Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Aktualności

Złoty mikrofon Anny Sekudewicz

Opublikowano: 31-10-2011, 20:55| Autor: redakcja | Ostatnia modyfikacja: 31-10-2011, 21:07

Nagrywa własne, znakomite audycje, ale promuje też zdolnych kolegów. Jej “Trzy kwadranse z reportażem”, nadawane na antenie Radia Katowice, w ubiegłym tygodniu skończyły 20 lat. O redaktor Annie Sekudewicz pisze Henryka Wach-Malicka.

Z Hanną Krall rozmawiała ponad 12 godzin, ale z Umberto Eco tylko kilkadziesiąt minut. Nie każdy rozmówca da się przecież obłaskawić od razu. I nie każdemu można poświęcić tyle czasu, ile by się chciało. Umieć słuchać to jedno, a stworzyć z tego słuchania fascynujący reportaż radiowy to drugie. Rzecz w tym, że Eco odpowiadał na pytania natychmiast, a Hanna Krall ważyła każde zdanie.

Obydwoje są jednak ulubionymi bohaterami redaktor Anny Sekudewicz z Radia Katowice, dla której reportaż radiowy to nie tylko uprawiana z sukcesem forma dziennikarska.

Także wielka, trwająca od lat, przygoda życiowa. – To trochę tak – mówi dziennikarka, jakbym dostała przyzwolenie na większą śmiałość w wypytywaniu ludzi o ich życie. Rzadko zdarzało mi się jednak przekroczyć barierę czyjejś intymności. A jeśli nawet, to nigdy nie nadużyłam zaufania rozmówców. I dlatego mogę do nich wracać…

Anna Sekudewicz któregoś dnia weszła do radia i... została

Złoty Mikrofon, najwyższe wyróżnienie branżowe, otrzymała w 1990 roku, czyli – jak na radiowe zwyczaje – bardzo wcześnie. W ten sposób koledzy po fachu wyrazili uznanie dla jej twórczości. Ale Anna Sekudewicz, laureatka najważniejszej dla dziennikarzy radiowych na świecie nagrody Prix Italia, jest nie tylko świetną reporterką. Od lat popularyzuje pracę innych reportażystów, jako autorka i wydawca “Trzech kwadransów z reportażem”. Tej audycji, nadawanej co tydzień, w czwartki, o godz. 14.15, słuchamy na antenie Radia Katowice już od 20 lat!

Przez ten czas Anna wyemitowała dziesiątki audycji kolegów z całego kraju. Gdyby wysłuchać tych reportaży jeden po drugim, ułożyłyby się w najnowszą historię Polski nie gorzej od analiz socjologicznych. Bo reportaż to nie tylko pomysł na atrakcyjną formę; to przede wszystkim wyczucie rzeczywistości. Sukces, nie tylko zresztą w radiu, osiągają ci, którzy mają dodatkowy zmysł odnajdywania spraw istotnych.

Anna Sekudewicz bezapelacyjnie taki zmysł posiada. I niebywale czuły słuch; w przenośnym i dosłownym tego słowa znaczeniu. Dziennikarka jest córką pianistki, więc muzyka towarzyszyła jej od dzieciństwa.

Wrażliwość na dźwięk oraz osobiste zainteresowania sprawiły, że Anna Sekudewicz wybrała studia na romanistyce. Francuski przydaje się jej w wielu momentach życia zawodowego. A czasem także zawodowo-towarzyskiego. Jak w czasie nieoczekiwanego spotkania z Catherine Deneuve. Zostały zaproszone do tego samego programu francuskiego radia i pewnie ich rozmowa potoczyłaby się uprzejmie, ale standardowo, czyli przez tłumacza.

A potoczyła się żywo, bo język po prostu im to ułatwił.

Anna z sentymentem wspomina spotkanie z wielką gwiazdą europejskiego kina. – Deneuve była miła, nawet ciepła, choć nie należy do gatunku “otwarte ramiona” – opowiada. – No i była oszałamiająco wytworna. Ale mimo że elegancko ubrana i umalowana, nie pozwoliła sobie zrobić zdjęcia przez jednego z kolegów. Taką miała zasadę i za nic nie chciała jej złamać – śmieje się reporterka.

Zupełnie inaczej natomiast Anna Sekudewicz wspomina swoje spotkania z Peterem Leonardem Braunem – wieloletnim szefem berlińskiego Studia Reportażu w SFB, laureatem wszystkich chyba możliwych nagród, szefem konkursu radiowego Prix Europa i wychowawcą setek reportażystów. – Obdarzony charyzmą – charakteryzuje swojego mistrza – i traktowany przez wszystkich jak król, zachowuje się skromnie i z niebywałą życzliwością wobec każdego młodszego kolegi. Jestem dumna, że zaszczyca mnie swoją przyjaźnią.

