Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

12-12-2011, 22:54

W Agorze powstał komitet NSZZ “Solidarność”  »

Press
SK
12-12-2011

Pracownicy zatrudnieni w Agorze (m.in. “Gazeta Wyborcza”) i spółce Inforadio (radio Tok FM) założyli tymczasowy komitet międzyzakładowy NSZZ “Solidarność”.

Organizatorzy związku nie chcą ujawniać liczby osób, które zapisały się do “Solidarności”, ale zapewniają, że są w nim dziennikarze o znanych nazwiskach. Na razie jawne są jedynie władze komitetu. Są to: Michał Wybieralski (“Gazeta Wyborcza Poznań”), Jakub Janiszewski (Tok FM), Wojciech Orliński (“Gazeta Wyborcza”) i Łukasz Cynalewski (fotoreporter “Gazety Wyborczej”).

“Solidarność” to pierwszy związek zawodowy w historii Agory. – Zabieraliśmy się do tego od lat, aż w końcu się udało – mówi Wojciech Orliński. – Inforadio i Agora to spółki założycielskie, ale to komitet międzyzakładowy, więc liczmy, że zostanie rozszerzony o kolejne spółki działające w ramach Grupy, gdy tylko ich pracownicy do nas dołączą – mówi Jakub Janiszewski.

Związkowcy, informując pozostałych pracowników o powołaniu “Solidarności”, podkreślają swoje poparcie dla ”wartości i zasad” koncernu Agora SA. Chcą, by było tak, jak napisano w dokumencie korporacyjnym Agory zatytułowanym “Nasze wartości i zasady”. Jest w nim m.in. mowa o tym, że Agora powinna być “atrakcyjnym miejscem pracy”, w którym “pracownicy są dobrze wynagradzani, najlepsi zaś – bardzo dobrze”.

Władze związku zaznaczają, że w symbolicznym geście znaczek “Solidarności” – odebrany “Gazecie Wyborczej” 21 lat temu przez Lecha Wałęsę – zwrócił założycielom związku przewodniczący zarządu Regionu Wielkopolska NSZZ “Solidarność” Jarosław Lange.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/27752,W-Agorze-powstal-komitet-NSZZ-Solidarnosc

11-12-2011, 17:20

Ślązak nie ma dokąd uciec  »

Dziennik Zachodni
Henryka Wach-Malicka, MAO, PAP
11-12-2011

W poniedziałek odbędzie się premiera filmu “Śląsk według Bieniasza”, który przypomni postać pisarza i jego zaskakujące poglądy. Wśród twórców filmu związani z naszą gazetą autorzy – Michał Smolorz i Krzysztof Karwat. Pisze Henryka Wach-Malicka.

Gdzie płynie Czerniawka? Jeśli nie wiecie, nie ma się czego wstydzić. Więcej niż połowa uczestników mojej amatorskiej sondy też nie wiedziała, że to rzeczka na przedmieściach Zabrza. Nie wiedzieli nawet ci, którzy mieszkają na Śląsku od kilku pokoleń.

Śląsk? To jakieś “gusła”

Podobnie nie wszyscy pamiętali, kim był Stanisław Bieniasz, (który się nad Czerniawką urodził), choć od śmierci pisarza minęło ledwie dziesięć lat.

Jego postać i niełatwy życiorys postanowili przypomnieć twórcy filmu pt. “Śląsk według Bieniasza”. Nie “Stanisław Bieniasz: życie i twórczość”, tylko właśnie “Śląsk według Bieniasza”. Dlaczego tak?

Na planie filmu "Śląsk według Bieniasza"

- Dlatego – mówi Michał Smolorz, producent filmu – że Bieniasz już kilka dziesiątków lat temu mówił o sprawach, które dopiero teraz znalazły się w centrum dyskusji; toczonej zresztą nie tylko na Śląsku, ale w całej Polsce. Zastanawiał się nad odrębnością regionalną i obyczajową Ślązaków, nad ich skomplikowanym stosunkiem do kwestii narodowościowych. Paradoks polega na tym, że wtedy, gdy Bieniasz zachęcał do poważnej rozmowy o śląskiej tożsamości, nikt nie chciał go słuchać. Żalił się, że jeden z nowych dyrektorów Teatru Śląskiego zdjął nawet z afisza jego sztukę pt. “Biografia kontrolowana”, opatrując tę decyzję zdaniem: “Nie będą się te śląskie gusła pałętać po narodowej scenie”. Takie fakty domagają się komentarza – dodaje producent.

