Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 6
40-009 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 93 40

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

16-05-2012, 07:39

Towarzystwo Dziennikarskie apeluje o eliminowanie agresji z debaty publicznej  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pap/pr/zr
16-05-2012

W związku z piątkowym incydentem przed Sejmem z udziałem Stefana Niesiołowskiego (PO) i dziennikarki Ewy Stankiewicz Towarzystwo Dziennikarskie apeluje o bezwzględne eliminowanie z debaty publicznej przejawów agresji i przemocy.

“Zajście z udziałem Ewy Stankiewicz i Stefana Niesiołowskiego było częścią trwającego od lat procesu dziczenia polskiej sfery publicznej” – oceniło w przekazanym wczoraj oświadczeniu Towarzystwo Dziennikarskie, założone m.in. przez Seweryna Blumsztajna, Jana Ordyńskiego, Teresę Torańską i Jacka Żakowskiego.

Towarzystwo Dziennikarskie

Według autorów pisma zarówno Stankiewicz jak Niesiołowski mieli w ostatnich latach istotny udział w napędzaniu tego procesu.

Z tego też powodu stowarzyszenie – jak tłumaczy – nie staje po żadnej ze stron zajścia.

Podkreśla jednak, że zarówno polityczne środowisko Stankiewicz, jak partyjni koledzy Niesiołowskiego “powinni się poważnie zastanowić nad możliwymi skutkami dalszego eskalowania różnych form przemocy symbolicznej i agresji werbalnej w sferze publicznej”.

W ocenie Towarzystwa zajście przed gmachem Sejmu pokazało, jak łatwo od pozornie niegroźnej przemocy symbolicznej i agresji werbalnej można w sferze publicznej przejść do agresji i przemocy fizycznej. Przestrzega, że jeśli główne siły polityczne nie poskromią narastającej w ich szeregach agresji i nie narzucą sobie obowiązku respektowania wyższych standardów debaty i sporu, w sytuacji pogłębiającego się kryzysu społecznego taka eskalacja może nastąpić prędzej, niż się obecnie wydaje.

“Apelujemy zarówno do polityków i działaczy związkowych, jak do kolegów dziennikarzy bliskich różnym obozom politycznym o zachowanie umiaru w debacie i bezwzględne eliminowanie z niej przejawów agresji oraz przemocy w jakiejkolwiek formie” – konkluduje stowarzyszenie.

W piątek podczas prowadzonej przez związkowców blokady dokumentalistka Ewa Stankiewicz (autorka m.in. filmu “Solidarni 2010″) filmowała posła PO Stefana Niesiołowskiego, mimo że mówił, by tego nie robiła. “Won stąd” – rzucił Niesiołowski do Stankiewicz i odepchnął kamerę.

Niesiołowski w poniedziałek w Radiu ZET tak relacjonował przebieg wydarzeń: “odsunąłem kamerę od twarzy – mało mi zębów nie wybiła, była niezwykle natrętna, agresywna, napastliwa. (…) Nie dotknąłem pani Stankiewicz. 20 minut nękała mnie tą kamerą, w końcu odsunąłem tę kamerę ręką. Nie bardzo wiem, na czym polega przestępstwo”.

Niesiołowski pytany, czy zrzeknie się immunitetu, odparł: “oczywiście, natychmiast”. Przyznał zarazem, że jego słowa “won stąd” skierowane pod adresem dziennikarki nie były eleganckie. “To nie było eleganckie, ale czy ja mam przytaczać to, jakimi słowami mnie obrzucili związkowcy?” – pytał Niesiołowski.

Stankiewicz zaprzecza wersji zdarzeń przedstawionej przez Niesiołowskiego. W oświadczeniu napisała, że “nie miało miejsca wcześniejsze chodzenie za Stefanem Niesiołowskim przez 20 minut” . “Już po kilku sekundach od nawiązania z nim pierwszego kontaktu jest wobec mnie agresywny, a po niecałych 40 sekundach atakuje mnie fizycznie, co w całości, bez cięć montażowych, zostało opublikowane w internecie. Przed podejściem do Stefana Niesiołowskiego filmowałam w ogólnym planie z odległości kilkudziesięciu metrów posłów zgromadzonych na dziedzińcu sejmowym, w tym Stefana Niesiołowskiego, przez ok. 40 sekund” - napisała Stankiewicz.

