Nominacja nowego dyrektora ośrodka regionalnego Telewizji Katowice pozostawia wiele do życzenia. Nie jest dziennikarzem, nie zna się na dziennikarstwie, a tym bardziej na kierowaniu ośrodkiem telewizyjnym. Czy wystarczy, aby przynależeć do odpowiedniej partii, aby nagle zostać dyrektorem tak odpowiedzialnego stanowiska. Umiejętności i doświadczenie w ogóle się nie liczą.
W takich decyzjach tym bardziej widać, co dzieje się z naszym abonamentem i jak nieodpowiedzialne kroki mają obecność w mediach publicznych.
Być może szansą do zmiany jest projekt “Ustawy o zadaniach publicznych w dziedzinie usług medialnych”, według której pieniądze mają być przeznaczane na określone zadania (programy) w mediach publicznych, a nie na same media publiczne z racji ich nazwy. Jak mówi Tadeusz Kowalski w rozmowie w Wirtualnych Mediach – szef zespołu nowego projektu – “Nie chcemy przyznawać pieniędzy podmiotowi (spółce), tylko programowi. Większość instytucji kultury funkcjonuje w taki sposób. Żyją z tego, co robią, a nie z tego, że wyłącznie istnieją. Idąc dalej – celem mediów publicznych nie jest dawanie zatrudnienia swoim pracownikom, tylko świadczenie określonych usług, i te usługi to jest właśnie wytwarzany przez nie produkt (w tym wypadku program)”.
Sam Tomasz Dalecki w rozmowie z GW potwierdza, że nie ma doświadczenia w pracy w telewizji, ale skoro zaproponowano mu takie stanowisko, to się zgodził. Nie ma to jak siła argumentów i poparcia, rzekłabym.
Co więcej, Dalecki nie związany jest w ogóle ze środowiskiem Śląska – tak szczególnym rejonem Polski. Każdy region to osobna specyfika, to inna mentalność, tym bardziej chyba tak silnej grupy społecznej jak Ślązacy.
Dalecki mówi, że nie planuje zmian kadrowych, a jedynie skupi się na poszukiwaniach oszczędności – ale nie kosztem programów. A jak nie kadra, jak nie programy to ciekawe co? Jedno jest pewne – to, co się dzieje w mediach publicznych nie jest właściwe. Za dużo polityki za mało misji. A na to tak naprawdę idzie nasz abonament, środki publiczne.
A misja sama – cóż, dużo by mówić, a mało robić…