W filmie fakty mówią. A dokładniej mówią teksty samego Bieniasza, starannie wybrane przez autorów scenariusza i reżyserów: Krzysztofa Karwata i Wojciecha Sarnowicza. Cytaty układają się w biografię pisarza, często sięgającego w esejach i artykułach do wydarzeń (i towarzyszących im refleksji) z własnego życia. Albo budującego ze swoich doświadczeń, (przykrych nie pomijając), życiorysy bohaterów dramatów i powieści.

Teraz jego słowa, dobrane przez autorów filmu oszczędnie, ale bardzo precyzyjnie, złożyły się na 55 minut gorzkiej opowieści o człowieku, którego życiem kierował, prócz własnych decyzji, splot wydarzeń historycznych.

Film powstał przy współudziale samorządu Zabrza, Studia Programów i Filmów Telewizyjnych “Antena Górnośląska” oraz Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Polska – Niemcy – Polska

Fragmenty publikacji Stanisława Bieniasza uzupełniają wypowiedzi jego żony Krystyny i bliskich przyjaciół-aktorów: Jana Bógdoła, Bernarda Krawczyka i Jerzego Kuczery.

Stanisław Bieniasz 1950-2001

Realizatorzy filmu podążają tropami bohatera, odwiedzając miejsca szczególnie dla niego ważne. Zdjęcia kręcone były m.in. w Pawłowie, gdzie się Bieniasz urodził, w zabrzańskim Teatrze Nowym, w którym wystawiono jego sztuki (w tym pierwszą i ostatnią), ale też w Niemczech, do których wraz z rodziną wyemigrował i mieszkał przez 13 lat.

Długich 13 lat, które z jednej strony wyostrzyły jego spojrzenie na wiele spraw, ale z drugiej były przyczyną silnej frustracji. W cytowanym w filmie wywiadzie telewizyjnym, pisarz mówi wprost, że Ślązacy nie potrafią i nie mogą uciec ze Śląska, bo w ich genach tkwi jakieś trudne do zdefiniowania przywiązanie do własnej ziemi.

Zniszczyć “Stary portfel”

Współtwórca filmu, Wojciech Sarnowicz, poznał Stanisława Bieniasza stosunkowo późno, w 1989 roku. Sarnowicz był wtedy dyrektorem Telewizji Katowice i doprowadził do emisji sztuki Bieniasza pt. “Stary portfel”, zrealizowanej przez Kazimierza Kutza. Spektakl miał być pokazany 14 grudnia 1981 roku, ale po ogłoszeniu stanu wojennego wydano nakaz zniszczenia taśmy- matki. Na szczęście dwaj technicy katowickiego ośrodka TVP ukryli kopię nagrania w przewodzie wentylacyjnym i w ten sposób je uratowali.

- Wydał mi się wtedy człowiekiem zdeterminowanym do ciągłej rozmowy o Śląsku – wspomina Wojciech Sarnowicz – ale nie bezkrytycznym wobec rodaków. To spostrzeżenie potwierdziło się w czasie realizacji filmu, gdy analizowaliśmy jego teksty. Nazywał rzeczy po imieniu, nawet wtedy, gdy były przykre. Wskazywał wady Ślązaków, nie gloryfikował ich, nie kierował się w ocenach egzaltacją. Z drugiej strony jego racje robią ogromne wrażenie, bo ogarniają problem śląskiej tożsamości z różnych stron. Nie miał wątpliwości, że Ślązacy to nie jest jakaś jednoznaczna kategoria. Przychodzili przecież z różnych stron, mieli (i mają), różne korzenie, a w domu różne tradycje i języki. Tragedia Ślązaków brała się jednak, zdaniem Bieniasza, z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze, dla nie-Ślązaków zawsze byli “niepełni”. Dla jednych za mało polscy, dla innych za mało niemieccy. Po drugie, nawet jeśli już wybierali którąś z tych opcji, polską lub niemiecką, na ogół i tak czuli się nieszczęśliwi, bo to oznaczało rezygnację z części ich własnej, śląskiej świadomości – mówi reżyser.

