Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 6
40-009 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 93 40

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Opinie i polemiki

Po co nam telewizja regionalna?

Opublikowano: 10-03-2010, 13:46| Autor: redakcja | Ostatnia modyfikacja: 14-06-2011, 08:11

Wyobrażałem sobie, że przede mną jest szyba, za którą siedzą ludzie. Starsi, młodsi, bardziej i mniej wykształceni, tacy, którzy mnie oglądają częściej i tacy, którzy na “trójkę” przełączają się tylko sporadycznie. I wyobrażałem sobie, że oni tam są, bo chcą się ode mnie czegoś dowiedzieć, że po programie będą choć odrobinę mądrzejsi niż przed nim. Bo moim zdaniem, właśnie po to jest telewizja regionalna.

Kiedyś byłem prezenterem “Aktualności”. Gdy siadałem za studyjnym pulpitem i spoglądałem przed siebie, starałem się nie dostrzegać zimnego, obojętnego ryja obiektywu kamery. Wyobrażałem sobie, że przede mną jest szyba, za którą siedzą ludzie. Starsi, młodsi, bardziej i mniej wykształceni, tacy, którzy mnie oglądają częściej i tacy, którzy na “trójkę” przełączają się tylko sporadycznie. I wyobrażałem sobie, że oni tam są, bo chcą się ode mnie czegoś dowiedzieć, że po programie będą choć odrobinę mądrzejsi niż przed nim. Bo moim zdaniem, właśnie po to jest telewizja regionalna.

Gdy, w czasie jednej ze swoich pielgrzymek do Polski, Jan Paweł II odwiedził Częstochowę, oczywiście i my wysłaliśmy tam swoją ekipę. Dziennikarzy z Warszawy, którzy mieli przygotować relację z tego wydarzenia na antenę ogólnopolską było tam wtedy bez liku. Więc my powiedzieliśmy naszemu reporterowi, żeby się nie pchał do pierwszego rzędu i by pokazał to, czego nie pokażą inni, zajęci relacjonowaniem oficjalnego przebiegu pielgrzymki. Niech porozmawia z ludźmi, zarejestruje ich wzruszenia i reakcje, niech opowie o tej wizycie z perspektywy stojącego gdzieś tam z tyłu pielgrzyma. Po prostu chcieliśmy, żeby nasi telewidzowie dowiedzieli się więcej niż inni. Bo po to właśnie jest telewizja regionalna.

W 1992 roku relacjonowałem heroiczne zmagania z wielkim pożarem w Rudach Raciborskich. Spłonęło tam wtedy dziesięć tysięcy hektarów lasów. Łunę ognia widać było nawet w Katowicach. Na Śląsk zjechało niemal wszystko, czym dysponowała straż pożarna. Pewien siedemdziesięcioletni strażak ? ochotnik, którego koledzy z racji wieku zostawili w domu, do Rud dotarł autostopem pokonując kilkaset kilometrów. Gdzieś w lesie zapodziała się cała kompania strażaków. Pod Rudzińcem szalejące płomienie zmiotły z drogi samochód ze strażakami, którzy tylko cudem uszli z życiem?

Wtedy nie było jeszcze licznych, prywatnych stacji. Zatem we wszystkich programach informacyjnych szło tylko to, co przygotowaliśmy w jedynej wówczas, katowickiej telewizji. Gdy po dwóch, czy trzech dniach, do Rud wysłano w końcu warszawską ekipę reporterską, mnie polecono bym w swojej relacji nie mówił o tym i o tamtym i jeszcze o czymś, ponieważ to załatwią ci z centrali. A w życiu! W ?Aktualnościach? poszło wszystko po kolei, gdyż po to właśnie jest telewizja regionalna.

Jeden z szefów “Aktualności” miał takie, powiedzmy sobie – “hobby”: żądał, żeby każda relacja opatrzona była precyzyjną informacją, gdzie została przygotowana. Zatem nie: ‘Nasi reporterzy byli dziś na Podbeskidziu”, lecz: w Górkach Wielkich, Puńcowej albo w Glince. Chciał, żeby wiedziano, iż poza dygnitarskimi salonami i państwowotwórczymi imprezami dostrzegamy także normalnych ludzi w ich małych miejscowościach. Zawsze upierał się w tej sprawie z wielką stanowczością, ponieważ uważał, że po to właśnie jest telewizja regionalna.

A dlaczego tak wielki sukces odniósł sławny “Program Regionalny” Telewizji Katowice? Ano między innymi dlatego, że do jego studia mógł przyjść praktycznie każdy. Co mówiąc nawiasem, niektórzy traktowali aż nazbyt dosłownie. Ale w gruncie rzeczy przecież o to właśnie chodziło. No a “Telefoniada”? Tam można było zobaczyć na przykład sąsiada albo przy odrobinie szczęścia nawet wystąpić samemu – I przecież także właśnie po to jest telewizja regionalna.

Oczywiście podobnych anegdot można by przytoczyć o wiele więcej. Inni, z innych redakcji mogliby jeszcze powiedzieć o budowaniu lokalnych więzi, regionalnej tożsamości, pokazywaniu kulturowych różnic oraz podobieństw, o historii, o tradycjach regionu. Niewątpliwie wszystko to składałoby się na równie dobrą, a może nawet jeszcze lepszą odpowiedź na pytanie: “Po co nam telewizja regionalna?”

Na koniec chciałbym opowiedzieć o Fredzi. Co starsi dziennikarze z Bytkowa pewno ją jeszcze pamiętają. To była taka nieco szalona pani, która miała bzika na punkcie regionalnego radia i telewizji. Oglądała i słuchała wszystkiego, co nadawaliśmy a potem dzwoniła do redakcji i mówiła, co jej się podobało, a co nie. Fredzia mieszkała w niewielkim miasteczku leżącym na peryferiach ówczesnego województwa częstochowskiego. Poznałem ją osobiście, przy okazji nagrywania kolejnego programu z cyklu “Zajechał wóz do”. Zaprosiła mnie do swego mieszkania. W dwóch pokojach, w kuchni a nawet w łazience stało z pięć telewizorów oraz bliżej nieokreślona liczba odbiorników radiowych, kolumn i głośników. Po prostu Fredzia nie chciała uronić niczego z tego, co nadawało “jej” katowickie radio i “jej” katowicka telewizja.

No i co, chłopaki i dziewczyny z ulicy Telewizyjnej 1: A wy macie “swoją” Fredzię?

Zbigniew Konarski