Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

13-12-2015, 23:21

Egzorcyzmy i pikiety pod siedzibami Agory oraz TVP  »

Press
(MAK)
13-12-2015

Związana z PiS organizacja Ruch Kontroli Wyborów oraz Krucjata Różańcowa zorganizowały w niedzielę pikiety pod siedzibami Agory (wydawca m.in. “Gazety Wyborczej”) i Telewizji Polskiej. Pod Agorą modlono się w intencji nawrócenia dziennikarzy i odprawiano egzorcyzmy.

Modlitwy pod siedzibą Agory

W niedzielę po południu pod siedzibę Agory przyszła grupa kilkudziesięciu osób. Ksiądz, który był z nimi, prowadził modlitwy o nawrócenie środowiska dziennikarskiego i odprawiał egzorcyzmy. Siedzibę Agory ochraniali policjanci, a z głośników ustawionych w budynku puszczano głośną muzykę – m.in. piosenki Jacka Kaczmarskiego i “Kocham wolność” zespołu Chłopcy z Placu Broni. Jedna z uczestniczek zdarzenia skomentowała zagłuszanie pikiety: – Żydy przeklęte.

Na budynku siedziby Agory zawieszono transparent z napisem: “Polska mowa – wolność słowa”. Dziennikarze “Gazety Wyborczej” proponowali modlącym się gorącą herbatę.

Wieczorem, po zakończeniu marszu organizowanego w Warszawie przez PiS, do modlących się dołączyło kolejnych kilkadziesiąt osób. Łącznie było ich ok. 100. Wznoszono okrzyki: “Nowe media, narodowe”, “Adam Michnik, bój się Boga”, “Ta wybiórcza ciągle kłamie”. Do zgromadzonych przemówił Wojciech Reszczyński, były prezenter “Teleexpressu” i “Wiadomości” TVP 1, a obecnie prawicowy publicysta. – “Gazeta Wyborcza”, Michnik i jego cyngle piszą po polsku, mówią po polsku, ale czy chcą Polskę zrozumieć? Czy chcą się wczuć w Polskę? Są jakby obcym elementem – mówił Reszczyński.

Potem głos zabrał producent filmowy Maciej Pawlicki. – Myślę, że tu jesteśmy tego dnia, to jest dowód tej zmiany, która w Polsce następuje – mówił. – “Gazeta Wyborcza” okazała się tym rozsadnikiem kłamstwa i gwarantem stanu wojennego, który na Polakach został zainstalowany – dodał.

Następnie uczestnicy pikiety przeszli pod siedzibę TVP. Dotarła tam jednak mniej niż połowa grupy, która ruszyła spod Agory. Pod siedzibą telewizji publicznej skandowano m.in. “Odciąć ryje od koryta”. Nawoływano do tego, żeby minister skarbu postawił TVP w stan likwidacji. Przemawiała m.in. Jadwiga Chmielowska, była dziennikarka TVP, obecnie działaczka Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, która publikuje w “Gazecie Polskiej Codziennie” i serwisie wPolityce.pl. – Praca dziennikarzy naprawdę osiągnęła dno. Wielu dziennikarzy, żeby się utrzymać, tworzy autocenzurę. Oni nie pokazują, nie chcą mówić, nie chcą pisać o sprawach faktycznie istotnych – mówiła Chmielowska. Przekonywała też, że decyzje o doborze tematów emitowanych w TVP podejmują ludzie, którzy w telewizji publicznej pracują od czasów komunistycznych.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/50921,Egzorcyzmy-i-pikiety-pod-siedzibami-Agory-oraz-TVP

13-12-2015, 14:04

Złoty Kilofek dla Moniki Krasińskiej  »

Polskie Radio Katowice
Łukasz Kwaśny
13-12-2015

Monika Krasińska

Nasza redakcyjna koleżanka Monika Krasińska otrzymała wyróżnienie – Złoty Kilofek.

Uhonorowano ją za przybliżanie tematów związanych z górnictwem.

- Ta nagroda to nie tylko cenne wyróżnienie, ale zarazem zobowiązanie – przyznała reporterka.

