Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

24-06-2011, 11:21

Będzie kampania społeczna na rzecz zniesienia artykułu 212 k.k.  »

Press
(TAM)
24-06-2011

Kampania, pod hasłem “Wykreśl paragraf 212″, ma przekonywać czytelników prasy i internautów, że warto znieść karną odpowiedzialność za słowo, czyli artykuł 212 kodeksu karnego.

Wykreśl §212 k.k.

Chodź formalne decyzje jeszcze nie zapadły, to – jak mówi Ewa Barlik, szefowa Stowarzyszenia Gazet Lokalnych – kampania powinna ruszyć w pierwszej dekadzie lipca. Pomysłodawcy akcji, dziennikarze lokalnych gazet, chcą lobbować za zniesieniem karnej odpowiedzialności za słowo.

- Jeśli kampania będzie prowadzona, to ją wesprzemy – deklaruje Marek Frąckowiak, wicedyrektor generalny Izby Wydawców Prasy. Na pewno wesprze ją też Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

Kampania ma zostać przeprowadzona w sieci oraz prasie: mają wziąć w niej udział tytuły należące do Stowarzyszenia Gazet Lokalnych i gazety ogólnopolskie (ich dokładna lista nie jest jeszcze znana). Na razie na Facebooku założono stronę “Zniesienie więzienia za słowo”.

– Kampania ma uświadomić ludziom prawa obywateli w zakresie wolności wypowiedzi. Nie dotyczy to tylko dziennikarzy – podkreśla Ewa Barlik. 

Artykuł 212 kodeksu karnego pozwala karać za zniesławienie – jeśli doszło do niego w mediach, grozi za nie do dwóch lat więzienia. Tymczasem osoby, które zniesławiono, mogą dochodzić swoich praw również na gruncie prawa cywilnego.

Całość: http://www.press.pl/newsy/pokaz.php?id=26344

22-06-2011, 10:50

Sąd: podsłuchiwanie dziennikarza “Gazety” to nie przestępstwo  »

Gazeta Wyborcza
Ewa Siedlecka
22-06-2011

Warszawski sąd odrzucił w środę zażalenie dziennikarza “Gazety Wyborczej” Wojciecha Czuchnowskiego. Uznał, że służby nie złamały prawa podsłuchując jego i innych dziennikarzy. Złamanie przepisów o podsłuchach uznał jedynie za przewinienie służbowe. Oraz że podsłuchy nie naruszyły prywatności dziennikarza.

Wojciech Czuchnowski

Takie postanowienie wydał w środę Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia odrzucając zażalenie dziennikarza “Gazety Wyborczej” Wojciecha Czuchnowskiego na umorzenie przez zielonogórską prokuraturę śledztwa w sprawie łamania prawa przy podsłuchiwaniu dziennikarzy i polityków. Śledztwo wszczęto w 2007 roku po zawiadomieniu ówczesnego szefa Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych Janusza Zemke (SLD.

Wyłudzenie? To tylko drobne przewinienie

Prokuratura umorzyła je rok temu nie znajdując dowodu na popełnienie przestępstwa. W tym samym czasie Wojciech Czuchnowski dotarł do raportu z wewnętrznej kontroli przeprowadzonej w CBŚ (Przeczytaj jego tekst “Dziennikarze na celowniku służb”), w którym stwierdzono nagminne łamanie przepisów dotyczących zakładania podsłuchów. W przypadku Czuchnowskiego było to m.in. wyłudzenie zgody sądu na podsłuch “NN”, czyli osoby o nieustalonej tożsamości. Funkcjonariusze wiedzieli, że telefon należy do spółki “Agora” wydającej “Gazetę Wyborczą”, ale nie poinformowali o tym sądu. W raporcie z wewnętrznej kontroli w CBŚ napisano: “zespół kontrolny stwierdził, że w trakcie trwania wymienionej k.o. [kontroli operacyjnej], pomimo uzyskania po kilku dniach podczas odsłuchu zarejestrowanych komunikatów wiedzy, że NN osoba jest dziennikarzem pracującym w “Gazecie Wyborczej” i nie prowadzi rozmów związanych ze sprawę – niezwłocznie nie zakończono stosowania k.o.” Stwierdzono także, że – wbrew standardom – podsłuch założono na podstawie jednej informacji z niesprawdzonego źródła. Kontynuowano go mimo, że było jasne, że dziennikarz nie ma nic wspólnego z prowadzoną przez służby sprawą (rzekomego planowania przez prywatnego detektywa Rafała R. zamachu na ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę). I że nie zniszczono materiałów z tego podsłuchu mimo, że nie zawierały informacji istotnych dla przeciwdziałania czy ścigania przestępstw.