Szansę na jakiekolwiek porozumienie widział Stanisław Bieniasz przede wszystkim w dialogu i wzajemnym poznawaniu pozornych wrogów. Dlatego nie przypadkiem w czołówce filmu pojawiają się jego słowa: “Czas powiedzieć sobie, że wszyscy jesteśmy ksenofobami; każdy ma swojego Niemca, Żyda, Ślązaka lub Zagłębiaka, którego się boi i nienawidzi, chociaż go zbyt dobrze nie zna”.

Rozmowa po latach

Główną rolę w filmie Krzysztofa Karwata i Wojciecha Sarnowicza gra Artur Święs. To dziwna rola, składająca się z trzech, zachodzących na siebie i przenikających się, osobowości. Czyli: postać samego Stanisława Bieniasza; aktora Artura Święsa, grającego postacie ze sztuk Bieniasza i wreszcie Artura Święsa – osoby prywatnej. Dzięki takiemu pomysłowi, perfekcyjnie wprowadzonemu przez aktora w życie, widz nie ma wątpliwości, że pomiędzy biografią bohatera a jego poglądami nie było sprzeczności. Że nie spekulował i nie wymyślał problemów w zaciszu gabinetu, tylko dramatycznie ich doświadczał w rzeczywistości. I zapłacił za to doświadczenie najwyższą cenę – śmiertelnym zawałem w 51. roku życia. – W sensie zawodowym – opowiada Artur Święs – to było inspirujące wyzwanie. Wyniosłem z tej pracy jednak coś więcej. Jestem zabrzaninem w pierwszym pokoleniu, moi rodzice przyjechali na Śląsk z innych części Polski. Wrośli w miasto, w grono śląskich przyjaciół, poczuli się u siebie. Nie wnikaliśmy jednak głębiej w historię regionu. Problemy Ślązaków istniały, ale poniekąd obok nas. Gdy otrzymałem propozycję zagrania Stanisława Bieniasza, chciałem go zrozumieć; na ekranie mówię przecież jego tekstem… Wtedy dotarło do mnie, że jesteśmy tu na Śląsku razem, a przecież trochę osobno. To było zaskakujące i pouczające. Trudno definiować emocje, więc powiem po prostu: po tym filmie poczułem się bardziej Ślązakiem niż byłem nim przed rozpoczęciem zdjęć…

Henryka Wach-Malicka

Stanisław Bieniasz był przedwcześnie zmarłym śląskim dramaturgiem, pisarzem i publicystą, przez niemal całe życie związanym z Zabrzem. Kilkanaście lat temu był jedną z pierwszych postaci działających na rzecz odrodzenia górnośląskiej tożsamości. Działał też na rzecz pojednania polsko-niemieckiego.

Bieniasz urodził się w 1950 r. w Pawłowie koło Zabrza (rok później Pawłów stał się zabrzańską dzielnicą). Był dziennikarzem. Jako dramaturg debiutował w 1977 r. Na krótko przed stanem wojennym wyjechał z rodziną do Niemiec, gdzie przebywał 13 lat, współpracując m.in. z Radiem Wolna Europa i paryską Kulturą.

Po powrocie do Polski włączył się życie społeczne regionu, m.in. publikował w czasopiśmie “Śląsk”, był współzałożycielem i prezesem Regionalnego Towarzystwa Polsko-Niemieckiego. W Zabrzu był m.in. radnym i przewodniczącym miejskiej komisji kultury. Zmarł w 2001 r. Pośmiertnie został odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Zasługi.

Łącznie napisał kilkanaście utworów scenicznych, wystawianych m.in. w Katowicach, Zabrzu, Sosnowcu i Koszalinie (w “Czerwonym Słoneczku” z 1980 r. użył gwary śląskiej, w latach 90. część swoich utworów sam wyreżyserował). Pięć jego sztuk zrealizował Teatr Telewizji. Wydał kilka zbiorów opowiadań i powieści.

Stanisław Bieniasz był też pomysłodawcą organizowanego w Zabrzu od 11 lat Festiwalu Dramaturgii Współczesnej “Rzeczywistość Przedstawiona”. Obecnie jego nazwisko nosi honorowa nagroda imprezy – przyznawana co roku najlepszemu dramatopisarzowi.

Premiera filmu “Śląsk według Bieniasza” odbędzie się 12 grudnia, o godz. 19.00, w Multikinie w Zabrzu (ul. Gdańska 18).