Nagrodę wręczono podczas konferencji w Zabrzu poświęconej rozwojowi turystyki industrialnej. Złote Kilofki w kilku kategoriach, m.in. prasowej, radiowej i internetowej otrzymali dziennikarze z całej Polski. To pierwsza edycja tej nagrody.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/radiowe-wydarzenia.html

13-12-2015, 10:49

Stan wojenny – czystki w mediach  »

Portal górniczy - nettg.pl
BE
13-12-2015

Jednym, z nieco zapomnianych skutków wprowadzenia stanu wojennego, były tzw. weryfikacje dziennikarzy. Tej ocenie, prowadzonej przez ówczesną władzę, było poddanych ok. 10 tys. dziennikarzy. Czystki w mediach trwały do połowy 1982 r. Zatrudnienie i możliwość pracy w mediach partyjnej Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej “Prasa-Książka-Ruch straciło ok. 1,2 tys. dziennikarzy (dokładne dane nie są znane) Rozwiązano 21 redakcji. Zlikwidowano też Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

Strona tytułowa "Trybuny Ludu" z 13 grudnia 1981 roku

W listopadzie 1981 r., będąc jeszcze na studiach, rozpocząłem pracę w “Dzienniku Zachodnim. Tę gazetę nie uważano za tak partyjną, jak “Trybunę Robotniczą, tym nie mniej i ona była wydawana przez RSW; koncern, który ze swej działalności dostarczał funduszy na funkcjonowanie PZPR. 13 grudnia miałem dyżur nocny w drukarni oczywiście RSW, w Katowicach przy ul. Libknechta, dziś Opolskiej. Zameldowałem się. Do Katowic dojechałem autobusem. Wstawiłem się przy portierni drukarni. Powitał mnie smutny pan i zapytał: o co chodzi? To mu tłumaczę, że mam dyżur w drukarni, więc przyszedłem do pracy. Pan, zapewne ze Służby Bezpieczeństwa, zapytał o nazwisko, sprawdził na liście, nie znalazł i powiedział, żeby wracać do domu, że jutro dostanę okolicznościowy urlop na koszt pracodawcy. To wróciłem. Jak pan powiedział, tak się stało.

W poniedziałek w kioskach tylko “Trybuna Ludu” i “Żołnierz Wolności”. Wydawanie innych tytułów zostało zawieszone. Bodaj 16 grudnia wznowiono wydawanie wojewódzki organów prasowych PZPR, a takim była m.in. Trybuna Robotnicza. Wydawał ją mocno okrojony zespół, skompletowany z zaufanych dziennikarzy z redakcji Śląskiego Wydawnictwa Prasowego RSW. Można sobie zobaczyć w internecie (polecam cyfrowe zbiory Biblioteki Śląskiej), cóż takiego i o czymże informowali owi wybrańcy. Władza wojenna dała spędzić jako tako czas pozostałym dziennikarzom fundując im na swój koszt urlopy. Po nowym roku zaczęła oceniać, kto się nadaje do roboty w nowych warunkach społeczno-politycznych, a komu trzeba powiedzieć “do widzenia.

Zaczęły się weryfikacje

Nie jest prawdą, że podlegali im wszyscy dziennikarze w tym czasie zatrudnieni w RSW i jej odnogach. Zespół tygodnika “Polityka” nie był weryfikowany, bo podobno nie pozwolił na to ówczesny wicepremier i były naczelny tej gazety Mieczysław F. Rakowski. Z zespołu, widząc co się dzieje, bez urzędowego wyrzucania odeszło 14 dziennikarzy (cytuję za “Naszym Dziennikiem”): 14 osób: Piotr Adamczewski (po dwóch latach wrócił), Tadeusz Drewnowski, Magdalena Bajer, Maciej Iłowiecki, Aleksander Paszyński, Krystyna Nastulanka, Michał Radgowski, Anna Strońska, Hanna Krall, Andrzej Krzysztof Wróblewski, Danuta Zagrodzka, Zbigniew Mentzel, Dariusz Fikus. Osobiście też nie było mi dane stanąć przed obliczem katowickiej komisji weryfikacyjnej. Umowę miałem do końca stycznia 1982 r., więc mi jej najzwyczajniej nie przedłużono. Potem okazało się, że chyba znalazłem się w gronie tysiąca dziennikarzy, których “poddano innym szykanom. Te szykany, teraz określam, jako tzw. miękką weryfikację, której skutkiem było to, że o pracy w RSW (czyli najlepiej opłacanej), telewizji lub radiu można było zapomnieć.

