Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

04-11-2010, 13:16

“ZPAP uhonorował Macieja Szczawińskiego”  »

Polskie Radio Katowice
04-11-2010

Zarząd Katowickiego Okręgu Związku Polskich Artystów Plastyków przyznał naszemu redakcyjnemu koledze, Maciejowi Szczawińskiemu, statuetkę w nagrodę za wysiłek wkładany od ponad 10 lat w prowadzenie radiowej galerii “Na żywo”.

“ZPAP od lat obserwuje i docenia Pańskie działania w zakresie promowania młodych i przypominania dojrzałych twórców w prowadzonej przez Pana galerii “Na żywo”. Prezentowane wystawy i towarzyszące im wywiady cieszą się dużym zainteresowaniem środowiska i są przyjmowane jako ważne wydarzenia kulturalne naszego miasta.”, czytamy w liście gratulacyjnym wystosowanym przez członów zarządu Adama Dutkiewicza i Henryka Bzdoka.

Do życzeń artystów “urządzania wielu dalszych interesujących wystaw ku Pańskiej satysfakcji, zaciekawieniu widzów i pożytkowi artystów naszego regionu”, dołączamy nasze redakcyjne.

Okazją do wręczenia wyróżnienia stał się wernisaż interdyscyplinarnej wystawy “Plener Katowice 2010″, zorganizowanej przez członków katowckiego ZPAP-u właśnie w radiowej galerii “Na żywo”.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/index.php?id=259&tx_ttnews[tt_news]=8671&tx_ttnews[backPid]=66&cHash=0ee6fb0bab

03-11-2010, 18:20

“Śląscy dziennikarze walczą o mandaty radnych. Rada Etyki Mediów: Nie powinni prowadzić kampanii wyborczej”  »

naszemiasto.pl
ivan/pap
03-11-2010

Czy kandydowanie dziennikarzy w wyborach samorządowych jest zgodne z kodeksem etycznym obowiązującym w tym środowisku? Na takie pytanie odpowiada w dzisiejszym oświadczeniu Rada Etyki Mediów. W naszym regionie kandyduje sporo dziennikarzy. Czy powinni?

“Odpowiadamy, że dziennikarze etatowi mediów, a zwłaszcza publicznych, nie powinni, we własnym interesie, prowadzić kampanii wyborczej. A jeśli kandydują – prawo tego nie zabrania – powinni byli wyraźnie poinformować o swej decyzji opinię publiczną” – głosi stanowisko REM.

Według Rady dotyczy to także sytuacji, gdy na czas kampanii zawieszają swą etatową pracę. “Mamy sygnały, że niektórzy dziennikarze z mediów publicznych startujący na radnych uzyskali zgodę swoich szefów na kandydowanie. Naszym zdaniem takie przyzwolenie, choć dopuszczalne prawnie, może być przejawem upartyjnienia mediów” – stwierdziła Rada.

Jak podawały media dziennikarze walczą o mandaty radnych w Katowicach (kandyduje komentator sportowy Andrzej Zydorowicz oraz dziennikarze Radia Katowice: Beata Tomanek i Maciej Szczawiński). Na śląskich listach wyborczych znaleźć można natomiast Andrzeja Misia – prezentera Radia Piekary, prowadzącego swoje audycje w śląskiej gwarze.

Całość: http://slask.naszemiasto.pl/artykul/641720,slascy-dziennikarze-walcza-o-mandaty-radnych-rada-etyki,id,t.html

03-11-2010, 10:17

“Nagroda dla naszych reportażystów”  »

Polskie Radio Katowice
03-11-2010

Nagrodę Grand PiK w ogólnopolskim konkursie na Artystyczną Formę Radiową otrzymali Józef Wycisk i Jacek Kurkowski z Polskiego Radia Katowice. Audycja “Słowa utracone” naszych radiowych kolegów została nagrodzona między innymi za umiejętne podejmowanie spraw ostatecznych oraz za wspaniałą realizację dźwiękową reportażu.