Niesiołowskiego skrytykował premier Donald Tusk. “To jest zachowanie nie do zaakceptowania. Byłem tego dnia w Sejmie i mogę zrozumieć stan najwyższego zdenerwowania. Ale w tym widzę naszą przewagę nad naszymi oponentami i zawsze na to liczę wobec ludzi Platformy, że nawet jeśli mają tysiąc powodów, żeby reagować nerwowo, umieją się powstrzymać, szczególnie wtedy gdy rozmówcą jest dziennikarz lub dziennikarka” – powiedział premier.

“Jestem od dwóch dni w Kanadzie i nie znam tego serialu pod tytułem Niesiołowski, ale to, co widziałem, wystarczy mi, żeby po powrocie zwrócić się do niego, żeby bez żadnych dwuznaczności, kategorycznie przeprosił się (z Ewą Stankiewicz) i zapewnił, że nigdy więcej zachowywać się tak nie będzie” - dodał Tusk.

Towarzystwo Dziennikarskie, nowe stowarzyszenie dziennikarzy, działa od marca tego roku. Wśród jego członków założycieli są m.in. Seweryn Blumsztajn, Wojciech Maziarski, Jan Ordyński, Teresa Torańska, Dorota Warakomska i Jacek Żakowski. Według statutu organizacji każdy kto chce się ubiegać o członkostwo w niej, musi zyskać poparcie co najmniej połowy dotychczasowych członków.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/towarzystwo-dziennikarskie-apeluje-o-eliminowanie-agresji-z-debaty-publicznej-wideo

16-05-2012, 07:26

Co dalej z nowelą Prawa prasowego? W przyszłym tygodniu drugie czytanie w Senacie  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pap/pr/zr
16-05-2012

23 maja w Senacie odbędzie się drugie czytanie projektu noweli Prawa prasowego. Przewiduje on odejście od odpowiedzi prasowych i pozostawienie sprostowań jako jedynej formy reakcji na publikacje prasowe. Wcześniej senatorowie chcieli zostawienia tylko odpowiedzi.

Przygotowany przez senacką komisję ustawodawczą projekt noweli Prawa prasowego wzbudził w ostatnim czasie spore kontrowersje. Przeciwko proponowanym zmianom zaprotestowało m.in. kilkudziesięciu redaktorów naczelnych polskich pism. Pod hasłem “Senat zabija prasę” w ubiegły poniedziałek w największych pismach ukazał się ich apel do senatorów o wycofanie się z projektu.

Przed tygodniem na posiedzeniu trzech senackich komisji odbyło się pierwsze czytanie projektu. Senatorowie zdecydowali wówczas, że jedyną formą reakcji na publikacje powinna być nie odpowiedź, a sprostowanie. W myśl definicji zaproponowanej przez Witolda Gintowta-Dziewałtowskiego (PO) sprostowanie ma być “rzeczowym i odnoszącym się do faktów oświadczeniem, zawierającym zaprzeczenie lub korektę informacji nieścisłej lub nieprawdziwej zawartej w prasie”. Nie odnosiłoby się do ocen. Jego treść – tak jak dziś – nie mogłoby przekraczać dwukrotnej długości fragmentu materiału prasowego, którego dotyczy. Zainteresowana osoba miałaby miesiąc na jego wysłanie redaktorowi naczelnemu.

We wtorek w Senacie odbyło się spotkanie poświęcone projektowi noweli. Do zmienionego projektu noweli odniosła się Izba Wydawców Prasy (IWP). Postuluje ona m.in. zmianę proponowanej definicji sprostowania. Według Izby powinno to być “rzeczowe i donoszące się do faktów sprostowanie wiadomości nieprawdziwej lub nieścisłej”. Zdaniem izby zapis proponowany przez komisje powoduje chaos interpretacyjny – czym jest “zaprzeczenie informacji nieprawdziwej”, a czym “korekta informacji nieścisłej”.

