- Śląska kultura to nie tylko starzik i starka, którzy opowiadają, jak to dawniej bywało. Śląski świat wciąż trwa, tylko jest inny niż kiedyś. Czerpie z przeszłości, ale dopasowuje się do współczesnych czasów – mówi Izolda Czmok-Nowak, reportażystka TVP Katowice i gospodyni programu “Dej pozór”.

Magdalena Warchala: Nie godom, jestem gorolką, ale robi na mnie wrażenie sposób, w jaki pani rozmawia z bohaterami swojego programu “Dej pozór”. Nawet osoby, które na początku są spięte i nie potrafią od razu zrezygnować z literackiej polszczyzny, szybko się rozluźniają i przechodzą na godkę. Jak pani to robi?
Izolda Czmok-Nowak: Opory przed posługiwaniem się godką przed kamerą mają zwłaszcza osoby przyzwyczajone, że kiedy rozmawia się o poważnych sprawach, używa się języka polskiego. Gdy przed nagraniem uprzedzam, że będziemy godać, stresują się: “To ja będę musiał wcześniej potrenować, przypomnieć sobie godkę” – mówią. Jednak Ci, którzy znają śląski, mają w sobie coś takiego, że kiedy ktoś w ich obecności godo, automatycznie, w naturalny sposób też zaczynają to robić. Niedawno nagrywałam Aleksandrę Malczyk, promotorkę Teatru Naumiony z Ornontowic. Później jej mąż zauważył, że zaczęła w domu godać, chociaż od dawna tego nie robiła. Gdy słyszę, że udział w moim programie tak na kogoś wpłynął, bardzo mnie to cieszy.
Zdarzyło się pani jakieś nieporozumienie związane z godką?
- Prywatnie nie przypominam sobie takiej sytuacji, ale sporo śmiechu jest zawsze podczas sondy prowadzonej do każdego odcinka “Dej pozór” w Silesia City Center, w której pytamy ludzi o znaczenie różnych śląskich słów. Niektóre słowa są rzadko używane i nieznane powszechnie, to fakt. Ale ludzie czasem dorabiają własne znaczenia nawet do, wydawałoby się, powszechnie znanych słów. Na potrzeby odcinka, który będzie w tę sobotę, pytałam ludzi na przykład o to, co znaczy “modry”. “Pewnie, że wiem” – odpowiadali. A potem mówili, że modry to szary albo że modra kapusta oznacza kapustę świeżą. A przecież zdawałoby się, że na Śląsku modrą kapustę jadł każdy i wie, że jest niebieska.
Pani też gotuje modrą kapustę, rolady i kula kluski co niedzielę?
- Kluski i kapustę staram się robić na każdy niedzielny łobiod, rolady mam nie zawsze, ale też bardzo często. Wychowałam się w tradycyjnym śląskim domu i taki łobiod był u nas co tydzień.
U pani w domu się godało?
- Oczywiście. Jestem dziołcha z Radzionkowa, z Rojcy, i jestem z tego dumna, choć niektórzy żartują, że nie ma czym się asić. Teraz mieszkam w Piekarach Śląskich, skąd pochodzi mój mąż, też Ślązak z krwi i kości. W naszym domu również godomy, choć nie aż tyle, co w moim domu rodzinnym, gdzie śląska tradycja była bardzo żywa, nie tylko jeśli chodzi o język. Moja babcia była chopionką, na co dzień chodziła w śląskich kiecach. Moja trzynastoletnia córka, Aurelia, też godo i coraz bardziej interesuje się godką. Przychodzi do mnie z kalendarzem dla Hanysów i Goroli z ilustracjami Joanny Furgalińskiej i dopytuje o różne słówka. Chce nawet brać udział w konkursie godki. Ale “Dej pozór” nie ogląda, bo uważa, że jest nudny. Powiedziała, że wszystko, co może dla mnie zrobić, to “polubić” stronę programu na Facebooku.
Czy to postać babci była inspiracją dla pani reportażu “Ostatnia chopionka”, wyróżnionego w zeszłym roku w Ogólnopolskim Konkursie Dziennikarskim im. Krystyny Bochenek?
- Moja babcia dawno już nie żyje, ale pamięć o niej ma na mnie wciąż duży wpływ. Może właśnie ze względu na nią pierwszy odcinek “Dej pozór” postanowiłam poświęcić śląskim oblyczkom, czyli strojom. Praca nad nim odbiła na mnie duże piętno. Szukając chopionki, która mogłaby wystąpić przed kamerą, byłam odsyłana od parafii do parafii. Wszędzie słyszałam, że faktycznie, niedawno w sąsiedztwie mieszkała chopionka, ale zmarła. To przyprawiło mnie o dreszcz, że oto ten dawny świat odchodzi, wraz z ludźmi, którzy kultywowali pamięć o nim. Z drugiej jednak strony śląska kultura to przecież nie tylko starzik i starka, którzy opowiadają, jak to dawniej bywało. Śląski świat wciąż trwa, tylko jest inny niż kiedyś. Czerpie z przeszłości, ale dopasowuje się do współczesnych czasów. To właśnie chcę pokazać widzom. A chopionka? Ostatecznie znalazłam ją w moim rodzinnym Radzionkowie. Gdy weszłam do mieszkania i zobaczyłam osobę podobną do mojej babci, w identycznej kiecce, takiej samej jakli, na jej widok się rozpłakałam. Pani Helena nie mogła zrozumieć, co się stało, ale kiedy dowiedziała się, że chcę zaprosić ją do udziału w programie, zgodziła się natychmiast. To ona właśnie stała się bohaterką reportażu “Ostatnia Chopionka”.
