Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Opinie i polemiki

“Rżnięcie głupa”

Opublikowano: 26-04-2010, 13:08| Autor: redakcja | Ostatnia modyfikacja: 04-01-2011, 09:02

Gdy ofiara wypadku traci krew, a nie ma możliwości przeprowadzenia szybkiej transfuzji, delikwenta należy ułożyć tak, by jego kończyny znajdowały się powyżej tułowia. Chodzi o to, by deficytowa w tych okolicznościach krew docierała przede wszystkim do najważniejszych organów. Bez ręki lub nogi można bowiem od biedy przeżyć; bez mózgu lub wątroby już nie.

Na pierwszy rzut oka, panowie z Woronicza podejmując więc decyzję o uwolnieniu od lokalnych programów informacyjnych atrakcyjnego komercyjnie, wczesnowieczornego pasma antenowego, przyjęli taką właśnie, wydawać by się mogło całkiem racjonalną, metodę ratowania konającej telewizji publicznej.

Ale jak to zwykle bywa z każdą efektowną metaforą, ta także tworzy wizję tylko na pozór logiczną. Bo telewizja nie jest organizmem zbudowanym z nieodzownych organów centralnych i mniej ważnych kończyn, które w ekstremalnych warunkach można poświęcić.

Co bowiem jest istotą telewizji publicznej?

Co ją odróżnia od telewizji prywatnych?

Ano to, że nie jest ona narzędziem do zarabiania pieniędzy, ale instytucją, która na różne sposoby ma służyć społeczeństwu obywatelskiemu.

Służyć!

Nie wabić Kowalskich przed ekran telewizora, by zarabiać na wciskaniu im reklamowej papki, lecz zaspokajać ich ważne potrzeby. Oczywiście – ma przynosić rozrywkę. Ale także informować, edukować i zapewniać możliwość zbiorowego komunikowaniu się społeczeństwa. Taki jest jej cel i powołanie.

Jeśli tak spojrzymy na całą sprawę, dojdziemy do wniosków zgoła nieoczekiwanych.

Zadajmy sobie bowiem takie oto pytanie: “Czy aby na pewno o przetrwaniu telewizji publicznej zadecyduje kondycja tak zwanej “Warszawy?”

A może jednak wcale nie?

Ja mogę sobie wyobrazić telewizję publiczną jako konfederację, działających wedle wspólnego statutu ośrodków regionalnych, dla których ?centrala? będzie tylko organem koordynującym i służebnym.

Szokujący pomysł? Na pewno.

Ale czy rzeczywiście mniej racjonalny od założeń projektu ustawy medialnej, przygotowanej przez środowiska twórcze, według którego telewizja miałaby być tworem zarządzanym przez gremia o przeraźliwie skomplikowanej strukturze?

Dlaczegóż nie można sobie wyobrazić tego, że to dobrze wyposażone technicznie, organizacyjnie i prawnie ośrodki regionalne będą tworzyć telewizją publiczną? Może to jednak nie one są zbędnymi odnóżami telewizyjnego organizmu?

Może dla jego ratowania, roztropniej byłoby pozbyć się raczej zdegenerowanego mózgu razem z rakowatymi naroślami?

Przypomnijmy sobie niebywały sukces katowickiego “Programu regionalnego”. Czy to nie jest aby dowód na to, że można i w tę stronę?

Na razie wszyscy, którzy mają coś w tej sprawie do powiedzenia kręcą się jednak w kółko w mętnej wodzie. Niektórzy nawet w bardzo mętnej.

Stosunek “Warszawy” do “regionów” jest brutalnie arogancki. Oto Katowice o zmianie godziny nadawania “Aktualności” dowiedziały się dosłownie w ostatniej chwili. To, że Zarząd TVP tak traktuje swoich ludzi, w zasadzie może mnie nie obchodzić. Ich sprawa. Ale przy okazji ów Zarząd obraża przecież telewidzów, traktując ich jak ciemną, bezkształtną masę, którą można ugniatać wedle dowolnego widzimisię.

Stanisław Wojtera, rzecznik Telewizji Polskiej S.A., cytuję za “Gazetą Wyborczą”, mówi: “Chodzi o optymalizację ramówki programu drugiego”.

Ładnie powiedziane. Zwłaszcza, że przynajmniej póki co, nic nie znaczy.

Proszę sprawdzić, co teraz lata na “dwójce” w miejsce “Aktualności”…

“Nie mieliśmy sygnałów, że ta decyzja budzi jakieś wątpliwości” – dodaje pan Wojtera.

Dobre! Bardzo dobre!

Mamy tu przykład bezczelnego kłamstwa, klasycznego rżnięcia głupa, a w najlepszym przypadku skrajnej niekompetencji.

Człowieku! Czyś pan wczoraj spadł z Księżyca?

Przecież pomysł usunięcia lokalnych programów informacyjnych z drugiego programu wcale nie jest oryginalną koncepcją obecnych władz Telewizji! A co się działo, gdy taki zamysł pojawił się za czasów dyrektorowania w “dwójce” Niny Terentiew?

Ja pamiętam. A pan, panie rzeczniku nie?

“Złożę zawiadomienie do prokuratury z prośbą o to, by zbadali, czy ta decyzja nie jest działaniem na szkodę spółki” – mówi z kolei Jadwiga Chmielowska, przewodnicząca rady programowej TVP Katowice.

Rozumiem poirytowanie pani przewodniczącej i doceniam jej intencje. Ale to tylko zachowanie rytualne i pusty gest. Nie da się udowodnić, że zdjęcie “Aktualności” z 17.30 jest działaniem na szkodę spółki. O czym pani Chmielowska niewątpliwie wie równie dobrze jak ja. Jeśli już, to mamy tu do czynienia z działaniem na szkodę telewidza, czyli podatników i obywateli na przykład. Kto, jak kto ale szefowa rady programowej, czyli w pewnym sensie osoba reprezentująca moje, telewidza interesy wobec kierownictwa TVP, powinna jasno zdawać sobie z tego sprawę.

I co dalej?

Dziennikarskie środowisko Dolnego Śląska potrafiło wznieść się ponad animozje oraz partykularne interesy i wspólnie wystąpiło w obronie swojej, wrocławskiej telewizji.

A my?

Czy w końcu siądziemy przy jednym stole i pogadamy do rzeczy i na temat?

Czy też będziemy spokojnie czekać, aż nasza czteromilionowa aglomeracja zostanie sprowadzona do poziomu zabitej deskami, głuchej i ślepej prowincji?

Zbigniew Konarski