Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Aktualności

Sądy powszechne a dostęp do informacji publicznej

Opublikowano: 09-01-2013, 20:14| Autor: redakcja | Ostatnia modyfikacja: 11-01-2013, 11:23

Dzisiaj nie o wolności słowa, ani o wolności mediów, ale o wolności dostępu do informacji publicznej. Zupełnie á propos. W grudniu wykonałem żmudną robotę, jako wolontariusz – bloger, rozsyłając do sądów w województwie śląskim wnioski o udostępnienie informacji publicznej, o tym, czy w danym sądzie, w 2012 roku toczyły się sprawy z art. 212 ustawy Kodeks karny, o zniesławienie w mediach lokalnych lub w Internecie albo sprawy z powództwa cywilnego o ochronę dóbr osobistych. Jeśli tak, to prosiłem o podanie sygnatur spraw.

Było tego wysyłania sporo, ponieważ na liście adresowej widniały: 1 sąd apelacyjny, 4 sądy okręgowe i 29 sądów rejonowych. Wysyłanie wiadomości do sądów droga mejlową, w XXI wieku, w Polsce, która jawi się nam krajem nowoczesnym i skomputeryzowanym, w którym działa Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, nie powinno być niczym nadzwyczajnym, a tym bardziej powodem do chluby. Tymczasem jest pewnego rodzaju wyczynem, gdyż na prostym, wydawałoby się, zajęciu strawiłem kilka godzin. Przysłowiowy sęk tkwi w tym, że sądy wcale nie są zainteresowane w otrzymywaniu wiadomości elektronicznych od obywateli.

Pierwszy problem pojawia się już po wejściu na strony internetowe konkretnych sądów. Dane teleadresowe umieszczane są tam, gdzie projektantowi strony czy administratorowi wpadnie do głowy. Na stronie głównej, w miejscu widocznym na pierwszy rzut oka, albo przeciwnie, gdzieś zupełnie na samym dole, w kącie, w jakieś zakładce. Najczęściej w tych danych teleadresowych nie ma adresu poczty w elektronicznej, a jeżeli już jest, to nie wiadomo o jaką komórkę organizacyjną sądu chodzi (sekretariat prezesa, wydział administracyjny, biuro podawcze, czy jakiekolwiek inne), bo widać są w mniemaniu sądowych informatyków, informacje dla obywatela zupełnie nieistotne. O adresach internetowych do wydziałów można sobie jedynie pomarzyć, a i do prezesów lub ich zastępców, trzeba poczynienia usilnych “wykopalisk” w biuletynach informacji publicznej, choć i tu niekiedy, tego co szukamy nie ma.

Nierzadko się zdarza, że podane adresy są nieaktywne on-line, to znaczy trzeba ja przekopiowywać do pola adresowego wysyłanej poczty. Są oczywiście sądy, jak chociażby SR w Gliwicach, gdzie w danych teleadresowych, widocznych natychmiast po wejściu na stronę zauważany jest i adres pocztowy, i numery telefonów, i adres strony www, i adres poczty internetowej. Często natomiast sądy żądają wypełnienia tzw. formularzy kontaktowych. Nic dziwnego, bo urzędnicy, zwłaszcza o biurokratycznym zacięciu, a takich pewnie w sądach nie brakuje, uwielbiają formularze. Trzeba w nich podawać własne personalia oraz adres mejlowy. Szczęściem, nikt nie żąda numeru dowodu osobistego albo paszportu, NIP-u, REGON-u, PESEL-u, a przecież mógłby. W Polsce bez “wylegitymowania się” nie jest możliwe uzyskanie informacji od sądu, nawet w prostej sprawie.

Wysłanie mejli to jedna sprawa. O uzyskaniu potwierdzenia odebrania poczty przez adresata, lepiej nawet nie myśleć. Chlubnym wyjątkiem jest SA w Katowicach. Z Sądu Rejonowego w Zabrzu uzyskałem automatyczną informację zwrotną: Delivery to the following recipient failed permanently: informacja@zabrze.sr.gov.pl

Powrócimy jednak do kwestii najistotniejszej w niniejszym wywodzie. Do dostępu do informacji publicznej. W niewielu sądach na stronach internetowych lub w BIP-ach są wydzielone odpowiednie zakładki, a w nich informacje o trybie dostępie do IP. Bywa i tak jak w SR w Zabrzu, gdzie czytamy: Dostęp do pozostałych informacji publicznych Strona informacyjna na temat zasad uzyskiwania dostęp do pozostałych informacji publicznych (nie publikowanych w BIP). Strona obowiązkowa w każdym BIP. I nie ma nic!!! Często za to na tych stronach widnieją formularze obowiązkowych wniosków o udostępnienie IP, choć żaden przepis prawa nie wymaga takich formularzy. Na domiar ustawa o DIP nie wymaga od osoby żądającej udostępnienia IP podawania danych osobowych, ani nawet podpisywania się. Czego natomiast żąda Sąd Okręgowy w Częstochowie, ot, wzięty pod lupę zupełnie przypadkowo. Otóż dopomina się podania: imienia i nazwiska wnioskodawcy, nazwy firmy, adresu, miejscowości, i telefonu. Numeru buta, chwała Bogu, nie! Pod wnioskiem ma być, zgadliście Państwo! – podpis wnioskodawcy.

Spotkałem, także – nie pomnę w jakim sądzie, a nie mam ochoty tracić kilku godzin na ponownie przeglądanie – jakiś wniosek monstrum, opracowany jak głosiła informacja, w samym ministerstwie. A wydawałoby się, że sądy stoją na straży prawa i prawa przestrzegają. Skąd więc się biorą bezprawne formularze? Co na to wszystko minister sprawiedliwości oraz minister administracji i cyfryzacji? Czy w Polsce wszystko, czego dotkną się biurokracji – przepraszam, powinienem powiedzieć kreatywni urzędnicy – musi się wyradzać?…

Tyle moich rozmyślań na temat kontaktowania się obywatela z polskimi sądami.

Niewiele, prawda?…