Prof. UŚ dr hab. Krystyna Doktorowicz:
Ośrodki terenowe są dla telewizyjnej centrali balastem. Od lat więc pojawiają się tam głosy, żeby się ich pozbyć. Szefowie tej dużej spółki mówią tak: “Znaczną część wpływów z abonamentu KRRiTV musi kierować do oddziałów terenowych, bo tam nie ma reklamy, z której mogłyby się one utrzymać. To dla nas ogromne obciążenie finansowe. Trzeba te oddziały okroić, posprzedawać co się da.”
Zbigniew Konarski: – Co to takiego telewizja regionalna?
Krystyna Doktorowicz: – Telewizja regionalna to medium, które zajmuje się problematyką dotyczącą obszaru większego niż miasto czy nawet aglomeracja. Takiego, w którym występują określone związki kulturowe, gospodarcze i społeczne. Dziś ogromnie rośnie ranga regionów. Ich wielość i różnorodność wpisuje się w krajobraz współczesnej Europy. Regiony współpracują ze sobą ale i konkurują. Telewizji regionalnej potrzebujemy więc także po to, by pokazać światu czym dysponujemy, co dzieje się w naszej kulturze i gospodarce.
Z.K.: – Radzi więc Pani traktować telewizje regionalne z całkowitą powagą, jako pełnoprawnych uczestników rynku mediów?
K.D.: – Tak! Ogromne znaczenie mają i te większe – regionalne i te małe, lokalne: miejskie, kablowe i internetowe. Ich rozwój zapewniają nowe technologie. No i mniejsze społeczności bardzo chętnie komunikują się za pomocą regionalnych i lokalnych mediów, ludzie właśnie w ich programach chcą widzieć swoje problemy.
Z.K.: - Czy chce Pani powiedzieć, że przyszłość należy właśnie do tych nadawców?
K.D.: – Niezupełnie. Mamy dziś do czynienia z dwoma wielkimi trendami. Jeden to globalizacja. Tu mieszczą się wielkie sieci telewizyjne i sieci informacyjne; oczywiście także Internet. Dzięki nim, praktycznie na bieżąco możemy śledzić wydarzenia dziejące się na całym świecie. Drugi trend to polityczny, ekonomiczny a także medialny opór wobec globalizacji. Mniejsze społeczności wolą organizować się wokół mediów o mniejszym zasięgu. Bo z nich łatwiej dowiedzą się, co słychać w Katowicach i w Radzionkowie.
Z.K.: - Dziś zatem nikt nie ma wyłączności na wiedzę o świecie, monopolu na jego tłumaczenie i opisywanie?
K.D.: – Więcej: Dzisiaj wszyscy możemy być redaktorami! Te dwie wielkie tendencje – globalizm i regionalizm stykają się. Ważna jest i jedna i druga. Jednak na przykład w sferze informacji duże sieci nie dostarczą tego, co jest nam szczególnie bliskie. Potrzebujemy interakcji, takiej z sąsiadami, mieszkańcami rodzinnego miasta. Te potrzeby mogą zaspokoić właśnie media lokalne i regionalne.
Z.K.: – Nakreśliła tu Pani ambitny plan działania dla telewizji regionalnej. A ja mam wrażenie, że przynajmniej niektóre z nich, cierpią na pewien kompleks: Swoją regionalność traktują jak wadę, ograniczenie. Stąd w regionalnym paśmie Telewizji Polskiej, zamiast informacji lokalnych ? serwis wiadomości międzynarodowych.
K.D.: – To nie jest tak. To sprawa organizacji całego systemu. Gdy mówimy o telewizjach regionalnych, to przede wszystkim mówimy o telewizji publicznej. Prawda?
Z.K.: – Tak.
K.D.: – A regionalne ośrodki Telewizji Polskiej S.A przecież nie są samodzielnymi spółkami, lecz tylko jej terenowymi oddziałami. Do ich dyspozycji oddano jedynie strzępki ?kanału trzeciego?, czyli TVP INFO. Gdy powstawał, miał obsługiwać społeczności lokalne. Teraz jednak przede wszystkim ma konkurować z TVN24, z POLSATEM NEWS, z SUPERSTACJĄ TV, czyli z prywatnymi kanałami informacyjnymi. Telewizja publiczna chce przekształcić go któregoś dnia w swój własny, całodobowy kanał informacyjny.