To tylko formalizmy

Zielonogórska prokuratura mimo, że znała treść tego raportu pokontrolnego, umorzyła postępowanie nie znajdując dowodów na niedopełnienie obowiązków czy przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy. Uzasadnienie jest tajne, ale można się domyślać, że podzieliła opinię wyrażoną w raporcie, że te naruszenia przepisów dotyczących podsłuchów były “niedopełnieniem formalizmów”, czyli przewinieniem dyscyplinarnym, które się przedawniło. W środę te opinię podzielił warszawski sąd.

Sąd: policja nie chciała skrzywdzić Czuchnowskiego

Posiedzenie sądu było tajne. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w ustnym uzasadnieniu sędzia Anna Kwiatkowska uznała, że zakładając dziennikarzowi podsłuch funkcjonariusze nie wiedzieli, do kogo należy telefon, a w Agorze pracują nie tylko dziennikarze. Uznała, że policjanci nie działali z zamiarem wyrządzenia krzywdy Czuchnowskiemu. I że podsłuch nie naruszył ani jego prywatności, ani jego interesów jako dziennikarza, bo utrzymując różne kontakty musi liczyć się z tym, że wejdzie w relację z osobą, która jest podsłuchiwana.Wcześniej Czuchnowski dostał w tej sprawie status pokrzywdzonego, co oznacza, że sąd (w innym składzie) uznał, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że jego interes (jako osoby i jako dziennikarza) został podsłuchem naruszony.

No to do Strasburga

Decyzja sądu jest ostateczna. – W tej sytuacji otwarta jest droga to Trybunału w Strasburgu. Jeśli polski sąd nie wyznaczył zadowalającego z punktu widzenia ochrony praw człowieka, w tym wolności prasy, standardu stosowania środków kontroli operacyjnej, niech zrobi to Trybunał Praw Człowieka – mówi dr Adam Bodnar, wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która wspiera w tej sprawie dziennikarza “Gazety”.Bodnar dodaje, że niezależnie od skargi do Strasburga, możliwe jest dochodzenie zadośćuczynienia od policji na drodze cywilnej, za naruszenie dóbr osobistych.

Billingi 10 dziennikarzy – też nie było naruszenia

Tego samego dnia ten sam sąd oddalił zażalenie dziennikarza TVN 24 Macieja Dudy na kontrolowanie przez służby jego billingów telefonicznych. Wojciech Czuchnowski mając, jako pokrzywdzony, dostęp do jawnej części akt zielonogórskiego śledztwa odkrył, że w latach 2005-2007 służby pobierały billingi dziesięciu dziennikarzy chcąc ustalić, z kim się kontaktują: Czuchnowskiego, Bertolda Kittla (wówczas “Rzeczpospolita”), Moniki Olejnik (TVN24, Radio Zet), Cezarego Gmyza (“Rzeczpospolita”), Bogdana Wróblewskiego (“Gazeta Wyborcza”), Romana Osicy i Marka Balawajdera (RMF FM), Piotra Pytlakowskiego (“Polityka”) i Andrzeja Stankiewicza (“Newsweek”). Sąd stwierdził, że ABW i CBA, które pobierały te billingi, robiły to w ramach prowadzonych spraw. Tym samym nie uznał argumentacji, że kontrolując billingi dziennikarzy służby naruszały prawem chronioną tajemnicę dziennikarskich źródeł informacji (chroniąca nie dziennikarzy, ale ich informatorów.

Przepisy pozwalające na niekontrolowane pobieranie billingów – także dziennikarskich – zaskarżyła do Trybunału Konstytucyjnego SLD. Za niekonstytucyjne uważa je też rzeczniczka praw obywatelskich Irena Lipowicz, która wkrótce podejmie decyzję w sprawie ich ewentualnego zaskarżenia do Trybunału.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,9832904,Sad__podsluchiwanie_dziennikarza__Gazety__to_nie_przestep stwo.html#ixzz1Q5Pa2LLb

20-06-2011, 10:09

“Katowice Photoshow 2011. Reporterzy opowiedzą o wojnie”  »

Gazeta Wyborcza Katowice
łuk
20-06-2011

Wybitni fotoreporterzy będą w poniedziałek gośćmi imprezy Katowice Photoshow 2011 w Rondzie Sztuki. To pierwsze z serii trzech wieczorów z najlepszą fotografią reporterską, na które zapraszają Fundacja “Opowiedz To – Picture This”, Rondo Sztuki i “Gazeta”.