W konkursie wzięli udział dziennikarze niemal wszystkich rozgłośni regionalnych Polskiego Radia oraz warszawskiego Studia Reportażu i Dokumentu. Dwie równorzędne nagrody Grand PiK otrzymały również audycje Żanety Walentyn i Marka Rzepy pt. “Patunia” oraz Joanny Sikorzanki z Polskiego Radia Łódź za audycję “Ta nasza młodość”.  Nagroda Gran PiK dla Józefa Wyciska i Jacka Kurkowskiego to kolejny sukces naszych kolegów w konkursie na Artystyczną Formę Radiową. W ubiegłym roku taką samą nagrodę otrzymała audycja “Starzyk”.

Całość: http://stream2.radio.katowice.pl/radio,519-nagroda-dla-naszych-reportazystow.html

02-11-2010, 15:21

Połączeni “Długością cienia”  »

Puls Miasta
Ewa Roch-Wyrzykowska, Szymon Duczek
02-11-2010

“To państwo jesteście autorami tej książki – zwrócił się do obecnego i byłych włodarzy miasta Łukasz Wyrzykowski i bez taniej kokieterii, z rozbrajającą szczerością dodał – Ja to tylko napisałem – swoim mistrzowskim piórem…” – W miniony piątek w Willi Fitznera odbył się jego wieczór autorski w związku z wydaniem książki zatytułowanej “Długość cienia”.

Łukasz Wyrzykowski

Obchodzone w bieżącym roku 20 – lecie samorządności, skłoniło prezydenta Jacka Guzego do wydania książki poświęconej kolejnym w owym okresie włodarzom miasta. Jej napisanie powierzył świadomie osobie spoza Siemianowic Śląskich, by miała ona do tutejszych spraw właściwy dystans. Wybór padł na Łukasza Wyrzykowskiego ( podobieństwo nazwisk z autorką niniejszego tekstu nie jest przypadkowe, z czego jednak nie należy wysnuwać daleko idących wniosków) – wieloletniego publicystę “Dziennika Zachodniego”, a obecnie wykładowcę Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu. I tak powstała “Długość cienia” – książka, w której niewiele jest – jakby to wynikało z wspomnianej intencji uczczenia 20 – lecia samorządności – informacji o dokonaniach poszczególnych prezydentów i ich ekip, ale za to jest o nich, ich przodkach, o Ślązakach i śląskości, prawdziwej, skomplikowanej, wolnej od stereotypów.

W książce znajdujemy takie oto słowa, które tłumaczą tytuł i cały zamysł autora: “Narratorami “Długości cienia” są osoby sprawujące urząd prezydenta Siemianowic Śląskich w ostatnich dwudziestu latach. Choć właściwie jej bohaterami mógłby zostać każdy, gdyż wszyscy ze swoimi przeżyciami, doświadczeniami, przemyśleniami stanowimy niezapisaną historię. (…) Przychodzimy, współtworzymy, czasami nawet tego sobie nie uświadamiając, długość cienia przodków, których wspomnienie nosimy w sercu, bądź pamięci. Jesteśmy, czy tego chcemy, czy nie, zdajemy sobie sprawę bądź nie zdajemy, wpisani w trwałą długość cienia. Wspólnie wszyscy zmieniamy Siemianowice, tak jak przed wieloma dziesiątkami lat czynili to przodkowie. Wszyscy wpisujemy się w długość cienia naszego miasta.”

Zbigniew Paweł Szandar - były prezydent Siemanowic Śląskich, wcześniej zastępca redaktora naczelnego "Dziennika Zachodniego"

W piątkowy wieczór, w Willi Fitznera, w migotliwym świetle świec i przy prosto do serca trafiających chopinowskich nutach, w pięknym wykonaniu Filipa Hałona – uzdolnionego, nagradzanego na konkursach międzynarodowych studenta Akademii Muzycznej w Katowicach, zasiedli bohaterowie książki, a więc w chronologicznej kolejności wymieniając – Piotr Madeja, Zbigniew Paweł Szandar, Włodzimierz Kulisz, Henryk Mrozek, Danuta Sobczyk oraz Jacek Guzy – wraz z członkami rodzin, przyjaciółmi oraz rzecz jasna autor. Rozmawiano o książce, ale i o tym, co owo wydawnictwo wniosło i wniesie w siemianowicką rzeczywistość.