Decyzje komisji

Barbara Rogalska na stronie mazowieckiej Solidarności tak wspominała (w 2004 r.) weryfikacje: “W niewielkiej sali konferencyjnej, do której następnie poproszono mnie, za owalnym stołem siedziało kilku mężczyzn. Przed każdym leżała teczka z papierami . Po chwili zorientowałam się, że te papiery dotyczą mnie . Zostałam ostro zaatakowana przez Jerzego Bieleckiego, publicystę “Trybuny Ludu”. Choć w ogóle go nie znałam i nigdy wcześniej nie spotkałam, okazało się, że ma wielką wiedzę na mój temat . Orientował się nawet w moich sprawach osobistych . Widać , że ktoś popracował przygotowując materiały dla tej komisji. Ktoś zbierał informacje , ktoś obserwował , ktoś notował , ktoś sporządził teczki, które leżały na stole przed weryfikatorami. Niestety nie wiadomo, gdzie te teczki są obecnie.

Kilku mężczyzn , w tym ówczesny dyrektor Głównego Urzędu Kontroli Prasy, potocznie zwanym cenzurą , zadawało mi ostre , dociekliwe pytania dotyczące pracy w telewizji i działalności w SDP . Atmosfera była jak na przesłuchaniu w prokuraturze , tyle , że prokurator jest na ogół jeden, a tych panów było chyba ośmiu, choć nie wszyscy się odzywali (…). Wreszcie redaktor Bielecki zapytał mnie surowo, czy zamierzam wstąpić do SDPRL. Kiedy powiedziałam, że nie zamierzam wstępować do żadnych partii ani organizacji, bardzo się rozgniewał. – Proszę wyjść i zaczekać na decyzję komisji – prawie krzyknął….

Nie zatrudniać

A tak o weryfikacjach wypowiedział się łódzki oddział IPN, który swego czasu prowadził śledztwo w sprawie weryfikacji łódzkich dziennikarzy w okresie stanu wojennego:

“Jak ustalono w toku śledztwa, z chwilą wprowadzenia stanu wojennego Centralny Sztab Propagandy i Informacji KC PZPR podjął decyzję o weryfikacji dziennikarzy prasy, radia i telewizji. Jako cel weryfikacji wskazano: “dokonanie oceny linii redakcyjnej poszczególnych zespołów, a także twórczości dziennikarskiej, aktywności i postawy poszczególnych dziennikarzy w okresie od sierpnia 1980 roku oraz określenie stosunku do decyzji z 13 grudnia 1981 roku”. Weryfikację przeprowadzały w Warszawie zespoły powołane przez Centralny Sztab Propagandy i Informacji KC PZPR, a w terenie, przez Wojewódzkie Sztaby Propagandy i Informacji KW PZPR. Do czasu weryfikacji dziennikarze pozostawali na płatnych urlopach.

W styczniu 1982 roku odbyły się posiedzenia wojewódzkich komisji weryfikacyjnych działających przy Komitecie Łódzkim PZPR, celem dokonania weryfikacji dziennikarzy prasowych, radiowych i telewizyjnych.

Orzeczenia komisji weryfikacyjnej, w stosunku do konkretnych dziennikarzy, były w różny sposób opisane, na przykład: “wydalić z szeregów PZPR, uniemożliwić pracę w instytucjach frontu ideologicznego i propagandowego kierowanych przez PZPR i państwo”, “nie zatrudniać w zawodzie dziennikarskim”, “nie zatrudniać w prasie RSW, PR i TV”, “nie zatrudniać w środkach masowego przekazu kierowanych przez partię i państwo”. Konsekwencją negatywnych opinii wydanych z przyczyn politycznych przez wojewódzką komisję weryfikacyjną w Łodzi było między innymi rozwiązanie stosunku pracy w okresie od marca do października 1982 roku z negatywnie zweryfikowanymi dziennikarzami prasowymi, którym uniemożliwiono do 1989 roku pracę w zawodzie dziennikarza.