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/stronaglowna/482045,slazak-nie-ma-dokad-uciec,id,t.html

09-12-2011, 23:52

Łukasz Gardas wyróżniony przez Polskapresse  »

Dziennik Zachodni
TA
09-12-2011

Łukasz Gardas, dziennikarz żywieckiego oddziału Dziennika Zachodniego, został wyróżniony na dorocznym spotkaniu wydawnictwa Polskapresse.

W piątek, w stolicy, odbyło się tradycyjne spotkanie podsumowujące rok w Polskapresse, spółce będącej czołowym wydawcą regionalnej prasy codziennej w naszym kraju. W ramach spółki ukazują się m.in. “Dziennik Bałtycki”, “Gazeta Wrocławska”, “Głos Wielkopolski”, “Dziennik Łódzki”, “Gazeta Krakowska”, a także “Dziennik Zachodni”.

Podczas spotkania wyróżnienie prezes zarządu Polskapresse, Doroty Stanek, w podziękowaniu za zaangażowanie w mijającym roku, otrzymał Łukasz Gardas, dziennikarz DZ, przygotowujący nasz tygodnik lokalny w Żywcu oraz serwis zywiec.naszemiasto.pl.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/beskidy/481720,lukasz-gardas-wyrozniony-przez- polskapresse,id,t.html

09-12-2011, 22:10

Żorzanin wyróżniony w konkursie National Geographic  »

zory24.pl
pc-s
09-12-2011

Marcin Tomalka znalazł się wśród laureatów tegorocznej, siódmej edycji ogólnopolskiego Wielkiego Konkursu Fotograficznego National Geographic. Jury wyróżniło go za cykl zdjęć “Albinosi”.

Marcin Tomalka

W konkursie uczestniczyło 9,5 tys. osób, które nadesłały łącznie 48,5 tys. fotografii. Zdjęcia oceniane były w czterech kategoriach: krajobraz, zwierzęta, ludzie i fotoreportaż. Wyróżnione w kategorii fotoreportażu zdjęcia z cyklu “Albinosi”, Marcin Tomalka wykonał na tanzańskiej wyspie Ukerewe na Jeziorze Wiktorii, gdzie żyje największy na świecie odsetek ludzi dotkniętych albinizmem. Niektóre plemienia uważają, że ciała albinosów mają magiczną moc i dla ich zdobycia są gotowi zabić. Na wyspie Ukerewe albinosi znajdują przed nimi schronienie.

Uroczystość ogłoszenia wyników i wręczenia nagród miała miejsce 5 grudnia w Hotelu Courtyard by Marriott w Warszawie. Galę poprowadziła Martyna Wojciechowska – redaktor naczelna pisma “National Geographic Polska” wraz z Tomaszem Tomaszewskim – konsultantem generalnym polskiej edycji magazynu, który przewodniczył jury. Oprócz nich, w komisji zasiedli: Piotr Andrews (fotoreporter wojenny), Czarek Sokołowski (fotoreporter, laureat Nagrody Pulitzera), Grzegorz Leśniewski (uczestnik projektu Wild Wonders of Europe), Filip Ćwik (fotoreporter “Newsweek Polska”). Wojciech Franus (kierownik działu graficznego National Geographic Polska) i Wiktor Sobolewski (juror z ramienia firmy Nikon – sponsora nagród).

Marcin Tomalka urodził się w 1981 roku, od 2003 roku pracował jako fotoreporter m.in. w Gazecie Wyborczej i Polska The Times Dziennik Zachodni. Współpracuje z polskimi i zagranicznymi agencjami fotograficznymi. Wykonuje fotografie reklamowe, portretowe, katalogowe (więcej jego zdjęć zobacz na stronie www.marcintomalka.com).

Całość: http://www.zory24.pl/artykul/zorzanin-wyrozniony-w-konkursie-national-geographic,4880.html

09-12-2011, 21:44

Redaktorzy “Pumeksu” mają najostrzejsze pióra  »

Gazeta Wyborcza Katowice
Magdalena Warchala
09-12-2011

Dziewczyny z redakcji “Pumeksu”, który wygrał Wojewódzki Przegląd Pism Uczniowskich “Szpalta”, aż piszczały z radości, gdy jury ogłaszało w piątek wyniki. Walka była zacięta, a nagrodzony drugim miejscem zespół “Lorem Ipsum” zdobył zaledwie o 0,3 punktu mniej na 80 możliwych.

