Czy to już rzeczywiście minęło 15 lat od wydania pierwszego numeru miesięcznika społeczno-kulturalnego “Śląsk”, który ukazał się z datą l listopada 1995 roku, a więc jeszcze w ostatnim dziesięcioleciu minionego wieku!… Czasem samemu trudno dać mi wiarę, że to prawda, choć na redakcyjnych półkach stoi 180 numerów z odsłoniętymi okładkami, które tworzą numer po numerze, wielobarwne pasmo 15 lat historii pisma. A to widomy, niezbity dowód, że “Śląsk” pojawia się od tamtej pierwszej daty zawsze co miesiąc, w istocie bez zakłóceń wydawniczego rytmu, bez poślizgów, przestojów i łączonych numerów, co stało się dziś praktyką czasopism o profilu kulturalnym, które w większości biedują skazane na wegetację w warunkach “wolnego rynku”.
A “Śląsk” trwa – pismo od początku bez stałego budżetu skazane na zabiegi w pozyskiwaniu dotacji a przy tym przymuszone – by trwać i przetrwać – do wypracowania znacznych przychodów własnych (głównie na pokrycie niemałych kosztów redakcyjnych, co było i jest ponad siły skromnego liczebnie zespołu). I tak przez 15 lat w społecznej służbie dla kultury pod tą samą czytelną winietą, nie wszczynając prasowych burd i nie tropiąc skandalizujących sensacji, wierni od początku przykazaniu głównemu pisma: po pierwsze Śląsk… zgodnie z deklaracją wyrażoną w artykule wstępnym w numerze inaugurującym działalność naszego pisma zawierającego program, który stał się misją. Lecz co innego szlachetne intencje czy zbiorowa świadomość wyższych konieczności i nadrzędnych wartości, co innego realne ograniczone możliwości, które mogą zniechęcać i skłaniać do kapitulacji.
Droga do redakcyjnego startu nie mogła być łatwa, bo i kogo w istocie obchodziła wówczas w Polsce sytuacja czasopisma w służbie kultury i sztuki? Z jednej strony pamiętamy historyczny rok 1990 – czas przełomu ustrojowego i wyjątkowych szans: pełna wolność, eksplozja demokracji wyzwolonej bez politycznych barier i cenzury. A jednocześnie okres nie-przeczuwanych zagrożeń i niestabilnych reguł, które szczególnie dotkną obszar kultury skazanej na ówczesne prawa tylko na pozór wolnego, bo bezpardonowego rynku. W krótkim czasie na gruzach PRL-u dochodzi do całkowitego rozpadu dotychczasowego krajobrazu prasowego po nagłej likwidacji potężnego koncernu RSW PRASA, wszechmocnego monopolisty, który jednak na mocy zobowiązań statutowych utrzymał kilkadziesiąt tytułów reprezentujących obszar kultury i sztuki, w tym szereg zasłużonych tygodników. Lecz oto w następstwie pospiesznej ustawy uchwalonej na warunkach zamachu politycznego, doszło do swoistej “kontrolowanej grabieży” najbardziej intratnych tytułów, w tym wysokonakładowych dzienników, które stały się zresztą wkrótce własnością obcego kapitału (poprzez pośrednictwo skądinąd “zasłużonych” lecz “zaangażowanych” w ten proceder protektorów). Natomiast na przejęcie prasy kulturalnej i artystycznej chętnych nie było. Toteż nie licząc zestawu niewielu w sumie tytułów, które przejęło na utrzymanie Ministerstwo Kultury i Sztuki, cała reszta legła z dnia na dzień pokotem, by już się nie odrodzić.