To co stwierdził IPN względem Łodzi de facto odnosiło się do całej Polski.

Całość: http://nettg.pl/news/132913/stan-wojenny-czystki-w-mediach

12-12-2015, 11:30

TV Republika wezwała policję do dziennikarza Polsat News, bo przez błąd ochrony znalazł się pod jej redakcją  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
12-12-2015

W piątek wieczorem dziennikarz Polsat News Piotr Witwicki z operatorem starał się pod siedzibą Telewizji Republika nagrać wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego. Na teren budynku wpuściła ich ochrona, za to pracownicy TV Republiki wezwali policję. – Ci sami dziennikarze, sami stoją często przed Radiem Zet, Polsatem, TVN czy telewizją publiczną, by nagrać polityków – zwraca uwagę Witwicki. – Ekipa Polsat stanęła przed wejściem do budynku, blokowała je i nie chciała się przesunąć. Jej wpuszczenie to błąd ochroniarza – tłumaczy Tomasz Terlikowski.

Piotr Witwicki i Tomasz Terlikowski

Jarosław Kaczyński w piątek wieczorem udzielił w Telewizji Republika szeroko komentowanego wywiadu. Piotr Witwicki razem z operatorem przyjechał pod siedzibę stacji, żeby nagrać chociaż krótką wypowiedź polityka, kiedy ten będzie wchodził do budynku lub wychodził z niego. Tak zazwyczaj robią pod redakcjami telewizyjnymi i radiowymi dziennikarze innych stacji, zwłaszcza w weekendy, kiedy nie pracuje Sejm, za to niektóre stacje nadają programy z udziałem wielu polityków.

Piotr Witwicki w sobotę przed południem poinformował na Facebooku, że na teren budynku, w którym oprócz Telewizji Republika biura wynajmują inne firmy, wjechał z operatorem za zgodną ochrony. – Przywitałem się z ochroną i poinformowałem po co przyjechaliśmy. Wpuszczono nas na parking i czekaliśmy na przyjazd Jarosława Kaczyńskiego. Od razu z budynku wyszli przedstawiciele TV Republika, którzy poinformowali nas o tym, że mamy opuścić teren i wezwali ochronę. Ochrona stwierdziła, że możemy być w tym miejscu i nie może nas wyprosić z parkingu póki po prostu sobie stoimy z operatorem i w dodatku niespecjalnie robimy coś złego. W tej sytuacji TV Republika wezwała policję, którą poinformowano, że nie wiadomo kim jesteśmy i nasza obecność może być niebezpieczna. Nie było wiadomo, kim jesteśmy, choć przyjechaliśmy służbowym oznakowanym autem, miałem w ręku mikrofon Polsatu, wszystkim się przedstawiałem i mówiłem skąd jestem, a dziennikarze, z którymi rozmawiałem, w jakiejś części po prostu mnie kojarzą – opisał Witwicki.

- W tym czasie przyjechał Jarosław Kaczyński i nie odpowiedział na pytania, które mu zadawałem. Moja praca się skończyła. Porozmawialiśmy jeszcze z policją, która była dość mocno rozbawiona skalą problemu, jaką się zajmują. Przyszedł też pan z ochrony, który powiedział, że rozmawiał z administratorem i w zasadzie, to jakbyśmy chcieli, to możemy dalej być – zaznaczył dziennikarz Polsat News.

Taki przebieg zajścia potwierdza w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Tomasz Terlikowski, redaktor naczelny Telewizji Republika. Podkreśla przy tym, że dziennikarz i operator Polsat News zostali parę razy poproszeni, by wyszli przed teren budynku, ale nie zrobili tego. A właśnie przed bramą inne ekipy telewizyjne zazwyczaj nagrywają wypowiedzi polityków.

