Prokurator generalny Andrzej Seremet polecił sprawdzić, czy badając sprawę przecieków do mediów ze śledztwa smoleńskiego prokuratura wojskowa nie złamała prawa, sięgając po treść SMS-ów dziennikarzy.
Chodzi o postanowienie Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Poznaniu w sprawie pozyskania od teleoperatora ”wykazu i treści wiadomości tekstowych przychodzących i wychodzących” z telefonów dziennikarzy Cezarego Gmyza (”Rzeczpospolita”) i Macieja Dudy (TVN 24).
O ile bowiem prawo telekomunikacyjne pozwala organom ścigania na swobodne sięganie po dane z billingów, BTS (lokalizacja telefonu komórkowego pozwalająca stwierdzić, gdzie w danym momencie właściciel telefonu przebywa) i o abonentach, to treść korespondencji (SMS-owej czy mailowej) można dostać tylko za zgodą sądu.
- Prokurator generalny polecił Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie zbadanie materiałów w tej sprawie. Dalsze kroki uzależnia od wyników tego badania, które powinien dostać w ciągu tygodnia – powiedział w poniedziałek ”Gazecie” rzecznik prokuratora generalnego Mateusz Martyniuk.
W tej sprawie istnieją dwa postanowienia o sięgnięciu po SMS-y dziennikarzy: jedno z 15 grudnia 2010 r., w którym mowa tylko o ”wykazie” wiadomości tekstowych (co jest legalne) i drugie z 10 stycznia 2011 r., gdzie mowa o ”wykazie i treści”.