Inicjator przedsięwzięcia – obecny prezydent – wyznał: ”Ta książka zbliżyła mnie do rodziny, wcześniej interesowały mnie dzieje przodków, ale dopiero w czasie powstawania “Długości cienia”, kiedy opowiadałem o moich dziadkach, wnikliwie czytałem pamiętniki Alojzego Szczerby. Ta książka dodaje mi sił, energii. W czasach brutalizacji życia politycznego – łączy, pozwala lepiej zrozumieć innych. Oto właśnie teraz – my, którzy pochodzimy z różnych ugrupowań – siedzimy tu razem. Nie znam drugiego takiego miasta, gdzie stworzony by został taki klimat”.

Ów walor książki skłaniający do zagłębienia się w rodzinne dzieje, podkreśliła także Danuta Sobczyk. Piotr Madeja zaś – odnosząc się do stwierdzenia autora, że nie tylko, jak mawiał ksiądz Jan Twardowski, trzeba śpieszyć się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą, ale też należy ich wypytywać, słuchać, bo wraz z nimi umknie nam historia – zauważył, że właśnie niewiele pozostało już po naszych przodkach, więc to cenne, iż “Długość cienia” wydobyła i utrwaliła owe dzieje.

Z kolei dla Włodzimierza Kulisza szczególną wagę przywiązującego do procesu integracji ugrupowań i sił w naszym grodzie, istotne jest iż książka to ułatwia. „Od wielu lat, my – kolejni prezydenci szukaliśmy wspólnego mianownika. Dobrze się stało, że zdecydowałem się zaistnieć w tym wydawnictwie, że wszyscy bardziej “odsłoniliśmy się” – to zbliża ludzi do siebie”.

“Początkowo miałem obawy, nie potrafiłem wyobrazić sobie formuły książki – oświadczył Henryk Mrozek – Myślałem, że hasło: dwudziestolecie samorządu, powinno mieć realizację w postaci kompendium wiedzy o dokonaniach tego okresu, ale dobrze, że to książka o ludziach związanych z samorządnością, a nie o tym, ile i czego powstało”.

“Chciałam podziękować za pomysł wydania tej książki Jackowi – zwróciła się do prezydenta Guzego Antonina Szandarowa – Mam poczucie, że mogliśmy się w ten sposób poznać. To powinno budować harmonię. Cieszę się z tego”.

Bardzo odmiennym, aczkolwiek wartym odnotowania głosem, była wypowiedź Sabiny Szkaradek – polonistki z I LO im. J. Śniadeckiego, która powiedziała, jak dobrze fragmenty książki zostały przyjęte przez jej uczniów, zainteresowanych historiami zawartymi w “Długości cienia”, jak i urzeczonych pięknym językiem narracji. To ważne, bo przecież taka publikacja zwłaszcza do młodego pokolenia jest adresowana.

Dziękując wszystkim za piękny, wzruszający wieczór Jacek Guzy powiedział: ”Patrzę na was i myślę, że przeżyliśmy razem wiele chwil – czasem trudnych, czasem wspaniałych, i że zawsze łączyło nas na pewno jedno: myślenie o mieście”.

Całość: http://www.siemianowice.pl/isi/index.php?op=show&cat=3&nid=11212

01-11-2010, 19:15

“Adam Giza – rybniczanin na szklanym ekranie”  »

Wiadomości24.pl
Magdalena Foltys
01-11-2010

Pochodzi z Rybnika. Od trzech lat, Adam Giza jest jedną z twarzy Telewizji Silesia. Zanim został dziennikarzem, był sportowcem. Jednym z jego najważniejszych triatlonowych sukcesów jest piąte miejsce na Mistrzostwach Europy.