- Ekipa Polsatu stanęła przed wejściem do budynku i je blokowała. Tak że gość musiał wjeżdżać samochodem prawie wprost w drzwi – tłumaczy nam Terlikowski. – Policja została wezwana, ponieważ nie było żadnej innej możliwości odsunięcia obu panów od wejścia, była bardzo mała wola współpracy z ich strony. Ochroniarz został poproszony o interwencję i jej odmówił. To był jego błąd, będziemy wnioskować o wyciągnięcie wobec niego konsekwencji, ponieważ nie może być tak, że jest po stronie intruza, a nie gospodarza – ocenia szef TV Republiki. – Przy czym nie jest to pracownik nasz, tylko administracji budynku – zaznacza.

Tomasz Terlikowski podkreśla, że Telewizja Republika nie ma nic przeciwko temu, żeby dziennikarze innych mediów nagrywali pod jej siedzibą wypowiedzi polityków, byleby tak jak dotychczas robili to przed bramą całego kompleksu biurowego. – Wielokrotnie różne telewizje nagrywały naszych gości i to jest oczywiście standard. Jednak nagrywały nie na swoich zasadach, tylko na zasadach gospodarza. I tak jest wszędzie – nikt nie wpuszcza do siebie ekip obcych stacji, żeby chodziły sobie gdzie chcą – uważa Terlikowski.

- W tej sprawie ciekawe jest w zasadzie jedno. Ci sami dziennikarze, którzy przepędzali nas, wzywali ochronę i policję sami stoją często przed Radiem Zet, Polsatem, TVN czy telewizją publiczną, by nagrać polityków. I mam nadzieję, że nigdy nikt ich nie będzie przepędzał, bo to naprawdę byłoby nie fair. W końcu wszyscy jesteśmy dziennikarzami, w jakiejś części się znamy i przynajmniej dotąd zawsze sobie pomagaliśmy – skomentował na Facebooku Piotr Witwicki.

Z tego samego powodu Telewizję Republika skrytykowało na Twitterze kilku innych dziennikarzy.- Chciałbym wierzyć, że przepędzanie i nasyłanie policji na dziennikarzy konkurencji, to objaw chwilowej utraty rozsądku, a nie nowy standard. Marzyłoby mi się też, by Tomasz Terlikowski przeprowadził w swej redakcji małą misję ewangelizacyjną. Bo miłości bliźniego nieco tu zabrakło – ocenił Konrad Piasecki z RMF FM. – Koleżanki i koledzy z TV Republiki. widzimy się jutro przed Radiem ZET? – żartował pracujący w tej rozgłośni Jacek Gratkiewicz. – Przyjaciele z TV Republiki – jutro jak co niedzielę widzimy się przed TVN, gdzie nagrywacie polityków po “Kawie na ławę”. I z serca Was zapraszamy jak zawsze. Obiecuję, że nie wezwiemy policji. Buziaki! – napisał Krzysztof Skórzyński z “Faktów” TVN.

- Wezwanie policji, bo czeka dziennikarz przed stacją to kuriozum. Piętnowanie też jest bez sensu. Kompletnie nie rozumiem tej sytuacji – ocenił dziennikarz TV Republiki Bartłomiej Graczak.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tv-republika-wezwala-policje-do-dziennikarza-polsat-news-bo-przez-blad-ochrony-znalazl-sie-pod-jej-redakcja

11-12-2015, 19:38

Nagrody im. Ligonia  »

Polskie Radio Katowice
Marlena Barasińska, Monika Krasińska, Jerzy Zawartka
11-12-2015

Golec uOrkiestra, Prezes Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego Artur Tomasik oraz arcybiskup Wiktor Skworc, odebrali nagrody Polskiego Radia Katowice imienia Stanisława Ligonia.

W Studiu Koncertowym odbyła się uroczysta gala podczas, której wręczone zostaną statuetki. Jak podkreśla prezes Radia Katowice, Henryk Grzonka, kapituła konkursu zawsze stara się szukać laureatów w tych obszarach, w których aktywny był właśnie Stanisław Ligoń.