Z.K.: – Poniekąd kosztem oddziałów terenowych właśnie?
K.D.: – Więcej: Te wąskie pasma antenowe oddane regionom wcale nie są nienaruszalne. Gdy odbywa się jakiś kongres, partyjny zjazd albo akurat przemawia premier, natychmiast wyłącza się pasmo regionalne. Bo zgodnie z polityką programową TVP INFO, tamte wydarzenia są ważniejsze. W efekcie, ośrodki regionalne nie są w stanie zbliżyć się do swoich telewidzów. Przeciętny widz ma bowiem kłopot nawet ze zorientowaniem się kto, co nadaje. Więc pyta: ?Dlaczego Telewizja Katowice mówi o tym, co się dzieje w Ameryce? Wszak to mogę zobaczyć w innych kanałach!? A tego przecież nie robi Telewizja Katowice, tylko TVP INFO!
Ośrodki regionalne powinny także produkować własne programy. I powinny to być zarówno programy o wymiarze regionalnym, jak i takie, które można by pokazać na antenie innych ośrodków. Taka wymiana regionalnych programów i informacji miała się odbywać właśnie na antenie TVP INFO. Zamiast tego płynie z niej strumień ponad regionalnej publicystki; przede wszystkim tej politycznej. Bo telewizja publiczna chce, żeby i do niej też przychodzili politycy. A to jest błąd systemowy: Centralizm widziany z punktu widzenia “Woronicza 17″, z perspektywy Zarządu i Rady Nadzorczej telewizji publicznej.
Z.K.: – To właściwie po co komu, tam w Warszawie, Telewizja Katowice?
K.D.: – Ośrodki terenowe są dla telewizyjnej centrali balastem. Od lat więc pojawiają się tam głosy, żeby się ich pozbyć. Szefowie tej dużej spółki mówią tak: “Znaczną część wpływów z abonamentu KRRiTV musi kierować do oddziałów terenowych, bo tam nie ma reklamy, z której mogłyby się one utrzymać. To dla nas ogromne obciążenie finansowe. Trzeba te oddziały okroić, posprzedawać co się da.” Pamiętajmy przy tym, że po pierwsze: Polska telewizja publiczna jest spółką prawa handlowego. Musi zatem mieć zysk, a przynajmniej nie może przynosić strat. Po drugie: Podporządkowana jest ustawie o radiofonii i telewizji, która pozwala do kolejnych gremiów zarządzających telewizją powoływać ?swoich? ludzi. I po trzecie i najważniejsze: Podlega wpływom politycznym.
Konieczna zatem jest nowa ustawa, która zmieniałaby istniejący system i tworzyła finansowe gwarancje ośrodkom regionalnym; która dawałaby im swego rodzaju licencję na problematykę regionalną. Dopiero w warunkach takiej stabilizacji mogłyby one normalnie pracować.
Z.K.: – Jeśli jednak Telewizja Katowice zostanie przekształcona, o czym się ostatnio mówi – w ośrodek emisyjny to, w warunkach konkurencji na rynku mediów elektronicznych, praktycznie przestanie istnieć?
K.D.: – Oczywiście: Konkurencja jest i będzie coraz większa. Zwłaszcza, gdy upowszechni się telewizja cyfrowa. Wtedy, jeśli nie powstanie nowy system funkcjonowania regionalnych oddziałów telewizji publicznej, rzeczywiście w ogóle nie będą one miały żadnych szans..
Z.K.: - Do czego telewizja regionalna potrzebna jest społeczeństwu obywatelskiemu?
K.D.: – Przede wszystkim powinna informować o tym, jakie są nasze obywatelskie prawa i obowiązki. Powinna też integrować ludzi wokół pożytecznych inicjatyw. Takie informacje i idee najlepiej upowszechnia się właśnie poprzez media lokalne i regionalne.