W szkole Adam Giza odkrył w sobie zamiłowanie do pływania. W tej dyscyplinie sportowej odnosił sukcesy, lecz równie mocno lubił biegać i jeździć na rowerze, dlatego zdecydował się na triatlon, który łączy w sobie te wszystkie dyscypliny. O sukcesie zawodnika, decyduje łączny czas wszystkich, trzech konkurencji.

- Zawsze lubiłem pływać, jednak fascynowało mnie bieganie i jazda na rowerze, a triatlon łączy w sobie te wszystkie dyscypliny sportowe – mówi Adam Giza.

Szybko po rozcięciu kariery sportowej, przyszły pierwsze sukcesy. Wysokie miejsca na mistrzostwach Polski i Europy sprawiły, że sport nie był już tak atrakcyjny, jak początkowo, a perspektywa zbliżającej się matury i studiów sprawiła, że bardziej fascynująca stała się dla Adama Gizy druga strona kamery, czyli dziennikarstwo.

Swoje pierwsze dziennikarskie kroki, stawiał w rybnickim portalu informacyjnym, gdzie opisywał życie mieszkańców rodzinnego miasta, jak również jego problemy.

Idealnym miejscem dla osoby chcącej spróbować swoich sił przed kamerą, stała się nowo powstająca, regionalna Telewizja Silesia. Adam Giza przeszedł casting i tak stał się prezenterem stacji, a ze względu na dziennikarskie obowiązki przeprowadził się do Katowic. Nie ukrywa, że rodzinny Rybnik jest dla niego miejscem szczególnym i chętnie do niego wraca.

- Zawsze pasjonowała mnie druga strona kamery, czyli zadawanie pytań. Kiedyś ja na nie odpowiadałem jako sportowiec, potem chciałem spróbować je zadawać – mówi Adam.

Prowadził kilka programów. Najdłużej na wizji utrzymał się program “Miasto Rozrywki”, którego ostatni odcinek został wyemitowany 10 września. W programie pokazywał inne oblicze polskiej i śląskiej kultury. Na szklanym ekranie zapowiadał imprezy, przeprowadzał wywiady z osobami z pierwszych stron gazet, ale także z młodymi artystami, którzy dopiero stawiają swoje pierwsze kroki na polskiej scenie muzycznej. Adam Giza z kamerą był zawsze tam, gdzie działo się coś ciekawego.

Do nowych wyzwań dziennikarza należy prowadzenie prognozy pogody. Jak sam przyznaje długo, bo aż dwa tygodnie bronił się przed propozycją prowadzenia takiego programu, jednak ostatecznie zgodził się i postanowił udowodnić, że program – prognoza pogody może być inny niż wszystkie. – Broniłem się przed przyjęciem propozycji bycia “panem od pogody”. Nie umiałem sobie tego wyobrazić. Jednak oglądałem pogodę prowadzoną przez Jarosława Kreta i to mnie zainspirowało. Nie chciałem i nie chcę pokazać pogody w zwykły szary, bury sposób, chcę aby nawet przy chmurach można było powiedzieć coś pozytywnego- stwierdza z satysfakcją dziennikarz.

W czasie wakacyji kandydował na antenie TVP 2 do tytułu “Ambasadora polskiej turystyki”. Nagrodą był rejs po wszystkich nadbałtyckich portach. Ostatecznie Adam Giza wszedł do finałowej czwórki, niestety nie udało mu się popłynąć żaglowcem w rejs, ale za to promował Śląsk w kilku materiałach emitowanych w porannym programie “Pytanie na śniadanie”, na antenie TVP2.

Obecnie, oprócz prognozy pogody, prowadzi poranne pasmo antenowe w TVS “Radio Silesia na wizji”, natomiast od grudnia, w każdą niedzielę, widzowie będą mogli oglądać na antenie tej stacji nowy program. Jego szczegóły owiane są tajemnicą, natomiast możemy zdradzić, że będzie to talk- show, prowadzony przez Adama Gizę.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/adam_giza_rybniczanin_na_szklanym_ekranie_166855.html

01-11-2010, 12:29

“ŚLĄSK” TRWA  »