Nagrody im. Ligonia wręczane są przez Radio Katowice od 1983 roku. Wyróżniane są osoby zasłużone dla regionu śląskiego w działalności kulturalnej, społecznej i politycznej, również twórczości radiowej.

Laureatami Nagród Ligonia w poprzednich latach zostali m.in. Jerzy Duda-Gracz, prof. Zbigniew Religa, Wojciech Kilar, Franciszek Pieczka, Maria Koterbska, abp. Damian Zimoń, Antoni Piechniczek, Zespół Pieśni i Tańca Śląsk oraz nasza radiowa koleżanka, senator Maria Pańczyk-Pozdziej.

Uroczystości, od kilku lat, towarzyszy również specjalne wyróżnienie. Statuetka Żeleźniok Karlika, wyrzeźbiona w węglu, wręczana jest osobom i instytucjom, które w sposób szczególny propagują dorobek jej patrona, Stanisława Ligonia. Tegoroczną nagrodę odebrał prof. Jan Malicki, dyrektor Biblioteki Śląskiej w Katowicach, którego staraniem oddano czytelnikom reprinty dwóch książek Stanisława Ligonia: Wesela na Górnym Śląsku oraz Berów i Bojek Śląskich.

Dotychczas statuetki wręczone zostały m.in. prezydentowi Katowic, Piotrowi Uszokowi i Zbigniewowi Cierniakowi, dyrektorowi Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk.

Galę uświetnił występ kapeli PoPieronie z Beskidu Żywieckiego.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/radiowe-wydarzenia.html

11-12-2015, 19:30

Dziennikarze o ataku na reportera TVP Info: agresja niedopuszczalna, zdarza się kolejny raz  »

WIRTALNEMEDIA.pl
tw
11-12-2015

Aktywni w social media dziennikarze dość zgodnie skrytykowali agresję uczestników miesięcznicy smoleńskiej wobec reportera TVP Info. Niektórzy przypomnieli podobne incydenty z ostatnich lat z udziałem dziennikarzy Telewizji Republiki i Ewy Stankiewicz.

W czwartek wieczorem reporter TVP Info Radomir Wit próbował relacjonować obchody miesięcznicy katastrofy smoleńskiej. Kiedy zaczęło się wejście antenowe, został zwyzywany przez stojące obok osoby, wyrwano mu też z ucha słuchawkę i kilka razy popchnięto, tak że musiał odejść sprzed kamery.

- Nasz kolega Radomir Wit został przed chwilą zaatakowany podczas relacji sprzed Pałacu Prezydenckiego. Brak słów – skomentowała na Twitterze dziennikarka TVP Info Kamila Biedrzycka-Osica. – Przemoc realna, już nie tylko symboliczna – napisała Anna Gielewska z “Wprost”. – Aha. Popychać reportera z krzyżem w ręku – zauważyła jej redakcyjna dziennikarka Joanna Miziołek. – Wyładowywanie agresji na reporterach jest paskudne i kompromitujące. Żądza odwetu odbiera rozum- każdej ze stron – stwierdziła Marzena Paczuska. – PIS-owcy poszturchują reportera TVP. Nadszedł czas szumowin – ocenił Tomasz Lis. – Krzyż, znicze, warta honorowa WP i ludzie szarpiący reportera. Nie rozumiecie, że tak nie powinno być? To naprawdę takie trudne? – pytała Dominika Długosz z Polsat News. – Co za draństwo z tym obrażaniem i popychaniem pod Pałacem. Czysta chamówa – stwierdził Marcin Leśkiewicz z TVN24.

Powtarzały się opinie, że dziennikarz relacjonujący różne wydarzenia powinien być nietykalny. – Bardzo niedobrze się stało, że reporter TVP Info został zaatakowany po uroczystościach miesięcznicy smoleńskiej. Nic tego nie usprawiedliwia – oceniła Joanna Lichocka, obecnie posłanka, a wcześniej dziennikarka “Gazety Polskiej” i Telewizji Republika. – Dobrze, że tak mówisz. PRESS, obojętnie z jakiej redakcji, powinno być pozostawiane w takich sytuacjach neutralnie. Zasada – zgodził się Sylwester Latkowski z Kulisy24.com. – Ten chłopak relacjonował, on nie ma wpływu na nic więcej. Na to kto teraz rządzi TVP Info. Szefowie nie chodzą z kamerą i mikrofonem w takie miejsce. Dlatego, każdy powinien protestować za szarpanie, szturchanie reportera – dodał w kolejnych wpisach.