Spotkanie rozpocznie się o godz. 19 pokazem filmu – zrealizowanej metodą poklatkową opowieści o Katowicach, jakich nie znacie, w realizacji Grzegorza Gospodarka. Potem przypomnimy sobie najważniejsze wydarzenia czerwca w Polsce i na świecie, oczywiście dzięki pracy najlepszych fotoreporterów. Będzie też podróż w przeszłość. Ponieważ niedawno świętowaliśmy 90. rocznicę wybuchu III powstania śląskiego, część spotkania będzie poświęcona tamtym wydarzeniom.

Reszta wieczoru należeć będzie do dwóch fotoreporterów: Krzysztofa Millera z “Gazety” i Jana Sybika, pracującego dla czeskiego tygodnika “Reflex”. Zobaczymy m.in. słynny cykl “13 wojen” Millera, serię zdjęć z licznych konfliktów zbrojnych, które w ciągu ostatnich 20 lat śledził z aparatem. Dzięki Sibikowi wkroczymy zaś do samego środka rewolucji, która przetoczyła się ostatnio przez kraje Afryki Północnej.

Po pokazach zdjęć, którym towarzyszą komentarze nagrane przez dziennikarzy Polskiego Radia Katowice, spotkanie z Millerem i Sybikiem poprowadzą Lidia Ostałowska i Dariusz Kortko.

Wstęp wolny.

Głównym partnerem wieczorów jest Polkomtel S.A.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,9813815,Poklatkowa_opowiesc_o_Katowicach.html#ixzz1Pnk43mee

20-06-2011, 09:49

Henryk Grzonka wybrany przez Radę Nadzorczą  »

Press
(MW)
20-06-2011

Rada Nadzorcza Polskiego Radia Katowice po kilkugodzinnych obradach postanowiła desygnować na stanowisko prezesa zarządu katowickiej rozgłośni Henryka Grzonkę.

Henryk Grzonka

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji podjęła uchwałę o powołaniu z dniem 22 czerwca 2011 r. Henryka Grzonki na stanowisko Prezesa Zarządu Radia Katowice. Zarząd w Radiu Katowice będzie jednoosobowy.

Henryk Grzonka jest wieloletnim dziennikarzem Radia Katowice. Urodził się w 1958 roku w Wodzisławiu Śląskim. Ukończył Uniwersytet Śląski. Z Radiem Katowice związany jest od 30 lat. Jako dziennikarz zajmował się sportem. Od 1998 roku, z dwuletnią przerwą w latach 2006-2008, był szefem anteny; w latach 2002-2006 był też zastępcą redaktora naczelnego Radia Katowice. W konkursie pokonał sześciu kandydatów, m.in. Jacka Filusa, dotychczasowego prezesa stacji.

– Henryk Grzonka był najlepszym kandydatem na stanowisko prezesa. Świetnie zna fach dziennikarski i ma doświadczenie w zarządzaniu radiem – uzasadnił ten wybór Wiesław Rola, przewodniczący rady nadzorczej Radia Katowice.

Całość: http://www.press.pl/newsy/pokaz.php?id=26308&idd=2&strona=

20-06-2011, 08:23

Nasza dziennikarka laureatką drugiej nagrody Silesia Press  »

Dziennik Zachodni
Małgorzata Węgiel
20-06-2011

“Niesolidarne rozliczenia” taki tytuł nosi nagrodzony drugą nagrodą przez jury Silesia Press reportaż Agaty Pustułki, naszej redakcyjnej koleżanki traktujący o konflikcie związkowych legend śląskiej Solidarności. Główną nagrodę zdobyła Violetta Rotter-Kozera z TVP Katowice za film dokumentalny “Pod banderą Chopina”.

– “Niesolidarne rozliczenia” to reportaż ukazujący konflikt Alojzego Pietrzyka i Grzegorza Stawskiego, dwóch legend Solidarności, których drogi w pewnym momencie się rozeszły. To też tekst symboliczny o tym, co stało się z Polską – opowiada Agata Pustułka, laureatka drugiej nagrody Silesia Press. 