Czy to już rzeczywiście minęło 15 lat od wydania pierwszego numeru miesięcznika społeczno-kulturalnego “Śląsk”, który ukazał się z datą l listopada 1995 roku, a więc jeszcze w ostatnim dziesięcioleciu minionego wieku!… Czasem samemu trudno dać mi wiarę, że to prawda, choć na redakcyjnych półkach stoi 180 numerów z odsłoniętymi okładkami, które tworzą numer po numerze, wielobarwne pasmo 15 lat historii pisma. A to widomy, niezbity dowód, że “Śląsk” pojawia się od tamtej pierwszej daty zawsze co miesiąc, w istocie bez zakłóceń wydawniczego rytmu, bez poślizgów, przestojów i łączonych numerów, co stało się dziś praktyką czasopism o profilu kulturalnym, które w większości biedują skazane na wegetację w warunkach “wolnego rynku”.

A “Śląsk” trwa – pismo od początku bez stałego budżetu skazane na zabiegi w pozyskiwaniu dotacji a przy tym przymuszone – by trwać i przetrwać – do wypracowania znacznych przychodów własnych (głównie na pokrycie niemałych kosztów redakcyjnych, co było i jest ponad siły skromnego liczebnie zespołu). I tak przez 15 lat w społecznej służbie dla kultury pod tą samą czytelną winietą, nie wszczynając prasowych burd i nie tropiąc skandalizujących sensacji, wierni od początku przykazaniu głównemu pisma: po pierwsze Śląsk… zgodnie z deklaracją wyrażoną w artykule wstępnym w numerze inaugurującym działalność naszego pisma zawierającego program, który stał się misją. Lecz co innego szlachetne intencje czy zbiorowa świadomość wyższych konieczności i nadrzędnych wartości, co innego realne ograniczone możliwości, które mogą zniechęcać i skłaniać do kapitulacji.

Droga do redakcyjnego startu nie mogła być łatwa, bo i kogo w istocie obchodziła wówczas w Polsce sytuacja czasopisma w służbie kultury i sztuki? Z jednej strony pamiętamy historyczny rok 1990 – czas przełomu ustrojowego i wyjątkowych szans: pełna wolność, eksplozja demokracji wyzwolonej bez politycznych barier i cenzury. A jednocześnie okres nie-przeczuwanych zagrożeń i niestabilnych reguł, które szczególnie dotkną obszar kultury skazanej na ówczesne prawa tylko na pozór wolnego, bo bezpardonowego rynku. W krótkim czasie na gruzach PRL-u dochodzi do całkowitego rozpadu dotychczasowego krajobrazu prasowego po nagłej likwidacji potężnego koncernu RSW PRASA, wszechmocnego monopolisty, który jednak na mocy zobowiązań statutowych utrzymał kilkadziesiąt tytułów reprezentujących obszar kultury i sztuki, w tym szereg zasłużonych tygodników. Lecz oto w następstwie pospiesznej ustawy uchwalonej na warunkach zamachu politycznego, doszło do swoistej “kontrolowanej grabieży” najbardziej intratnych tytułów, w tym wysokonakładowych dzienników, które stały się zresztą wkrótce własnością obcego kapitału (poprzez pośrednictwo skądinąd “zasłużonych” lecz “zaangażowanych” w ten proceder protektorów). Natomiast na przejęcie prasy kulturalnej i artystycznej chętnych nie było. Toteż nie licząc zestawu niewielu w sumie tytułów, które przejęło na utrzymanie Ministerstwo Kultury i Sztuki, cała reszta legła z dnia na dzień pokotem, by już się nie odrodzić.