Wiele razy spotykała się z Leo Braunem na rozmaitych konferencjach i konkursach, sama jest bowiem członkinią Europejskiej Unii Nadawców i kilku innych radiowych organizacji europejskich. Jedną z milszych stron tej pracy są uroczyste gale, np. kończące wręczenie nagród Prix Italia. – Taka elegancka i piękna oprawa – mówi reporterka – podnosi rangę radia w ogóle, a radiowego reportażu w szczególności. Nie ukrywam, że gdyby nie takie spotkania, może nie miałabym okazji spędzić wieczoru w towarzystwie sław włoskiej opery czy Umberto Eco. I raczej nie gościłabym w pałacu bolońskich arystokratów, którzy zaprosili gości konkursu do swoich ogrodów i apartamentów.

Podróże po świecie to ważne, ale jednak tylko przerywniki, w pracy Anny Sekudewicz nad własnymi reportażami. A pracować potrafi ze zdumiewającym samozaparciem, czatując na odpowiedni nastrój rozmówcy, albo sprzyjającą sytuację, nawet całymi miesiącami.

- Nagrywanie, a potem montowanie reportażu – mówi – to jest praca, której nie można wykonywać automatycznie. Bo zawsze towarzyszy ci niepokój o ostateczny efekt. No i ból “wycinania” tysięcy słów, które nie zmieszczą się w ramach czasowych audycji, a które zawsze wydają się ważne – dodaje.

Bywają też przeżycia, nad którymi reporter nie może zapanować, a przecież musi. Odporność na własny stres i cudzą rozpacz przetestowała Anna Sekudewicz najboleśniej w czasie pracy nad reportażem “Użyto broni”, o tragicznych wydarzeniach pod kopalnią Wujek w 1981 roku. Z Markiem Mierzwiakiem rejestrowała na radiowej taśmie ludzki dramat. Reportaż powstawał 7 lat po tamtych wydarzeniach, ale dystans czasu niczego nie ułatwiał.

Wręcz odwrotnie – rodziny ofiar, przywódcy strajku, nawet przypadkowi obserwatorzy nie mogli zrozumieć, dlaczego odkrycie prawdy jest niemożliwe. A poza tym, niektórzy rozmówcy bali się opowiadać o tym, czego doświadczali. To był dla Anny Sekudewicz jeden z najważniejszych reportaży. Wróciła zresztą do tematu realizując dwie następne części. Nazywały się “Użyto broni. 20 lat później” oraz “Pojednanie”. W ostatniej części tryptyku, bohaterką reportażu była Agnieszka, córka Ryszarda Gzika, górnika poległego w pacyfikacji kopalni Wujek.

Dziesiątki reportaży to setki spotkanych ludzi. Tych znanych ze swojej działalności czy twórczości. I tych, którym Anna Sekudewicz dała szansę wykrzyczenia swoich problemów. Tak jak bohaterom reportażu “Cena pracy” (we współpracy z Anną Dudzińską), za który autorka otrzymała Prix Italia. To byli górnicy, którzy zaufali reporterce i opowiedzieli o potwornie niebezpiecznych warunkach pracy w kopalni, bezduszności przełożonych i lekceważeniu podstawowych (i regulaminowych!) przepisów bezpieczeństwa.

Zdobycie zaufania rozmówcy to punkt wyjścia każdego materiału, nad jakim dziennikarka pracuje. Inaczej Maria Bojarska – wdowa po Tadeuszu Łomnickim – nie powiedziałaby Annie Sekudewicz tylu ważnych i mądrych rzeczy o trudnym życiu z wielkim aktorem w reportażu pt. “Wdowa”. Katarzyna Gaertner, bohaterka “Śpiewającej czarownicy”, nie ujawniłaby szalonych fragmentów swojej biografii, a Hanna Krall – niezwykle ostrożna w ujawnianiu przeżyć – nie pokazałaby jej prywatnych listów i fotografii.

Anna Sekudewicz żartuje, że życie przynosi jej czasem rekompensatę za tygodnie “uganiania się” za tematem, bohaterem, szczegółem. A czasem zaskakujące sytuacje.

- We Florencji – wspomina – w czasie wielkiej gali rozdania nagród w konkursie europejskich nagród radiowych, organizatorzy nieoczekiwanie zaprosili całą ekipę słynnego serialu “Ośmiornica”. Odbywa się bankiet w parkowych plenerach, a obok mnie staje Michele Placido, czyli sam ekranowy komisarz Cattani. Przyznaję, duża przyjemność. Nie nagrałam jednak z nim rozmowy, bo nieopatrznie magnetofon zostawiłam w hotelu. Wieczorowa suknia nie miała kieszeni, a do torebki nie mieścił się mikrofon. No i nici z nagrania, ale trudno. Jakąś wpadkę też trzeba zaliczyć…