Na Śląsku sytuacja była o tyle jeszcze trudniejsza, że w pamięci pulsował syndrom obcesowej likwidacji kolejnych czasopism kulturalnych, za każdym razem w okolicznościach, które stanowiły ostrzeżenie: “Odra”, “Przemiany”, “Poglądy”, “Tak i Nie”… Były więc powody aby nie podejmować ryzyka uruchomienia nowego tytułu, no bo i kto mógł gwarantować wsparcie i niezawodną pomoc w potrzebie? Lecz czy można było mimo wszystko przystać na sytuację, że tak potężny wielomilionowy region może być pozbawiony pisma o profilu społeczno-kulturalnym? A tradycja takich tytułów wymagała właśnie stworzenia podobnego czasopisma w okresie burzliwej transformacji ustrojowej, gdy co problem to wymagający rozpoznania, diagnoz i refleksji. No i rzecz podstawowa – potrzeba systematycznej dokumentacji wydarzeń ze sfery kultury i sztuki, promocji dokonań twórczych i dorobku, w tym przedstawicieli ustępujących roczników. Lecz jak do tego dojść, jak stworzyć pismo stabilne, z perspektywą długiego trwania, skoro jednocześnie co raz pojawiały się gdzieś nowe tytuły a już po kilku numerach dochodziło do aktu samolikwidacji.
Nie doszłoby jednak do narodzin miesięcznika “Śląsk” gdyby nie historyczny traf. Oto w 1992 roku przypadała setna rocznica utworzenia w Bytomiu, w okolicznościach godnych pamięci, Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego. A jest to właśnie czas spontanicznej rewitalizacji regionalizmu w każdej postaci, gdy ożywają liczne inicjatywy w nawiązaniu do lokalnych korzeni i środowiskowych aspiracji. I ta właśnie data zapomnianej organizacji sprzed wieku okazała się na tyle inspirująca, że doszło do reaktywowania, a właściwie powołania od podstaw nowej organizacji pod tym zacnym szyldem – obejmującej teraz swoim zasięgiem szeroko zakreślony historyczny Górny Śląsk. W ten sposób wyłoniony został przyszły wydawca reprezentujący regionalną organizację literacką, suwerenny a niezależny od układów politycznych i aparatu władzy, przy tym nie uwikłany w doraźne podziały i konfrontacje. Lecz od wizji pisma – do aktu powołania, droga okazała się pełna zniechęcających przeszkód. Jednak to szczególnie ważne zobowiązanie środowiskowe z “tytułem flagowym” GTL-u wpisane w program powołanego stowarzyszenia, wymagało bezwzględnego dopełnienia, a więc stanowczości i uporu w dojściu do celu.
Od początku było jasne, że ma to być miesięcznik sporej objętości, który już przez sam wybór tytułu – czytelny i jednoznaczny – będzie wyrażał wizję pisma całego Śląska, wychodzącego na Śląsku i reprezentujący Śląsk, w tym jego niepowtarzalną problematykę i wyjątkowe miejsce w narodowej kulturze. Program przewidywał utworzenie pisma mocno zakorzenionego w regionie, lecz o ponadregionalnych kontaktach i ogólnopolskim zasięgu -jak to zostało stwierdzone: pierwszego po latach czasopisma całego Śląska, otwartego na wszystko i wszystkich, których łączy troska o stan życia duchowego i społecznego tej ziemi w sytuacji nie wolnej od nowych zagrożeń i postępującej dewastacji.
I wreszcie stało się! Dotąd mam w pamięci tamto pierwsze sondażowe spotkanie w poniedziałek 4 września 1995 roku, gdy doszło do rozmowy przy pustym stole w lokalu, który miał stać się naszą redakcją -jeszcze bez telefonu i podstawowego wyposażenia. A już z datą l listopada należało wydać l numer. Cztery dni później odbyło się inauguracyjne kolegium redakcji w pierwszym składzie osób, które pojawią się wnet w redakcyjnej stopce – a więc: Wiesława Konopelska (sekretarz redakcji), Krzysztof Karwat (dział kultury), Marian Kisiel (dział krytyki i eseju), Jan F. Lewandowski (dział społeczno-historyczny), Wojciech Luka (dział grafiki), Feliks Netz (zastępca redaktora naczelnego) oraz niżej podpisany. Powstał, istotnie zespół doborowy – najlepszy jaki był wówczas w Katowicach możliwy, co potwierdziły najtrudniejsze pierwsze miesiące, a przecież dysponowaliśmy na starcie kwotą umożliwiającą wydanie zaledwie dwóch pierwszych numerów – łącznie 40 tyś. złotych. No a co potem?… Lecz w tych warunkach trzeba było jednocześnie wyposażyć lokal redakcji, co stało się możliwe po skompletowaniu zdezelowanych mebli uznanych za “złom” a wytropionych w różnych graciarniach, w tym piwnicach Urzędu Miasta Katowice. Po doprowadzeniu ich do stanu używalności służą nam już 15 lat.