Na Śląsku sytuacja była o tyle jeszcze trudniejsza, że w pamięci pulsował syndrom obcesowej likwidacji kolejnych czasopism kulturalnych, za każdym razem w okolicznościach, które stanowiły ostrzeżenie: “Odra”, “Przemiany”, “Poglądy”, “Tak i Nie”… Były więc powody aby nie podejmować ryzyka uruchomienia nowego tytułu, no bo i kto mógł gwarantować wsparcie i niezawodną pomoc w potrzebie? Lecz czy można było mimo wszystko przystać na sytuację, że tak potężny wielomilionowy region może być pozbawiony pisma o profilu społeczno-kulturalnym? A tradycja takich tytułów wymagała właśnie stworzenia podobnego czasopisma w okresie burzliwej transformacji ustrojowej, gdy co problem to wymagający rozpoznania, diagnoz i refleksji. No i rzecz podstawowa – potrzeba systematycznej dokumentacji wydarzeń ze sfery kultury i sztuki, promocji dokonań twórczych i dorobku, w tym przedstawicieli ustępujących roczników. Lecz jak do tego dojść, jak stworzyć pismo stabilne, z perspektywą długiego trwania, skoro jednocześnie co raz pojawiały się gdzieś nowe tytuły a już po kilku numerach dochodziło do aktu samolikwidacji.

Nie doszłoby jednak do narodzin miesięcznika “Śląsk” gdyby nie historyczny traf. Oto w 1992 roku przypadała setna rocznica utworzenia w Bytomiu, w okolicznościach godnych pamięci, Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego. A jest to właśnie czas spontanicznej rewitalizacji regionalizmu w każdej postaci, gdy ożywają liczne inicjatywy w nawiązaniu do lokalnych korzeni i środowiskowych aspiracji. I ta właśnie data zapomnianej organizacji sprzed wieku okazała się na tyle inspirująca, że doszło do reaktywowania, a właściwie powołania od podstaw nowej organizacji pod tym zacnym szyldem – obejmującej teraz swoim zasięgiem szeroko zakreślony historyczny Górny Śląsk. W ten sposób wyłoniony został przyszły wydawca reprezentujący regionalną organizację literacką, suwerenny a niezależny od układów politycznych i aparatu władzy, przy tym nie uwikłany w doraźne podziały i konfrontacje. Lecz od wizji pisma – do aktu powołania, droga okazała się pełna zniechęcających przeszkód. Jednak to szczególnie ważne zobowiązanie środowiskowe z “tytułem flagowym” GTL-u wpisane w program powołanego stowarzyszenia, wymagało bezwzględnego dopełnienia, a więc stanowczości i uporu w dojściu do celu.

Od początku było jasne, że ma to być miesięcznik sporej objętości, który już przez sam wybór tytułu – czytelny i jednoznaczny – będzie wyrażał wizję pisma całego Śląska, wychodzącego na Śląsku i reprezentujący Śląsk, w tym jego niepowtarzalną problematykę i wyjątkowe miejsce w narodowej kulturze. Program przewidywał utworzenie pisma mocno zakorzenionego w regionie, lecz o ponadregionalnych kontaktach i ogólnopolskim zasięgu -jak to zostało stwierdzone: pierwszego po latach czasopisma całego Śląska, otwartego na wszystko i wszystkich, których łączy troska o stan życia duchowego i społecznego tej ziemi w sytuacji nie wolnej od nowych zagrożeń i postępującej dewastacji.

I wreszcie stało się! Dotąd mam w pamięci tamto pierwsze sondażowe spotkanie w poniedziałek 4 września 1995 roku, gdy doszło do rozmowy przy pustym stole w lokalu, który miał stać się naszą redakcją -jeszcze bez telefonu i podstawowego wyposażenia. A już z datą l listopada należało wydać l numer. Cztery dni później odbyło się inauguracyjne kolegium redakcji w pierwszym składzie osób, które pojawią się wnet w redakcyjnej stopce – a więc: Wiesława Konopelska (sekretarz redakcji), Krzysztof Karwat (dział kultury), Marian Kisiel (dział krytyki i eseju), Jan F. Lewandowski (dział społeczno-historyczny), Wojciech Luka (dział grafiki), Feliks Netz (zastępca redaktora naczelnego) oraz niżej podpisany. Powstał, istotnie zespół doborowy – najlepszy jaki był wówczas w Katowicach możliwy, co potwierdziły najtrudniejsze pierwsze miesiące, a przecież dysponowaliśmy na starcie kwotą umożliwiającą wydanie zaledwie dwóch pierwszych numerów – łącznie 40 tyś. złotych. No a co potem?… Lecz w tych warunkach trzeba było jednocześnie wyposażyć lokal redakcji, co stało się możliwe po skompletowaniu zdezelowanych mebli uznanych za “złom” a wytropionych w różnych graciarniach, w tym piwnicach Urzędu Miasta Katowice. Po doprowadzeniu ich do stanu używalności służą nam już 15 lat.