Szóstą edycję konkursu dziennikarskiego organizowanego przez Stowarzyszenie Media dla Integracji Europejskiej wygrała Violetta Rotter-Kozera z katowickiego oddziału TVP. Jury nagrodziło ją za film dokumentalny “Pod banderą Chopina”, pokazujący nietypową trasę koncertową Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, którą muzycy odbyli na pokładzie Daru Młodzieży. we wrześniu ubiegłego roku. 

W tym roku jurorzy po raz pierwszy przyznali także nagrodę w kategorii “news”. Otrzymał ją Marcin Pietraszewski z “Gazety Wyborczej”, za artykuł “Autostrada budowana na piasku”, który ujawniał aferę kradzieży materiałów budowlanych z budowy autostrady A1. Złote pióro śląskiego środowiska dziennikarskiego otrzymał metropolita katowicki, abp Damian Zimoń m.in. za otwartość w relacjach z mediami. W imieniu arcybiskupa nagrodę odebrał sekretarz abp. Zimonia ks. Arkadiusz Wuwer. 

Pośród nagrodzonych w piątek podczas uroczystej gali w katowickim hotelu Monopol znaleźli się też: Małgorzata Goślińska z “Gazety Wyborczej” za tekst “Witamy, k… w Polsce” (o fenomenie polskiego przeklinania); Dorota Stabik z Polskiego Radia Katowice za reportaż “Wyklęta wieś – Juszczyna” (o “klątwie” proboszcza rzuconej na mieszkańców wsi w Beskidzie Żywieckim). Trzecią nagrodę otrzymali Bożena Klimus i Jan Zub z TVP Katowice (za przejmujący reportaż “Chcę do domu” – o dzieciach z domów dziecka, marzących o kochających rodzicach), Barbara Gruszka-Zych z “Gościa Niedzielnego (za wywiad z Wojciechem Kilarem “Jestem jak koncert fortepianowy”) oraz Ewa Niewiadomska z Polskiego Radia Katowice (za audycję “Pozytywka”, której bohaterem był kabaret niepełnosprawnych “Drzewo a gada”). 

Regionalny konkurs Silesia Press promuje dokonania dziennikarzy ze Śląska, którzy na co dzień poruszają tematy ważne dla regionu. Pomysłodawczynią prestiżowego konkursu, w którym główna nagroda to 4 tys. zł, jest śląska dziennikarka ekonomiczna – Maria Trepińska. W jury konkursu zasiedli m.in: 
Anna Sekudewicz z Polskiego Radia Katowice i Jan Dziadul z “Polityki”.

Całość: http://katowice.naszemiasto.pl/artykul/nasza-dziennikarka-laureatka-drugiej-nagrody-silesia-press,956711,art,t,id,tm.html

17-06-2011, 22:30

Zmarł redaktor Andrzej Bątkiewicz  »

17-06-2011

Świat filmoznawców i krytyków filmowych stracił we wtorek, 14 czerwca 2011 roku jednego z największych pasjonatów X Muzy – redaktora Andrzeja Bątkiewicza.

Andrzej Bątkiewicz

Ten znany krytyk filmowy, dziennikarz prasowy i radiowy, literat, publicysta, były redaktor naczelny tygodnika “Ekran”, autor cykli programów o kinie w TVP Katowice i TV Polonia 1 odszedł po ciężkiej chorobie, w wieku 75 lat.

Przez ponad trzydzieści lat publikował eseje, felietony, recenzje, wywiady tematyce filmowej na łamach “Kina”, “Ekranu”, “Panoramy”, “Kultury”, “Wiadomości Kulturalnych”, “Dziennika Zachodniego” i “Sportu”.

Kilka lat temu wydał książkę “Ścigany. Roman Polański”, poświęconą życiu i twórczości filmowej wielkiego reżysera, skupiając się na jego wieloletniej tułaczce  i ucieczce przed złym losem. Powstała ona  m.in. na podstawie trzech długich rozmów. Wszystkie odbyły się przy okazji festiwali filmowych: w Gdyni, w San Sebastian i w Wenecji. Jako bodaj jedyny z biografów Romana Polańskiego uwypuklił w swej pracy akcent śląski, przypominając, że gdy na początku lat 50. przyszły reżyser uczył się w katowickim Liceum Plastycznym, mieszkał w Bytomiu. Tytuł tej  pierwszej na polskim rynku wydawniczym monografii, obejmującej całokształt życia i twórczości  Polańskiego, nawiązywał do wielu wcześniejszych tekstów prasowych Andrzeja Bątkiewicza, drukowanych przez wiele lat na łamach “Ekranu”, “Panoramy” i “Kultury”.