Z.K.: - Wśród zarzutów najczęściej stawianych telewizji regionalnej jest ten, że byt wiele w niej polityki i polityków. Czy może ona być skutecznym narzędziem komunikowania się władzy ze społeczeństwem?
K.D.: – Powinna być. Tyle, że powinna zajmować się promowaniem spraw interesujących telewidzów, a nie samych polityków. W ogóle właśnie taka telewizja fenomenalnie nadaje się do prowadzenia dyskusji o sprawach lokalnych. Jak to robić? To wcale nie jest takie trudne. Trzeba tylko trafnie wybierać tematy tych debat i zadbać o ich rozpropagowanie.
Z.K.: - Czym różni się regionalność od prowincjonalności? To przecież nie jest kwestia geograficzna; raczej mentalna?
K.D.: – Prowincjonalizm rzeczywiście jest przede wszystkim w głowie. Można mieszkać w Nowym Jorku i też być prowincjonalnym.
To, co regionalne jest niesłychanie wartościowe: kulturowo i społecznie. Natomiast prowincjonalizm kojarzy się z tandetą, czymś niezbyt wartościowym, z niskimi standardami. Dlatego nawet najmniejsza, osiedlowa telewizja może i powinna a nawet musi działać w zgodzie z pewnymi standardami.
Z.K.: – Ja nie zadam pytania, czy według Pani telewizja katowicka jest prowincjonalna, ale z Pani wypowiedzi można wyciągnąć wniosek, że każda telewizja powinna zważać, by w ów prowincjonalizm nie popaść.
K.D.: – Oczywiście! Proszę zobaczyć jak wyglądają programy regionalne w innych krajach europejskich. Na przykład lokalne programy informacyjne w Wielkiej Brytanii formalnie niczym nie różnią się od tych nadawanych z Londynu. Zawierają tylko inne treści. I tu i tam jest świetny montaż, doskonałe serwisy filmowe?
Nie ma zatem żadnego powodu, żeby ciekawie i nowocześnie nie mówić o sprawach dotyczących i naszego regionu. Prowincjonalizm bierze się z lenistwa, zaniedbania. Może więc trzeba eksperymentować, coś zmieniać…
Z.K.: – Mówiła Pani o warunkach brzegowych, które powinny zostać spełnione w skali ogólnopolskiej, by mogła właściwie funkcjonować także nasza telewizja regionalna. A co może w tej sprawie zrobić sam zespól dziennikarski i kierownictwo Telewizji Katowice?
K.D.: – Właściwie to niewiele. Po pierwsze dlatego, że jako oddział terenowy, Telewizja Katowice nie jest samodzielna. Całkowicie zależy od Zarządu TVP S.A. Przecież jej dyrektor nie może nawet wybrać sobie zastępców, bo dostaje ich w pakiecie z Warszawy. Oczywiście dziennikarze powinni doskonalić swój warsztat, powinni poważnie liczyć się z krytycznymi opiniami i recenzjami – nawiasem mówiąc: regionalna widownia jest szczególnie skłonna do krytyki. Skoro jednak pojawiła się koncepcja, by katowicka telewizja była tylko ośrodkiem emisyjnym, to jeśli plan ten zostanie zrealizowany, wielu z nich straci pracę. Dlatego trudno oczekiwać, by wykazywali się teraz szczególną odwagą. Myślę, że to raczej niezależne środowiska, stowarzyszenia twórcze, ludzie którzy zajmują się na Śląsku kulturą powinni zabiegać o katowicką telewizję. Owszem, są różne pomysły, jest presja na utrzymanie jej przy życiu, ale przecież jedna decyzja Zarządu może to wszystko obrócić w niwecz. Dlatego tak potrzebne jest owo wsparcie. Jeśli go nie będzie, rzeczywiście może stać się tak, że na Bytkowie zostanie tylko dyrektor, sekretarka i jeden spiker.
Rozmawiał: Zbigniew Konarski
Profesor Krystyna Doktorowicz jest dziekanem Wydziału Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego oraz kierownikiem Zakładu Zarządzania Mediami i Organizacji Produkcji Filmowej i Telewizyjnej.

