04-09-2014, 10:28
Babskie szychty, czyli panie w kopalniach dają radę »
(op)
04-09-2014
Branża górnicza, kojarzona z niebezpieczną i ciężką pracą, zdominowana jest przez mężczyzn, co nie oznacza, że panie nie radzą sobie w niej z zawodowymi wyzwaniami. Choć to nieczęste zjawisko, pod ziemią kierują m.in. męskimi ekipami na stanowisku sztygara. O tym czy “baba pod ziemią” rzeczywiście przynosi pecha, opowiada portalowi tvp.info Karolina Baca-Pogorzelska, dziennikarka z papierami inżyniera górniczego III stopnia.
– Panie w kopalniach były praktycznie zawsze. Pewnie niewiele osób wie, iż po wojnie kobiety pracowały na równi z mężczyznami. Dopiero po serii groźnych wypadków w 1958 roku w Polsce zakazano pracy kobiet pod ziemią, ale nie oznaczało to, że zniknęły z branży. Mogły być zatrudnione w górnictwie tylko na powierzchni. W 2008 roku Polska wypowiedziała konwencję zakazującą paniom pracy pod ziemią – mówi dziennikarka Karolina Baca-Pogorzelska, inżynier górniczy III stopnia.
Na szychcie, bo nie było brata
Autorka książki “Babska szychta” rozmawiała z 17 paniami, które związały się z górnictwem na lata. Jak przyznaje, do branży kobiety często wchodzą przez rodzinne tradycje górnicze, zwłaszcza jeśli nie mają brata.
– Często to świadomy wybór, ponieważ od lat uważa się, że górnictwo jest branżą, która gwarantuje pewne zatrudnienie, nawet jeśli teraz bywa w nim dosyć trudno – opowiada Baca-Pogorzelska, która sama znalazła się tam trochę przez przypadek.
– W 2007 roku w gazecie, w której pracowałam dostałam propozycję w dziale ekonomicznym i zajęcia się górnictwem węglowym. Było to dla mnie dosyć zaskakujące. Stwierdziłam, dlaczego nie, trzeba spróbować czegoś nowego. Nie wiedziałam wtedy, że stanie się to moją pasją – wspomina Baca-Pogorzelska.
– Mówi się, że tradycje górnicze przechodzą z ojca na syna i tak dalej. U mnie w rodzinie pradziadek był górnikiem. Pracował w kopalni Dymitrow. Mój dziadek również był związany z tą branżą. Pracował w kopalni w Jaworznie, która wówczas nazywała się Komuna Paryska, potem Jan Kanty. Dziś jest nieczynna. Mój tata został perkusistą, jednak ja chyba trafiłam tam, gdzie moje miejsce – dodaje.
Ciężka przeprawa pod ziemią
Tytuł inżyniera górniczego otrzymała w 2012 roku po tym jak została laureatką nagrody Karbidka za publikacje poświęcone bezpieczeństwu w branży. Było to dla niej duże zaskoczenie i wyróżnienie. – Prawo do noszenia munduru to coś wyjątkowego – podkreśla Karolina Baca-Pogorzelska.
Swoją pierwszą “babską szychtę” wspomina z dużymi emocjami. – Bardzo się śmiałam przed pierwszym zjazdem, bo odbywał się w kopalni Staszic w Katowicach przy ulicy nomen omen Karolinki. Ja mam typowo śląskie imię, więc stwierdziłam, że to będzie taki specjalny moment. Nie! To była bardzo ciężka przeprawa. Byłam w takiej niskiej ścianie, gdzie pracują górnicy. Trzeba się było przez nią prawie przeczołgać obok kombajnu. Nie wspominam tego w różowych barwach – opowiada Karolina Baca-Pogorzelska.
Praca na dole bywa niebezpieczna i często jest powodem troski najbliższych. Jak przyznaje Baca-Pogorzelska, kobiety, które zjeżdżają pod ziemię muszą się odmeldować po wyjeździe na powierzchnię.
– Sama wiem, że jak wyjeżdżam, to muszę się odezwać do męża czy mamy. Jak opowiadają panie, nawet gdy nie są pod ziemią, a dochodzi do jakiegoś wypadku w ich kopalni, to oczywiście zaczynają się serie telefonów od rodzin. To taki zawód, każdy musi się z tym liczyć – mówi autorka “Babskiej szychty”.
Przełamać stereotypy
Praca w specyficznych warunkach z taką ilością mężczyzn może być przyczyną małżeńskich sprzeczek? – Myślę, że mężowie nie są zazdrośni o żony pracujące w tak męskim towarzystwie. W wielu przypadkach obie połówki są zatrudnione w górnictwie. Bohaterki mojej książki często mówiły, że gdy przyszły do pracy w kopalni, to właśnie tam poznały przyszłych mężów – opowiada Karolina Baca-Pogorzelska, która prywatnie jest szczęśliwą mamą.
Niełatwo jednak przełamywać stereotypy. Wśród górników do dziś można usłyszeć przesąd, że “baba pod ziemią przynosi pecha”. – Cały czas kobiety są jednak rzadkością w kopalniach i zdarza się, że słyszą niewybredne żarty, ale chyba coraz częściej puszczają je mimo uszu. Panowie patrzą na kobiety pod ziemią bardziej przychylnym okiem i nie oceniają ich przez pryzmat płci a fachowości – podkreśla Karolina Baca-Pogorzelska.
Całość: http://wiadomosci.onet.pl/slask/babskie-szychty-czyli-panie-w-kopalniach-daja-rade/1r9p9