Msza święta w intencji Zmarłego odbędzie się w poniedziałek, 20 czerwca 2011 roku w o godzinie 13.00 w archikatedrze Chrystusa Króla w Katowicach, natomiast uroczystości pogrzebowe,  po mszy na cmentarzu przy ulicy Sienkiewicza w Katowicach.

———————————————————————–

tym jestem
czym być nie mogę
manekin
odbity w szkle
nierzeczywisty
nieprawdziwy

Andrzej Bątkiewicz (1935-2011)

– tak zaczyna się wiersz zatytułowany “Autoportret”, zamieszczony w tomiku Andrzeja Bątkiewicza “Deszcze”, (“Śląsk”, 1963), innych tomików nie było, ale nigdy nie przestał pisać wierszy; w szufladach pozostawił wiele rękopisów, trzeba je wydać, to oczywiste. Jak każdy artysta źle czuł się we własnej skórze, doskwierało mu poczucie nieautentyczności, motto dla całego tomiku wziął z Josepha Conrada: “Żyjemy tak, jak śpimy – samotnie”. Urodzony w roku 1935 nosił w sobie pamięć wojny, cierpienia, śmierci. “Zobaczyć śmierć/ w dziesiątym roku życia” – napisał w wierszu “próba powrotu”. Jakie osobiste doświadczenie – w tymże samym wierszu – wpisane zostało w te trzy wersy: “nie ma powrotu tatusiu / żołnierze synku umierają / sami”. Metaforyka wywiedziona z obrazów, słów opisujących wojnę: “w okopach snu”, “piekło dojrzewa o świcie / podczas bitwy”. Czy myślał o zbrodni w Lesie Katyńskim, gdy pisał: “to jest miejsce egzekucji / w mroźny poranek / kiedy / słońce jest za daleko żeby / zdążyć”. Cztery, pięć lat temu zadzwonił do mnie, z prośbą o spotkanie, coś chciałby mi dać. Następnego dnia podarował mi coś bardzo sobie drogiego: płytkę ze swoim własnym filmem “Katyń – koniec i początek”.

Andrzej Bątkiewicz

Dokument trzydziestominutowy. Rzecz na wskroś poetycka. Pamiętam słowa, jakie wtedy wypowiedział: “Może człowiek się rodzi dla takich trzydziestu minut”… Nie chciał przez to powiedzieć, że zrobił małe arcydzieło. Film jest bardzo dobry, ale nie o to chodzi. Zrozumiałem, że zrobił coś, co – w Jego najgłębszym poczuciu obowiązku – powinien był zrobić.

Fascynowały go książki i filmy o człowieku w sytuacji ostatecznej, pod ścianą, w celi śmierci, na wyspie, oko w oko z Losem. O “Siódmej pieczęci” Ingmara Bergmana mógł mówić w nieskończoność. Co znaczą te słowa Andrzeja: “dzisiaj śmierć podeszła blisko / zawisła sznurkiem na klamce / w dwudziestym szóstym roku życia chciałem wejść w noc / odnaleźć drogę powrotną”? Nie o wszystkim opowiadał, jakieś ciemne sprawy zachował tylko dla siebie. Może dlatego tak nieoczekiwanie przechodził od żartu, śmiechu, zabawy do smutku, zamyślenia; piękna, męska twarz przemieniała się w zastygłą maskę.

Z otaczającego go świata, który wtłaczał go w nierzeczywistość i nieprawdziwość, uciekał w świat kina – dla Andrzeja rzeczywisty i prawdziwy.