Jak powiedział dyrektor generalny IWP Maciej Hoffman, Izba opowiada się też za nieprecyzowaniem miejsca publikacji sprostowania. Senatorowie zaproponowali, by było ono drukowane “w tym samym dziale taką samą czcionką, pod równie widocznym tytułem, co materiał prasowy, którego dotyczy”. Zdaniem Izby lepszy byłby zapis mówiący o tym samym dziale “lub dziale poświęconym do kontaktów z czytelnikami, czcionką standardową dla danego tytułu, umieszczone pod widocznym tytułem +Sprostowanie+”.

“Gazety jednak mają swoje miejsca, które są wyznaczone do kontaktu z czytelnikiem. I tam to sprostowanie, nie pod takim wielkim tytułem, jaki dotyczy danego artykułu, powinno mieć miejsce” – ocenił.

Sędzia Sądu Najwyższego prof. Jacek Sobczak poparł większość uwag zgłoszonych przez IWP. Zwrócił jednak uwagę, że projekt komisji pozostawia wciąż funkcjonujące w Prawie prasowym odniesienia do PRL, w tym do ówczesnej konstytucji. Obowiązująca do dziś ustawa pochodzi z 1984 roku.

Przewodniczący komisji, w których odbyło się pierwsze czytanie projektu, zapraszali na wtorkowe spotkanie wszystkich zainteresowanych. Nie cieszyło się ono specjalnym zainteresowaniem senatorów – obecny był jedynie przewodniczący komisji ustawodawczej Piotr Zientarski (PO). Nie było żadnego z redaktorów, którzy podpisali się pod ubiegłotygodniowym apelem.

Zdaniem Hoffmana wtorkowe konsultacje nie cieszyły się dużym zainteresowaniem, bo komisje wycofały się z pomysły pozostawienia w Prawie prasowym szeroko zdefiniowanej odpowiedzi prasowej.

“W tej chwili to jest dyskusja na temat szczegółów redakcyjnych. Politycznie sprawa została już załatwiona, a szczegóły leżą po stronie prawników i wydawców” – powiedział.

Zientarski podkreślił, że protest redaktorów naczelnych nie miał żadnego wpływu na treść proponowanej noweli. “Okazuje się, że zainteresowanie po proteście kompletnie mija, a jesteśmy właściwie w połowie pracy nad naszą inicjatywą. Ja pozostawiam to bez komentarzy” – powiedział.

W grudniu 2010 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że obecne przepisy nie precyzują, czym jest sprostowanie, a czym odpowiedź, wobec czego decyzję w tej sprawie musi podejmować sam redaktor naczelny, co stawia go w sytuacji, która “nie jest dla niego przewidywalna”. TK uznał, że jest to niekonstytucyjne; termin utraty mocy tych przepisów odroczył do 14 czerwca 2012 r.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/co-dalej-z-nowela-prawa-prasowego-w-przyszlym-tygodniu-drugie-czytanie-w-senacie

15-05-2012, 16:28

Towarzystwo Dziennikarskie apeluje o zachowanie umiaru w debacie  »

Press
Seweryn Blumsztajn
15-05-2012

“Zajście z udziałem Ewy Stankiewicz i Stefana Niesiołowskiego było częścią trwającego od lat procesu dziczenia polskiej sfery publicznej. Zarówno Ewa Stankiewicz jak Stefan Niesiołowski mieli w ostatnich latach istotny udział w napędzaniu tego procesu” – pisze w swoim oświadczeniu Towarzystwo Dziennikarskie.

Oto pełna treść oświadczenia:

Seweryn Blumsztajn

Opinia publiczna została poruszona zajściem między Ewą Stankiewicz a Stefanem Niesiołowskim, które miało miejsce przed budynkiem Sejmu. Gdyby był to incydent, byłby on tylko oburzający. W naszej ocenie traktowanie tego zajścia jako incydentu jest jednak fałszowaniem rzeczywistości i pomniejszaniem groźnego dla Polski zjawiska. 