Niektórzy komentujący przypomnieli, że to kolejny w ostatnich latach incydent, kiedy dziennikarzom siłą uniemożliwia się prowadzenie relacji. W maju 2012 roku podczas blokady Sejmu przez związkowców Stefan Niesiołowski próbował uniemożliwić filmowanie go przez Ewę Stankiewicz, odpychając jej kamerę (prokuratura odmówiła wszczęcia w tej sprawie śledztwa). Natomiast dziennikarzy Telewizji Republika kilka razy wypraszano z konferencji prasowych Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W styczniu br. na polecenie Jerzego Owsiaka z konferencji przez ochroniarzy został wyprowadzony Michał Rachoń, co dość zgodnie skrytykowało wielu dziennikarzy.

- Akcja z chłopakiem z TVP Info smutna, ale tak samo a nawet gorzej bo przy pomocy kilku osiłków potraktował mnie Owsiak na swojej konferencji – przypomniał były dziennikarz TV Republiki Bartłomiej Maślankiewicz, którego wyproszono z wcześniejszej konferencji WOŚP. – Do Sylwka Latkowskiego – a jak zareagowałeś, gdy Owsiak z ochroniarzami wyrzucał z konferencji prasowej Michała Rachonia z TV Republika? – dopytywał Witold Gadowski. – Za czasów, kiedy byłem naczelnym “Wprost”, ja i dziennikarze protestowaliśmy – podkreślił Latkowski, a Michał Majewski, były szef działu śledczego w tygodniu, przypomniał swój komentarz po tym incydencie krytykujący zachowanie Owsiaka.

- Niemniej: stało się to po uroczystościach; natychmiast znaleźli się ludzie, którzy wzięli w obronę reportera; atak mógł być prowokacją – oceniła czwartkowe zajście Joanna Lichocka. Taką tezę wyśmiała część komentujących sprawę. – Nic głupszego w tej sprawie na razie nie czytałem – stwierdził Marek Twaróg z “Dziennika Zachodniego”. – Aha, czyli jeśli natychmiast pomagacie atakowanemu człowiekowi, to bierzecie udział w prowokacji. #LogikaPiS – ocenił Mikołaj Nowak z “Faktów” TVN.

Część serwisów internetowych, m.in. strona TVP Info, w relacjach z incydentu podkreśliła, że reporter został poturbowany. – Adekwatny tytuł brzmi: Reporter TVP Info wyszarpany za ucho. Publiczność spyta :za co? Nie pochwalam, ale to jak z Haska, a nie Dostojewskiego – skomentował Witold Gadowski. – Dwa zdziwienia wieczoru: 1) Radomir Wit, którego pamiętam z Zetki z “The Voice”, pracuje na miesięcznicy 2) Kilka szturchnięć to poturbowanie – napisał Mikołaj Wójcik z “Faktu”. – „Pobitemu” reporterowi zanim net go zje proponuję publicznie powiedzieć, że nic się nie stało, nikt go nie poturbował i że już po kolacji – stwierdził Bartłomiej Maślankiewicz.

Niektórzy komentujący przestrzegali jednak przed bagatelizowaniem tego zajścia. – Jasne – jak komuś połamią ręce albo nogi to się lekko obruszymy… – stwierdził z ironią Dariusz Ćwiklak z “Newsweek Polska”. – Ok, to żebyśmy mieli jasność: jak bardzo można uszkodzić fizycznie kogoś uważanego za przeciwnika politycznego, żeby było, że to drobiazg? – zastanawiał się Paweł Sito.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dziennikarze-o-ataku-na-reportera-tvp-info-agresja-niedopuszczalna-zdarza-sie-kolejny-raz