Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Aktualności

Żakowski ws. Gmyza: Alarm dla mediów. Gdzie był zespół?

Opublikowano: 06-11-2012, 09:39| Autor: redakcja | Ostatnia modyfikacja: 07-11-2012, 08:23

“Skandaliczny tekst “Trotyl na wraku tupolewa” to nie tylko błąd Cezarego Gmyza i Tomasza Wróblewskiego. Był to błąd systemu, niewydolnych redakcyjnych procedur” – pisze w “Polityce” Jacek Żakowski.

Jacek Żakowski

Cezary Gmyz za swój tekst został zwolniony. Rada nadzorcza Presspubliki rekomendowała zarządowi spółki rozwiązanie umów z redaktorem naczelnym Tomaszem Wróblewskim, jego zastępcą Bartoszem Marczukiem i szefem działu krajowego Mariuszem Staniszewskim. “Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, bo nie wiem, jaki był wkład Gmyza w ostateczny kształt tekstu, ani jak wyglądały rozmowy w redakcji. Ale z całego mojego redakcyjnego doświadczenia wynika, że taka publikacja nigdy nie jest dziełem jednego autora. (…) Nie był to tylko błąd Cezarego Gmyza, ani nawet Gmyza i Tomasza Wróblewskiego. Był to błąd systemu, niewydolnych redakcyjnych procedur” – pisze w “Polityce” Jacek Żakowski.

I podaje dwie przyczyny tej porażki. “Pierwsza – ogólna – wynika z sytuacji ekonomicznej mediów. Ubożenie sprawia, że z jednej strony coraz mniej osób pracuje w redakcjach (…), a z drugiej rośnie presja na newsa, czy – jak mówimy z angielska – scoopa, czyli coś naprawdę mocnego. To sprawia, że wszystkie media są coraz bardziej narażone na takie katastrofalne błędy” – podkreśla dziennikarz “Polityki”.

“Druga – kulturowa – wynika ze specyfiki środowiska, które – mimo zmiany właściciela – od lat dominuje na politycznych stronach “Rzeczpospolitej” i ma silną pozycję nie tylko w tzw. prawicowych mediach. Pod prawicowym, konserwatywnym, patriotycznym szyldem uformowała się bowiem grupa publicystów od dwóch dekad obsesyjnie starających się wmówić odbiorcom, że żyjemy w państwie opanowanym przez jakiś potworny spisek – Magdalenki, układ, sekty, czerwone pajęczyny. Istnienie spisku jest dla tej grupy bezsporne. Wciąż jednak nie ma Graala, który by stanowił ostateczny dowód. Gmyz (podobnie jak wcześniej Bronisław Wildstein i kilka innych osób) dostarczył tego wymarzonego Graala. Nic więc dziwnego, że jego artykuł przyjęto z entuzjazmem i nadano mu najwyższą rangę. Żadna redakcja – wolna od takiej dramatycznej tęsknoty za Graalem Wielkiego Spisku – tekstu Gmyza by nie opublikowała w takiej formie i bez precyzyjnego sprawdzenia.