Zajście z udziałem Ewy Stankiewicz i Stefana Niesiołowskiego było częścią trwającego od lat procesu dziczenia polskiej sfery publicznej. Zarówno Ewa Stankiewicz jak Stefan Niesiołowski mieli w ostatnich latach istotny udział w napędzaniu tego procesu. Z tego powodu nie stajemy po żadnej ze stron zajścia.  Uważamy jednak, że zarówno polityczne środowisko Ewy Stankiewicz, jak partyjni koledzy Stefana Niesiołowskiego powinni się poważnie zastanowić nad możliwymi skutkami dalszego eskalowania różnych form przemocy symbolicznej i agresji werbalnej w sferze publicznej.

W naszej ocenie zajście przed gmachem sejmu pokazało, jak łatwo od pozornie niegroźnej przemocy symbolicznej i agresji werbalnej można w sferze publicznej przejść do agresji i przemocy fizycznej. Jeżeli główne siły polityczne nie poskromią narastającej w ich szeregach agresji, jeżeli nie narzucą sobie obowiązku respektowania wyższych standardów debaty i sporu, w sytuacji pogłębiającego się kryzysu społecznego taka eskalacja może nastąpić prędzej, niż się obecnie wydaje.

Apelujemy zarówno do polityków i działaczy związkowych, jak do kolegów dziennikarzy bliskich różnych obozom politycznym o zachowanie umiaru w debacie i bezwzględne eliminowanie z niej przejawów agresji oraz przemocy w jakiejkolwiek formie.
 
Seweryn Blumsztajn, prezes Towarzystwa Dziennikarskiego w Warszawie

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/28953,Towarzystwo-Dziennikarskie-apeluje-o- zachowanie-umiaru-w-debac

14-05-2012, 21:28

Boskie media  »

Gazeta Wyborcza
Wojciech Mazowiecki
14-05-2012

Pojawiło się wśród braci dziennikarskiej święte oburzenie na posła Stefana Niesiołowskiego, bo nie pozwolił się sfilmować na ulicy w czasie piątkowej blokady Sejmu. W internecie wywiązała się gorąca dyskusja, w której wielu dziennikarzy, zwłaszcza z telewizji informacyjnych, odsądza tego polityka od czci i nie szczędzi mu epitetów.

Wojciech Mazowiecki

Przedstawiciele naszego fachu chyba się pogubili i zapomnieli, czym nie powinno być dziennikarstwo. Przy informowaniu nie powinno być dolewaniem oliwy do ognia, przy komentowaniu nie powinno być ferowaniem łatwych ocen. Zwłaszcza wobec innych, za to z pominięciem naszej roli.

Dziennikarzom nie wystarcza już rzeczywistość, chociaż wcale jej nie wyjaśniają ani nie pokazują istoty zdarzeń. Przestała im odpowiadać pokorna rola obserwatorów, coraz częściej ich praca polega na kreowaniu zdarzeń. Incydent z Niesiołowskim polegał właśnie na tym, by wywołać ”zdarzenie medialne”, które podgrzałoby informację o związkowej blokadzie Sejmu.

Do posła podeszła z włączoną kamerą dziennikarka, znana stąd, iż nakręciła kiedyś tendencyjny film gloryfikujący ”obrońców” krzyża pod Pałacem Prezydenckim. Niesiołowski rozpoznał ją i powiedział: ”Nie chcę z panią rozmawiać”. Dziennikarka nie ustępowała, wtedy poseł pogroził, że rozbije kamerę, jeśli jej nie odwróci. Ta jednak nie zawahała się używać kamery i przygwoździć go: ”Przed chwilą nie mógł pan wyjść z Sejmu, czy pan wie dlaczego?”. Niesiołowski odepchnął wtedy kamerę, ale nie dziennikarkę. I użył ”obelżywych” słów typu ”niech pani idzie do PiS-u, do tych pisowskich lizusów swoich” oraz ”won stąd”.

Dziennikarka postraszyła go jeszcze policją. Po co? Przecież nakręciła ”fantastyczny materiał”, który zaraz zrobił furorę w internecie i wywołał oburzenie. Ale tylko wobec posła.