Pierwszy numer wydany w stanie maksymalnej mobilizacji – bez wstępnych przymiarek i próbnych rozwiązań, od razu w formie ostatecznej – ukazał się z datą l listopada 1995 roku. Złoży nam potem urodzinowe życzenia w 5 rocznicę pisma, oddany do końca przyjaciel, Jerzy Duda-Gracz; który napisał: “Chociaż powołaliście “Śląsk” do życia w Święto Zmarłych (…) Wasza pięciolatka jest widocznym zwycięstwem ducha nad materią”. Od tamtej historycznej daty minęło już 15 lat. I tak rok po roku zamykamy kolejny rocznik wpisując się numer po numerze – w rok następny, zawsze z pełnym spisem treści w styczniowej edycji “Śląska”, jak nakazują dobre wzory czasopism kulturalnych, które już dziś mało kogo obchodzą.
15 lat!… Gdyby zsumować wszystkie wydarzenia, które składają się na dzieje naszego miesięcznika – należałoby wydać sporą ilustrowaną książkę… I o tym też musimy pamiętać by udokumentować te lata, które złożyły się na obecność “Śląska” wpisanego w życie tej ciężko doświadczonej ziemi -jej toksyczne gorycze, zdewastowaną pamięć, zbiorowe krzywdy i historyczne wiry. A przecież nie tylko o to chodzi, by patrzeć wstecz, opisywać, rejestrować
i oskarżać. Już na okładce pierwszego numeru pojawiło się najważniejsze z pytań, na które staramy się też odpowiadać od 180 wydań naszego miesięcznika: Górny Śląsk – czy przyszłość bez przyszłości?… A jeśli przyszłość – to jaka, czy na miarę zbiorowej nadziei?
TADEUSZ KIJONKA

Wspólne redakcyjne zdjęcie zwieńczyło jubileusz 15-lecia naszego pisma, który świętowaliśmy 15 grudnia 2010 roku w Kinoteatrze “Rialto” w Katowicach, w gronie naszych przyjaciół, współpracowników i licznie przybyłych gości. Na ręce redaktora naczelnego napłynęło wiele serdecznych słów. Były wśród nich dwa wyjątkowe listy – od Tadeusza Różewicza i metropolity katowickiego abpa Damiana Zimonia.
Redakcję w roku jubileuszu stanowią (na zdjęciu od lewej): Feliks Netz – zastępca redaktora naczelnego i kierownik działu literackiego – od pierwszego numeru pisma, Wiesława Konopelska – sekretarz redakcji, także od pierwszego numeru pisma, Bogdan Widera, wypinający pierś z dopiero co otrzymanym medalem – kierownik działu społeczno-historycznego, Maria Sztuka – kierownik działu kultury. Z nieznanych powodów w drugim rzędzie stanął redaktor naczelny – Tadeusz Kijonka, na co dzień niestrudzenie w pierwszym szeregu “Śląska”, ale pewnie w tej ważnej chwili chciał mieć redakcję „na oku”. Tuż obok Wojtek Łuka – kierownik działu graficznego i od 15 lat artystyczny “oprawca” każdego numeru pisma.
Na zdjęciu obecni są również Mirosław Korbel (drugi z lewej) z małżonką Haliną (pierwsza z prawej) ze studia Korgraf, gdzie od 15 lat powstaje skład pisma.
Naszym urodzinom towarzyszył plakat autorstwa Pawła Michalskiego, absolwenta katowickiej ASP.
Zdjęcie wykonał Zbyszek Sawicz – z nami także od początku pisma, rzadko jednak bywa na … własnych zdjęciach.