Intensywne związki z poezją – pisanie i rozległe lektury – sprawiły, że teksty Andrzeja (recenzje, krytyki, eseje, szkice i portrety) były zawsze precyzyjne, zwięzłe, nasycone znaczeniami jak dobry wiersz. Film był także dla niego czymś więcej, niż opowieścią w obrazach. Cenił najwyżej te filmy, których oglądanie było równoznaczne z czytaniem, odczytywaniem sensów utworu poetyckiego. Dlatego wielbił dzieła Tarkowskiego, Felliniego, Antonioniego, z Polaków – Hasa i Polańskiego. Zupełnie przypadkowo trafiłem przed wielu laty na swego rodzaju seminarium prowadzone przez Andrzeja w katowickim WOKO (Wojewódzki Ośrodek Kulturalno-Oświatowy) dla członków, działaczy Dyskusyjnych Klubów Filmowych; mówił o “Nieustraszonych zabójcach wampirów”. Mało powiedzieć, że znał ten film, to oczywiste, ale Andrzej miał w pamięci, przed oczami każdy jego szczegół, nie sceny pojedyncze, ale każdy kadr. Pewnie przesadzam, ale tak to wtedy odebrałem. Ruch ręki Sharon Tate prowadzącej gąbkę po swoim nagim ramieniu! – Andrzej ten film na nowo stwarzał: słowem, entuzjazmem, dziecięcym zachwytem dla cudowności kina, wrażliwością poety, mądrością filozofa.

Napisał i opublikował obszerną książkę o Romanie Polańskim (“Ścigany Roman Polański”) – bardzo osobistą, jedną z najlepszych o twórcy “Noża w wodzie”. Ta książka musiała powstać – dla nas, przyjaciół, kolegów, bliskich znajomych Andrzeja było to oczywiste, bo nie było takiej z nim rozmowy – przy koniaku, przy kawie, czy niemal w przelocie, w centrum miasta, dziwnym trafem zawsze w pobliżu któregoś kina! – by nie powiedział czegoś o Polańskim, w taki sposób, jakby właśnie w tym celu doszło do tego właśnie spotkania!

Na druk czeka, być może najważniejsza praca Andrzeja: “Podglądanie kina” – będą to eseje o sztuce filmowej. Summa Andrzeja – krytyka. Teksty publikowane w ciągu wielu lat na łamach “Kina”, “Panoramy”, “Kultury”, “Wiadomości Kulturalnych”, “Ekranu” – przez czas pewien był naczelnym redaktorem tego popularnego w swoim czasie tygodnika. Gdy pisał o filmie, świat zewnętrzny przestawał dla Niego istnieć. Widzę Andrzeja we wspomnianym WOKO – garnitur, kamizelka, krawat, ubierał się z gustem, starannie – zapisującego pochyłym pismem kolejną kartkę papieru. To był schyłek PRL-u, brakowało wszystkiego, łącznie z benzyną. Załatwił mi – sobie znanymi sposobami i drogami – dwadzieścia litów benzyny. Kanister stał obok jego biurka. Tak jednak był skupiony na pisaniu tekstu (dla “Ekranu”), że tylko dał mi znak głową, żebym wziął benzynę, a rozliczymy się później. Ale to znaczy także i to, że chociaż z głową w chmurach, stąpał twardo po ziemi, umiał zdobyć coś, co było niełatwe do zdobycia. Ale też, żeby komuś pomóc, zrobić coś dla kogoś. Bo miał w sobie zwyczajną, a jednak rzadką, bezinteresowność i ludzką dobroć. Miał w sobie ciepło i uśmiech. Ale dla wszelkiego draństwa, dla chamstwa i wszelkiej niegodziwości – bezwzględną odmowę, upór w spojrzeniu, zaciśnięte usta, a też pogardę i mocne, brutalne słowo.

Bez wątpienia zrealizował się jako człowiek kina: w r. 1988 otrzymał Ogólnopolską Nagrodę Krytyki Filmowej im. Karola Irzykowskiego – wyróżnienie cenne i prestiżowe. Za działalność w Dyskusyjnych Klubach Filmowych przyznano mu “Złoty Ekran”.

Miał wielkie marzenie: film fabularny z umierającą Wenecją i dzielnicą Bytomia – także w stadium rozkładu – w tle. Dał mi do przeczytania szkic scenariusza. Odebrałem to jako rzecz autobiograficzną. Jestem pewien, że zrobiłby ten film, zdobyłby pieniądze sobie wiadomymi sposobami i drogami, jak niegdyś ów niemal nie do zdobycia kanister benzyny.