Wojewódzki Przegląd Pism Uczniowskich "Szpalta" w Katowicach

Piąta edycja przeglądu organizowanego przez X LO w Katowicach przyciągnęła 19 szkolnych redakcji z regionu. Młodzi dziennikarze najpierw wzięli udział w zajęciach prowadzonych przez Łukasza Kałębasiaka z katowickiej “Gazety Wyborczej”. – Nie rezygnujcie ze szlifowania warsztatu. Umiejętność zgrabnego formułowania myśli przyda wam się nie tylko w dziennikarstwie – zachęcał Kałębasiak, który zasiadł też w jury.

Jurorzy nie dzielili jednak nagród sami. Swój warsztat dziennikarski oraz tematykę i szatę graficzną pism oceniali wzajemnie sami uczniowie. Ważne były też odpowiedzi na pytania dotyczące m.in. granic dopuszczalnej krytyki, prawa autorskiego czy funkcjonowania profesjonalnych redakcji.

Zwycięska gazeta Zespołu Szkół nr 6 w Jastrzębiu-Zdroju została doceniona za równowagę między poważną publicystyką (felieton o stanie wojennym w Jastrzębiu oczami współczesnego nastolatka) a lekkimi czytadłami (rozmowa z matematyczką trenującą taekwondo). Drugie miejsce zajęli twórcy lajfstajlowo-kulturalnego pisma III LO w Bielsku-Białej, a trzeci byli uczniowie III LO w Gliwicach zastanawiający się na łamach “Trolla” m.in. nad tym, czy słuszne jest zakazywanie palenia pełnoletnim uczniom.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35063,10792737,Redaktorzy__Pumeksu__maja_najostrzejsze_ piora.html#ixzz1g7jGLMPm

09-12-2011, 18:27

Wybiórcza historia polskiego tenisa?  »

SportoweFakty.pl
Krzysztof Straszak
09-12-2011

Niezadowolony z zorganizowanej w czwartek urodzinowej gali Polskiego Związku Tenisowego był Czesław Ludwiczek. Polski elektor w plebiscycie Złotej Piłki “France Football”, zasłużony dziennikarz nie rozumie, dlaczego w trakcie uroczystości po macoszemu został potraktowany region górnośląski.

Autor wydanej bez patronatu PZT książki Tenis na Śląsku, Ludwiczek ostatnio zaangażował się w ratunek kortom im. Jadwigi Jędrzejowskiej w Katowicach.

Według emerytowanego dziennikarza goście gali poznali szczerbatą i ułomną historię PZT. - Ani bowiem w zaprezentowanym tam filmie Janusza Zaorskiego, ani w przemówieniu prezesa Jacka Muzolfa nawet jednym obrazem lub słowem nie wspomniano o Katowicach i Śląsku w ogóle. Nic, absolutna czarna plama – mówi w swoim komentarzu.

- Gwiazdą filmu był m.in. Władysław Skonecki, ale pominięto całkowicie Andrzeja Licisa, który z tym właśnie Skoneckim po jego powrocie z pierwszej emigracji wygrał wszystkie finały w krajowych i międzynarodowych mistrzostwach Polski – kontynuuje śląski historyk tenisa. – Zupełnie nie zauważono, że Aleksandra Olsza była pierwszą w historii polskiego tenisa zawodniczką, która wygrała juniorski Wimbledon i to podwójnie, bo w singlu i deblu. Nikt nie zająknął się nawet, że w Katowicach na kortach Pogoni-Stali-Baildonu aż trzydzieści razy odbyły się międzynarodowe mistrzostwa Polski, w których startowali wszyscy najlepsi zawodnicy polscy i wiele gwiazd światowego tenisa ze zwycięzcami i finalistami turniejów wielkoszlemowych włącznie. Za to wśród nagrodzonych i wyróżnionych znalazła się Bydgoszcz, która raz zorganizowała Puchar Federacji i chyba dwa lub trzy drobne turnieje ITF.

- Jedyną osobą z Katowic wyróżnioną podczas tej gali była przeszło trzydziestokrotna mistrzyni Polski, a później długoletnia trenerka kadry juniorek i seniorek, a dziś pracownik naukowy katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego pani dr Barbara Olsza, której wyróżnienia tego serdecznie gratulujemy. Ale nawet w tym akcie uroczystości nie wspomniano, że laureatka jest reprezentantką tenisa śląskiego - ciągnie Ludwiczek.

Całość: http://www.sportowefakty.pl/tenis/256061/wybiorcza-historia-polskiego-tenisa