Tomasza Wróblewskiego i Wiesława Godzica naciski na “Fakt” nie dziwią. “Gdyby dotyczyło to przyzwoitego dziennika, wtedy zachowanie Pawła Grasia uważałbym za niedopuszczalne” – komentuje podsłuchaną rozmowę rzecznika rządu z biznesmenem Grzegorz Lindenberg.
”Tygodnik do Rzeczy” (Orle Pióro) opublikował zapis podsłuchanej dwa lata temu rozmowy między Pawłem Grasiem, rzecznikiem prasowym rządu Donalda Tuska, a najbogatszym Polakiem Janem Kulczykiem. Nieżyjący już dziś biznesmen zaoferował politykowi PO interwencję u Friede Springer. Spotkanie to tygodnik wiąże z późniejszą zmianą naczelnego “Faktu” (Ringier Axel Springer Polska).
Tomasz Wróblewski, redaktor naczelny tygodnika “Wprost”, przez wiele lat związany z wydawnictwem Axel Springer, nie jest zaskoczony informacjami o naciskach politycznych na redakcję dziennika “Fakt”. – Bardziej zaskakująca jest sama rozmowa Grasia z Kulczykiem, która jest odrażająca, a jej bezpośredniość szokuje. Oczywiście nie wiedziałem o istnieniu tego nagrania, ale rozmowy środowiskowe i to, jak szybko linię polityczną swego czasu zmienił “Dziennik” (w przeszłości jego wydawcą też był Ringier Axel Springer Polska – przyp. red.), powodują, że mnie to wszystko nie dziwi – mówi Wróblewski. – Nie mam jednak wiedzy, więc nie chciałbym spekulować, czy spotkanie Jana Kulczyka albo kontakty polskich polityków mogły mieć wpływ na odwołanie Grzegorza Jankowskiego.
- Zwrócenie się do kogoś, kto zna wydawcę, nie jest typowym naciskiem politycznym na media, takim jak np. telefon polityka do redakcji – zauważa prof. Wiesław Godzic, medioznawca z Uniwersytetu SWPS. – Nie jest to do końca uczciwe, ale żyjemy w kapitalizmie, gdzie takie działania są dozwolone. Nie ma się tu czemu dziwić, może jedynie mało wyrafinowanej formie podsłuchanej rozmowy – komentuje Godzic.
Grzegorz Lindenberg, pierwszy redaktor naczelny “Super Expressu” (obecnie prowadzi serwis Webnalist.com), bardziej oburzałby się, gdyby takie naciski były wobec opiniotwórczych mediów. – “Fakt” jest produktem rozrywkowym, traktowanie go jako coś, co ma cokolwiek wspólnego z dziennikarstwem, jest błędem. Paweł Graś i rząd mieli pełne prawo wywierania dowolnego nacisku i wpływu na tę gazetę. Jak się ma nieznośnych sąsiadów, którzy wynajęli mieszkanie nad tobą, po prostu idzie się do właściciela budynku na skargę i prosi, aby go wywalił. Inna sytuacja byłaby, gdyby dotyczyło to przyzwoitego dziennika. Wtedy uważałbym zachowanie Grasia za niedopuszczalne – mówi Lindenberg.