W wierszu “Ostatnia spowiedź” napisał:

A GDYBY ZAMKNĄĆ OCZY
ODEJŚĆ

GDZIE NIKT NIE CZUWA
PRÓCZ CIEBIE

FELIKS NETZ
“Śląsk” nr 9/2011

—————————————————————

Dobry Autor

Chciałbym Wam opowiedzieć o panu Andrzeju. I o tym, jak upadek na rowerze może zmienić życie.

Poznaliśmy się 14 stycznia 2008 roku. Mój przyjaciel miał mu zrobić przegląd komputera, ale tego dnia nie mógł i zlecił to mnie. Umówiłem się na wieczór, ale po południu, podczas rowerowej przejażdżki, zaliczyłem asfalt (jak się później okazało, pękła jakaś kosteczka w dłoni).

Przyszedłem. Podczas grzebania w komputerze podparłem się na ręce i jęknąłem z bólu. Żona pana Andrzeja spytała co się stało. Przyznałem się do upadku – i tak zaczęła się dłuższa opowieść o rowerze w moim życiu. Fakt, że byłem we Włoszech, okazał się kluczowy. Zaraz dowiedziałem się, że pan Andrzej, który jest pisarzem, jest wielbicielem Wenecji – jeździ do niej kiedy tylko może i pisze właśnie prawdopodobnie najbardziej obszerny polski przewodnik po tym mieście. Umówiliśmy się na kolejne spotkanie – ze zdjęciami. Zdjęcia miałem w albumie razem z wydrukiem mojej relacji. Pan Andrzej wziął album i poszedł do swojego pokoju. Chwilę później wrócił i stojąc w progu, głośno i zdecydowanie spytał: “czy pan to gdzieś wydał? Przeczytałem tylko kilka fragmentów, ale po nich widzę, że pan ma talent”.

Od tamtego momentu pan Andrzej stawiał sobie za punkt honoru, by mnie wypuścić na szerokie wydawnicze wody i nauczyć jak po nich pływać. Mimo, że kosztowało go to wiele rozczarowań, nie chciał odpuścić i nie ustawał w swoich wysiłkach.

Podsunął mi książki Hemingwaya i Saint-Exupery’ego – uważał, że ich styl najlepiej do mnie pasuje i że wiele mogę się od nich nauczyć. Niewątpliwie miał rację – właśnie tak chciałbym pisać. Zachęcał mnie do startowania w konkursach, do rozpoczęcia szkoły filmowej, ale przede wszystkim do pisania. To dzięki niemu zacząłem pracować nad relacją z Nordkapp. To on był jej głównym recenzentem, dał mi wiele wskazówek. Uważam, że nigdy nie napisałem czegoś równie dobrego, a to w dużej mierze dzięki jego motywacji i pomocy.

Z panem Andrzejem spotykaliśmy się w Bibliotece Śląskiej i w Empiku, aby omówić moje teksty i przy okazji pogawędzić o życiu…

Był niezwykle aktywny. Nie dałbym mu tyle lat, ile miał. Marzył, planował, działał…

Pewnego wieczora wracaliśmy z benefisu w kinoteatrze Rialto. Młody podróżnik-amator i o pięćdziesiąt lat starszy od niego pisarz-zawodowiec szli ulicą Jagiellońską, ubrani w garnitury. Rozmawiali. Pisarz radził jak żyć, mówił o swoich błędach, żartował… Poczułem się wtedy jak w scenie z filmu.

A co do filmu – pan Andrzej to również reżyser. Podzielił się ze mną swoim pomysłem na następny film. Akcja miała rozgrywać się w jego ukochanej Wenecji. Roboczy tytuł: “Mgła”. Zaproponował mi miejsce w ekipie i prace przy montażu. Przygotowania do realizacji przerwało pogorszenie się zdrowia pana Andrzeja.

Okazji do naszych spotkań było coraz mniej. Widzieliśmy się po raz ostatni zanim wyjechałem na Islandię.

Zadzwoniłem do niego w maju tego roku. Był w szpitalu. Powiedział, że już parę razy żegnał się z życiem. Powiedział, że chce się ze mną spotkać, ale na razie nie może nawet czytać. Powiedział, że da znać, gdy będzie lepiej.

W ubiegłym tygodniu dowiedziałem się o jego śmierci. Zmarł w czerwcu – miał 75 lat. Był jednym z najciekawszych ludzi, jakich poznałem. Zostanie w mojej pamięci…

Piotr Mitko
29-09-2011


Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/1809