Telewizyjne relacje zdarzeń, w Sejmie i poza nim, sprowadzały się do awantur i szczucia na polityków, głównie tych, którzy odważyli się głosować za reformą emerytur. To, że związkowcy naruszyli prawo, blokując możliwość wyjścia z Sejmu, jakoś umknęło uwadze i krytyce mediów. Pojawiły się natomiast komentarze, także w ”Gazecie”, że to związkowcy, a nie politycy, zachowywali się bardziej odpowiedzialnie.

Cóż, jeśli chodzi o słowa, to polityków nie da się obronić. Obserwowaliśmy kolejny przejaw upadku obyczajów sejmowych, prawa jednak nie naruszono. Odwrotnie było ze związkową blokadą. Jeszcze gorzej, że nie było na to żadnej reakcji stróżów prawa, co jest niebezpiecznym, rozzuchwalającym precedensem. Ale gdyby taka reakcja była, to ciekawe, na kogo skierowałyby swoje oburzenie media.

To niebezpieczne, że dziennikarze w ogóle nie zauważają, że politycy i związkowcy bezwzględnie ich wykorzystują, dostarczając im tylko takich słów i takich zdarzeń, które mają szanse się przebić w mediach. Może więc komentując, nie zaczynajmy od pukania się w cudze głowy, na przykład Niesiołowskiego. Zacznijmy od własnych.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75968,11713741,Boskie_media.html#ixzz1uuu5anES

14-05-2012, 16:18

Krzysztof Czabański szefem Kongresu Mediów Niezależnych  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pap/pr/zr
14-05-2012

Kongres Mediów Niezależnych zainaugurował w sobotę działalność. W jego komitecie organizacyjnym są m.in. “Gazeta Polska”, Solidarni 2010 i portale wpolityce.pl i niezalezna.pl. Błogosławieństwa uczestnikom Kongresu udzielił przewodniczący KEP abp. Józef Michalik.

Kongres został zorganizowany “w trosce o wolność słowa w Polsce, pluralizm i rzetelność mediów”. Udział w nim mogli wziąć przedstawiciele wszystkich polskich inicjatyw medialnych z kraju i z zagranicy, “spełniających kryteria rzetelnego dziennikarstwa i etyki zawodowej mediów, niezależnie od ich statusu prawnego”.

Krzysztof Czabański

Przewodniczącym komitetu organizacyjnego Kongresu jest b. prezes Polskiego Radia Krzysztof Czabański, który w 2011 r. bez powodzenia kandydował z listy PiS do Sejmu.

Jak powiedział, Kongres ma na celu m.in. zjednoczenie rozproszonych dziś “drobnych i średnich” przedsięwzięć medialnych, by na scenie publicznej wspólnie zabierały głos w istotnych dla nich sprawach. Jak wyjaśnił, chodzi m.in. o zabieganie o równe warunki dla wszystkich podmiotów działających na rynku medialnym.

Jednym z warunków wzięcia udziału w Kongresie było: “być niezależnym (spełniać kryteria rzetelnego dziennikarstwa, nie uprawiać propagandy)”.

“To jest dla nas ten wyróżnik. My chcemy grupować media, które szukają jakiejś prawdy o rzeczywistości, nawet jeżeli sie mylą i błądzą. Nie mówimy, że inni tego nie robią, tylko oligopole mają swoje interesy. Te wielkie grupy medialne, które zdominowały polski rynek mają swoje interesy i nie chcą nikogo wpuścić na ten rynek. A my chcemy się na ten rynek wepchać. To jest nasz interes i to nas na pewno różni” – podkreślił Czabański.

Błogosławieństwa uczestnikom Kongresu udzielił przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp. Józef Michalik. W adresowanym do nich nagraniu powiedział, że “znakiem żywotności naszego społeczeństwa, naszych ludzi kultury, jest to, że patrzą krytycznie na rzeczywistość, w której się poruszamy”.

“Chciałbym pogratulować, że są ludzie odważni i ryzykujący niejednokrotnie własną karierą, czasem, czy możliwościami, a jednak stawiają hierarchię wartości, na czele której stoi prawda” – powiedział.