Pierwszy numer wydany w stanie maksymalnej mobilizacji – bez wstępnych przymiarek i próbnych rozwiązań, od razu w formie ostatecznej – ukazał się z datą l listopada 1995 roku. Złoży nam potem urodzinowe życzenia w 5 rocznicę pisma, oddany do końca przyjaciel, Jerzy Duda-Gracz; który napisał: “Chociaż powołaliście “Śląsk” do życia w Święto Zmarłych (…) Wasza pięciolatka jest widocznym zwycięstwem ducha nad materią”. Od tamtej historycznej daty minęło już 15 lat. I tak rok po roku zamykamy kolejny rocznik wpisując się numer po numerze – w rok następny, zawsze z pełnym spisem treści w styczniowej edycji “Śląska”, jak nakazują dobre wzory czasopism kulturalnych, które już dziś mało kogo obchodzą.

15 lat!… Gdyby zsumować wszystkie wydarzenia, które składają się na dzieje naszego miesięcznika – należałoby wydać sporą ilustrowaną książkę… I o tym też musimy pamiętać by udokumentować te lata, które złożyły się na obecność “Śląska” wpisanego w życie tej ciężko doświadczonej ziemi -jej toksyczne gorycze, zdewastowaną pamięć, zbiorowe krzywdy i historyczne wiry. A przecież nie tylko o to chodzi, by patrzeć wstecz, opisywać, rejestrować

i oskarżać. Już na okładce pierwszego numeru pojawiło się najważniejsze z pytań, na które staramy się też odpowiadać od 180 wydań naszego miesięcznika: Górny Śląsk – czy przyszłość bez przyszłości?… A jeśli przyszłość – to jaka, czy na miarę zbiorowej nadziei?

TADEUSZ KIJONKA

Wspólne redakcyjne zdjęcie zwieńczyło jubileusz 15-lecia naszego pisma, który świętowaliśmy 15 grudnia 2010 roku w Kinoteatrze “Rialto” w Katowicach, w gronie naszych przyjaciół, współpracowników i licznie przybyłych gości. Na ręce redaktora naczelnego napłynęło wiele serdecznych słów. Były wśród nich dwa wyjątkowe listy – od Tadeusza Różewicza i metropolity katowickiego abpa Damiana Zimonia.
Redakcję w roku jubileuszu stanowią (na zdjęciu od lewej): Feliks Netz – zastępca redaktora naczelnego i kierownik działu literackiego – od pierwszego numeru pisma, Wiesława Konopelska – sekretarz redakcji, także od pierwszego numeru pisma, Bogdan Widera, wypinający pierś z dopiero co otrzymanym medalem – kierownik działu społeczno-historycznego, Maria Sztuka – kierownik działu kultury. Z nieznanych powodów w drugim rzędzie stanął redaktor naczelny – Tadeusz Kijonka, na co dzień niestrudzenie w pierwszym szeregu “Śląska”, ale pewnie w tej ważnej chwili chciał mieć redakcję „na oku”. Tuż obok Wojtek Łuka – kierownik działu graficznego i od 15 lat artystyczny “oprawca” każdego numeru pisma.
Na zdjęciu obecni są również Mirosław Korbel (drugi z lewej) z małżonką Haliną (pierwsza z prawej) ze studia Korgraf, gdzie od 15 lat powstaje skład pisma.
Naszym urodzinom towarzyszył plakat autorstwa Pawła Michalskiego, absolwenta katowickiej ASP.
Zdjęcie wykonał Zbyszek Sawicz – z nami także od początku pisma, rzadko jednak bywa na … własnych zdjęciach.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/849