwa HOLDIMEX Sp. z o.o., którego jest prezesem. Ponadto Hołda jest założycielem i Kanclerzem powstałej w 2004 roku Wyższej Szkoły Technicznej w Katowicach. Jest twórcą i prezesem TVS w skład którego wchodzą program telewizyjny TVS oraz portal internetowy www.tvs.pl . Wkrótce koncern będzie zajmować się także całodobową produkcją programu radiowego dla Radia PLUS Śląsk (stacja zmieni nazwę). Stacja telewizyjna TVS debiutowała na rynku medialnym w 2008 roku jako pierwsza regionalna stacja o zasięgu ogólnopolskim. Hołda planował uruchomienie kolejnych stacji telewizyjnych (m.in. Fresh TV).

Do tej pory Hołda nie angażował się czynnie w politykę. Szanse na dostanie się Hołdy do Europarlamentu są nikłe – na liście PSL w województwie śląskim przedsiębiorca startuje dopiero z ósmej pozycji.

Całość: http://portalmedialny.pl/art/43734/wasciciel-tvs-startuje-w-wyborach-do-europarlamentu.html

13-05-2014, 22:56

Prasa samorządowa nie może zamieszczać reklam i ogłoszeń  »

Press
(MW)
13-05-2014

Gazety wydawane przez gminy nie mają prawą zamieszczać reklam, ogłoszeń ani publikować tekstów o charakterze politycznym – uznała Regionalna Izba Obrachunkowa we Wrocławiu. Zapowiada ona, że podczas kontroli budżetów gmin będzie kwestionować dochody z reklam i ogłoszeń uzyskiwane przez tego typu pisma.

Regionalna Izba Obrachunkowa we Wrocławiu otrzymywała pytania o prawne podstawy publikowania reklam i ogłoszeń przez gazety samorządowe. Wątpliwości w tej sprawie zgłaszali nie tylko lokalni wydawcy, w których biznes bezpośrednio uderza konkurencja w postaci samorządowych wydawnictw, ale też radni i osoby prywatne.

7 maja br. Kolegium Regionalnej Izby Obrachunkowej oświadczyło w swoim stanowisku, że zamieszczanie reklam i ogłoszeń przez gazety gminne narusza ustawę o samorządzie gminnym. Działalność gminy ma się bowiem mieścić w granicach jej zadań własnych, a te muszą mieć na celu zaspokajanie potrzeb zbiorowych mieszkańców. “Publikowanie płatnych reklam i ogłoszeń przez gazetę gminną nie stanowi realizacji zadania publicznego. Nie jest zgodne z zasadą subsydiarności. Na rynku lokalnym istnieje prasa prywatna, która z powodzeniem wykonuje to zadanie i dla której prasa gminna stanowi konkurencję – jeszcze większą, gdy jest bezpłatna” – stwierdza Kolegium RIO we Wrocławiu.

Izba odniosła się też do tekstów o charakterze politycznym, które w odróżnieniu od informacji o działaniach i zamierzeniach gminy nie zaspokajają potrzeb mieszkańców. “Ukazywanie opozycji w negatywnym świetle zaspokaja potrzeby wyłącznie ich przeciwników politycznych” – uważa RIO we Wrocławiu. Jej zdaniem nie ma znaczenia, czy gazeta gminna wydawana jest przez samą gminę, czy przez gminną osobę prawną.

Lucyna Hanus, prezes RIO we Wrocławiu, przyznaje jednak, że stanowisko Izby nie jest wiążące ani dla sądów, ani dla samych samorządów. – Jeśli jednak podczas kontroli uchwał budżetów gmin okaże się, że czerpały one dochody z reklam i ogłoszeń, będziemy je kwestionować – zapowiada Hanus.

W tym roku wrocławska RIO skontrolowała już “Panoramę Trzebnicką”, pismo wydawane przez Trzebnickie Centrum Kultury i Sportu należące do Urzędu Miejskiego w Trzebnicy. – Gazeta publikowała ogłoszenia drobne i większe reklamy różnych podmiotów gospodarczych. Nie wszystkie artykuły dotyczyły też jednostek samorządu terytorialnego – mówi Hanus. Wrocławska RIO nie sformułowała jeszcze wniosków pokontrolnych dla tego pisma.

Burmistrz Trzebnicy Marek Długozima pytany, czy w związku z decyzją RIO z “Panoramy Trzebnickiej” znikną reklamy i ogłoszenia, odmawia odpowiedzi. – Proszę pytać o to Trzebnickie Centrum Kultury i Sportu, bo to ono jest wydawcą pisma – odpowiedział “Presserwisowi”. Z Agnieszką Pruszkowską-Jarosz, redaktor naczelną “Panoramy Trzebnickiej”, nie udało nam się wczoraj skontaktować.

Ze stanowiska RIO we Wrocławiu zadowolony jest Daniel Długosz, współwłaściciel i redaktor naczelny “Nowej Gazety Trzebnickiej” (jej wydawcą jest spółka prywatnych osób). – Na biuletyny promujące lokalną władzę wydawane są gigantyczne pieniądze ze środków publicznych. Na ogłoszenia w swoich tytułach samorządy oferują dumpingowe ceny. Zawiadamiając organy ścigania o bezprawnej konkurencji ze strony gazet samorządowych lub wnosząc o zadośćuczynienie od gminy, będę mógł teraz powoływać się na stanowisko RIO – mówi Długosz.

Jerzy Jurecki, wydawca “Tygodnika Podhalańskiego” i członek zarządu Stowarzyszenia Gazet Lokalnych, jest bardziej sceptyczny: – Przepisy, na które powołuje się RIO we Wrocławiu, były znane już wcześniej. Podobną opinię przedstawiła już kiedyś Regionalna Izba Obrachunkowa w Łodzi. Samorządy jednak przepisy obchodzą. Wciąż potrzebna jest odrębna ustawa zakazująca wydawania gazet przez samorządy – mówi Jurecki. I podaje przykład ze swojego podwórka. “Kurier Tatrzański” wydawany niegdyś przez Starostwo Powiatowe w Zakopanem przejęło wydawnictwo Media Kolorowe z Krakowa, które wydaje także pisma dla innych samorządów na ich zlecenie. – Jego treść się nie zmieniła. Każdy numer “Kuriera Tatrzańskiego” poświęcony jest sukcesom starosty tatrzańskiego i jego zięcia, szefa Tatrzańskiej Agencji Rozwoju Promocji i Kultury – mówi Jurecki.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/45249,Prasa-samorzadowa-nie-moze-zamieszczac-reklam-i-ogloszen