Ocenił, że “ten rodzący się drugi obieg kultury polskiej” jest niezwykle ważny w sytuacji, gdy w Europie i na świecie przez znaczną większość środków przekazu promowany jest relatywizm. Dodał, że dziś środki przekazu stały się raczej “środkami ukierunkowywania myślenia i interesów”.

Hierarcha podkreślił, że dziś “żyjemy w takiej sytuacji, że ludzie lubią słuchać obietnic polityków, które nie będą dotrzymane”, tymczasem “twórcza praca ludzi pióra, ludzi kultury, ludzi słowa, dziennikarza, pisarza to jest niekiedy pójście pod prąd”.

Kongres został zorganizowany w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Jak powiedział jego prezes Krzysztof Skowroński, “SDP jest wielce szczęśliwe, że rodzi się nowy ruch, który będzie miał na swoich sztandarach wypisane to samo, co ma SDP – niezależność mediów, wolność słowa, dbanie o to, żeby dziennikarze mieli zapewnione warunki pracy”.

Uczestniczący w Kongresie podpisywali deklarację, w której napisano m.in., że “wolność i niezależność mediów od nacisków władzy, służ państwowych (w tym szczególnie służb specjalnych), a także partii politycznych jest podstawową działalności dziennikarskiej, zarówno profesjonalnej, jak i amatorskiej, obywatelskiej”.

Na Kongresie byli obecni posłowie PiS należący do powstałego w marcu parlamentarnego zespołu ds. obrony wolności słowa Iwona Arent i Adam Kwiatkowski. Zespół skupia 86 parlamentarzystów – wyłącznie z Prawa i Sprawiedliwości. W marcu jego szefem został były agent CBA, obecnie poseł PiS Tomasz Kaczmarek; dziś pracami zespołu kieruje Kwiatkowski.

W komitecie organizacyjnym Kongresu Mediów Niezależnych są: portale internetowe – niepoprawni.pl, niezalezna.pl, wPolityce.pl, freep.pl, fronda.pl, solidarni2010.pl; portal telewizyjny razem.tv; radia internetowe: Niepoprawne Radio PL, Jezus.FM; czasopisma: “Fronda”, “Nowe Państwo”, “Gazeta Polska”, “Gazeta Polska Codziennie” oraz stowarzyszenia: Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy, Stowarzyszenie Solidarni 2010, Stowarzyszenie “Polska Jest Najważniejsza” i Federacja Mediów Niezależnych.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/krzysztof-czabanski-szefem-kongresu-mediow-niezaleznych

13-05-2012, 21:21

Dziennikarz widzi świat przez inny pryzmat  »

Wiadomości24.pl
Rajmund Czok
13-05-2012

Kiedy śledzę media, jestem skłonny upatrywać powolny zanik dziennikarstwa w klasycznej formie. W redakcjach zostanie jedynie grono najlepszych publicystów, reszta dziennikarzy będzie zmuszona szukać pracy. Przed nami nowa formacja medialna – “dziennikarstwo obywatelskie”.

Kilka dni temu debiutujący dziennikarz zapytał mnie, czy pamiętam, kiedy w gazecie ukazał się mój pierwszy artykuł? W pamięci od razu odżył 1946 rok. Wtedy ukazał się mój pierwszy reportaż o pracy hutników w hucie Stalowa Wola. Od tamtego czasu minęło 64 lata. Szmat czasu. Kiedy sięgam pamięcią wstecz, wtedy rodzi się we mnie pytanie, czy nie lepiej było przyjść na świat w czasach moich prapradziadków?

Rajmund Czok jako dziennikarz Dziennika Zachodniego

Gdybym żył w czasach mego prapradziadka, moje życie byłoby pewnie spokojniejsze i nieco prymitywne, ale jak na owe czasy, szczęśliwe. Może gdybym się urodził w drugiej połowie XXI wieku, wtedy… ale ja przyszedłem na świat w czasie, w którym poznałem coś nieco z przeszłości, trochę przyszłości, przede wszystkim tego środka. Jakie były te okresy dla mnie? Samemu trudno na to pytanie odpowiedzieć, z drugiej strony ktoś inny nie byłby w stanie tego uczynić za mnie. Czasem jest mi trochę smutno, życie trwa krótko, a to, co chciałbym jeszcze przekazać innym, umyka z taką prędkością, jak spadająca z nieba kometa.