Ludzie zawsze tak chętnie zgadzają się na udział w programie?
- Niestety, nakłonienie bohaterów do występu przed kamerą to część pracy, która zabiera mi najwięcej czasu. Ślązacy już tacy są, że uważają, że trzeba robić swoje i się tym nie chwalić, w myśl powiedzenia “Siedź w koncie bamoncie, przidom, znojdom cie”. Czasem, gdy mam już tego dość, mówię, że przeniosę się za Brynicę i w Sosnowcu będę robić program “Zwróć uwagę”, a pewnie pójdzie mi łatwiej. Ale to tylko żarty. Zauważyłam za to, że im dłużej “Dej pozór” jest na antenie, tym łatwiej przekonać do udziału w nim ludzi młodych, związanych ze Śląskiem, ale dalekich od folkloru czy kultury ludowej. Jednym z gości najbliższego odcinka będzie Karol Gwóźdź, poeta zajmujący się równocześnie muzyką elektroniczną, ambientową, a zatem człowiek związany z niszową, nowoczesną sztuką. Cieszy mnie, że udział w “Dej pozór” to dla niego nie gańba, bo wie, że ten program to nie skansen. Zresztą, mój zamysł od początku był właśnie taki, by w “Dej pozór” pokazywać, jak nowe czerpie ze starego, że śląską tożsamość można wyrażać na różne sposoby, także bardzo nowoczesne. Przykład? W jednym z odcinków pokazuję żywy na Śląsku kult świętej Barbary. Pani Basia z Nikisza ma w domu jej figurę, przed którą się modli. Inny mój bohater, z zawodu górnik, podchodzi do sprawy mniej tradycyjnie: wytatuował sobie postać swojej patronki na plecach. Inny przykład to śląskie mieszkania. Te w familokach są najbardziej tradycyjne, ale czy nowoczesne lofty nie nawiązują również do śląskiej historii? Staram się, by kontynuacja i ciągłość była pokazana w każdym odcinku, choć czasem ma ona o wiele prostszy wymiar. Dziadek grający z wnuczkiem w orkiestrze górniczej czy młody gołymbiorz z Rudy Śląskiej Bartek, o którym zrobiłam też reportaż pt. “Zakład” są takimi łącznikami między tradycją a współczesnością.

Czegoś takiego w telewizji brakowało. Dowodem jest 22. Przegląd i Konkurs Dziennikarski Oddziałów Terenowych TVP. “Dej pozór” otrzymał drugą nagrodę w kategorii programów kulturalnych, a “Zakład” wyróżnienie w kategorii reportażu.
- To dla mnie dużo znaczy, bo w moich programach chcę pokazywać wielowymiarowość śląskiej kultury. Od dawna było mi przykro, że Śląsk postrzegany jest głównie przez pryzmat szlagrów i krupnioków. Pomysł programu, który ma zerwać z tym stereotypem, chodził mi po głowie od lat. Teraz spotykam widzów, którzy mówią, że oglądając “Dej pozór”, wzruszają się, przypominają sobie dawno niesłyszane słowa. Pewna pani napisała, że nagrywa wszystkie odcinki. Bardzo mnie cieszy, że świadomość własnej tożsamości wzrasta w młodym pokoleniu. Niektórzy nawet lansują się na śląskości: noszą koszulki z śląskimi napisami, dyskutują po śląsku w portalach społecznościowych, a ci, których rodzice nie nauczyli godać, mają do nich żal i uczą się na własną rękę. We mnie samej, choć wychowałam się w tradycyjnej śląskiej rodzinie, tożsamość budziła się stopniowo. Tak jak całe pokolenie urodzone w latach 70. w szkole słyszałam, że mam mówić “ładnie”, czyli poprawną polszczyzną. Wstydziłam się, kiedy ktoś poprawiał mnie, jak mówiłam. Potrafiłam jednak godać, dlatego w ostatniej klasie liceum wystartowałam w konkursie recytatorskim po śląsku i go wygrałam. Zauważyli mnie twórcy serialu “Sobota w Bytkowie”, który właśnie zaczynał być realizowany. Na jego planie poznałam śląskość w szerszym aspekcie, zafascynowałam się nią. Po pięciu latach grania w serialu jakiś czas nie zajmowałam się śląską tematyką, ale w końcu do niej wróciłam i spełniłam marzenie o programie pokazującym bogactwo naszej kultury. W nowym roku chcę zmienić jego formułę, choć “Dej pozór” pozostanie blisko Śląska i ludzi. Marzy mi się też większa forma, dokument o Ślązakach.
Izolda Czmok-Nowak
W 1974 roku urodziła się w Radzionkowie, mieszka w Piekarach Śląskich. Przygodę z telewizją zaczęła od serialu “Sobota w Bytkowie”, gdzie wcielała się w rolę Małgoli Żymlanki. Jest absolwentką psychologii oraz sztuki, obecnie studiuje reżyserię w Szkole Wajdy.
Jako dziennikarka od 2009 roku związana jest z TVP Katowice. Jest autorką reportaży, w tym wielu o tematyce śląskiej. Prowadzi autorski program “Dej pozór”, w którym rozmawia ze Ślązakami – tymi znanymi i tymi zupełnie zwyczajnymi.
23 listopada podczas 22. Przeglądu i Konkursu Dziennikarskiego Oddziałów Terenowych TVP Czmok-Nowak wraz ze Sławomirem Chudowskim, współpracującym z nią operatorem, odebrała za “Dej pozór” drugą nagrodę w kategorii programów kulturalnych, a za reportaż “Zakład” o młodym gołębiarzu z Rudy Śląskiej – wyróżnienie.