Gdy pisarzowi zadamy pytanie, czy jest zadowolony ze swojej nowej książki, zwykle odpowie… tak. Jednak gdyby miał napisać jeszcze raz, dokonałby wielu zmian. Ja myślę podobnie. Gdybym raz jeszcze się urodził, poczyniłbym także sporo zmian, by moje “drugie życie” uczynić ciekawszym i pożyteczniejszym. Ale ja w reinkarnację nie wierzę.

Kiedy studiowałem dziennikarstwo, wmawiano mi, że w tym zawodzie można zrobić spektakularną karierę. I rzeczywiście, wielu moim kolegom się to udało… ale łokciami. Za to w moim życiu było wiele dziwnych lat. Na motywach przeżyć i doświadczeń powstało kilka moich książek, w których fakty autentyczne pisałem czasem w osobie drugiej.

Należę do tej generacji, która poznała sanację, okupację, komunizm i obecny kapitalizm. Gdybym jednak miał optować za którymkolwiek, byłbym w kłopocie. Jednak najchętniej powracam myślami do moich pierwszych powojennych lat, wtedy w chwilach wolnych od wykładów z gromadą studentów i piosenką na ustach, odgruzowałem zniszczoną stolicę.

To były ciężkie, ale zarazem radosne czasy. Ludzie byli sobie wtedy ogromnie życzliwi, cieszyli się z każdej paczki UNRRA. Wtedy nie było telewizji ani komputera, radio stanowiło ogromny luksus. W zrujnowanej Warszawie środkami transportu były riksze, furmanki konne i ciężarówki. A na drugą stronę Wisły – na Pragę, przeprawiano się mostem pontonowym.

... i jako korespondent zagraniczny w latach 1990 - 2003

W umysłach obecnych pokoleń to pewnie utopia. Ale ona wykreowała mnie na człowieka szanującego pracę i ceniącego życie. Kiedy jako aplikant w redakcji “Młodzi Idą” – tygodniku organizacji młodzieżowej OMTUR podjąłem pierwszą pracę, wtedy mogłem się przekonać, że w dziennikarstwie nie patrzy się na zegarek, bo dziennikarstwo to zawód wymagający nie tylko wielu wyrzeczeń, ale widzenia świata przez inny pryzmat.

Po powrocie w rodzinne strony na Śląsku, zostałem dziennikarzem w katowickim “Dzienniku Zachodnim”. Po napisaniu krytycznego artykułu, oceniającego współzawodnictwo pracy w jednej z śląskich spółdzielń pracy, zostałem dyscyplinarnie zwolniony. Kilkuletnią przymusową przerwę dziennikarską wykorzystałem jako konferansjer w katowickim biurze imprez artystycznych “Artos”.

Pewnego dnia dowiedziałem się, że szukają kandydatów na telewizyjnych spikerów w katowickim ośrodku TV. Wtedy już szedł program. Wyglądało to obiecująco. Pomyślałem, że zobaczę, jak to wygląda. Wygłosiłem tekst i odpadłem… bo nie należałem do ZMP.

Kiedy obecnie śledzę media, zauważam na horyzoncie medialnym nowe zjawisko dziennikarstwo obywatelskie. Wzorzec nie jest nowy, zaczerpnięty z mediów zachodnich, tyle że różnica ogromna. Tam nikt palcem nie kiwnie, jeśli nie otrzyma honorarium. Nie popełnię chyba pomyłki, jeśli powiem, że klasyczne dziennikarstwo chyli się ku powolnemu upadkowi, jego miejsce zajmą wyłącznie pasjonaci (czyt.: dziennikarze obywatelscy), wśród których niejeden obdarzony wrodzoną inteligencją i bystrością nawet z banału uczyni medialny sukces.

Rajmund Czok

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/dziennikarz_widzi_swiat_przez_inny_pryzmat_232905.html